
Lizbona nowoczesna
Będąc w Lizbonie warto na chwilę oderwać się od zwiedzania zabytkowej Alfamy i Belem i zajrzeć do nowoczesnej części miasta. Polecam spacer po Parku Narodów

Będąc w Lizbonie warto na chwilę oderwać się od zwiedzania zabytkowej Alfamy i Belem i zajrzeć do nowoczesnej części miasta. Polecam spacer po Parku Narodów

Lizbona jest nietypowym miastem, przynajmniej wyróżnia spośród innych miejsca na mapie naszej podróży po Europie. Wszędzie niska zabudowa i dość obskurne, obdrapane tynki, ale jednocześnie tkwi w tym jakiś magiczny urok. W tym praniu wywieszonym za okno, w dachówka a przede wszystkim dopiero tu poczułam fado. Fado to nostalgiczna muzyka, która tu, w Portugalii, w Lizbonie, rozbrzmiewa z niemal każdego zakątka. I muszę Wam powiedzieć, że Lizbona i fado pasują do siebie idealnie. Lekko smętne a jednocześnie pociągające.

Vinho Verde, sery, babeczki i ośmiornica. Ach tu ośmiornica jest łatwiej dostępna niż kurczak haha 🙂 Dzisiaj po prostu nasze codzienne zakupy w Lizbonie, coś

Lizbona całkowicie różni się od innych miast na naszej trasie. Szczególnie dzielnica Alfama zwraca uwagę. Niska zabudowa, czerwone dachy i zewsząd rozchodząca się nostalgiczna muzyka fado. Ach i te tramwaje! One jeżdżą dosłownie na styk, mijając tramwaj trzeba się nieraz przytulić do budynku. W Lizbonie znajdziecie też liczne cukiernie sprzedające pyszne wypieki. Wszystkie bardzo słodkie!

Z naszej podróży przywieźliśmy sporo skarbów, niebawem opublikuję film ze smakołykami, które przebyły kilkaset, a niektóre kilka tysięcy kilometrów z nami w samochodzie, by teraz, jesienią, cieszyć nasze podniebienia. Za to dzisiaj film nie o jedzeniu, a o innych zakupach, o talerzach i zastawie stołowej i wszystkim, co związane z dekoracją.

Madryt miło mnie zaskoczył. Spodziewałam się szarej, dużej metropolii bez polotu, a na miejscu okazało się, że to bardzo fajne miasto. W którym można znaleźć duży park, zaś na ulicy trafić do lokalnego baru mlecznego i wśród hiszpańskiego zgiełku kupić kanapkę z pyszną, suszoną hiszpańską szynką oraz ośmiornicę z ziemniakami.

Droga do Madrytu z Barcelony jest dość długa, w dodatku jest pusto (w okolicy rzadko widać jakiekolwiek pola, a już tym bardziej domy). A jak nie jest pusto, to są remonty, jedziemy dość długo, co jakiś czas musimy robić przerwy na odpoczynek i coś smacznego. Korzystając z okazji, dzisiaj ślemy Wam gorące pozdrowienia z trasy. A przy okazji posłuchajcie o mrówkach-szabrownikach. 🙂

Jeśli wybieracie się do Barcelony, to zanim udacie się oglądać monumentalną Sagradę Familię, wesoły Park Guel czy stadion piłkarski to koniecznie zajrzyjcie na tutejszy targ spożywczy La Boqueria. Nawet jeśli nie jesteście kulinarnie zakręceni to warto odwiedzić to miejsce by lepiej poczuć hiszpański klimat a także, by spróbować i kupić coś dobrego. A ja dzisiaj zapraszam na migawki z Barcelony.

Podczas naszej podróży zatrzymujemy się zarówno w hotelach, w wynajętych mieszkaniach, jak i na campingach. Te dwa ostatnie miejsca to najlepsze rozwiązanie, bo ma się własną kuchnię, a przynajmniej jej namiastkę. Wyjazdy pod namiot kojarzą mi się z daniami z grilla i konserwami, ale również z gotowaniem na małej kuchence turystycznej. W Hiszpanii kupiliśmy sobie patelnię paellere (już nie mogę się doczekać, aż przygotuję na niej jakąś pyszną domową paellę!), okazuje się, że to świetne naczynie do gotowania na campingu. 🙂 A Wy co jadacie na campingu?

Uwielbiam próbować lokalnych przysmaków, tu w Hiszpanii, w której właśnie jesteśmy, na szczególną uwagę zasługuje pyszne chorizo. A ja dzisiaj troszkę chciałabym się Wam wytłumaczyć, dlaczego na wyjeździe nie gotuję aż tak wiele, jak planowałam. 🙂 Porozmawiamy też o pogodzie i o lenistwie na barcelońskiej plaży. A Wy gotujecie na wyjazdach?

Przyjeżdżając do Barcelony, wiedziałam, że koniecznie muszę wybrać się na tutejszy targ spożywczy, czyli Mercat de St Josep popularnie nazywany La Boqueria. Targ czynny jest codziennie za wyjątkiem niedziel, od rana do późnego wieczoru. Znajduje się przy głównym barcelońskim deptaku – Rambla i już z daleka można poczuć zapach sprzedawanych tu suszonych szynek, owoców morza czy świeżych soków.

To chyba najpopularniejszy szlak zwiedzania Barcelony. Fantastycznych budowli wg projektu Gaudiego jest tu naprawdę sporo, a każda z nich jest jak wyjęta z bajki. Dzisiejszy spacer zaczniemy od parku Guel i nie pominiemy na pewno innej charakterystycznej budowli – Sagrada Fimilia.

W Barcelonie jest gdzie chodzić, a po spacerze śladami Gaudiego wybraliśmy się na kolejkę linową zawieszona nad morzem. Widoki piękne! A stąd już tylko kawałek na plażę a potem do oceanarium!

I jesteśmy w Hiszpanii! Tuż za granicą francusko-hiszpańską, możemy stąd skoczyć na Costa Brava, ale wybieramy spacer po mieście, czyli po Gironie. Podoba nam się tutaj już od początku, jest tu o wiele spokojniej niż w zatłoczonej, upalnej Nicei a poza tym sprzedają pyszną paellę!

Pierwsze swoje kroki w Barcelonie skierowaliśmy na Rambla, czyli długą ulicę ciągnącą się przez Plac Kataloński aż do samego morza. Od deptaku jest kilka kroków do tutejszego targu. Na dłużej zajrzymy tu jutro, a dzisiaj chcemy nacieszyć oczy cała Barceloną.

Girona spodobała nam się od początku, a największą przyjemność sprawił nam spacer po murach Girony. To tutaj, w lekkim półcieniu można chodzić godzinami i podziwiać piękną panoramę miasta wspinając się na kolejne punkty widokowe.

Girona bardzo przypadła nam do gustu. Z pozoru spokojna, ale wieczorem tętni tu życie (szczególnie to kulinarne) i można naprawdę smacznie zjeść, A dodatkowo jest malownicza, godzinami można spacerować po murach Girony lub siedzieć na brzegu, połowicznie wyschniętej, rzeki podziwiając ryby.

Kolejny odcinek „od kuchni”… czyli o tym, jak radzimy sobie z głodem w czasie hiszpańskiej sjesty. Kiedy wszystkie knajpy i restauracje są zamknięte, to najlepiej wybrać się do piekarni lub cukierni.

Aix-en-Provance zwane jest miastem tysiąca fontann i nie ma w tym stwierdzeniu nawet odrobiny przesady. Nas jednak najbardziej zafascynował targ pełen oliwek, owoców morza i wyrobów z lawendy oraz wystawiane wieczorami przy głównej ulicy stragany z prawdziwie francuskimi rarytasami. Nam udało się kupić miód z lawendy, tak trochę na pocieszenie, ponieważ gdybyśmy przyjechali kilka tygodni wcześniej, może udałoby się nawet zobaczyć kwitnące pola lawendy, których w tej okolicy nie brakuje. Jednak pod koniec sierpnia lawenda była już zebrana.

Aix-en-Provence, niewielkie francuskie miasteczko leżące dosłownie rzut beretem od Lazurowego Wybrzeża, cieszy się dużą popularnością wśród turystów. I to z kilku powodów. Słynie jako miejsce gdzie zaczyna się Prowansja i bajecznie kolorowe lawendowe pola. Bywa także całkiem zasłużenie nazywane miastem tysiąca fontann. Wreszcie to tutaj tworzył swoje obrazy Paula Cezanne. Ma się wrażenie, że swoimi atrakcjami Aix-en-Provance mogłoby obdarować kilka większych miejscowości.

Miały być pola pełne lawendy, czyli krajobraz, jak z każdej prowansalskiej pocztówki. Niestety lawenda przekwitła (koniec sierpnia), za to trafiliśmy na piękne gaje oliwne i winnice. Winorośle uginały się pod ciężarem dojrzewających owoców, a oliwki kryły się wśród niepozornych listków w uroczym gaju.