Wakacje kamperem 2019: Dzień 6 i 7 Fontaine-Francaise i droga

Wakacje kamperem 2019: Dzień 6 i 7 Fontaine-Francaise i droga

Dziś leniwy dzień. Po intensywnych poprzednich dniach postanawiamy zwolnić, odpocząć, trochę nadrobić z pracą. Ale też podelektować się okolicą. A potem czeka nas długa droga.

Dzień 6

Budzimy się w jednym z piękniejszych postojów. Aż trudno uwierzyć, że to postój darmowy. Ulokowany w samym parku, z okna widzimy łabędzie, stoimy przy samym strumieniu. Obok kamienny mostek. Jest pięknie. Jakby ktoś szukał to miasteczko Fontaine-Francaise.

Jemy leniwe śniadanie. Zastanawiamy się czemu zawsze inne kampery odjeżdżają tak szybko. Owszem nam z dziećmi schodzi wszystko dłużej, ale dokąd się spieszą?
Po śniadaniu idziemy zobaczyć miasteczko, jest tu pałac z ogrodem, ale niestety zamknięte jest w poniedziałki i wtorki, a dziś właśnie poniedziałek. Szukamy piekarni, już wiemy, że warto, bo francuskie piekarnie to bagietki i słodkości i to takie słodkości, że oczy się świecą ;)

Ja wybieram oczywiście bezę, tutejsze bezy są pyszne! Chrupiące, lekko ciągnące w środku. Chłopcy mają inne pyszne ciastka.

Potem szukamy sklepu. Bo okazuje się, że kończą się pieluszki. Jestem nieprzyzwyczajona do jednorazowych, zdecydowanie wielorazowe są wygodniejsze. Ale na wyjazd odpuściłam, nie wiedziałam jak będzie z dostępem do pralki, ale nie możemy pozwolić sobie na jakieś „wpadki” i niedoprane pieluszki.

Dużo czasu spędzamy na kocu, potem znowu idziemy do miasteczka, okazuje się, że przyjechał samochód z piecem kamiennym i wypiekają pizzę. Co prawda Francja nie kojarzy mi się z pizzą, ale chłopcy są zachwyceni ;)

Postanawiamy zostać tu na kolejną noc i ruszyć dopiero jutro. Trochę odpoczniemy, a jutro ruszymy w długą trasę, już taką by dotrzeć bliżej Prowansji.

Tam stoi nasz kamper
Tam stoi nasz kamper
Kawa z takim widokiem
Kawa z takim widokiem
Kawa z takim widokiem
Kawa z takim widokiem
Jestem zachwycona tym miejscem
Jestem zachwycona tym miejscem
Miasteczko
Miasteczko
Przy kamperku, uwielbiam go
Przy kamperku, uwielbiam go
Bagierki
Bagierki

Dzień 7

Dziś mamy w planach przejechać ponad 400 km, raczej unikamy tak długich skoków, ale chcemy już dotrzeć bliżej południa. Wiesz, lawenda :)

Jedziemy jednak spokojnie, z licznymi postojami na obiad, a nawet prysznic w trasie, bo na wczorajszym postoju nie było wody, więc musimy nadrobić. Kamper jest wygodny, maluch może się zdrzemnąć, starszaki pobawić kiedy stoimy. Ja mogę im ugotować obiad, a potem na spokojnie można ruszyć. Nic nas nie gna, bo przecież mamy swój domek na kółkach.

Wieczorem docieramy na postój i zasypiamy. Czuć, że jest tutaj o wiele cieplej, no i słychać cykady. Krajobraz też się zmienił, zamiast typowych liściastych są platany, u nas raczej mało spotykane. No i te cykady, cały czas je słychać.

Ruszamy dalej
Ruszamy dalej

Komentarze:

a jak tam pachnie?

Dodaj komentarz:

Dodając komentarz na stronie akceptujesz politykę prywatności.