Wakacje z dziećmi – jazda samochodem – 10 zasad

Wakacje z dziećmi – jazda samochodem – 10 zasad

Oto moja recepta na miłą, udaną, jazdę samochodem w dłuższą wakacyjną trasę z dziećmi. Dla nas podróżowanie z dziećmi jest czymś naturalnym, lubimy spędzać czas wspólnie. Staramy się by wakacje zaczynały się już w samochodzie – oto kilka sposobów na fajną podróż z dzieckiem. Wypracowanych, wypróbowanych przez tysiące kilometrów.

W sumie wiele zależy od wieku dziecka, małe dzieci płaczą lub śpią, większe w kółko gadają. No to jak to ogarnąć?

Polecam krótki film :)

Podróż bez dzieci vs podróż z dziećmi <3 u Was też tak? #dzieci #children #car #songs

A post shared by Paulina Stępień | Domowa.TV (@paulina.domowa) on

1. Przyzwyczajenie

Jeśli tylko możecie przyzwyczajajcie dzieci do wspólnego podróżowania od małego. Każde dziecko, które nagle zostanie wsadzone do samochodu w długą, wielogodzinną trasę najpewniej się zbuntuje/będzie niezadowolone. Zabierajcie dzieci w podróże nawet te małe, niech od początku dobrze im się to kojarzy.

Są małe dzieci, które zasypiają w aucie, gdy tylko odpalisz silnik, są też takie, które będą płakać, ba! będą ryczeć jakby obdzierane ze skóry, a każde światła na trasie będą przyprawiać Ciebie o zawał serca. Moje dzieci należały do tej drugiej grupy (starsze w wersji ekstremalnej), zdarzało się, że wracając z drugiego końca miasta od rodziców nadrabialiśmy 10-15 km by tylko ominąć światła. W końcu z tego wyrosły / przyzwyczaiły się do podróży lub po prostu zaczęły im się miło kojarzyć. Choć bywa, że do tej pory zdarzają się małe sytuacje krytyczne.

2. Jazda w trakcie drzemki

Nie lubię jeździć nocą, moje dzieci też nie. To pewnie kwestia przyzwyczajenia od małego, ale staramy się by noc zawsze była w łóżeczku. Za to jeździmy w trakcie drzemki dzieci lub w czasie, gdy są spokojne / wybiegane. U nas taką godziną na start podróży jest 10-11 lub wcześnie rano, wtedy dzieci/dziecko zasypia i akurat gdy jedziemy np. dwie godziny to śpi lub po prostu jest w dobrym humorze.

3. Przerwy

Gdy jedziemy dłużej to zawsze planujemy przerwy. I to nie takie „na siku”, ale dłuższe, 1-4 godzinne by dzieci nie tylko zjadły, ale też pobiegały. Na przykład podczas naszego euro trip wyruszaliśmy rano, a potem około południa robiliśmy przerwę w jakimś ciekawym miejscu. Tam była pora na posiłek oraz zwiedzanie, często biegliśmy na jakiś plac zabaw/plażę/do parku. Dzięki temu chociażby bezstresowo przejechaliśmy 700 km z Warszawy do Bratysławy zatrzymując się w Szczyrku. Bez płaczu, bez „mamo kiedy dojedziemy”.

4. Jedzenie

Jedną z najważniejszych rzeczy w podróży jest zapewnienie jedzenia. Nie jemy w trasie lecz na postojach. Po pierwsze nie wyrabiamy złych nawyków, po drugie tak jest bezpieczniej, po trzecie na postoju faktycznie można coś zjeść, a nie tylko się zapchać. Stąd planujemy postoje co ok. 3 godziny. Gdy podróżowaliśmy z malutkim dzieckiem, karmionym piersią, to nie ukrywam, że stawaliśmy na karmienie tak często, jak była potrzeba. Teraz, gdy jeździmy z 15 mc i niespełna 3 latkiem to stajemy właśnie co ok. 3 godziny.

Na wszelki wypadek mam chrupki kukurydziane lub andruty, które w sytuacjach nieprzewidzianych mogę podać dzieciom bez stresu, że się zakrztuszą czy cokolwiek takiego. A na postoju jemy obiad w restauracji albo kanapki/naleśniki/ makaron, owoce itd. Do picia zawsze jest woda i zawsze pilnuję by dzieci sporo piły w trasie.

5. Toaleta

Z małym dzieckiem trzeba stanąć i zmienić pieluchę, w sumie samochód sprawdza się super. Z większym, o ile nie ma łazienki to wozimy turystyczny nocnik. Taki nocnik można rozłożyć w samochodzie, a wkład wyrzucić, gdy będzie możliwość. Dla mnie to jeden z najfajniejszych gadżetów. W razie potrzeby nocnik zmienia się w nakładkę na sedes, więc nawet ubikacja na stacji benzynowej nie będzie „straszna”.

Czas na przerwę w trasie, nocnik Potette plus
Czas na przerwę w trasie, nocnik Potette plus

7. Zabawy

W końcu każde dziecko zacznie się nudzić. W samochodzie albo śpiewamy albo mam kilka drobiazgów do zabawy. Najlepiej gdy jest to coś nowego lub dawno niewidzianego :) Niemniej odkąd podczas szkolenia z bezpiecznej jazdy uświadomiłam sobie, że każda zabawka w razie wypadku „zwiększa” masę 30 razy to ilość drobiazgów ograniczam do absolutnego minimum. Najczęściej dzieci mają swoje ulubione pluszaki, miękkie książeczki (najlepiej z naklejkami) i jakiś lekki resorak. My akurat unikamy (przynajmniej póki co) tabletów i zabawek grających w samochodzie.

Druga sprawa to towarzystwo – rodziców lub rodzeństwa. O ile nikt z tyłu nie kłóci się o zabawki to podróż z dwójką jest łatwiejsza niż z jednym.

8. Wygoda

W trasie ważne jest by wygodnie dziecku się podróżowało, banał, ale istotny. Oczywiście w foteliku tyłem do kierunku jazdy (bo tak bezpiecznie – poczytaj o fotelikach RWF). Ale prócz tego dbamy o odpowiednią temperaturę – nie za ciepło, bo wtedy dzieci się pocą. W samochodzie mamy też z tyłu przyciemnione szyby, by nie świeciło słońce, a po zmierzchu inne samochody.

Warto też ubrać dzieci wygodnie, najlepiej w bawełniane, miękkie, nie krępujące ruchów ubrania.

9. Lusterka

W samochodzie mamy zamontowane w zagłówkach lusterka, by widzieć dzieci i by dzieci widziały nas. Przetestowałam wiele lusterek i najfajniejsze to Taf Toys, bo poza tym, że kolorowe to ma taką poduszeczkę i dopasowuje się do zagłówka.

Lusterka Taf Toys - najfajniejsze w mojej opinii
Lusterka Taf Toys - najfajniejsze w mojej opinii

10. Zainteresowanie

Mam wrażenie, że ze starszymi dziećmi jest o tyle fajniej, że można je zainteresować. My opowiadamy gdzie jedziemy, co będzie na miejscu, że będziemy szukać parkingu lub jechać do hotelu itd. Mamy pełną współpracę i dzieci, które są nie tylko zaangażowane, ale też wspólnie „planują” z nami trasę. Wierzcie mi, że od razu nastroje są lepsze.

No dobrze, wszystko brzmi fajnie, ale teraz pewnie część z Was powie: „u mnie nie da rady”. Poniżej kilka pytań/odpowiedzi, które może Wam ułatwią i umilą podróż.

 1. moje dziecko płacze

Wszystko zależy w jakim wieku jest dziecko. Te najmniejsze często płaczą nie tylko z głodu czy mokrej pieluszki, ale też dlatego, że nie potrafią samodzielnie zasnąć, a im są bardziej zmęczone (wbrew opinii, że tak lepiej) tym bywa gorzej. Szczerze mówiąc to najlepiej stanąć i utulić. Wyrośnie z czasem :)

Większe dzieci płaczą by już mają dość. O ile nie są głodne czy nie chce im się siku to po prostu mają za dużo energii i trzeba ją gdzieś zużyć :) Warto się zatrzymać i dać im się wyszaleć. A przy tym samemu wrzucić na luz, jak dojedziecie później to nic się nie stanie.

2. Moje dziecko wymiotuje

No i tutaj klops, niektórym pomagają plasterki na pępuszek, a innym tylko mocniejsze leki. Podobno choroba lokomocyjna rozwija się około 3 roku życia, wcześniej nie można o niej mówić. Ale gdyby to było takie proste… Ogólnie przyczyn może być wiele i niekoniecznie „choroba”: zbyt dużo jedzenia, zbyt ciepło, źle wyważone koła w samochodzie, brak przyciemnionych szyb (szybko zmieniające się obrazy), refluks, strach.

3. Ciągle słyszę „kiedy dojedziemy”

No nudzi się :) Możesz tylko wymyślić jakieś fajne zabawy, jeśli nie zabawkami to w liczenie czerwonych samochodów, szukanie znaków, skojarzenia czy coś w tym stylu.

To chyba tyle, życzę Wam by wszystkie Wasze podróże z dziećmi były miłe. I chyba najważniejsza rada to wrzucić na luz, wtedy naprawdę jest łatwiej :) I to tak całkiem poważnie, bo podróż z dziećmi jest inna i jeśli będziecie się (niepotrzebnie) denerwować, że postój, że hałas, że płacz to atmosfera wszystkim się udzieli. Wrzućcie na luz i sprawcie by jazda samochodem była przygodą :)

Komentarze:

Paulina, czy słyszałas kiedys o dzieciach High need baby ( HNB ) ? Wiesz ze takie dzieci nie znoszą jezdzic miedzy innymi autem ? Ja mam problem z dojechaniem z Pragi na Wole i jak czytam ze jechaliscie 5 tys km to na prawdę ciezko w to uwierzyć, dla mnie taka wycieczka niemożliwa …

Paulina Stępień
  • Paulina

Tak Kasia moje starsze dziecko to HNB, kiedyś podróż 5 km do sklepu to była katastrofa, w ogóle wszystko to katastrofa, ale po prostu z czasem wyrasta, choć do tej pory bywa, że trzeba „coś kombinować”. Mogę Cię pocieszyć, że będzie lepiej :* wiele miłości

Paulina Stępień
  • Paulina

Kasia aaaa i pamiętaj, bo nie wiem czy wiesz, ale jak Twój maluch będzie miał bliżej 3 lat to koniecznie wybierzcie się do specjalisty od integracji sensorycznej :)

  • Gosia

to dzieci HNB muszą mieć diagnozę?

Paulina Stępień
  • Paulina

Gosia nie nie muszą, ale jeśli dziecko to HNB to znaczy, że jest wrażliwe, ta nadwrażliwość może być również potem w innych sytuacjach, stąd warto nie tylko poczekać „aż wyrośnie”, ale zainteresować się i udać do spacjalisty od integracji sensorycznej. Masaże, ćwiczenia to wszystko działa dla dziecka na wielki plus potem, w przyszłości, również w wieku szkolnym czy dorosłym :)

  • Gosia

Dziękuję za info :) będę pamietać! bo u mnie drugi to też HNB, w aucie istny potworek :)

Do specjalisty od integracji sensorycznej polecam wybrać się już wcześniej. Nie zaszkodzi a może pomóc :) pisze to pedagog specjalny, który wie o czym mowa :)

dobre porady! zwlaszcza dla poczatkujacych, my co roku pokonujemy trase polska – anglia i z powrotem , w tym roku nowy kierunek italia (z uk) , wszystkie punkty przerobione i coraz lepiej bo dzieciaki juz starsze 10 i 5 lat choc na dlugich trasach kryzysy sie pojawiaja

Ja mam pytanie odnosnie klimy w aucie wysokich temperatur na zewnątrz jak to pogodzic aby bylo dobrze, jutro mam wracać z Rumunii i az sie boje bo maly dostal kaszel i katar a moj maluch ma nadteaktywnosc oskszeli, jak to pogodzić?

Paulina Stępień
  • Paulina

To chyba trudno pogodzić, nie można przegiąć, trzeba robić przerwy, schładzać auto zanim się wejdzie do środka. No i nie wychładzać za bardzo. Ja przyznam, że na oststaniej prostej nabawiliśmy się kataru. Dzieciom warto nawilżać noski w kliemie, bo wyszuszone są podatne na różne infekcje.

Wybaczcie ale dla mnie śmieszne są takie porady. Myślę, że każdy rodzic na tyle dobrze zna swoje dziecko by wiedzieć jak zapewnić mu komfort w podróży. Pomijając kwestie oczywiste jak dopasowanie fotelika do dziecka by miało wygodnie czy zapewnienie rozrywek przy dłuższej jeździe. Radzenie komuś by przyzwyczajał do jazdy dziecko nie lubiące tego czyli de facto by zapinać w fotelik płaczącego i wyrywajacego się malucha bo tak to w praktyce wygląda jest dla mnie przerażające. Lepiej spróbować za jakiś czas, tydzień czy miesiąc, może się dziecku odmieni niż przyzwyczajać na siłę i liczyć że będzie mu się to dobrze kojarzyc i polubi.

Paulina Stępień
  • Paulina

Absolutnie nie przyzwyczajać na siłę, ale małymi krokami owszem, nigdzie i nigdy w płaczu. Tak, masz rację każdy powinien znaleźć swój sposób, ale jednocześnie ilość pytań o to, jak co dajemy jeść, kiedy jedziemy jest tak ogromna, że widać dla wielu osób to temat nowy. Dla Ciebie pewnie to oczywistości, dla innych coś co może pozwoli odrobinę wyluzować. Każdy z nas jest inny, tak samo jak dzieci.

  • Marta

A ja uważam, że taki wpis jest przydatny. Ja mam już starsze dzieci i te problemy za sobą. Nie korzystałam z żadnych porad i kierowałam się tylko intuicją. Ale jak widzę teraz nie zawsze było to najlepsze rozwiązanie. Np. myślałam, że im szybciej dojedziemy do celu, tym lepiej, bo dzieci będą krócej unieruchomione w aucie. Teraz wiem, że lepiej byłoby zrobić tak, jak pisze Paulina, czyli zatrzymać się na dłużej i dać się dzieciom wyszaleć w drodze, a nie dopiero na koniec podróży.

Jak bylam mała to o mały włos nie udusiłam się andrutem, jedząc go na siedząco w spacerówce pod sklepem, bo mi się przykleił do podniebienia i nie mogłam go połknąć. Nie polecam ich jako podróżnego jedzenia

Paulina Stępień
  • Paulina

Dzięki, że piszesz. Ja pilnuję by jedli na postoju, ale gdy zaskoczy nas korek to zawsze staram się cos mieć. Hmmm to może takie paluchy grissini na wszelki wypadek…

Paulina – jak radziliście sobie kiedy młodszy synek był malutki w aucie? Jeździł też z tyłu z bratem? Mój syn ma teraz niecałe 4 miesiące i jak jedziemy na zakupy/w krótką trasę, jedzie z tyłu sam ale już gdzieś dalej to ja jestem z nim na tylnym siedzeniu. Na początku nie było mowy o takim luksusie, bo młody krztusił się śliną w najmniej oczekiwanych momencie. Zwykle śpi podczas podróży albo patrzy na swoje rączki, ale też się zdarza, że marudzi zwłaszcza na światłach. Wtedy się zatrzymujemy i go „ratujemy” ale potem wracam na przednie siedzenie.

Paulina Stępień
  • Paulina

Xenian od początku z tyłu i jedno i drugie dziecko samodzielnie (młodsze oczywiście ze starszym), wynika to głównie z tego, że ja często jestem kierowcą, często z dziecmi jadę gdzieś sama :) no i tak jest bezpieczniej podczas ew. zdarzenia. Na szczęście nie było problemów z krztuszeniem, ale no przyznaję, że jako matka wariatka na początku zdarzało mi się zjeżdżać i sprawdzać czy oddychają :))) haha
W długie trasy na samym początku zdarzało się, że w sytuacjach kryzysowych siadałam z tyłu i głaskałam, ale osobiście wolę się zatrzymywać :)

Przy chorobie lokomocyjnej polecam do chrupania w czasie poróży ciasteczka imbirowe. Koniecznie ze świeżym imbirem, bo tylko taki ma właściwości przeciwwymiotne. Nie mam konkretnego przepisu. Do podstawowego przepisu na ciastka dodaję łyżeczkę startego imbiru i mniej cukru.
Wkrótce czeka nas 7 godzinna podróż do Rabki z 4 dzieci. Już się boję co to będzie…

Ja siedzę z moim Maluszkiem z tyłu od samego początku. Lubie widziec co sie dzieje, ratowac w razie koniecznosci. My rozmawiamy i spiewamy piosenki. Absolutnie nie podaje nic do jedzenia w trakcie jazdy. Tak jak dorosli nic nie powinni jeść. W razie wypadku pokarm zatyka jame ustną i uniemozliwia oddychanie. Jest to podkreslane na kazdym kursie pierwszej pomocy! Uwazam, ze wpis pomocny, a wiadomo, ze kazdy wszelkie porady dostosowuje do swojego dziecka. Ewentualnie wybiera te odpowiadajace mu. Przydalby mi sie jeszcze taki wpis szczegolowy np co zapakowac, z czego mozna zrezygnowac, gdzie sie zatrzymac. Duzo podrozujecie, wiec na pewno przetestowaliscie juz sporo roznych rozwiązań. Ach i prosze wszystkich rodzicow i nie rodziców. Nie kładzie nic na tylna półkę w aucie. Niewinnie wyglądająca parasolka w razie wypadku moze zrobic krzywdę! Wszystkim podrozujacym zycze szerokiej drogi.

Paulina Stępień
  • Paulina

Paula zgadzam się z tym jedzeniem. Chrupki jednak mam, głównie na wszelki wypadek, chociażby korek na autostradzie, to sie niestety zdarza, więc wolę mieć. Ale oczywiście sama już wiele razy o tym pisałam i fajnie, że co raz więcej osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia.
Ja siedzę zawsze z przodu, bo tak lepiej, no i też często jestem kierowcą, więc wiadomo :)

Zwrócę uwagę jeszcze na jeden aspekt, uwazajcie na zapachy w aucie. Czesto zapach odswiezaczy powietrza przeszkadza dzieciom.

Paulina Stępień
  • Paulina

Zgadzam się :D ja do tej pory nie znoszę zapachu waniliowego odświeżacza, jaki był zawsze w aucie mamy :)

A ja przepraszam że trochę nie w temacie ale poniekąd też jest w artykule o tym mowa.
Wiele mamuś czyta Pani bloga, ma Pani siłę przebicia :) i dlatego proszę aby poruszyła Pani temat „wysikiwania” dzieci w miejscach publicznych. Jest to dosyć powszechny widok w sezonie letnim na plażach, skwerach i o zgrozo placach zabaw. Myślę że fajnie by było dowiedzieć się Waszych sposobów (wspomniała Pani o turystycznym nocniku) ale też zaapelować i uczulać rodziców by nie narażać dziecka na takie krępujace sytuacje jak sikanie w centrum miasta. Pozdrawiam :)

Paulina Stępień
  • Paulina

o! z chęcią, może znajdą się inne mamy z fajnymi pomysłami.

U mnie dzieci zaczynały podróżować jak miały dwa tygodnie. Raz tylko był problem z pierwszą jazda bo dla jego dobra podróżował w gondoli ( myślałam że będzie wygodniej) ale płakał zaryzykowalismy i zmieniliśmy na fotelik. I koniec problemu. Moje dzieci uwielbiają jeździć ale może mają to po mnie. Ja pamiętam ze jak rodzice zmieniali samochody to nowym jeździliśmy na takie małe wycieczki po mieście. Jazda dla jazdy.

  • Xenian

Dziecko nie powinno podróżować w gondoli bo jest to bardzo niebezpieczne podczas zderzenia. Głowa nie ma żadnej ochrony i nadwyręża szyję i kręgosłup. Rozumiem że w dalszej trasie może być dziecku niewygodnie w foteliku, ale moim zdaniem warto robić częściej przerwy.

Ja mam chorobe lokomocyjna i dlatego zwiedzilam wlochy jezdzac pociagiem ;-) pozatym problemy z krazeniem i zatrzymywaniem sie wody -w pociagach te dolegliwosci sa mniejsze

Co to za zestaw piosenek puszczacie dzieciom w podróży (mam na myśli ten z filmiku, gdzie śpiewacie razem)? Strasznie fajne, wpada w ucho, chętnie bym swoim tą piosenkę puściła.

Paulina Stępień
  • Paulina

Bardzo fajne są, to składanka „Miś i Margolcia”, a ta konkretna to sniadanko baranka o ile się nie mylę. Moim zdaniem jedne z fajniejszych piosenek, bo bardzo wyraźne :)

Mi się teraz podoba jak w samochodzie można puścić dzieciakom bajkę do słuchania nie zagłuszając osób siedzących na przodzie. Genialna sprawa

Dodaj komentarz: