Wakacje kamperem 2019: dzień 15 Moustiers Sainte-Marie i kanion Verdon

Wakacje kamperem 2019: dzień 15 Moustiers Sainte-Marie i kanion Verdon

Oto jedno z najpiękniejszych miasteczek we Francji. Kolejny upalny dzień naszej podróży kamperem. Czy znajdziemy tu słynne lody w kształcie róży?

Z dnia na dzień jest cieplej i cieplej, czujemy, że powoli trzeba zmienić kierunek naszej podróży. Ale póki co przed nami jedno z najpiękniejszych miasteczek we Francji. Moustiers Sainte-Marie.

Dzień 15

Budzimy się rano. Wczorajsza droga była naprawdę wąska i kręta, było na tyle ciemno, że nie mogliśmy podziwiać piękna kanionu Verdon, zresztą ma poważne obawy na ile byśmy go podziwiali, bo było naprawdę dość wąsko miejscami. Szczególnie blisko skał. Jazda kamperem bywa dość eksremalna. Prawdopodobnie osobówką ta droga jest mniej „spektakularna” :)

Tak czy inaczej rano cieszymy się, że udało nam się zaparkować w cieniu. Słońce dopiero wychyla się zza góry, ale już wiemy, że przed nami upalny dzień. Zaparkowaliśmy pod Moustiers Sainte-Marie, jednym z najpiękniejszych miasteczek we Francji (tutaj ranking, polecam to zawsze fajne źródło destynacji).

Bierzemy wszystko co trzeba, dużo butelek z wodą, coś do jedzenia i ruszamy. Droga jest pod górę. Już po kilku minutach wiemy, że będzie gorąco. Ale co to dla nas. Wzięliśmy dziś wózek, świadomie, bo jednak pod budką łatwiej skryć malucha w promieniach słońca.

Kilka minut spaceru pod górkę i dochodzimy do centrum miasteczka. Jest naprawdę piękne. W sumie, jak niemal każde francuskie prowansalskie miasteczko, choć to faktycznie jest szalenie urocze. Myślę, że to chyba za sprawą kwiatów. Wszędzie są kwiaty!

A poza tym jest dość turystyczne, to czuć bardziej. Bo nie ma uroczej piekarni lokalnej, za to są sklepy z zapachem lawendy, ciasteczkami i innymi prowansalskimi „regionalnymi” rzeczami, przy czym normalnie one są bardziej regionalne, a tutaj jest wszystko. Zatem nie jest to takie miasteczko, gdzie czujesz klimat (dla mnie póki co idealny był Banon z sobotnim targiem), ale jest pięknie. Tego nie ujmuje.

W zasadzie to miejsce słynie z wyrobu fajansu oraz… lodów w kształcie kwiatu róży ;-)

Zatem szukamy. Po drodze kupuję kapelusz, bo jednak mi go brakuje, a potem kluczymy między uliczkami, aż dochodzimy do małej lodziarni. Tu kupujemy lody. Piękne i smaczne. Chłopcy biorą czekoladowe, ja figowe, karmelowe. Choć teraz wiem, że powinnam wziąć któreś w kolorze róży :)

Uliczki są piękne, wszędzie malutkie wodospady, kwiaty, kwiaty, kwiaty i cudowna architektura. W dodatku niesamowite wrażenie sprawia skała, która niemal wdziera się w miasteczko.

Postanawiam, że wejdziemy na samą górę, bo nad miastem jest stary kościół, a stamtąd rozpościera się piękny widok na miasto i okolice. Jest bardzo gorąco, ale co to dla nas te kilkaset schodów (niecałe 300 kamiennych stopni). Biorę chłopców, a Michał z wózkiem i maluchem zostaje niżej.

Tutaj pierwszy raz mijamy polską wycieczkę, po kilku miłych rozmowach ruszamy dalej. Jest gorąco, ale idzie się dobrze. Trzeba tylko uważać by nie łapać się poręczy (parzy!). Chłopcy dają radę, choć bywają momenty, że myślę, że chyba zawrócimy. Głównie ze względu na upał. Po drodze mijamy przystanki drogi krzyżowej, rozmawiamy trochę o wierze, choć wcale nie jest to łatwo wytłumaczyć. Zajmuje to nas jednak na trochę i możemy po chwili podziwiać piękną panoramę. Dachy domów, zawieszoną gwiazdę – symbol miasta i naszego kampera, gdzieś tam w oddali.

Jednak najtrudniejsze okazuje się zejście. Tak. Kamienne schody są bardzo śliskie, gorące, a poręcz parzy. Chłopcy schodzą na pupach. Jestem z nich dumna, bo to chyba faktycznie najlepsza opcja.

Prawda, że pięknie?
Prawda, że pięknie?
Wszędzie wodospady
Wszędzie wodospady
Wygląda jak fototapeta
Wygląda jak fototapeta
Lody róże
Lody róże
Lody róże
Lody róże
Kamienne schody
Kamienne schody
Widok z góry
Widok z góry
Zejście, niepozorne, ale wymagające
Zejście, niepozorne, ale wymagające

Na dole wypijamy ogromną ilość wody, a potem zmierzamy do kampera. Czas na obiad. Jest już około 16 i to chyba szczyt gorąca. Przestawiamy kampera w cień, termometr pokazuje blisko 40 C. Zdecydowanie za gorąco. Robię szybką sałatkę z kaszą jaglaną, siadamy na kocu i tak spędzamy czas do wieczora, aż zrobi się na tyle znośnie by jechać dalej.

Jadąc zatrzymujemy się by podziwiać kanion Verdon. Mieliśmy w planach tu zostać, ale na żadnym z mijanych kempingów nie ma miejsc. Postanawiamy jechać dalej. Robimy kilka pięknych zdjęć, zachwycamy się zachodem słońca nad kanionem i suniemy naszym kamperem przed siebie.

A skoro nie ma miejsca na kempingu to na pewno musimy zmienić nasze plany.

Przydatne informacje – nocleg

Zatrzymaliśmy się na płatnym camper-parku, bardzo fajnym. Kilka minut spacerem pod górę, ale sporo tu zacienionego miejsca. Płaciliśmy coś ok. 8 euro. GPS 43.843399, 6.21881

PS: artykuł o nas w tygodniku Wysokie Obcasy tutaj – „Zycie na kempingu. Podróż z trójką dzieci na własnych warunkach” :)

Jedzenie z widokiem na skały
Jedzenie z widokiem na skały
Nad kanionem (tak to to zdjęcie, które potem było przy artykule o nas w Wysokich Obcasach)
Nad kanionem (tak to to zdjęcie, które potem było przy artykule o nas w Wysokich Obcasach)
Kanion Verdon
Kanion Verdon
Kanion Verdon
Kanion Verdon
Zachód słońca
Zachód słońca
Zachód słońca
Zachód słońca

Komentarze:

Brak komentarzy. Dodaj pierwszy!

Dodaj komentarz:

Dodając komentarz na stronie akceptujesz politykę prywatności.