Majówka kamperem 2018: dzień 7 Soave i Bassano del Grappa

Majówka kamperem 2018: dzień 7 Soave i Bassano del Grappa

Ja to czułam, że tak będzie, gdy człowiek wraca to potem już trudniej nadrobić zaległości, ale jednocześnie bardzo chcę spisać wszystkie nasze wspomnienia, bo po pierwsze wiem, że niektórzy z tego korzystają, bo to taka dodatkowa motywacja, a po drugie ja sama do nich wracam z wielką przyjemnością. Dzisiaj opowiem Ci o pewnym rozczarowaniu podczas naszej włoskiej majówki.

Dzień 7 – Soave

To niesamowite, w nocy lało, błyskało i aż trudno było zasnąć (choć uwielbiam dźwięk opadających kropli o dach namiotu czy tak jak teraz kampera, bo kojarzy mi się nieodłącznie z wakacjami :)). W każdym razie budzimy się rano, a tu piękne słońce, wszystko lekko paruje. Choć prognoza pogody jest niejednoznaczana i możliwe, że dopadną nas przelotne opady to teraz wygląda na to, że mamy farta.

Stoimy na bardzo ciekawym postoju zaraz przy murach miasteczka. Soave okazało się niewielkim miastem, które słynie z wina, a wczorajszy wieczór był naprawdę ciekawy ;) Dzisiaj za cel obieramy sobie włoską kawę. Dzieci bardzo chcą iść do kawiarni, bo tutaj (ogólnie we Włoszech) nie ma problemu by podać dzieciom kawę zbożową, w dodatku taką, która wygląda jak „normalna”, a często nie ma również problemu z mlekiem roślinnym, ale to już inna sprawa.

Okazuje się, że za dnia to miasteczko wygląda zupełnie inaczej niż wczoraj. Wszystkie winoteki są zamknięte, za to nagle otworzyły się sklepiki i kawiarenki, których wczoraj nie było widać. Powiedzmy sobie szczerze, to małe miasteczko, dość kameralne, ale spokojnie znajdziesz tutaj kawiarnie, a kawałek dalej takie lody, że chodziłam po dokładkę pistacjowych… ale o tym za chwilę.

No to docieramy do kawiarni. Swoją drogą fajny tutaj jest wystrój, bo wisi choinka… do góry nogami :) Zatem jeśli nie będziesz mieć pomysłu na to co zrobić z choinką po świętach to już wiesz :) Dzieci są szczęśliwe, bo mają swoją kawę, my jeszcze bardziej, bo mamy swoją prawdziwą kawę. A potem idziemy na lody. Pistacjowe. Ohhh! Pistacjowe smakują tak, że nie umiem opisać tego słowa, ale utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że warto próbować we Włoszech lodów orzechowych. Są zupełnie inne.

Robimy sobie spacer, trochę żałujemy, że zamek jest dalej, wstępujemy do sklepu, a potem wracamy na obiad do kampera i zmierzamy do kolejnego punktu.

Początkowo chcieliśmy jechać na północ, nad jezioro (Lago Braies), w którym totalnie się zakochałam (i kiedyś tam pojedziemy), ale ponieważ pogoda jest mocno niepewna, to lepiej nie pchać się w góry. Wybieramy Bassano del Grappa.

Dzień dobry, to gdzie my dzisiaj jesteśmy? Tak często zaczynały swój dzień dzieci :)
Dzień dobry, to gdzie my dzisiaj jesteśmy? Tak często zaczynały swój dzień dzieci :)
Pora na kawę i bułeczkę, ale cii
Pora na kawę i bułeczkę, ale cii
Zbożowa? Czemu nie :)
Zbożowa? Czemu nie :)
I po kawie. Włoska kawa jest absolutnie najlepsza!
I po kawie. Włoska kawa jest absolutnie najlepsza!
Gdybyś nie miała pomysłu na choinkę :)
Gdybyś nie miała pomysłu na choinkę :)
Kilka kadrów z Soave
Kilka kadrów z Soave
Kilka kadrów z Soave
Kilka kadrów z Soave
Jedna z uliczek
Jedna z uliczek
Ahhh to słońce włoskie, tutaj zdjęcia zawsze wychodzą świetnie
Ahhh to słońce włoskie, tutaj zdjęcia zawsze wychodzą świetnie
No i nasz pojazd :)
No i nasz pojazd :)

Bassano del Grappa

Docieramy na miejsce, jest dedykowany postój choć z ciekawym systemem ładowania karty wjazdowej i zdecydowanie warto przeczytać instrukcję :) Ruszamy w stronę centrum, okazuje się, że to wcale nie jest aż tak blisko. Ale co to dla nas. Kierunek to Most Ponte degli Alpini, czyli bardzo stary, drewniany most, który może kojarzysz z różnych pocztówek. Drugi cel to grappa dla teścia. Trzeci – no pewnie to fajne miasteczko.

No właśnie, nie chcę powiedzieć, że jest niefajne, ale gdzieś kiedyś przeczytałam, że niewiele tu jest i trochę w tym prawdy. Z jednej strony przyjeżdża się chłonąć atmosferę, piękne miejsca, a z drugiej jakoś tak aż nazbyt nieturystycznie, wszystko zamknięte, most w remoncie, grappa tylko w butelkach „pamiątkowych” i jedynie pizza jak zawsze wybitnie dobra :)

Nie zrozum mnie źle, ale skoro piszę Ci o miejscach, które lubię, to tutaj, może też dlatego, że jednak dopadł nas ten deszcz, jakoś nic nie złapało mnie za serce ;)

Mimo deszczu idziemy na pizze, a trafia się pyszna, zaraz za mostem, w niewielkiej piekarni, ale tak chrupiąca, z tak pysznym serem, że omnomnom! A potem wracamy, bo jednak trochę pada, a przed nami jeszcze kawałek drogi, w końcu musimy już kierować się mocno na północ. Wracamy i ruszamy.

Po około dwóch godzinach jesteśmy w Spilimbergo. I wiesz co? Ja lubię to miejsce, choć w sumie nie ma wielu uzasadnień poza dobrą kawą, fajną trattorią i świetnym miejscem dla kamperów. A także tym, że jest dość na północy Włoch, więc jest to taki punkt początkowo/końcowy, ale już/jeszcze we Włoszech. Ale powiem Ci więcej, jako że jesteśmy z teściami to (tadam!), możemy iść razem, we dwoje, na randkę. Dzieci uznają, że już dzisiaj się nachodziły i chcą się bawić, a nam bardzo podoba się wizja randki.

A to już Bassano del Grapa i pomysł na wykorzystanie... butów
A to już Bassano del Grapa i pomysł na wykorzystanie... butów
Ciasteczka
Ciasteczka
Kilka widoczków
Kilka widoczków
I sama chciałabym takie w ogródku
I sama chciałabym takie w ogródku
Widok z mostu
Widok z mostu
Widok z mostu
Widok z mostu
Widok z mostu
Widok z mostu
Pizza, zawsze najlepsza
Pizza, zawsze najlepsza
Zawsze mamy swoje kurteczki, głupio mówić ile już z nami lat jeżdżą
Zawsze mamy swoje kurteczki, głupio mówić ile już z nami lat jeżdżą
Dla chłopców to była nawet jakaś atrakcja :)
Dla chłopców to była nawet jakaś atrakcja :)
Most w remoncie
Most w remoncie

Ale zdradzę Ci zakończenie :) Otóż jest piątek wieczór, na ten sam pomysł wpadło wielu Włochów i nigdzie już nie ma miejsc ;) Cóż, przynajmniej spacer wyszedł super. Jutro długa droga.

Komentarze:

Cześć ! Wow. Świetna historia. Uwielbiamy takie klimaty. Szkoda tylko, że jeszcze tak mało ludzi widzi urok kamperowo-namiotowej wolności podróżowania i życia blisko natury. Z niecierpliwością czekamy na kolejne podróże i historie ;) ! Zespół HelloCamping Pozdrawia !

Witaj Paulino! Na początek gratuluję świetnego bloga i Twojego zorganizowania:-) Jestem pod wrażeniem:-) Ja też z rodzinką podróżuję kamperem od dwóch prawie lat ( wcześniej był namiot i przyczepa ) i nie zamienilibyśmy tego. W tym roku na majówce też byliśmy we Włoszech ( Wenecja, Cascia, Manopello, Loreto i Gradara). Było cudownie. Już od dłuższego czasu chodziły nam po głowie Włochy ale kiedy trafiłam na Twojego bloga już nie było innej opcji;-) Dzięki:-) Pozdrawiam i życzę kolejnych wspaniałych podróży ( mam nadzieję, że wszystkie opiszesz:-)

Paulina Stępień
  • Paulina

Cieszę się! :) napisz coś więcej, gdzie nocowaliście? też na postojach? :) brzmi świetnie Wasza trasa, ale uważaj teraz to już przepadliście hihi :) uściski!

Ale fajne!

Oj tak przepadliśmy już dawno:-) ale co zrobić jak się to uwielbia;-) Nocowaliśmy zawsze na postojach a aplikacja o której pisałaś park4night jest świetna. W Wenecji zatrzymaliśmy się w San Giuliano skąd wzięliśmy taksówkę wodną ( atrakcja dla dzieci a mamy trójkę:-) do samej Wenecji. Zwiedzanie kawa i lody. Następnie na nocleg zatrzymaliśmy się w Lido delle Nazioni nad morzem. Najmłodszy nasz syn (4 lata ) miał raj w morzu. Kolejny dzień to Cascia, św. Rita i miasteczko pełne róż. Pizza kawa i lody mniam:-) W Casci jest fajny parking dla kamperów. Stąd wyruszamy do Manopello, gdzie można zobaczyć Święte Oblicze Pana Jezusa. Dla nas to było wspaniałe nie zapomniane przeżycie. Kolejny przystanek to Loreto, nocowaliśmy przy samej plaży, na parkingu, ludzi mało tylko inne dwa kampery stały obok nas. Morze wspaniale i ciepłe, dzieci miały raj (wszystkie 15 latek 12 latek i mały:-). Potem zwiedzanie Bazyliki no i oczywiście kawa i lody:-) Ostatnim przystankiem było średniowieczne miasteczko z zamkiem w środku Gradara. Podobno jest to najpiękniejsze miasteczko we Włoszech. Jest piękne.
W zeszłym roku na majówkę pojechaliśmy nad nasze polskie morze, od Dziwnówka aż po Hel. Tylko chłopcy się nie kąpali:-)
Dużo by pisać o naszych podróżach:-)

  • Sylwia

Przed nami latem jeszcze Chorwacja. Jak co roku od ładnych paru lat i drugi raz kamperem:-) Polecam też Słowenię, Jezioro Bohinj i Jezioro Bled.

Paulina Stępień
  • Paulina

Rety, mogłabym czytać więcej takich komentarzy :) może gdzieś spisujecie i chcesz dać link? :)
Muszę koniecznie dopisać w takim razie na naszą listę Casci i Gradara, a Loreto to też jakiś parking z tej apki? Teraz mam ochotę ruszyć! :)
A co do Polski, my mieliśmy problem ze zrzutami szarej wody, w końcu kupiliśmy taki baniak na szarą wodę, bo w zasadzie nigdzie nie było typowych zrzutów, czasem był zrzut wc, ale nie szarej. A Wy nie mieliście problemu czy może korzystaliście głównie z kempingowych? :)
uściski!

Cześć, niestety nie mamy żadnej strony z naszych podróży tylko filmiki izdjęcia i rośliny( to ja ).
Jezeli chodzi o Włochy to w Casci za 8 euro na dzień można stać wody nabrać i zrzut zrobić, w Loreto za 3 euro a w Gradarze jest tylko parking. Na nocleg zatrzymaliśmy się dwa km od km od Loreto przy plaży na parkingu na darmo.
Nad Bałtykiem natomiast korzystaliśmy z miejscówek za free ze strony polskicaravaning.pl, ale nie obyło się bez nocowania na kempingach ze względu na wodę i zrzuty.
Pozdrawiam:-)

Paulina Stępień
  • Paulina

Dzięki! :) to po prostu zapraszam Cię, pisz jak najczęściej o Waszych podróżach, bo przyznam, że już mam ochotę na kolejne :) dziękuję za informacje o postojach :*

Dodaj komentarz:

Dodając komentarz na stronie akceptujesz politykę prywatności.