Kosmetyki dla dzieci – jak wybierać

Kosmetyki dla dzieci – jak wybierać

Na co zwracać uwagę wybierając kosmetyki dla dzieci, co może uczulać, czy konserwanty są złe i czy SLS to zło wcielone? We wpisie odpowiedź na wszystkie pytanie związane z kosmetykami dla dzieci. I spokojnie, nie będę Cię do niczego przekonywać, ale temat jest na tyle rozległy i ciekawy, że na pewno warto sobie wiedzę ułożyć.

Nie wiem, jak Ty, ale ja złapałam się na tym, że już sama nie wiem co dobre jeśli chodzi o kosmetyki, a już kosmetyki dla dzieci to totalny kosmos. SLS jest zły, konserwanty też nie bardzo, choć z drugiej strony potrzebne, najlepszy byłby olej kokosowy, ale ten zapycha, talk szkodzi, woda to może być za mało, szczególnie ta o niskim PH, bo przecież wysusza itd., itd. W zalewie informacji naprawdę trudno połapać się w tym wszystkim. Zresztą jako ciekawostkę powiem Ci, że jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku ten szum informacyjny był dwa razy mniejszy – obecnie jesteśmy bombardowani aż 100 tys. słów dziennie! Jak trafnie ocenić które z nich są ważne, a które nie?

Stąd z ciekawością wybrałam się na warsztaty „Sprawdzone-udowodnione” organizowane przez markę Jonson’s. I zanim uciekniesz krzycząc, że jak to tak, skoro firma kosmetyczna robi takie spotkanie to na pewno nie ma to sensu. To mimo wszystko czytaj dalej. Po pierwsze jestem z Tobą szczera, po drugie jako ciekawostkę powiem, że ponad 90% światowych danych naukowych dotyczących pielęgnacji skóry dziecka pochodzi z badań właśnie tej firmy. A po trzecie dzisiaj chciałabym Ci przytoczyć głównie wypowiedzi dr Magdaleny Sikory, pracownika naukowego Politechniki Łódzkiej, która jest ekspertem w zakresie surowców i półproduktów kosmetycznych. Nie będzie ocen, tylko fakty, wypowiedzi i duuużo wiedzy!

To właśnie wywiad, a wcześniej prelekcja pani Magdaleny Sikory dały mi najwięcej do myślenia. Zresztą ujęła mnie tym, że wcale nie wychwalała wszystkiego, ale mówiła wprost. OK, SLS nie jest złe, ale w kosmetykach dla dzieci nie lubię, za to kosnerwanty są potrzebne, bo… no właśnie wszystko we wpisie, szczególnie, że zdradzam niżej jedną, najważniejszą lekcję, jaką sama wyniosłam z tego spotkania.

Zobacz mój film z tego wydarzenia

Na bieżąco podczas warsztatów nagrywałam krótkie ujęcia, możesz więc zobaczyć jak robiliśmy kosmetyki. Ale szczególnie posłuchaj mojego wywiadu z panią dr Magdaleną Sikorą, jest po prostu ciekawy, bo bierzemy do ręki opakowanie płynu do mycia ciała dla dzieci i krok po kroku omawiamy każdą pozycję z listy składników na etykiecie!

Kosmetyki dla dzieci – jak wybierać

Poniżej baza wiedzy, co jest co i dlaczego jakiś składnik bywa ważny lub absolutnie nieistotny w kosmetykach (dla dzieci, choć przyznaję, że czasem odnoszę się również do kosmetyków dla dorosłych) :)

1. Skóra dziecka

Zanim o kosmetykach będzie, to jeszcze kilka faktów na temat skóry malutkich dzieci. Skóra niemowląt zdecydowanie różni się od skóry dorosłego. Jest nawet o 30% cieńsza, ma mniejszą zawartość czynnika nawilżającego, a naskórek zdecydowanie szybciej traci wodę. Zaraz po urodzeniu pokryta jest mazią płodową – nie bez powodu, bo pozwala to m.in zachować odpowiedni poziom nawilżenia i natłuszczenia skóry.

dr Magdalena Sikora:

„Skóra niemowląt i małych dzieci wymaga w zasadzie głównie ochrony, ponieważ w pierwszych tygodniach życia ograniczone jest wydzielanie przez nią łoju, czemu towarzyszy suchość, tzw. kseroza. Proces ten w indywidualnych przypadkach może trwać od kilku miesięcy nawet do 2–3 lat. Pielęgnacja skóry małego dziecka polega na wzmocnieniu bariery naskórkowej, która ogranicza nadmierną utratę wody i rozwój mikroorganizmów, a także łagodzi podrażnienia i zmniejsza tarcie skóry o ubranie czy pieluszkę”.

Co ciekawe (mnie zaciekawiło :)), gdy rodzi się dziecko jego skóra ma bardziej zasadowe pH (jak wody płodowe) i dopiero (nawet) po kilku tygodniach osiąga właściwe dla skóry pH kwaśne.

To jak wybierać i co jest co? ;-)
To jak wybierać i co jest co? ;-)

2. PH – słów kilka

No właśnie poruszyłam temat PH, więc zatrzymam się przy tym na chwilę. Otóż pH naszej skóry jest lekko kwaśne, między 4,5, a 6, jako taką równowagę uznaje się 5,5. Gdy kosmetyki, których używamy (czy to do pielęgnacji dzieci czy siebie) mają zasadowy odczyn, to może to wpływać wysuszająco na skórę. Dlatego kosmetyki, typu mydło, płyny myjące powinny mieć odczyn neutralny dla skóry, czyli właśnie lekko kwaśny.

I tutaj przyznam Ci się, że tego nie wiedziałam, nagle stało się jasne czemu mamy problem z wysuszoną skórą dłoni. Otóż po pierwsze woda w kranie (sprawdziłam u nas) ma odczyn zasadowy i na domiar złego od jakiegoś czasu przerzuciliśmy się na mydło w kostce, które właśnie sprawdziłam i też jest bardziej zasadowe niż inne w płynie. Czyli akurat rozwiązanie naszego problemu (przynajmniej częściowo) z suchą skórą na dłoniach okazało się prostsze niż sądziłam :) Ale to taka dygresja.

Tutaj taki dość obrazowy przykład z różą, róża w wodzie, róża i mydło w kostce (bardziej klapnięta) i róża w wodzie z płynem o odpowiednim pH (podobny stan, jak ta w wodzie)
Tutaj taki dość obrazowy przykład z różą, róża w wodzie, róża i mydło w kostce (bardziej klapnięta) i róża w wodzie z płynem o odpowiednim pH (podobny stan, jak ta w wodzie)
Z ciekawości sprawdziłam pH kosmetyków i wody, od lewej
Z ciekawości sprawdziłam pH kosmetyków i wody, od lewej "najlepsze" pH ma kosmetyk myjący, potem dość zasadowe mydło w kostce i zasadowa woda z kranu

3. Czego NIE powinno być w kosmetykach dla dzieci

Głównie chodzi tutaj o surówce, które są zakazane przez ustawy. Zatem nie powinno być, np.: formaldehydu, kwasu salicylowego (z wyjątkiem szamponów), czwartorzędowych amin, kwasu borowego, fenolu, etanolu w wyższych stężeniach (30 proc.), niektórych barwników, np. fluoresceiny, tlenków chromu.

dr Magdalena Sikora:

„Według mnie należy unikać w nich także ekstraktów z mało znanych, szczególnie egzotycznych roślin czy też olejków eterycznych – niektóre z nich nie powinny się w nich absolutnie znaleźć, np.: olejek drzewa herbacianego, drzewa różanego, eukaliptusowy, goździkowy, kanuka, manuka, ilangowy”.

4. Konserwanty po co są?

Celem konserwantów jest zapewnienie czystości mikrobiologicznej produktu od momentu produkcji, aż do ostatniej kropli w opakowaniu. A jak może dojść do zanieczyszczenia? Głównie przy aplikacji (paluszkiem, z pompki), gdy dostanie się woda do produktu.

Ogólnie konserwanty są potrzebne w kosmetykach, które zawierają w składzie wodę (główne środowisko rozwoju drobnoustrojów). Gdy kosmetyk jest na bazie oleju, to nie ma konieczności by pojawił się konserwant.

A ilość konserwantów? Jeśli jest ich zbyt mało to produkt nie będzie chroniony, zbyt duża ilość może powodować podrażnienia skóry. ALE to czego ja sama nie wiedziałam to fakt, że dwa to niekoniecznie gorzej niż jeden, bo najpewniej dzięki temu można ich dodać mniej do produktu zapewniając lepszą ochronę (odsyłam do filmu wyżej).

Przygotowujemy kosmetyk na bazie wody
Przygotowujemy kosmetyk na bazie wody

5. Bez konserwantów – co to oznacza?

Okey, było o konserwantach, ale jednak na rynku można spotkać produkty, które mają napis „bez konserwantów”, a jednocześnie mają długi termin przydatności. Zatem, jak to jest?

dr Magdalena Sikora:

„Trwałość produktu można zabezpieczyć za pomocą różnych surowców, które oprócz swoich podstawowych własności wykazują mniejsze lub większe działanie mikrobójcze. Pojawiający się napis, iż kosmetyk nie zawiera konserwantu, najczęściej oznacza, że w jego składzie nie ma żadnego ze związków znajdujących się na liście konserwantów dopuszczonych do stosowania w kosmetykach.

Produkty te zawierają natomiast komponenty, których podstawowym zadaniem nie jest konserwowanie, ale które dodatkowo wykazują takie właściwości. W tym przypadku ich działanie nie musi być deklarowane. Można więc napisać, że krem jest bez konserwantów, co nie oznacza, że nie ma w nim żadnej substancji, która de facto go stabilizuje.

Działanie mikrobójcze można uzyskać poprzez wykorzystanie w recepturach kosmetyków np. olejków eterycznych. Główną funkcją kojarzoną z tą grupą surowców jest nadawanie wyrobom odpowiedniego zapachu. Stosowane w określonych stężeniach nie tylko aromatyzują produkty, ale także – dzięki własnościom przeciwdrodnoustrojowym i antyoksydacyjnym – stabilizują je. Niestety, bardzo często stanowią źródło tzw. alergenów zapachowych, których praktycznie nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Czystość mikrobiologiczną można również utrzymać, wykorzystując w kosmetyku znaczne ilości alkoholu etylowego czy też glikolu propylenowego. To substancje pełniące taką funkcję, choć nieobecne na liście konserwantów kosmetycznych, która, jak wspomniałam, obejmuje ściśle określone związki, dopuszczone do stosowania w kosmetykach”.

A niżej znajdziecie listę konserwantów, taka ściąga :)

Lista dopuszczonych konserwantów
Lista dopuszczonych konserwantów
Fragment wykładu dr Magdaleny Sikory
Fragment wykładu dr Magdaleny Sikory

6. Parabeny

Z tego co mówi dr Magdalen Sikora, by kosmetyk na bazie wody był mikrobiologicznie czysty, to potrzebne są konserwanty. No to teraz chwilka o parabenach, bo to również konserwanty. Więcej o bezpieczeństwie poczytasz tutaj, a niżej wypowiedź pani Magdaleny.

dr Magdalena Sikora:

„Obecnie mamy cztery parabeny dopuszczone do stosowania w kosmetykach. Metyl i etyl w takich ilościach, jak przed parabenową fobią, a propyl i butyl w mniejszych ilościach. To, że zmieniły się przepisy dotyczące parabenów to dowód na to, że składy kosmetyków są ciągle weryfikowane i nawet najmniejsze podejrzenie odnośnie do bezpieczeństwa wykorzystywanych w ich recepturach surowców jest brane w regulacjach pod uwagę. Warto jednak zwrócić uwagę na taki paradoks, że zjadając gruszkę, pochłaniamy więcej parabenów, niż wcierając w twarz krem. Owoce w sposób naturalny zawierają konserwanty„.

7. Emolienty

To kolejny termin, który często pojawia się przy wyborze kosmetyków. Głównie kojarzysz go pewnie z kosmetykami do skóry wrażliwej, atopowej itd. W skrócie emolienty to składniki/produkty, które mają za zadanie natłuszczać oraz zmiękczać i nawilżać skórę. Ale nie chodzi o to, że dodają wilgotności, co po prostu zatrzymują jej odparowywanie. Składnikami tego typu są: oleje roślinne, oleje pochodzenia zwierzęcego, olej parafinowy.

8. Olejki eteryczne

Olejek eteryczny to lotny związek pozyskiwany z roślin w drodze destylacji z parą wodną. Są dodawane do kosmetyków w niewielkich ilościach (mniej niż 1%), pozwalają nadać zapach, ale też mają działanie antoksydacyjne (wyżej było o tym wspomniane). Ale też mogą przenikać wgłąb naskórka, przy ich stosowaniu należy zachować ostrożność.

dr Magdalena Sikora:

„Nie jestem także zwolennikiem stosowania olejków eterycznych – ich składniki bardzo często charakteryzują się dużą aktywnością i zdolnością penetracji. Niestety, bardzo często stanowią one także źródło potencjalnych alergenów zapachowych, których w tym przypadku nie jesteśmy w stanie wyeliminować”.

Olejki eteryczne i alergeny
Olejki eteryczne i alergeny

9. Olej parafinowy

Niżej przytoczę Ci głównie wypowiedź dr Magdaleny Sikory, bo przyznam, że olej parafinowy to jeden z tych składników, o których wiem niewiele albo wiem sporo, ale na wyrywki. Zatem polecam wypowiedź fachowca: dlaczego olej parafinowy pojawia się często w kosmetykach, ale również jakie ma wady.

dr Magdalena Sikora:

„Olej parafinowy zaliczany jest do surowców wyjątkowo stabilnych, odpornych na działanie tlenu, wody i światła. Nie penetruje on przez barierę warstwy rogowej. Mechanizm jego działania związany jest z tworzeniem na powierzchni skóry bariery okluzyjnej, która efektywnie ogranicza utratę wody.

Natomiast wadą oleju mineralnego, podobnie jak innych komponentów zaliczanych do tego segmentu, jest to, że stosowane na duże powierzchnie ciała formują zbyt zwarty film. Dlatego w recepturach kosmetyków wprowadza się obok parafiny inne surowce zaliczane do grupy emolientów, np. palmitynian izopropylu, który wpływa na rozluźnienie powstałej warstewki okluzyjnej.

Węglowodory, do których zalicza się m.in. olej parafinowy i wazelinę, działają silnie okluzyjnie, ochronnie. Wazelina obniża współczynnik TEWL (przeznaskórkową utratę wody) o ponad 90 proc. Zdolność zatrzymywania przez nie wilgoci jest zwykle znacznie większa, niż ma to miejsce w przypadku olejów roślinnych. Te z kolei, z racji tzw. frakcji niezmydlającej się, działają bardziej pielęgnacyjnie, ale to nie jest podstawowa funkcja, jaką powinny zapewnić produkty przeznaczone dla dzieci. Wg mnie, w odniesieniu do dzieci nie powinniśmy mówić o pielęgnacji, a głównie o ochronie skóry”.

Czyli mówiąc krótko musimy się zastanowić czego oczekujemy od kosmetyku. W przypadku dzieci kluczowa wydaje się ochrona ich skóry. Aha, niżej jest też ciekawy podpunkt o zatykaniu porów i różnych olejach, bo o to pytacie dość często.

Olej parafinowy - wyżej o plusach i minusach
Olej parafinowy - wyżej o plusach i minusach

10. SLS

SLS oraz SLES to środki o właściwościach myjących i pianotwórczych, to właśnie dzięki nim dany kosmetyk się pieni. Znajdziesz je w szamponach, płynach kąpielowych, ale też paście do zębów. Ogólnie w produktach spłukiwanych.

Na etykietach kosmetyków SLS występuje pod wieloma nazwami synonimowymi:

Ogólnie SLS nie ma ostatnio zbyt dobrej sławy. Są one zaakceptowane w produktach myjących, ale mogą mieć działanie drażniące. Występuje ono wtedy, gdy jest wysokie stężenie substancji lub zbyt długotrwały kontakt. W przypadku dzieci to SLS może powodować, że będą szczypać dziecko oczy przy myciu włosów. Faktycznie SLS może wysuszać, dlatego w składzie produktu często dodawany jest inny składnik, które to działanie równoważy. Dlatego też dla kosmetyków z SLS zaleca się stosowanie później kremów. Ot i cała tajemnica.

A jaka jest różnica między SLS, a SLES? SLES wykazuje zazwyczaj mniejsze działanie drażniące.

Bez SLS? Teraz sporo kosmetyków jest z dopiskiem bez SLS. ALE tutaj chciałabym dodać, że choć sama nie jestem fanką SLS to to, że kosmetyk go nie ma nie oznacza, że się pienić nie będzie lub też, że nie ma czegoś co go nie zastąpi :) Np. Sodium Coco Sulfate, który uznawany jest za „naturalny” odpowiednik SLS.

Ale jeśli chcesz unikać SLS to możesz wybrać detergenty uznawane za delikatniejsze:

Przy okazji na filmie analizujemy skład jednego z kosmetyków, też polecam :)

11. Działanie komedogenne

Mówiąc o działaniu komedogennym mamy na myśli czy dana substancja zatyka pory czy nie (uproszczone, ale wiadomo o co chodzi). I tutaj chętnie odeślę Cię do fajnego linku tutaj z wykazem różnych olejów i ich stopniem komedogenności. Skala jest od 0-6, gdzie 0-2 to produkty mało zatykające, ale już 4-5 silnie.

I z takich popularnych podpowiem Ci, że masło kakaowe czy olej kokosowy mają wysokie noty, bo 4, ale już lubiany przez mnie olej awokado ma 2. Zerknij sama, może wypatrzysz coś dla siebie.

12. A sam olej zamiast kosmetyków?

I teraz dochodzimy do punktu, który przyznaję mnie bardzo interesował :) Otóż czy zamiast kosmetyku można stosować olej np. roślinny? Tutaj specjaliście podkreślają jedną ważną rzecz – olej nie jest kosmetykiem. Musisz wiedzieć, że produkty kosmetyczne przechodzą ocenę bezpieczeństwa (Safety Assesor). Raport z niej stanowi kluczowy element dokumentacji produktu kosmetycznego. Natomiast oleje kupowane są w różnych miejscach, są bardzo różnej jakości, pozyskiwane różnymi metodami.

Oleje roślinne mogą działa komedogennie (wyżej dawałam link do stopni komedogenności – zerknij). I tak na przykład jest z olejem kokosowym (niestety).

dr Magdalena Sikora:

„Dlatego zamiast oleju lepiej sięgnąć po kosmetyk zawierający w składzie oleje, bo jeśli jest to kosmetyk, to mamy pewność, że przeszedł testy bezpieczeństwa”.

Załóżmy jednak, że mimo wszystko chcesz wybrać olej. Tylko jaki rafinowany czy nierafinowany? Też oddam głos specjaliście.

dr Magdalena Sikora:

„Jeśli jednak upieramy się przy olejach, to też trudno jednoznacznie stwierdzić, czy lepsze są rafinowane, czy z pierwszego tłoczenia. Rafinowane są bardziej jednorodne, bardziej trwałe. Nierafinowane zawierają większe ilości substancji aktywnych (frakcja niezmydlająca się). Tylko czy jest to konieczne w przypadku skóry małego dziecka? Może bardziej w pielęgnacji skóry osoby dorosłej. Ich wadą jest to, że są mało stabilne, łatwo jełczeją, a tworzące się w procesach utleniania związki mogą działać drażniąco. Z tego powodu raczej bym odradzała aplikację samych olejów na skórę dziecka”.

Olej kokosowy, bo o niego pytacie dość często, może zapychać pory
Olej kokosowy, bo o niego pytacie dość często, może zapychać pory

13. Zapach – tak czy nie?

Tutaj pewnie zdania będą podzielone, ja jestem ciekawa, czy Ty lubisz kosmetyki dziecięce, które pachną czy wolisz bezzapachowe? To co mnie zaciekawiło to fakt, że podobno najlepiej pamiętamy zapachy z dzieciństwa. I choć mi osobiście nie każdy zapach się podoba, to faktycznie te dziecięce są raczej delikatne i mają za zadanie relaksować ;)

O roli zapachu
O roli zapachu
Fajne były warsztaty na temat zapachów, gdie porównywaliśmy zapachy naturalne z syntetycznymi oraz ocenialiśmy czy są dla nas przyjemne
Fajne były warsztaty na temat zapachów, gdie porównywaliśmy zapachy naturalne z syntetycznymi oraz ocenialiśmy czy są dla nas przyjemne

No to w końcu jak wybierać kosmetyki?

Ogólnie przeczytaj wszystko co jest wyżej, starałam się, by ta wiedza była skondensowana i przystępna :) W skrócie sprowadza się wszystko do dwóch ważnych punktów:

Jedna rzecz, o której warto pamiętaj? Nie można patrzeć na kosmetyk tylko pod kątem jednego składnika, ale na skład całościowy.

Czekam na Twoje doświadczenia, pytania i wątpliwości. Podaj dalej wpis, jak widzisz, nie ma tutaj nic złego, tylko w końcu zebrałam w jednym miejscu wszystko co kosmetyków dotyczy.

*Wpis powstał we współpracy z marką Jonson’s.

Komentarze:

Hej. Fajny artykuł, sporo informacji. Jak dla mnie zabrakło jednak informacji o filtrach/ochronie przeciwslonecznej.

Paulina Stępień
  • Paulina

Ok, dzięki za sugestie, może uda mi się na dniach uzupełnić :)

Co ciekawe marka Johnson robi tyle badań , a na prawdę nie spotkałam się z żadnym pediatrom czy neonatologiem , który polecilby produkty tej firmy . Nie wiem dlaczego , ale z kilkoma rozmawiałam i nawet kiedyś kupiłam 2 produkty tej marki dla małych dzieci ale mi odradzono używania i faktycznie po kilku ,może dochodzić użyciach córka plakala, że ja wszystko szczypie min oczy . Muszę się przyjrzeć składki kosmetyków tej marki z ciekawości

Paulina Stępień
  • Paulina

Bez względu na to jakiej marki kosmetyki się wybiera to warto patrzeć na składy, ale też wiedzieć czego szukać gdy jest oznaczenie brak konserwantów czy bez SLS itd. Dla mnie zbieranie informacji do tego wpisu było naprawdę ciekawe ;)

Trochę nie chce mi się wierzyć w wiarygodność tego eksperta, skoro firma, która sponsorowała to spotkanie ma jeden z gorszych składów kosmetyków dla dzieci na rynku. Czy nie wydaje Ci się, że Ekspert miał za zadanie zwyczajnie wytłumaczyć, czemu Johnsons ma taki kiepski skład i że w zasadzie nie jest tak źle?

Paulina Stępień
  • Paulina

ale czytałeś w ogóle wpis? :) Ekspertką jest pani dr, która zajmuje się surowcami kosmetycznymi od wielu lat.
We wpisie nie ma absolutnie nic co zmuszałoby Cię do zakupu czegokolwiek, są fakty (plusy i minusy różnych składników). A co do składów, pamiętaj, że firmy również ulepszają swoje receptury, warto patrzeć, czytać i porównywać. Wiedzieć co jest co.

  • Beata

Dokładnie. Coś w tym musi być że np. Pani doktor sama nie robi takich warsztatów tylko na zlecenie Johnsona. Jeśli coś jest zalecane przez tak duża firmę to moim zdaniem albo próbują coś ukryć, albo się wybielić stosując metodę jak powie znany lekarz to uwierzą. Ciężko mi tylko uwierzyć że ty Paulino kierujesz się tym co mówi pani doktor wiedząc kto jest sponsorem. Artykuł jest ok, tylko nie wiem czy tak do końca wiarygodny. Dla mnie to tak jak z koncernami farmaceutycznymi. Ostatnio mi farmaceutka wmawiała że sylimarol to jednak silimarol, kiedy zapytałam o inny lek który miał ten sam skład…..

Paulina Stępień
  • Paulina

Beato artykuł tworzyłam sama, na podstawie wielu opracowań. Nie ma tam nic magicznego, jeśli coś powinnam rozwinąć to chętnie to zrobię.
Z tego co wiem pani Magdalena ma wiele ciekawych publikacji na temat kosmetyków. Oczywiście, że przychodząc na spotkanie JJ musi być zaznajomiona z ich składem, ale miałam okazję rozmawiać z nią osobiście (jeden to wywiad, który możesz obejrzeć, polecam, tam fajnie mówi chociażby o SLS), a drugie pamiętajmy jednak, że nie może działać w swoim złym imieniu. Zdaję sobie sprawę, że obecnie wszyscy mówimy kosmetyki=zło=chemia, ale z drugiej strony używanie np. oleju kokosowego, na który była moda też nie jest takie różowe.
To, że coś nie ma konserwantów nie musi być lepsze, bo może mieć np. olejki eteryczne, które mogą uczulać albo może być mniejsza trwałość itd, itd. Dla mnie najciekawsze w przygotowaniu tego artykułu było to co się kryje pod terminem „bez XXX”.
no nie wrzucałabym wszystkiego do jednego worka po prostu. Czytajmy składy :)

Z jednej strony ekspertem jest naukowiec, fachowiec z danej dziedziny. Z drugiej strony mam wrażenie że niestety pewne negatywne informacje na temat tych surowców kosmetycznych zostały przemilczane podczas prezentacji. Ciekawe że niby Jonson’s wykonują tyle badań, to jednak cała moja rodzina je może stosować ich kosmetyków z uwagi na podrażnienia. Swoją drogą powstało wiele publikacji odnośnie wyników badań sponsorowanych i o tym jak źródło finansowania badań wpływa na ich wyniki. Np. w badaniach farmaceutycznych nie uwzględnia się niektórych działań niepożądanych, ignoruje przypadki wskazujące na brak skuteczności itp, podejrzewam że w przypadku badań nad kosmetykami jest podobnie. Później, jak będę miała możliwość usiąść do komputera mogę podesłać linki z ncbi(baza danych publikaxji biomedycznych) Dodatkowo niedawno pojawiły się badania odnośnie butyl parabenów sugerujące możliwe działanie na receptor HER związany z rakiem piersi i możliwą propagacją procesów onkologicznych.

Paulina Stępień
  • Paulina

A co zostało pominięte w tekście? Jeśli czegoś Ci brakuje daj znać, chętnie uzupełnię.

Ogólnie aby kosmetyk był dopuszczony musi spełniać jakieś normy, trochę nie rozumiem. A swoją drogą doszliście do tego co Was uczula, jeden produkt, czy konkretny składnik myślę, że warto to wiedzieć.

  • Ania

Paulina, tutaj nie do końca chodzi o Twój tekst tylko podejście firm sponsorujących badania. W żadnym razie Cię nie krytykuję :) I nie oczekuję od blogera niebędącego specjalistą w danej dziedzinie powoływania się na publikacje naukowe – są pisane językiem naukowym, ciężkim do zrozumienia dla laika spoza branży. Rozumiem, że w miarę możliwości starasz się rzetelnie przekazać to co wiesz i to co przekazały autorytety. Z tymi autorytetami na zlecenie producenta sprawa jest trochę śliska – nie wszystko mogą powiedzieć bo może się skończyć ich współpraca z firmą , a to oznacza zakręcony kurek z pieniędzmi, również na badania. Jestem biotechnologiem i akurat zakupy kosmetyków wydaje mi się że robię świadomie. Do tego mniej więcej orientuję się jak wygląda finansowanie badań i wymagania z zewnątrz. Co do dopuszczenia substancji na rynek to owszem muszą być badania bezpieczeństwa. Problemem jest jednak to że część substancji jest dopuszczona w UE, a zabroniona w USA i Australii. Działa to w obie strony. I teraz pytanie dlaczego te substancje są zabronione za oceanem. Widzi mi się organów regulujących obrót kosmetykami, brak chęci i starań producenta o dopuszczenie do użytku czy inne przesłanki dotyczące bezpieczeństwa? Wiele z tych kontrowersyjnych substancji można zastąpić innymi, których bezpieczeństwo nie budzi wątpliwości. Lepiej dodać alkohol czy kwas sorbowy do kosmetyku dla dzieci niż kontrowersyjne parabeny. No i SLS… Wiem że to zwykły detergent i poważnej krzywdy zrobić nie powinien. Ale… jest to bardzo silny detergent, który nie jest potrzebny delikatnej skórze dziecka. Jest wiele delikatniejszych, niezaburzajacych tak bardzo równowagi lipidowej skóry detergentów, które można wykorzystać w produktach do pielęgnacji dzieci.
Jonson’s ma kiepskie składy jeśli chodzi o kosmetyki dla dzieci – o wiele lepsze mają wyroby np. Babydream z Rossmana czy HiPP. Stad dziwnym jest to że firma sponsorująca badania dotyczące kosmetyków ma bardzo przeciętne składy swoich wyrobów.

Paulina Stępień
  • Paulina

Dzięki za komentarz, moim zdaniem to fajny ruch ze strony firmy, że w ogóle podejmuje temat. Fajnie o SLS opowiadała pani doktor, sama też unikam SLS, ale przyznam, że wcześniej wiedziałam o tym mniej niż dziś. No, ale też napisałam co można wybrać zamiast ;)
Dzięki za komentarz, jak będziesz miała jakieś fajne opracowania to podrzuć ;)

Byłam na tym szkoleniu, podejrzewam w innym mieście.
De facto na tym spotkaniu dowiedziałam się jedynie tyle, ze oleje naturalne najczęściej odrzucają ze względu na zapach, że są mniej stabilne i trzeba wiedzieć jak je stosować. I dlatego lepiej wybrać napakowany wszystkim kosmetyk.
No nie bardzo. Dziwnym trafem są firmy, które tworzą genialne składy (Sylveco, Babydream, Hipp i parę innych) i ich kosmetyki są trwałe.
Jedyne z czym się zgodzę to to, że chemofobia sięgnęła zenitu i nie ma co demonizować kosmetyków, trzeba wybierać dobrze.

Paulina Stępień
  • Paulina

No jak widzisz warsztaty były dla mnie punktem wyjścia do zgłębienia tematu ;) stąd też we wpisie są takie informacje jak te o olejach naturalnych, które są dobre, które zatykają pory i co znaczy bez konserwantów itd. ;-)

Ja ostatnio czytałam że wystarczy jeden kosmetyk – olejek z słodkich migdałów, a jak już ktoś tak bardzo potrzebuje myć dziecko z dodatkiem czegoś to mąka ziemniaczana (bo takie malusie dziecko praktycznie w ogóle nie jest brudne). Myślę że to nie jest wcale głupie, bo poco od małego narażać dziecięcą skórę na tego typu chemię.. a Ty co o tym sądzisz ?

Paulina Stępień
  • Paulina

olej ze słodkich migdałów faktycznie ma skalę na poziomie 2, więc przyzwoicie :)
Ale co do mycia to wiem, że talk (nie tylko jeśli chodzi o mycie nie jest dobry, muszę zgłębić temat, ale coś chodziło o zbyt mikroskopijne cząstki, nie chcę wprowadzać Cię w błąd w tej sekundzie). W każdym razie sama sądziłam, że do mycia wystarczy woda, ale podobno jednak lepiej woda i delikatny środek myjący. U maluszków to raczej okolice pupki, umyta to też nie podrażnione okolice.

Paulino, nie wiem czy znasz ten blog, ale ja od ponad 5 lat, czyli odkąd zaszłam w ciążę z moim starszym dzieckiem, sprawdzam kosmetyki z blogiem „Sroka o…”. Ufam autorce i kupuję to, co w jej recenzjach ma zielone światło. Polecam też zawsze wszystkim młodym mamom z mojego otoczenia. Dzięki temu jeśli chodzi o kosmetyki dla moich dzieci to śpię spokojnie :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Znam. Jednak podoba mi się podejście takie, by nie tylko rozbijać na składniki, ale patrzeć całościowo. Trochę inaczej ocenia chemik, trochę inaczej kosmetolog. Moim zdaniem to powinno się uzupełniać, więc warto też samemu wiedzieć co jest co i co oznacza np. „bez konserwantów”, bo kosmetyków na rynku jest naprawdę sporo :) Czyli fajnie przyswoić sobie wiedzę co jest co i potem patrzeć na analizy innych ;)

  • Anonim

Dziękuję za Twoją odpowiedź. Dała mi do myślenia i rozumiem Twoje podejście. Tak naprawdę, dzięki czytaniu wspomnianego bloga lepiej orientuję się w składach kosmetyków, ale Twój artykuł tez jest dla mnie wartościowy i dodaje więcej do już posiadanej wiedzy. I tak w ogóle to dziękuję, za to że jesteś, bo uwielbiam Twojego bloga :) Pozdrawiam :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Dziękuję :) uściski

Dodaj komentarz:

Dodając komentarz na stronie akceptujesz politykę prywatności.