Uważaj, bo przyzwyczaisz

Uważaj, bo przyzwyczaisz

„No widzisz, przyzwyczaiłaś do tego noszenia”. „Nosiłaś tyle i teraz nie umie inaczej”. Nie karm ciągle, bo przyzwyczaisz. Nie układaj tak do snu, bo nie odzwyczaisz. Znacie takie rady? Na pewno! Ale tak naprawdę to przyzwyczaić do czego? Do tulenia? Do miłości? To ja chcę do tego przyzwyczajać. Chcę nosić, tulić, karmić, przytulać i mówić „kocham Cię”. Chcę być obok i przyzwyczajać, że mama lub tata po prostu są.

Patrzę na swoje dzieci i myślę, że za kilka lat pewnie nie będą chciały być ciągle z mamą czy tatą. Będą mieć kolegów, znajomych, nowe tematy i z każdym rokiem będą bardziej samodzielne. To szybko mija. Stąd też chcę tulić, kochać i być blisko. Chcę je przyzwyczaić, że to normalne.

Czasem, gdy słyszę „widzisz nosiłaś w chuście to przyzwyczaiłaś i teraz inaczej nie umie”, myślę sobie: „rany, faktycznie, przyzwyczaiłam, mam przerąbane”. Ale po chwili mam zupełnie inną myśl: „przecież nie noszę bez powodu. Moje dziecko mnie potrzebuje. Potrzebuje ciepła, miłości i ja mu to daję. A dodatkowo noszenie dało mi chwilę dla siebie”.

Bo to co rodzic może dać dziecku poza zaspokojeniem głodu, pragnienia czy potrzeb fizjologicznych to właśnie ta bliskość i poczucie bezpieczeństwa.

Gdy maluchy marudzą, trzymają rączki do góry czy płaczą to nie dlatego, że robią na złość, po prostu potrzebują nas. Dziecko nie przyjdzie i nie powie: „hej mamo chcę się przytulić” ono mówi to na swój sposób. Może starsze dziecko tak powie, ale też musi być przyzwyczajone, że można w każdej chwili się przytulić. Że to normalne.

Bliskość to budowanie pewności siebie, chcę by moje dzieci w przyszłości czuły, że mogą na mnie liczyć, zawsze mogą przyjść podzielić się radościami lub wypłakać w maminą spódnicę. Wierzę, że ta bliskość zaprocentuje za kilka i kilkanaście lat. Wierzę w to, że dzieci, które dostają dużo bliskości są po prostu bardziej pewne siebie. Że mają potem, jako dorośli, siłę by działać i mają też umiejętność dawania uczuć innym.

A kiedy słyszę „Dziecko się przyzwyczai„. To myślę: „i… bardzo dobrze”. Chcę by było przyzwyczajone do bliskości i bezpieczeństwa. Chcę być blisko dziecka. Nie jestem zwolennikiem zasypiania w płaczu, gdy dziecko mnie wzywa. Nie odpycham, gdy ładuje się na kolana. Nie odwracam się, gdy biegnie przytulić się na pożegnanie. A jednocześnie nie robię nic wyjątkowego.

To nie jest tak, że mam ciągle siłę. Czasem mam dość noszenia, stękania i marudzenia. Mam ochotę władować się sama pod kołdrę, bo jestem zmęczona. Ale wiecie co? W efekcie prócz mnie pod kołdrą ląduje cała załoga :) Kiedyś też miewałam gorsze dni, bywałam zmęczona i to całkiem normalne, że tak jest. Ale byłoby mi strasznie przykro, gdyby moje dzieci nie chciały być blisko mnie. A teraz, gdy bywa mi smutno, mój dwuletni synek podchodzi do mnie i mnie głaszcze. Tak po prostu. Bo to całkowicie normalne dla niego.

I tak sobie myślę, czy to aż takie wymagając być blisko dziecka?

Czy naprawdę to tak dużo poświęcić każdego wieczoru kilkanaście minut by zasnęło obok bez płaczu? Po prostu czując obecność mamy lub taty?

Czy naprawdę to tak dużo przykucnąć obok i przytulić, wytłumaczyć zamiast krzyczeć, czy co gorsza dać klapsa bo nic nie trafia?

Czy naprawdę tak trudno wziąć na ręce, gdy płacze lub wyciąga rączki zamiast zostawiać by się wypłakało?

Czy naprawdę tak trudno pogłaskać i pocieszyć zamiast nabijać się „taki duży i beczy”?

Kurcze, to nie jest trudne. To są dzieci. A gdy nie wiem co dokładnie zrobić to myślę, jak ja bym chciała być potraktowana w takiej sytuacji. Zawsze mi to ułatwia :)

Rozmawiam zamiast krzyczeć, tulę zamiast zostawiać, pocieszam zamiast wyśmiewać. Jestem blisko.

Ot to takie przemyślenia z ostatnich dni ♥

Komentarze:

bardzo to piękne, żeby wszyscy rodzice myśleli podobnie :-)
myślę, że miłość, cierpliwość i bliskość jest najważniejsza, nic innego tylko właśnie tego potrzebują nasze dzieci.

…bardzo fajny wpis i zgadzam sie z Toba, ze to po latach zaprocentuje. Zycze wszystkim dzieciom takich madrych Mam – serdecznie pozdrawiam :D

Pięknie to Pani napisała <3 Nie robimy niczego nadzwyczajnego, a jednak te małe gesty definiują naszą troskę i miłość… Mam trójkę dzieci i zewsząd słyszę, żeby nie nosić, żeby spało w swoim łóżku,powinnaś zakończyć karmienie piersią… A najbardziej denerwują mnie teksty o manipulowaniu i terrorze ze strony dzieci :( Pytanie tylko JAK kilkumiesięczne niemowlę manipuluje rodzicem??? Wiadomo, że swoje potrzeby sygnalizuje płaczem… Ale nie dlatego, że tak woli, ono inaczej nie potrafi… A obronna postawa rodzica jeszcze pogarsza sytuację… Bo jak tu się wzbraniać przed naturalnymi odruchami? Dlaczego nie przytulać, nosić, po prostu kochać? Pozdrawiam :)

  • Edyta Trzaskowska
  • Odpowiedz

Dziękuję i podpisuje się pod tymi wszystkimi słowami miłości, relacji i bliskości z naszymi dziećmi :)

I tak trzymaj! Mój starszy syn ma teraz 9 lat i jest to niesamowite kiedy „ni z gruchy ni z pietruchy” słyszę ” kocham Cię” właśnie od niego!!! I do tej pory czytam mu na dobranoc, przegadawszy przedtem o całym dniu. I tak samo z młodszym. Też ciągle robiąc wszystko po swojemu, przy gadaniu „nie przyzwyczajaj”. A ja uparcie odpowiadałam, że kiedyś z tego wyrośnie… Oby nie ze wszystkiego ;)

Paulina Stępień
  • Paulina

Kolti bardzo pocieszające, pokrzepiające i w ogóle :) To bardzo dobrze, mam nadzieję, że z niektórych rzeczy dzieci nie wyrosną :D

  • Marta Ciupińska
  • Odpowiedz

Tak tak tak :)

  • Marta Kołodziejska
  • Odpowiedz

Jeszcze 3 miesiace temu myslalam tak samo jak Ci co daja takie ´zlote rady´… Odkad pojawila sie na swiecie nasza corka wstyd mi za to, ze tak myslalam! RB <3

  • Anna Marcin Piwkowie
  • Odpowiedz

Zgadzam sie w 100 procentach moj bąbelek ma 5 miesięcy i uwielbiamy obie moment kiedy mała jest zawinięta w chustę wtula sie tak słodko , choć słyszę co chwile jak nauczysz tak bedzie itd dokładnie tak jak pisałaś . Mam to gdzieś bo takiej bliskości może już migdy potem nie doświadczymy obie. Czas pokaże kto miał racje zdaje sie na moje instynkty a one podpowiadają tulaj , nos, całuj , śpiewaj do snu itd pozdrawiam cieplutko

Paulina Stępień
  • Paulina

Instynkt :) ładnie podsumowane

  • Jolanta Maria Rytter
  • Odpowiedz

jak najbardziej <3

Prawda!!! Ale przy drugim dzidziusiu pewnych ,,błędów” nie popełnimy np spanie z rodzicami bo łatwiej było karmić a jak się przytulił to i cała noc przespana lub właśnie Noszenie Na Rękach. Synuś ma dwa lata a od 2 miesięcy tj od infekcji wirusowej z duża gorączka chce być niemal cały czas na rękach. No mówmy co chcemy należy kochać mądrze ale te słodkie tulenie jest najcudowniejsze w świecie :-)

Paulina Stępień
  • Paulina

Nie uważam, że to błędy.

  • Mama

inaczej byś mówila gdybyś nie mogła od dwóch lat spać z mężem bo maluszek nie chce za Chiny ludowe spać samemu. Mamy ten sam problem po uśpieniu Niuniek daje godzine luzu i zaczyna szukac mamusi.z drugim bede przyzwyczajac do samodzielnego spania. to wcale nie znaczy ze nie kocham swego dziecka

Paulina Stępień
  • Paulina

Mama przyzwyczajać jasne, ale raczej na zasadzie tworzenia innego rytuału blisko mamy, ale nie np. w płaczu. Szczerze, my przez pewien czas wszyscy razem spaliśmy we czwórkę i nie uważam tego za koniec świata. Potem dzieci poszły do łóżeczek, ale gdy trzeba to zdarza się, że nadal budzimy się razem.

Zgadzam się w stu procentach Paulina. I strasznie mnie denerwuje że za każdym razem muszę/musiałam każdemu tłumaczyć że to moje dziecko i ja wiem kiedy mam ją brać na ręce a kiedy nie. I nie ma dla mnie czegoś takiego że dziecko płacze bez powodu. Owszem czasem płacze bardzo i nic prawie nie pomaga. Wtedy wiem że jest już po prostu bardzo zmęczona i muszę ją utulić i uspać.

Już podczas porodu zrozumiałam że najlepiej jest słuchać tego co dyktuje mi moja intuicja. I tego się trzymam.

Też uważam, że trzeba zapewniać tą bliskość i bezpieczeństwo- Niech się przyzwyczaja – o to właśnie w tym chodzi ;) Pozdrawiam

  • Z perspektywy czasu...
  • Odpowiedz

Paulinko, mnie interesuje, czy faktycznie masz z perspektywy czasu „przerąbane” i jakie masz na teraz „negatywne” skutki bycia człowiekiem? Oczywiście zgadzam się, że warto nosić i przytulać dziecko i słuchanie rad w stylu „uważaj bo przyzwyczaisz” jest bez sensu. Kto lepiej jak nie matka będzie lepiej wiedział ile przytulać, brać na ręce i nosić? Wiem natomiast jak negatywnie może się odbić to na dziecku, gdy się tego nie robi. Wystarczy spojrzeć na dzieci z domów dziecka albo z rodzin patologicznych. Nie były przyzwyczajane do tego, co Twoje dzieci i nie wyszło im to wcale na dobre. A z drugiej jednak strony… prawda jest taka, że udowodniono naukowo, że dzieci manipulują już od kilku miesięcy życia rodzicami i czasami nie tyle potrzebują co chcą bliskości (oczywiście i tu się zgadzam, że w przypadku niemowlęcia czy małego dziecka ciężko nam dorosłym postawić tu granicę i lepiej ulec niż robić krzywdę dziecku „zimnym chowem”). Pamiętam, że sama jako 3-4 latka lubiłam wymuszać płaczem, aż do momentu, kiedy rodzice nie powiedzieli stop i przestali na ten płacz zwracać uwagi. I wiesz co… ciężko to przeżyłam. Ok, wykorzystywałam płacz by uzyskać swoje cele, ale pamiętam dokładnie ten moment, gdy po raz pierwszy trafiłam na ścianę. I wiesz co sobie pomyślałam? Nie, że „należało mi się”, albo, że: „mam za swoje”. Pomyślałam, że nie ma sensu już więcej przy innych płakać, bo i tak wszyscy dorośli mają to gdzieś, że nie ważne jak bardzo będę rozpaczać, nikt nie zareaguje. I to był dla mnie wtedy wielki dramat, poczułam się samotna i opuszczona. To był jeden z niewielu momentów w dzieciństwie, gdy zrozumiałam, że świat jest zły i bezlitosny. Owszem, później wzięłam się „w garść”, nie płakałam przy ludziach, bo zaczęłam uważać, że to wstyd (co najwyżej do poduszki lub przytulanki, gdy nikt nie widział), ale w sercu pozostała rana, o której już z nikim z dorosłych czy dzieci nie chciałam rozmawiać. I wiesz co… być może faktycznie świat jest okrutny, być może w dorosłym życiu autentycznie każdy ma to gdzieś, że dzieje Ci się źle, to czy dziecko musi się dowiadywać, że rodzice należą również do tego okrutnego świata? Bo jak nazwać to inaczej, jeśli pomagają Ci ze wszystkim, uczą, a rozpacz dziecka mają gdzieś? Mam dziś naprawdę świetne kontakty z rodzicami, jednak takie rany z dzieciństwa bolą całe życie. Gdy teraz rodzic mi mówi „nie chcę byś była smutna”, moja pierwsza myśl to: „czy to tak na serio”? I przyłapuję się na tym, że nie planuję wcale się przy nich wypłakać. Idę „na zimno” opowiedzieć, co się stało i okazuje się, że emocje są tak duże, że zaczynam przy nich płakać. Oczywiście, wstydzę się tej słabości i staram się powstrzymywać – zazwyczaj na próżno. No cóż… gratulacje dla cudownych metod wychowawczych lat 80-tych – na pewno moi rodzice mogą mieć pewność, że moje łzy są szczere. Tylko, czy chcemy na taki los skazywać nasze dzieci? Ja nie chcę, ale się boję, że powtórzę błędy rodziców. Bo złem się nasiąka i przenosi je dalej. Dzieci alkoholików, poszukują partnera- alkoholika, dzieci bite – biją własne dzieci nie znając innych metod, a dzieci z „zimnego chowu” słuchają rad rodziców „nie rób, bo przyzwyczaisz”.

Paulina Stępień
  • Paulina

Bardzo poruszający komentarz, bo sama jednak nie wiem, ale w chwilach absolutnej histerii po prostu siedzę obok, bo wtedy trudno tulić, trudno dotrzeć i cokolwiek :) Nie wiem czy da się uniknąć takich sytuacji.

Co do pierwszego pytania, jak z perspektywy czasu uważam, że mam przerąbane to powiem Ci tak. Przy pierwszym dziecku widziałam to wszystko bardziej na czarno. Bo doszukiwałam się usprawiedliwienia wielu zachowań w swoich błędach a często po prostu dziecko czegoś potrzebuje bo jest małe a nie temu, że przyzwyczajone. Oczywiście można przyzwyczaić do konkretnego sposobu zasypiania, tu uważam, że miałam kiepsko :) ale znaleźliśmy swój sposób na sen, na zasypianie, na bycie razem, ale tak by dziecko zasypiało szczęśliwe i rodzice mieli czas dla siebie. Tak sobie myślę, że jedno drugiego nie wyklucza :)
I odpowiadając dalej przy drugim dziecku mam większy luz, bo wiem, że z wielu rzeczy dziecko wyrasta, a ta bliskość, to wiszenie niekiedy z czasem zaprocentuje :)

  • Cat.

Wspaniały komentarz. Powiem tylko tyle- nie martw się, owszem, może większość ludzi jednak powtarza te schematy, które wyniosło z domu, ale zapewniam, że nie jest to regułą. Skąd ta pewność? Na przykładzie własnym i mojego brata :) Najważniejsze to mieć świadomość tych schematów, ogromne chęci do wyrwania się z nich i ciężka praca nad sobą. I naprawdę da się to zrobić uwierz!:) Nie jest to oczywiście łatwe, ale dla chcącego nic trudnego :) Pozdrawiam ciepło.

Bardzo ciekawy artykul, po ktorym sama musialam pomyslec jakie jest moje zdanie…
Moja coreczka ma tez 2 lata i zwykle denerwuja/denerwowaly mnie

kobietki dzieci sa najwiekszym szczesciem w zyciu i kazda mama wie ze ciaza i maciezynstwo nie jest za latwe ale to wszystko jest warte kazdego poswiecenia…kazdy tylko potwarza nam jak to bedzie ciezko, a dlaczego nikt nie powie przyszlej mamie jakie to fantastyczne uczucie gdy pojawi sie na swiecie mozemy je wtedy przytulac, calowac…gdy pierszy raz sie usmiechnie zacznie mowic mama i gdy zaczyna chodzic i wyciagac raczki:) jestem mama dwojki dzieci moja corunia ma juz 4 latka i wspominam je cudownie oraz pojawil sie na swiecie niedawno maly Alexander jestem moze zmeczona ale szczesliwa i wiem ze kazda mamusia tez tak wspomina poczatki maciezynstwa wiec nie wiem po co mamy sluchac te wszystkie dobre rady… po co straszyc? wiec powtorze jeszcze raz to samo co w innych komentarzach, nie stuchajcie dobrych rad i nie przejmujcie sie nimi, skraby bywaja czasem nieznosne ale sa kochane i co z tego ze czasem sa gorsze chwile? one szybko znikaja z pamieci…tych cudownych chwil jest o wiele wiecej wiec trzymajmy sie tego:)

Całkowicie się z Tobą zgadzam, kochana <3 Dzieci niczego od nas nie chcą, prócz miłości. Szkoda tylko, że niektórzy rodzice tego nie rozumieją i mylą miłość do dziecka z rozpieszczaniem i spełnianiem jego wszystkich zachcianek :(

Paulina Stępień
  • Paulina

O to własnie to, bardzo mylimy te pojęcie, niestety.

a ja mam takie pytanie: czy można prosić też taki autodoświadczeniowy wpis o żywieniu 2 latka? co robiliście gdy nie chciał jeść itd

Paulina Stępień
  • Paulina

Jasne :D tym bardziej, że stajemy niekiedy na głowie :D

Zgadzam się częściowo z treścią artykułu, jednak moim zdaniem jest też coś w radach, które są tu wspominane. Oczywiście przytulam swojego synka dużo, ale niestety przyzwyczaiłam go do noszenia. Często chce, żeby go nosić, i mimo że lubię go nosić, to niestety boli mnie kręgosłup i nie mogę długo. Przytulać wolałabym go siedząc w fotelu bujanym, ale mu to nie odpowiada. Żałuję, że nie przyzwyczaiłam go do przytulania właśnie podczas siedzenia… Poza tym myślę, że jeśli się planuje nie pracować do czasu posłania dziecka do szkoły, to ok, ale jeśli jest inaczej, trzeba zachęcać dziecko do kontaktów z innymi osobami. Widziałam dzieci, które nie chciały iść do nikogo innego, tylko mama i mama. Myślę, że to można nawet rozpatrywać w formie krzywdy wyrządzonej dziecku. Dziecko wychowuje się dla świata, a nie dla siebie. I wiem, że miło by mi było, jeśli mój roczniak chciałby przebywać tylko ze mną, jednak byłoby to samolubne z mojej strony. Mój synek uśmiecha się prawie do każdego, zaczepia często ludzi na spacerach swoim rozbrajającym uśmiechem i nie ma obaw przed pójściem do kogoś innego na ręce. Myślę, że to za sprawą tego, że od najwcześniejszych dni, jeśli ktoś mnie odwiedzał, to dawałam na chwilę synka do potrzymania. Niepokoi mnie to, że matki, które widzę na spacerach nie chcą kontaktu swoich dzieci z innymi dziećmi. Nawet jak moje dziecko się pierwsze uśmiechnie i nawet ja dalej zagadam, to często napotykam na brak chęci nawiązania jakiejkolwiek rozmowy, wspólnej zabawy dzieci… Chociaż na szczęście są wyjątki. Moim zdaniem nie ma jednego słusznego sposobu wychowywania, ale najgorsze są skrajności – w obie strony.

Paulina Stępień
  • Paulina

Masz rację po części, ale to też nie jest tak, przynajmniej u mnie, że trzymam dzieci dla siebie. Wręcz przeciwnie. Ja akurat pracuję, nie raz i nie dwa pokazywałam zdjęcia dziecka w chuście i mnie robiącej zdjęcia, wiele razy siedziałam na fotelu nieruchomo poruszając tylko rękoma na klawiaturze gdy mały suseł spał słodko wtulony w ramiona. Da się. To nie jest tak, że przyzwyczai się na zawsze, dziecko wyrasta z tego. Mój starszy już sam woli chodzić, nie musi zasypiać wtulony w ramiona, nie muszę go głaskać po policzku by zasnął. Biegnie do dzieci gdy idziemy na przedszkolne zajęcia, ale jednocześnie w każdej chwili może się wtulić, to nie o tym jest ten tekst, bo to ina sprawa :) W sumie wiem o co Ci chodzi, bo sama bywam zmęczona, ale znalazłam sobie sposób – chusty, nosidełka, albo tłumaczę i staram się np. usiąść na podłodze, wtulić w fotelu. Zazwyczaj za drugim razem zaskakuje, że to fajniejsze niż inny sposób :) powodzenia.

To wszystko prawda, dziecko trzeba kochać i przyzwyczajać do okazywania uczuć. Nie wierze jednak że nigdy na dziecko nie podnieśliście głosu, nie skarciliście. Malutkie dziecko owszem, nie manipuluje rodzicem ale już taki dwuletni i starszy ma jakąś świadomość tego co robi. I kiedy pcha się do laptopa wciskać klawisze widząc że właśnie pracujesz albo celowo trzeci raz pod rząd ze śmiechem rozsypuje tylko co pobierane przez Ciebie zabawki to raczej najmniej odpowiednią reakcją jest tu przytulenie. Kochać to nie znaczy pobłażać i pozwalać na wszystko byle tylko zachować bliskość.

Paulina Stępień
  • Paulina

Dziecko nie robi Ci na złość rozwalając klocki :D jego bawi, ciekawi Twoja reakcja, może zwraca tak uwagę bo inaczej jej nie ma, może podoba mu się Twoja mina, może chce się bawić, ale nie kieruje nim „zrobię mamie na złość” :) Nikt tu nie mówi o pobłażaniu, to są dwie różne rzeczy.

A ja nie do końca się zgadzam.
Oczywiście jeśli komuś pasuje, że dziecko jest na nim non stop uwieszone, spacer wygląda tak, że mama pcha pusty wózek, a na rękach niesie dziecko, bo „ono chce”, zasypianie to godzina lulania czasem już kilkunastokilogramowego dziecka na rękach itp. to ok.
Mi to nie pasowało. Zdrowie i kręgosłup mam jeden, a dzieci chciałam więcej. Poza tym chciałam być mamą szczęśliwą, a nie przemęczoną i sfrustrowaną. I tak jest. Mamy czas na tulenie i pieszczoty, ale nigdy nie nosiłam córki bez powodu – tylko jeśli chciałam jej coś pokazać, poopowiadać co mamy w domu czy poza lub kiedy była już zmęczona i nie była w stanie sama iść. Nigdy nie lulałam jej do snu, choć przez pierwsze 3 msc faktycznie usypiałam ją na rękach, ale kiedy kręgosłup odmawiał mi posłuszeństwa powiedziałam dość. 3 dni zajęło mi nauczenie ją samodzielnego zasypiania, a wtedy zniknęło wiele innych problemów, które związane były właśnie z brakiem tej umiejętności. Nigdy (poza kilkoma razami przez pierwsze 3 msc) nie braliśmy jej do swojego łóżka, bo żadne z nas się wtedy nie wysypiało. I wiele, wiele innych.
Oczywiście nigdy córki nie uderzyłam, kiedy płacze to ją przytulam, a nie wrzeszczę, tłumaczę wszystko na spokojnie i nie jestem zwolenniczką pozostawiania dziecka do wypłakania, a przynajmniej takiego do roku. Ale to już wg mnie inne sprawy, nie mające nic wspólnego z pozwalaniem sobie na wejście na głowę.
Niczego nie żałuję i drugą córkę będę wychowywać tak samo. I będę mieć dla niej czas właśnie m.in. dlatego, że starsza jest samodzielna i wie, że nie ma sensu wymuszać, nie jest uczepiona mojej spódnicy i potrafi zająć się sobą, a przy tym jest wesoła, szczęśliwa i uwielbia spontanicznie rzucić mi się na szyję i dać buziaka – ja też to uwielbiam.

Paulina Stępień
  • Paulina

Kamila nigdzie nie napisałam, że trzeba nosić na rękach tylko być blisko. Zacytuję sama siebie :D „Rozmawiam zamiast krzyczeć, tulę zamiast zostawiać, pocieszam zamiast wyśmiewać. Jestem blisko”. Po prostu jestem przeciwnikiem zasypiania we łzach, ale to wcale nie oznacza, że jestem zwolennikiem kołysania na rękach aż zaśnie. Wolę być obok, wsłuchać się w potrzeby i nie zostawiać. A nawet gdy się nosi, nosi i nosi to naprawdę dziecko z tego wyrasta :D

Jak dobrze, że tu teraz trafiłam! Mój 6 tygodniowy synek ciągle chce być na rękach. Nie zaśnie inaczej… wszyscy dookoła mówią dokładnie jak u Ciebie, że przyzwyczaiłam, że mały terrorysta. A on uwielbia spać wtulony we mnie na brzuchu. Nawet moja mama mi takie rzeczy mówi, że przyzwyczaiłam. .. widocznie tego potrzebuje, żeby czuć się bezpiecznie. Trochę się podbudowa łam!

Paulina Stępień
  • Paulina

Gonia to jeszcze maleńki dzidziuś :) dziecko potrzebuje mleka i miłości i tyle :) tul, kochaj, to nie terrorysta tylko jeszcze zagubiony szkrab i potrzebuje mamy, dopiero co miał ją non stop będąc w brzuszku :) powodzenia!

  • ugotowani.tv

My dorośli też lubimy być blisko osób, które nas kochają, przy których czujemy się bezpiecznie. Chcemy być przytulani, chwaleni i czuć się kochani. Dlaczego mielibyśmy odbierać to naszym dzieciom? Tak od nas zależnym, tak w nas wpatrzonym… Trzeba się cieszyć i upajać tymi chwilami, bo tak jak pisze Paulina, przyjdą jeszcze dni, kiedy dzieci będą miały swój świat. Wtedy rzadko będą się przytulać ale ze świadomością, że mogą na nas liczyć, łatwiej będzie im iść przez życie. Sama mam dwójkę dzieci i wzoruję się za rodzicach, którzy zawsze byli obok mnie, zawsze tulili, kochali i wiedziałam, że choćby nie wiem co, mogę na nich liczyć. Nie było im łatwo, mieli czwórkę dzieci i oboje pracowali. Ale zawsze czułam, że wszyscy, każdy z osobna, jesteśmy dla siebie. I tak chcę wychować swoje dzieci. Życzę ci powodzenia i wytrwałości i powtórzę ci tak, jak moja mama mówiła do mnie kiedy urodziłam swoje dzieci: „Łap garściami miłość, którą ci dają, bo czas szybko ucieka. Kolekcjonuj wspomnienia, ich nikt ci nie odbierze. Rób masę zdjęć, zbieraj drobiazgi, które za parę lat będą dla nich pięknym wspomnieniem. I bądź mamą – najlepszą, jaką tylko potrafisz. Reszta przyjdzie sama”

Chciałoby się powiedzieć: co za wspaniała mama i żona

a ja mam przysłowiowego terrorystę w domu:-p ma 5 miesięcy i doskonale wie co zrobić aby dostać się na ręce, jęczy marudzi wręcz wyje a gdy się go weźmie wydaje takie śmieszne westchnienie pt. w końcu i płacz się urywa :-p radość i śmiech. Trochę potrwało zanim nauczyłam swojego smyka, że branie na rączki nie oznacza godzin chodzenia po domu – kręgosłup padał. Bawimy się inaczej. Trochę przytulasków, troche na kolankach, trache na brzuchu itp. Byle był uśmiech a nie płacz. I też słyszę, że jest taki przyklejony bo tak nauczyłam. A to nie prawda, dziecko przychodzi na świat nauczone i przyzwyczajone do kolysania tak jak w brzuchu mamusi i tak mu po prostu najlepiej i najbezpieczniej. Nie miałam serca odmawiać mojemu maleństwo tego tym bardziej, że ze świat zewnętrzny długo jest szokujący dla takiego maluszka! Trzeba być tak blisko jak nasze dziecko tego potrzebuje:-)

Teskty o przyzwyczjaniu to moje ulubione ;) na szczęście przy drugim dziecku jestem sto razy bardziej asertywna..

trafiłaś w sedno, dzięki bliskości pokazujemy dzieciom, że życie jest piękne, i że warto żyć, bo ma się dla kogo :-) To takie naturalne!

Ja na tekst o przyzwyczajaniu zawsze odpowiadam pytaniem: Czy znasz jakiegoś nastolatka albo dorosłego który nadal sypia z rodzicami, używa smoczka, trzeba go nosić na rękach… (tutaj proszę wstawić dowolna czynność niemowlęco-dziecięcą) ? Ano właśnie pierwszy syn miał przez 3 miesiące kolki (książkowo) i uspokajał się dopiero na rękach. Jak juz nie miał kolek to i tak lubił noszenie i spał z nami do 3 roku zycia. Karmiony był piersią do 2 roku życia. Teraz ma 5 lat – nie śpi z nami, na ręce wskakuje mi tylko podczas naszych „wygłupów” ale sam z siebie potrafi do mnie i do żony powiedzieć: „chce się przytulić” i „kocham Cię” mimo iż jest raczej zbuntowanym pięciolatkiem już z własnym zdaniem. A wieczorami wskakuje mi na kolana gdy siedzę w fotelu bujanym i prosi żebym mu wytłumaczył różne rzeczy np. jakie są najbardziej jadowita zwierzęta lub jak działa samochód. I tak sobie myślę czasem że może gdyby nie te kolki i noszenie i karmienie piersią mimo zgorszenia niektórych ludzi to Nasz syn mógłby być bardziej wyalienowany i jeszcze bardziej zbuntowany. Piszę ten komentarz podczas gdy jego dwumiesięczny brat śpi sobie grzecznie na moim tułowiu:) zatem drodzy rodzice nie wierzcie sąsiadkom i specjalistkom z zieleniaka które przecież wychowały trójkę dzieci (których dziwnym trafem nigdy nie widuje żeby odwiedzały rodziców) słuchajcie siebie na wzajem i swoich dzieci bo to Wasz świat a nie innych.

Dodaj komentarz: