Lunchbox na cały dzień dla rodziny

Lunchbox na cały dzień dla rodziny

Paulina Stępień
  • Paulina Stępień
  • 22 komentarze
  • Aktualizacja:

Podrzucam kilka pomysłów co spakować do lunchboksa na cały dzień dla siebie i dzieci. Gdy wychodzimy razem to staramy się wziąć pojemniki z jedzeniem, raz jest to pewna oszczędność, dwa duża wygoda. Jednak wiąże się to również z koniecznością przygotowania czy (i to chyba najtrudniejsze) noszenia.

Polecam Ci też moje wpisy: pomysły na bento dla dzieci i bento na wyjście, tam jest sporo przepisów, które u nas są hitem i które często pakuje do pojemników. A niżej bardzo spontaniczny film o tym co ostatnio znalazło się w naszej torbie, a torba to hobo LennyLamb zerknij na ceneo albo tutaj, od 129 zł, u nas przejął ją Michał co jest dla mnie całkiem wygodne :)

Wychodząc z dziećmi wiemy, że powinni co te 2-3 godziny coś zjeść, oczywiście nie mam nic przeciwko restauracjom, jednak bardzo wygodne jest posiadanie własnego prowiantu, jakkolwiek zabawie to nie brzmi :) Nie musimy wtedy kupować „natychmiast bo już dalej nie dam rady iść” jakiejś słodkiej bułki, tylko siadamy i wyciągamy obiad/przekąskę itd.

Co zabieramy – pojemniki

Na pewno wodę, od początku tego roku mocno wdrażamy w życie minimalizację odpadów, stąd chociażby zamiast kupować za każdym razem wodę w butelce staramy się zabierać taką ze sobą. Póki co mamy fajne bidony bez BPA o takie, 29 zł. Mają taki dzióbek, jak w w butelkach z wodą dla dzieci więc dla całej rodziny to wygodne. Co prawda wolę zwykły korek, ale to jest całkiem wygodne rozwiązanie (nie muszę dzieciom odkręcać, same mogą sobie wyjąć z torby itd).

Jeśli wychodzimy na cały dzień to śniadanie jemy w domu, a resztę zabieramy ze sobą. Czyli przekąska, obiad i jakiejś podjadajki i/lub kolacja (w zależności od tego jak chcemy wrócić).

Pewniakiem na podjadajki są jabłka czy inne owoce, te zazwyczaj pakujemy w torebki strunowe ikea, lubię ten rozmiar, ok. 20 zł.

Reszta idzie do lunchboksów.

Na zupy czy płynne dania mamy pojemniki sistema to go o takie, ok. 18 zł. Tylko teraz widzę, że te pojemniki mają różne opinie, nasze mamy od minimum 8 lat i nie przeciekają i to jedne z moich ulubionych bento pudełek, ale nie wiem, może teraz są ciut inne? Zamówiłam też fajne termosy, więc niebawem o nich też napiszę.

Inne pojemniki to np. ikeowy, niedrogi a bardzo fajny, o ten, ok 13 zł (jest też większa wersja). Uwielbiam też pojemniki z pięterkami, bo pozwalają dobrze oddzielić posiłki od siebie. Na filmie możesz zobaczyć taki miętowo-biały, kupiłam go kiedyś na aliexpress i NIE jestem zadowolona i teraz zastępuję go oryginalnym monbento o takim, 129 zł. Jest droższy, ale nie przecieka, a to okazuje się kluczowe.

No i najważniejsze: sztućce :) koniecznie plastikowe by metalem nie „ciapać” po pudełkach, a poza tym są lżejsze, jak nie wiecie jakie wybrać to zestaw dla dzieci z ikea sprawdza się dobrze :)

Tutaj na przykład menu dzieci, czyli risotto, placki, orzeszki i w oddzielnym pojemniku dżem
Tutaj na przykład menu dzieci, czyli risotto, placki, orzeszki i w oddzielnym pojemniku dżem
Tu bidon, o którym wspominam
Tu bidon, o którym wspominam
Tutaj co prawda pudełka z innego dnia, ale dość podobny zestaw
Tutaj co prawda pudełka z innego dnia, ale dość podobny zestaw
I sztućce, tak zdarzało się mi o nich zapomnieć haha
I sztućce, tak zdarzało się mi o nich zapomnieć haha

Co zabieramy – jedzenie

Jedzenie to musi być pewniak :) Stąd dla dzieci najczęściej są jakieś placki np. placki ryżowe i do tego dżem (bardzo lubię te dżemy słodzone sokiem jabłkowym o takie, a nie cukrem, są ciut mniej słodkie i wydają się lepszym wyborem :)).

Na drugie danie np. risotto, bo szybko je się robi. Tym razem w pojemnikach dzieci było risi e bisi (tylko bez boczku).

Do tego jabłka, banany na przekąski i orzeszki, a dla dzieci jeszcze jakaś mała słodkość.

Dla nas przygotowałam chili sin carne (czyli chili bez mięsa, ma to też taką zaletę, że nawet na zimno jest smaczne!) oraz naszą ulubioną sałatkę z soczewicy (tylko bez gorgonzoli).

Większość dań jest prosta, jak widzisz tym razem nasze i dziecięce menu jest zupełnie inne, tak czy tak poza plackami (które choć proste robi się długo) reszta robi się niemal sama.

Daj znać co Ty zabierasz i w czym to nosisz :)

Pięterko w plackami
Pięterko w plackami
I z risotto
I z risotto
Marzę już o lecie i piknikowaniu na kocu :)
Marzę już o lecie i piknikowaniu na kocu :)

Komentarze:

  • Natalia-Laura Długosz-Jantosz
  • Odpowiedz

Pakujemy ze soba :) podobnie ;)

  • Domowa.tv

macie swoje ulubione zestawy, pojemniki? :)

  • Łukasz Proszek

tak

świetna torba!

Ja lubię zabierać ryż z jabłkiem (ryż gotuje się sam, zetrzeć jabłko to minutka), a latem bób lub fasolkę szparagową. No i placuszki od Was przejeliśmy. Nasze ulubione pojemniki to te z Ikei, dosyć szczelne i tanie. http://m.ikea.com/pl/pl/catalog/products/art/50149560/

Paulina Stępień
  • Paulina

ooo korzystasz z takich pojemników? ja lubię te zielone z ikea, choć najbardziej pięterka. A powiedz, czy kształt okrągły Ci nie przeszkadza? u nas teraz faza na „każdy chce mieć swój pojemnik” więc to inna historia :D

  • Algo

Te zielone też mamy, używane na ciasto czy kanapki. Ale w tych okrągłych to niemal codziennieja lub mąż coś do pracy bierzemy. Kształt nikomu nie przeszkadza.

  • Aleksandra Kreis
  • Odpowiedz

3 razy Lunch box, w nich pojemniki i cała reszta! Juz nie wyobrażam sobie inaczej;) z reguły bez słodyczy. A jak juz to po zjedzonych owocach/ warzywach.

  • Domowa.tv

masz ulubione pojemniki/torbę/dania? :) też chętnie coś podpatrzę <3

  • Aleksandra Kreis

Domowa.tv

  • Aleksandra Kreis

Domowa.tv

  • Domowa.tv

Aleksandra Kreis z termosów jesteś zadowolona?

  • Aleksandra Kreis

Bardzo! Do szkoły, płac zabaw, zoo, wycieczki je zabieramy!

  • Domowa.tv

Aleksandra ten różowy to co za firma? długo trzyma ciepło?

My też zabieramy, długie spacery bez pudełek nie istnieją. Ja uwielbiam pudełka Tupperware – choć mamy też trochę innych, ale te pierwsze są dużo lepsze jakościowo. Muszę spróbować zrobić Twoje placuszki .

Gorąco nie polecam czegokolwiek słodzonego zagęszczonym sokiem (a do tego dżemu dodano aż 2 takie soki: zagęszczony sok jabłkowy, zagęszczony sok cytrynowy) ponieważ producent nie musi się rozliczać z ilości cukru i konserwantu koncentratu, którego użył – wystarczy rozcieńczyć ten koncentrat wodą. W ten sposób po analizie często wychodzi, że te „naturalne”, słodzone „sokiem” produkty mają dużo więcej ordynarnego cukru, niż te tańsze „zwykłe” dżemy, gdzie producent uczciwie przyznaje się, że cukier dodał. Określenie „zagęszczony sok” to nic innego jak nabijanie konsumenta w butelkę

Paulina Stępień
  • Paulina

Dzięki za opinię, trudno mi to oceniać, ale ogólnie skład jest ciekawy, ja zerkam też na tabelę, tego cukru nieznacznie, ale jednak, jest ciut mniej w dżemie, choć może faktycznie tak jak mówisz nie jest to gra warta świeczki. Wydaje mi się jednak, że lepsza to opcja niż syrop glukozowo-fruktozowy.

  • Aneti

Najgorsza jest fruktoza i cukier (nie ważne czy biały, brązowy, kokosowy itp. – tak samo szkodzą). Problemem zagęszczonych soków jest to, że nie wiemy co było w koncentracie (czy np. nie były do niego dodane jakieś konserwanty i dodatki, których byśmy nie chcieli spożywać). Natomiast bardzo fajnie, że patrzysz na tabelkę :). A dżem – to chyba najłatwiej, najtaniej i najlepiej zrobić samemu i „posłodzić” bananem, daktylami i ksylitolem (jeśli dobrze tolerujemy). Mam jeszcze pytanie odnośnie żelka – czemu dajesz akurat jeden? Czy masz ten temat jakoś przemyślany? Pytam poważnie. Nie chcę dawać dzieciom w ogóle niezdrowych słodyczy (czytaj sklepowych) i zastanawiam się, czy takie dawanie tylko jednego, to nie uczenie, że żelki są super i gdy tylko dziecko dostanie kieszonkowe nie kupi sobie przypadkiem całej zgrzewki tych żelków bo miał wcześniej pod wydział? Ja daję wyłącznie zrobione w domu, zdrowe słodycze, które nie zawierają cukru (ale już słodkie owoce, miód, ksylitol – tak). Zastanawiam się czy to dobra droga, bo wiadomo że kiedyś dziecko coś niezdrowego spróbuje (na razie jeden zero dla zdrowia: przeżuło i wypluło kinderka od babci i stwierdziło, ku mojej radości że niedobry :D!)

Paulina Stępień
  • Paulina

Co do słodyczy to póki co dzieci nie jedzą kupnych (chyba, że dostaną, ale i tak nie zawsze), jeszcze nie znają smaku niektórych, a gdy próbowały coś na urodzinach to uznały, że niedobre (tak, jak u Ciebie). Nigdy nie wiesz czy to się zmieni czy nie, możliwe, że jak inne dzieci w szkole będą jadły to też zaczną, ale z drugiej strony może jak od małego pokazujesz, przyzwyczajasz, że wcale nie musi być słodyczy lub można zrobić samodzielnie to jednak jakieś przyzwyczajenia zostaną? Taką mam nadzieję.
u nas fajne są suszone owoce (tylko trzeba uważać, bo to kolejny grząski temat, dużo jest baaardzo dosładzanych) czy orzechy i owoce świeże. Okaże się za kilka lat czy to dobre rozwiązanie. Ale na pewno po sobie widzę, że słodycze w domu to zło i bardzo nie chciałabym tego powielać.
Na pewno cieszę się, że nie mamy nawyków typu nagrody, zajadanie smutków itd., to chyba bardziej wywołuje „chęć” posiadania (przynajmniej wszystkie badania tak mówią haha).

Odkąd przybył nam mały człowieczek, też zabieram ze sobą jedzonko. Dla 5-osobowej rodziny jest tego sporo, zwłaszcza, że 4 osoby są właściwie dorosłe. Gdzie rozkładacie się z jedzonkiem? Latem mniejszy problem, bo można np. w parku na ławeczce. Ale zimą, czy jesienią? Ja staram się tak zorganizować czasowo, żeby zjeść np. „na basenie”, jeśli tam idziemy, albo w przychodni, jeśli mam tam być z dzieckiem. Gorzej, jeśli tylko wyjeżdżamy na zakupy. Wtedy najczęściej jemy po prostu w samochodzie.

Paulina Stępień
  • Paulina

zimą w samochodzie (mamy spory bagażnik w vanie jakkolwiek to zabawnie brzmi i tam sobie stawiamy „stolik”), wiosną na ławeczce, latem najczęściej na kocu, jesienią zależy jaka pogoda, ale raczej na ławeczce jeśli się da :)

Dodaj komentarz: