Jak chwalić dzieci mądrze?

, komentarze: 8

Jak chwalić dzieci mądrze?

Jak chwalić dziecko mądrze? Tak by dzięki tym pochwałom urosły im skrzydła i chciało im się więcej? Żeby rozwinęły się niczym piękny kwiat? Zamiast wzmocnień typu: „kruche ciasteczko” w nagrodę, lepsze są słowa. Nie nagrody, nie pochwały ogólne, lecz słowa, które podkreślają to za co chcemy docenić dziecko. W tekście jest sporo przykładów.


Jak chwalić?

„Pochwały mogą jednak odnieść skutek odwrotny do zamierzonego, jeśli nie są stosowane odpowiednio”. – Najszczęśliwsze dziecko w okolicy, Harvey Karp

Stąd tak ważne jest by zwracać uwagę na to, jak chwalić :) O tym, że nagrody nie są dobrym rozwiązaniem pisałam tutaj: motywacja wewnętrzna i zewnętrzna, ale słowa? Czy mogą być lepsze i gorsze? A mogą. Niektóre pomagają rozwinąć skrzydła :)

Sama się nad zastanawiałam i przyznam, że „kupuje” te metody :) Mi się podobają.

„Jeśli chcemy zachęcić dzieci, by uwierzyły w siebie i dalej się czymś zajmowały, powinniśmy unikać słów oceniających, jak: „dobry”, „wspaniały”, „fantastyczny”, „najlepszy”. Zamiast tego możemy tylko opisywać. Możesz opisywać to, co widzisz lub to, co czujesz.” – Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być, Adele Faber, Elaine Mazlish

Przykład: Czyli zamiast: „Jesteś świetny” może być: „świetnie kopnąłeś piłkę, wpadła prosto do bramki!”

Chodzi o to by tak naprawdę chwalić działanie, a nie dziecko. Jeśli maluch pomaga ci przy sprzątaniu to zamiast wychwalać go pod niebiosa lepiej pochwalić to co ma miejsce tu i teraz. Takie chwalenie będzie zawsze prawdziwe. Pomogłeś mi teraz, a nie jesteś pomocny zawsze. Motywuje do takiego zachowania, ale nie nakłada presji, że tak musi robić.

Przykład: „jesteś najlepszym pomocnikiem” lepiej powiedzieć: „dziękuję za pomoc w odkurzaniu, bardzo to było pomocne”.

Chwal próby i starania. Dajmy na to, że dziecko próbowało samo nalewać, samo pić z kubeczka i pół kuchni jest zalane wodą. Masz sporo roboty, ja cię dobrze rozumiem,  Pochwal! Przecież się starał, nikt nie urodził się potrafiąc wszystko.

Przykład: Zamiast krzyczeć: „rety, znowu rozlałeś!” zastanów się z czego to wynika. „Widzę, że próbujesz” albo „Niezła próba nalewanie wody”.

Nie psuj pochwał. OK, pewnie każdy z nas to słyszał nie raz. Nie dodawaj tego paskudnego ALE. Bo po co. Jeśli maluch coś zrobił to doceń to, a jeśli nawet nie zrobił tego tak dobrze jakbyś tego chciał to możesz ugryźć się w język :)

Przykład: „Super, że posprzątałeś! ale czemu musiałam ci tyle razy przypominać?” No klops. Chwalisz czy ganisz? :)

„Przypomina otrzymanie prezentu i zabranie go chwilę później. Takie zachowanie uczy dzieci by nigdy nie ufać komplementom”. – Najszczęśliwsze dziecko w okolicy, Harvey Karp

Pochwal niby przypadkiem, do kogoś innego :) Przeczytałam o nim ww. książce i sprawdza się (moim zdaniem) przy małych dzieciach. W dodatku wcale nie trzeba plotkować o dzieciach w ich obecności z innymi ludźmi (bo to nie jest fajne), ale można rzucić jakąś mini pochwałę niby do ptaszka na drzewie zwracając się  tak jakby szepcząc czy mówiąc coś w tajemnicy.

Przykład: „wiesz ptaszku, naprawdę Ania mi pomogła sprzątając dzisiaj po obiedzie”.

Osobiście wolę wcześniejsze sposoby, bezpośrednie, ale ten też wydaje się ciekawą formą podkreślenia zachowań, które lubimy.

A gdy nie ma za co chwalić?

Zdarza się (wcale nie rzadko hahha), że dzieci robią wszystko na opak, a przynajmniej my to tak odbieramy. Co wtedy robić? Jak chwalić skoro nie ma za co? Fajny przykład podaje Harvey Karp w swojej książce i chcę go wam przytoczyć.

Przykład: Nie mów negatywnych: „ale się długo ubierasz, nie zdążymy przez ciebie!” zamiast tego opisz dokonania, które już miały miejsce :) „Założyłeś już skarpetki, majtki, to jeszcze tylko bluza, kurtka, buty i możemy pędzić na autobus!”

Widzisz różnice? Skupiasz się na pozytywach. To jest też o tyle fajne, że nie wprowadza niepotrzebnie nerwowej atmosfery, a w dodatku działa!

I druga sytuacja, w której możesz pochwalić, choć w sumie nie ma za co, jednak słowa, które wypowiesz mogą być ciepłe, jak nauka, podsumowanie jakiejś konsekwencji.

Przykład: „A nie mówiłam! Było trzeba nie robić tego,  zabawka by się nie popsuła!” Lepiej powiedzieć: „teraz już wiesz, że jak rzucasz samochodem to może mu odpaść koło”.

Prawda, że fajne? Znajdzie się wiele sytuacji, w których zamiast lamentować, możemy wykorzystać dane wydarzenie jako naukę, no cóż naukę na własnych błędach.

A wy jak chwalicie? Podobają wam się te sposoby?

Bibliografia (swoją drogą polecam).

  • 1) Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być, Adele Faber, Elaine Mazlish;
  • 2) Najszczęśliwsze dziecko w okolicy, Harvey Karp;
  • 3)Mocno mnie przytul, Carlos Gonzales

Komentarze:

Kamila Jabłońska

16.02.2016 21:25 Odpowiedz

Wspaniały tekst, bardzo pomocny :)

Bardzo dobry tekst – to wszystko działa też doskonale w odniesieniu do dorosłych (np. kiedy zwracamy się do naszych mężów ;)
Niestety bywa też tak, że najpierw się mówi, potem się myśli – i wymykają się te niepożądane zdania… Ja jednak staram się pracować nad sobą.

Paulina

17.02.2016 09:06

Oczywiście, że tak, ale tak jak powiedziałaś, dobrze jest pracować nad sobą :) a też te sposoby są o tyle fajne, że i mówiącego nastrajają pozytywnie :)

Bardzo mnie cieszy ta seria tekstów o wychowaniu. Będę jeszcze do nich wracać.

Paulina

17.02.2016 09:06

Bardzo mnie to cieszy :)

Witaj Paulina :)
Jak ja uwielbiam czytać Twoje wpisy dotyczące dzieci :) Nie muszę już przeszukiwać tych nudnych forów, gdzie każdy ma inne zdanie na dany temat.
Domową.tv odkryłam jakieś 10 m-cy temu, gdy kompletowałam wyprawkę dla noworodka. Wtedy to obejrzałam Twój filmik, gdzie wyjaśniłaś co to rampersy, kaftaniki itd. Teraz mój szkrab ma już prawie 8 m-cy a ja nadal zaglądam na Twoją stronę po jakąś poradę. Są one bezcenne – zwłaszcza dla mamy, która wychowuje swoje pierwsze dziecko :)
P.s. Poproszę o dodatkowy, oddzielny wpis z tytułami tych wszystkich mądrych książek o wychowaniu dzieci;)
Pozdrawiam i „do zobaczenia” przy kolejnych wpisach :)

A ja wroce jeszcze do tego rozlanego napoju..nawet jak sie rozleje…to nie reaguje panika…dzieci czesto czekaja na reakcje doroslego… A ja wowczas stosuje metode Maryski Montessori i pytam dziecko:
-co mozesz teraz zrobic?
+Dziecko: wytrzec
– co potrzebujesz?
+ścierkę?
– gdzie ona jest?
itd… oczywiscie dziala to tak samo jak dialog, kiedy dziecku wczesniej zostalo pokazane gdzie jest scierka (ktora zawsze jest w tym saym miejscu – u nas w przedszkolu wisi zawsze swieza,wycisnieta scierka, adekwatna do wielkosci raczki dziecka, na krawedzi miski, na podlodze pod stolem…..czyli na wysokosci dziecka-sic!).Oprocz pokazania gdzie jest scierka trzeba pokaza jak sie wyciera (polecam metode montessori -pomysly tu:
http://www.bycrodzicami.pl/dziecko-swiata-w-artykulach/jedzenie-przygotowanie-i-podawanie-dziecko-swiata-lata-3-6/
Czesto dziecko wieksze nie ma ochoty wytrzec, mimo, ze wie gdzie jest scierka i umie wycierac….wowczas pytam sie drugiego dziecka „co Antek moze zrobic?” i to drugie dziecko podpowiada „wytrzec”….i wowczas dzieje sie wszytsko automatycznie, dziecko, ktore rozlalo sprzata lub dziecko drugie mu pomaga- ale sprawa zostala rozwiazana miedzy dziecmi….i to ja jako dorosly nie narzucam, ze ma wytrzec…tylko pytaniami daze do znalezienia rozwiazanania…co laczy sie sie Paulina z Twoi swietnym wpisem….aby chwali za dzialanie! „popatrz teraz stól jest suchy”…
a jak dziecko wytarlo i stol jest nadal mokry pytam „suche czy mokre”- dziecko spradza i zazwyczaj dalej wyciera jest jak mokre…czasem pomaga polozenie dziecka reki na mokra plame – po przez sensoryczne doswiadczenie- ponowne zapytanie czy jest suche czy mokre:)
hehe to tyle w temacie:) mam nadzieje, ze napisalam nie za bardzo zawile:P
pozdrwiam Was cieplo z wiosnnego juz Drezna!

Paulina

17.02.2016 12:19

Rewelacja! Weronika, świetnie to napisałaś, dziękuję za ten komentarz

Dodaj komentarz: