Historia mojej książki

, komentarze: 37

Historia mojej książki

Dzisiaj ruszyła przedsprzedaż mojej pierwszej książki, książki kulinarnej będącej esencją tych pięciu lat z moim blogiem Kotlet.TV. Wszystko zaczyna być takie realne. Na empik.com wisi okładka „Małej wielkiej uczty”, uśmiecha się z niej dziewczyna a ja patrzę i myślę „rany, to ja!”, a to zdjęcie jest przecież z naszej kuchni. I choć książka dopiero trafi do drukarni, to czuję, jak krok po kroku spełniają się marzenia.

Dzisiaj o tym, że warto marzyć i spełniać swoje marzenia. O tym, jak książka przyszła do mnie sama i jak powstawała. Bo czasem warto poczekać na tę właściwą chwilę.

Pracowałam kilka lat z wydawnictwie, wiedziałam, jak powstają magazyny, gazety, wiedziałam jaki jest proces produkcyjny. Siedziałam nie raz i nie dwa po nocach nad korektą, korygowałam szpigle, mazałam po wydrukach. Poprawiałam innych autorów. Czy wtedy myślałam o książce? Nie. Jeszcze nie.

Potem powstał nasz blog Kotlet.TV. Gotowałam, uczyłam się, dzieliłam przepisami, nagrywałam, fotografowałam i cały czas szlifowałam swoją wiedzę. To było (i jest) to co kocham. Często jakiś dziennikarz pytał „co dalej pani Paulino? restauracja? a może książka?„. Wiedziałam, że na restaurację się nie porwę, bo prócz gotowania to cała masa biurokracji. No i musiałabym się sklonować. Książka? Tak, może kiedyś, ale jak trafimy na fajnego partnera do współpracy. Dobre wydawnictwo, które nas poprowadzi i podpowie co i jak. Czy szukaliśmy? Nie. Było wiele propozycji, ale nie iskrzyło między nami. Dopiero rok temu, w pewien listopadowy dzień zadecydował jeden uśmiech. Wydawnictwo MUZA i my. Jakoś zaiskrzyło. Wspólny pomysł, piękna forma, wzajemne zaufanie.

Czy wiedziałam na co się porywam? Nie do końca :) Haha tak, mówię to szczerze.

Chciałam by w książce znalazły się nowe przepisy, by była uzupełnieniem bloga. By ktoś kto stale nas odwiedza, znalazł tam nowe receptury, a ktoś kto nas nie zna, a kupi książkę mógł znaleźć coś nowego na stronie. Wybrałam kilka przepisów bez których trudno mi było wyobrazić naszą książkę. Murzynka, od którego wszystko się zaczęło, cytryniaka taty, który gości zawsze na święta czy pyszną chałkę, która ledwo mieści się w piekarniku. A potem wymyślałam kolejne przepisy. Małe, wielkie, obiady, desery i chleby. Coś dla każdego.

Ale książka to nie tylko przepisy. Chciałam by była to książka z kawałkiem naszej historii, którą chcę Wam opowiedzieć. Coś dodatkowego. Byście mogli poczuć zapach cynamonu z kuchni mojej babci oraz smak paelli jedzonej w Gironie. Bo każde danie to jakaś historia.

Była zima. Miałam trzy miesiące do porodu i pięć miesięcy do terminu oddania materiałów. Przede mną było ponad 120 przepisów do książki. Mogłam skorzystać z profesjonalnego fotografa i kucharza. Ja dostarczałabym wtedy tylko receptury. Ale chciałam, by to były moje fotografie, moje słowa, moje danie. By móc na koniec dodać szczyptę tymianku i Wam o tym napisać, by dać gdzieś uwagę, że lepsze są suszone śliwki niż te wędzone.

Czy wiedziałam na co się porywam? Nadal nie do końca :)

Z jednym maluchem, takim ledwo co chodzącym, a drugim w brzuchu stałam niekiedy kilkanaście godzin w kuchni i gotowałam. Bywało, że przypalałam, a ciasto wychodziło z zakalcem. Robiłam je wtedy jeszcze wiele razy, za każdym razem zmieniając proporcje, aż wyszło takie, jak trzeba.

Tak ugotowałam wszystkie ponad 120 przepisów na nowo, nawet te „starsze” są w nowej odsłonie. Każde danie sfotografowałam. I każde zjedliśmy ze smakiem. No cóż było tego sporo… a Michał jest przez to na diecie :) Haha. Czasem jechaliśmy do znajomych czy rodziny z sześcioma ciastami. Robiłam wtedy plebiscyt słodkości i głosowanie co jest najlepsze. Te najlepsze trafiły do książki.

Przyszedł kwiecień. Miałam zaplanowane, że przed porodem zrobię połowę przepisów. Jeszcze dzień wcześniej dopiekałam ciasto. Skończyłam. Mogę rodzić… i tak też się stało :) Kolejnych kilka tygodni było trochę spokojniejsze, bo najważniejsze były dzieci. Ale powoli wracałam do kuchni. Z maluchem na brzuchu, tym razem w chuście, znów stałam przy stole.

Starałam się jednocześnie przygotowywać także przepisy na Kotlet.TV. W pewnym momencie miałam spory zapas przepisów do publikacji na stronie, czułam, że mogę w pełni poświęcić się książce. I wtedy padł dysk. Wszystkie 70 przepisów przepadło, w tym 10 z książki. Pozostałe książkowe były (na szczęście) bezpieczne. Ale tych na stronę nie odzyskałam. Wtedy miałam kryzys. Czytałam komentarze: gdzie przepis, tylko jeden, dwa w tygodniu. A ja po prostu nie wiedziałam co robić. Po prostu zamykałam się w kuchni i gotowałam. Tam było mi dobrze :)

I przyszedł czerwiec. Trochę podróżowaliśmy, musiałam znaleźć odrobinę siły :) Oddałam wszystko w terminie. A w lipcu wchodziłam tylko do kuchni by… zrobić kanapki :) Odpoczywałam :)

Ale to była chwila. Dzisiaj znowu piekę bezy, szaleję z gryczanymi babeczkami, które uwielbia moje dziecko a zaraz będę gotować zupki dla młodszej latorośli. Pisząc to znowu przypomniałam sobie, że nie nastawiłam bułek na jutro :) Teraz to redakcja w wydawnictwie nanosi ostatnie poprawki, a książka niebawem trafi do drukarni. Wystarczy czekać.

I ja już nie mogę się na nią doczekać. To mały wielki kawałek naszej historii. Nasza „Mała wielka uczta”.

Dziękuję, że pomagacie mi realizować marzenia, że jesteście, że czytacie, że gotujecie. Warto spełniać marzenia, warto dbać o własną historię i ja samych pięknych historii Wam życzę :) Buziak. Paulina

PS: Wpis na kotlet.tv o przedsprzedaży książki

Gotowe ciasta, babki, serniki pakowałam w rozkładany kosz i jechaliśmy do znajomych lub rodziny na małą wielką ucztę.
Gotowe ciasta, babki, serniki pakowałam w rozkładany kosz i jechaliśmy do znajomych lub rodziny na małą wielką ucztę.
Każdy mógł wybrać danie, które uważa za najlepsze, a ja robiłam ukradkowe zdjęcia. Tak, brzoskwiniowiec będzie w książce, on najszybciej zniknął ze stołu.
Każdy mógł wybrać danie, które uważa za najlepsze, a ja robiłam ukradkowe zdjęcia. Tak, brzoskwiniowiec będzie w książce, on najszybciej zniknął ze stołu.
A to jedno z moich ulubionych zdjęć. Pokazuje taki nasz codzienny, mega rodzinny chaos :) Mały ktoś podjada niesfotografowaną (!) bułkę, ja robię zdjęcia
A to jedno z moich ulubionych zdjęć. Pokazuje taki nasz codzienny, mega rodzinny chaos :) Mały ktoś podjada niesfotografowaną (!) bułkę, ja robię zdjęcia
To był też czas wspólnych zabaw przy stole, wspólnego lepienia (hahaha) bułek :D
To był też czas wspólnych zabaw przy stole, wspólnego lepienia (hahaha) bułek :D
I zabierania eksponatów :)
I zabierania eksponatów :)
Tak czy tak to kawałek naszej małej wielkiej historii. Historii mojej książki :)
Tak czy tak to kawałek naszej małej wielkiej historii. Historii mojej książki :)
A wiecie jak powstało to zdjęcie? :) po prostu częstowałam zupą dziecko :) ot i cała tajemnica :)
A wiecie jak powstało to zdjęcie? :) po prostu częstowałam zupą dziecko :) ot i cała tajemnica :)
Historia mojej książki
Historia mojej książki
A to okładka :)
A to okładka :)

Komentarze:

Paulinko, tak niesamowicie to opisałaś, że aż się wzruszyłam. Książka zamówiona, czekam niecierpliwie!

Paulina

16.09.2014 08:52

Ojejku, nie wiem co napisać :*

Ja też zamówiłam:)

pięknie…:) i gratuluję książki!

Kurczę, i ja się wzruszyłam.

Nie warto marzyć…one nigdy się nie spełniają:(

Magda

16.09.2014 00:28

Bo marzenia się same nie spełniają, tylko marzenia się spełnia.

Paulina

16.09.2014 08:52

Magda bardzo ładnie powiedziane! :)

Magda

16.09.2014 10:56

; )

Cataleya

16.09.2014 22:55

Tylko szkoda, że droga do moich marzeń polega na Syzyfowych pracach…

Zazdroszczę ale pozytywnie…

Super, gratulacje! Nie mogę się doczekać książki, zwłaszcza że to dzięki kotlet tv zaczęłam raczkować w gotowaniu i jest dla mnie jakieś światełko w tunelu hehe. Czekam na zamówioną książkę :)))

Jesteś fantastyczna kobieta:).Życzę tobie,chociaż nie poznałam ciebie osobiście,żeby twoja ksiażka odniosła sukces.Ja na nia,już czekam.Postaram się,zrobić wszystkie z niej przepisy:)mam nadzieje że mi się uda:).Słonecznego dnia Paulinko.

Paulina

16.09.2014 08:52

Żaki trzymam za słowo haha ;) dzięki za miłe słowa i również słonecznego dnia!

Agnieszka Skupieńska

16.09.2014 08:28 Odpowiedz

Podziwiam niezmiennie za upór i za pracowitość. To będzie na pewno świetna książka! :)

Paulina

16.09.2014 08:51

Dziękuję :)

Już w pierwszym miesiącu istnienia kotlet.tv wiedziałam, że musi powstać książka. Nawet kiedyś Cię o to zapytałam w komentarzu, pamiętasz?
Paulinę pamiętam ze wspomnianego przez nią wydawnictwa, w którym pracowałyśmy – była taka sama jak na filmikach, zawsze roześmiana :) Pozdrawiam Was, gratuluję i życzę dalszych sukcesów!

Paulinko, myślę że jesteś ogromną inspiracją dla wielu młodych matek. Z dwójką dzieci, dwoma super blogami znalazłaś jeszcze czas na wydanie książki! Wow! Życzę wielu sprzedanych egzemplarzy :DD

Paulina

16.09.2014 12:56

Ania dziękuję za miłe słowa :)

Ania

18.09.2014 08:55

A książka już zamówiona, nie mogę się doczekać :)))

Książka ma bardzo wysoką cenę. teraz kosztuje ponad 40 zł a w cenie regularnej aż 69.99 zł. Szkoda bo bardzo chciałabym ją mieć… Pozostaje mi internet

Paulina

16.09.2014 12:56

To normalna cena, jak na wspaniale wydaną książkę kulinarną z całą masą zdjęć. Teraz w promocji jest naprawdę bardzo atrakcyjna. Niemniej oczywiście zapraszam na stronę, jeśli nie możesz sobie pozwolić na ten wydatek to i na stronie znajdziesz jak zawsze coś fajnego :)

Gratuluję wydania książki. Pani dzieci są naprawdę szczęśliwymi maluchami. Mówię to dlatego że taka zapracowana i samorealizująca się mama może dać dzieciom naprawdę wiele. Nie warto rezygnować z siebie na rzecz idealnie wysprzątanego domu lub dokładnie wyprasowanych ubrań. Też jestem mama 3 miesięcznego Mikołajka, w tej chwili jestem na urlopie macierzyńskim a poźniej na rodzicielskim. Wiele radości sprawia mi bycie mamą i prowadzenie domu , nie mowiac już o gotowaniu ale staram sie wszystko tak organizować aby mieć też czas dla siebie i swoje pasje. Wiem że aby mieć w przyszłości szczęsliwe dziecko muszę po urlopie wrócić do pracy , to da mi siłę i kopa do kolejnych wyzwań . Jeszcze raz gratuluję , książkę na pewno kupię, Wasza rodzina niech bedzie wzorem do naśladowania dla innych :D:D

Paulina

16.09.2014 12:54

Dzięki Asia i cieszę się, że tak długo jesteś z nami. Teraz na nowo widzę, że nasze blogi to również Wasza historia i to mnie szalenie inspiruje i motywuje do działania :)

Przepisy z kotlet.tv zawsze się udają. Chciałabym dodać że śledzę Państwa poczynania od jakichś 4 lat, jest super :D:D Pozdrawiam ze słonecznego Sopotu.

Podziwiam i gratuluję, że udało się Pani spełnić marzenia :-)
Ps. Czytając opis odniosłam wrażenie, że ze wszystkim uporała się Pani sama (tym bardziej gratuluję), dlaczego Pan Michał nie pomógł przy dzieciach czy też gotowaniu :-)

Paulina

16.09.2014 12:52

Pogodna nie to nie tak :) Zresztą Michał ma też inne obowiązki, a akurat gotowanie z dziećmi ma swój urok. Michał zajmował się w dużej mierze kwestiami redakcyjnymi, stroną, współpracą i innymi biurokratycznymi obowiązkami bez których byśmy zginęli :D hahah

Brawo Paulina. Gratulacje za wytrwałość

Agnieszka Skupieńska

16.09.2014 20:06 Odpowiedz

A ciekawa jestem, co w pracy nad taką książką było najtrudniejsze: wymyślanie, co ma się w niej znaleźć, tworzenie konkretnych przepisów, gotowanie, zdjęcia? Co było najbardziej czasochłonne?

Paulina

16.09.2014 20:45

To trudne pytanie :) Najwięcej pracy wymagało ugotowanie wszystkiego, ale najtrudniejsze chyba było opisanie każdego przepisu :)

po tym wpisie poznać jak masz lekkie pióro. Tak przyjemnie się czyta i czyta…. Nie powinnaś poprzestawać na jednej książce i na jednej tematyce. Może jakieś opowiadania dla dzieci albo poradnik… coś miłego do poduszki. Gratuluję, przede wszystkim radości jaką daje spełnione marzenie

megi81

17.09.2014 23:32

Potwierdzam wszystko co napisała dominika :) Paulina, koniecznie pisz dalej, bo robisz to tak lekko i naturalnie, z takim umiarem, który nie każdy posiada, g r a t u l a c j e . Ps piękna okladka!

Paulina

17.09.2014 23:57

ojejku dziękuję :* nie wiem co powiedzieć ;-)

Dzięki Tobie Paulina odkryłam przyjemność gotowania i pieczenia! I mimo że czasem zmęczenie ogarnia przy 6 miesięcznym maluchu, to wiem że można przy odrobinie chęci góry przenosić. Jesteś moim ogromnym motywatorem i inspiracją!! Gratuluję spełnionych marzeń, książki i życzę wieeelu sukcesów!!

Gratuluję książki! Rzeczywiście marzenia się spełniają jeśli się dąży do ich realizacji. Nie mogę się doczekać kiedy kupię Waszą książkę i zacznę ja czytać oraz gotować. Pamiętam jak dziś rok 2009 dokładnie połowa grudnia w Naszym nowo kupionym mieszkaniu zastanawialiśmy się z mężem czym zaskoczyć rodzinę w Święta Bożego Narodzenia jaką zrobić potrawę żeby stało się to tradycją i w ten właśnie sposób trafiliśmy na Waszego bloga kotlet.tv. na którym znaleźliśmy przepis na przepyszny chlebek na zakwasie. Od tamtej pory jesteśmy z Wami i pieczemy sami chlebek a jego zapach unosi się po całym domu i klatce schodowej. Teraz mam zamiar nauczyć się piec bułeczki i mam nadzieję, że mój 5,5 miesięczny synek jak podrośnie polubi i z chęcią będzie jadl. Podziwiam Was za to co robicie i do czego doszliście a Tobie Paulinko zazdroszczę trochę tej pogody ducha, radości z życia jaka od Ciebie bije. W dalszym ciągu zastanawiam się jak Ty to wszystko ogarniasz przy dwójce maluchów i jestem pełna podziwu że jednak wszystko da się zrobić. Życzę Wam kolejnych sukcesów ( może jakiś przewodnik o podróżowaniu z dziećmi po Polsce lub Europie) i spełniania marzeń. Pozdrawiam serdecznie.

Paulinko natchnęłaś mnie do gotowania. Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie przepisy, które zamieszczałaś na blogu. Książki nie mogę się już doczekać i na pewno ją kupię. Dodam, że to będzie pierwsza książka kucharska w moim domu. Ale chociaż tak (kupując Twoją książkę) mogę Ci podziękować za inspiracje. :)

Całe życie się wzbraniałam przed kupowaniem książek, bo szkoda mi było pieniędzy na coś, co mogę wypożyczyć w bibliotece, a przecież drugi raz czytać nie będę… Aż do wczoraj – dzięki „Małej wielkiej uczcie” złamałam swoją zasadę i muszę przyznać, że czuję się z tym CUDOWNIE :) Śledzę kotleta od ok. 3-3,5 roku, a domową od początku istnienia. Czuję się z Wami tak psychicznie zżyta, że nie wyobrażam sobie dnia bez zaglądania na blogi. A teraz jeszcze Wasza książka w moich rękach, którą wertuję zachwycona i tylko czekam, aż będę miała okazję wypróbować któryś z przepisów :)
Dziękuję Wam, że jesteście, zarażacie miłością do gotowania i pozytywną energią ♥

Paulina

19.01.2015 18:54

Magda bardzo miło mi to czytać :) cieszę się i życzę Ci samych pysznych potraw i wielkiego zadowolenia :)

Dodaj komentarz: