Życie jest tylko chwilą

Życie jest tylko chwilą

Właśnie poszłam do dziecięcego pokoju sprawdzić czy dzieci oddychają. Jak każda matka wariatka. Chyba będę robić to przynajmniej do osiemnastego roku życia albo i jeszcze dłużej. A gdy docierają do mnie jakieś smutne informacje to mam ochotę biec, wybudzić i wyściskać. Ale spokojnie, tylko popatrzę ♥ niech śpią spokojnie. Mama jest obok.
A gdzieś indziej tej mamy zabrakło…

Tak sobie myślę, że życie to tylko chwila. Dla jednych to długa chwila, dla innych zdecydowanie za krótka.

Przypomniała mi się pewna historia, którą gdzieś kiedyś przeczytałam (źródło?) a dzisiaj jakoś mocno leży mi na sercu.

Dziewczyna obudziła się w nocy, bo nie słyszała oddechu swojego dziecka. Spojrzała. Wzięła na ręce. Położyła je na piersi. Szybkim ruchem usiadła. Choć trwało to ułamki sekund w jej głowie pulsowała jedna myśl: nie. Potrząsnęła. I usłyszała cichutki płacz. Po raz drugi w życiu cieszyła się, że jej dziecko płacze. Łzy pociekły jej po policzkach, utuliła, ukochała i czuwała przy łóżeczku do rana. Nieważne czy jej się wydawało czy działo się to naprawdę. W tej chwili i w każdej kolejnej kochała to życie ponad wszystko.

Mnie jako mamę poruszają takie historie. Zawsze, gdy czytam, gdy słyszę podobne to mam ochotę biec do pokoju dziecięcego i wąchać, i tulić, i kochać.

Jako mama nie rozumiem też czemu tym samym dzieciom TA mama jest zabierana. Zabierana przez chorobę. Czemu zostają bez mamy. Strasznie brutalne to nasze życie. I w takim dniu, jak dzisiaj jest mi źle. I możecie mówić, że to naiwne, bo tak już jest. Ale zdecydowanie dzisiaj wolałabym aby znowu ktoś się pomylił, aby komuś się wydawało, aby jednak gdzieś to życie ktoś znów mógł docenić*.

Jakoś tak dzisiaj refleksyjnie. Bo gdy czytam, że mama osierociła trójkę dzieci to czuję wielką niesprawiedliwość. Smutek. I jako mamie jest mi z tym po prostu źle.

Życie to chwila. Doceń je, cokolwiek to dla Ciebie oznacza ♥

PS do refleksji, jeśli ktoś nie wie jeszcze, skłoniła mnie informacja o śmierci aktorki Ani Przybylskiej, 36 lat, trójka dzieci.

Komentarze:

  • Joanna Krajewska
  • Odpowiedz

brak słów :(

  • Monika Kaśkiewicz
  • Odpowiedz

„Życie to chwila. Doceń je, cokolwiek to dla Ciebie oznacza ♥” pięknie napisane… ehh :(

właśnie mi też brak słów, takie historie przypominają mi tylko by docenić to co się ma…

  • Katarzyna Kukulska
  • Odpowiedz

Wiem coś o tym, sama straciłam tatę jak miał 36 lat…

  • Anna Marcin Piwkowie
  • Odpowiedz

Smutno :(

Mogę tylko napisać, że mam dokładnie tak samo… Opiszę chociażby zdarzenie z dnia dzisiejszego. Pierwszy raz miałam dzis wychodne odkad urodził sie moj drugi synek (ma 4 miesiace). Dzieci zostaly z tata. Poszlam z tesciowa do teatru i oczywiscie w przerwie zadzwonilam do meza skontrolowac sytuacje. Okazalo sie, ze jakies 15 minut wczesniej moj starszy synek, ponad dwuletni, wyglupiajac sie na kanapie, przywalil glowa w stol i rozcial sobie nos. Z opisu meza to krew wszedzie itd, a on z mlodszym na rekach. Oczywiscie nie poszlysmy juz na drugi akt, tylko pojechalysmy do domu. Nie moglabym ogladac spektaklu myslac o tym jak to wszystko wyglada, bo pragnelam najbardziej na swiecie w tym momencie mocno go przytulic i pocieszyc (choc trzezwo o tym myslac wcale to nie bylo konieczne, bo tata swietnie sobie poradzil). Ale po prostu musialam. Mam ochote teraz spedzic noc przy jego lozeczku trzymajac go za mala raczke. Taka matka wariatka, jak to napisalas. Pozdrawiam cieplo.

……..

  • Dominika Zybura-Miszewska
  • Odpowiedz

Strasznie smutno …

Jak przeczytałam tą wiadomość, że Pani Ania nie żyje to aż mi się łza zakręciła w oku, właśnie dlatego że ma troje dzieci, którym na pewno będzie jej strasznie brakowało.
Dokładnie byłam w takiej samej sytuacji moja mama zmarła w wieku 39 lat zostałam sama z moimi dwoma braćmi i tatą. Cały świat mi się zawalił bo jednak ta więź z mamą była największa i człowiekowi zawsze tej bliskości, poczucia bezpieczeństwa i opieki brakuje tak że doskonale rozumiem to co teraz przeżywają.

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…

Straciłam tatę-też choroba gdy miałam 2 latka, mój tata 37, moja mama 32, starsza siostra miała 9 lat, młodsza jeszcze się nie urodziła była pod sercem mamy ;((((mama została z nami sama ;-( mam dziś swoją rodzinę, zawsze mogę liczyć na moją mamę, ale kogoś mi w tej wędrówce życia ciągle brakuje..taty ;-(

To takie matczyne ;-) opieka nad dzieckiem. Moja córeczka ciągle choruje, nie śpię po nocach, i gdy ostatnio zdarzyła sie spokojna noc, też nie mogłam zasnąć..wiecie dlaczego?bo tak spokojnie spała, że zerkałam czy wszystko w porządku z nią . Od jej urodzenia zrywałam się w nocy i nasłuchiwałam czy oddycha zwłaszcza, że miała ogromne problemy z ulewaniem. Potem rozkopywała się i ciągle wstawałam ją przykrywać, aby nie zmarzła ;) I trwa to do dzisiejszego dnia..

Odnośnie sprawdzania oddechu dzieci. Moje bliźnięta są wcześniakami i jak wszystkie dzieci przedwcześnie urodzone, czasami ZAPOMINAJĄ ODDYCHAĆ… gdyby nie fakt posiadania przez nas monitorów oddechu, to już 4 razy (w ciągu 6tyg ich życia) uratowały życie naszym brzdącom!!!!

wczoraj jak dowiedziałam się, ze Pani Ania nie żyje to miałam takie same refleksje jak Ty. Odkąd zostałam mamą myślę tylko o dziecku i pierwszą myślą jaka miałam wczoraj była właśnie ta , że dzieciom została zabrana matka, że ich życie już nigdy nie będzie takie samo. Możecie mówić co chcecie, ale to matka jest dla dzieci najważniejsza

Jak zaczęłam czytać twój wpis, na początku myślałam że piszesz o śmierci łóżeczkowej…

Dziś w pracy dowiedziałam się o śmierci Ani Przybylskiej. Moja reakcja? Szok! Szkoda jej, zwłaszcza, że zmarła tak młodo. Jednak, jak to się mówi ,,Bóg tak chciał”.

Spoczywaj w pokoju Aniu [*][*][*]

Witaj. Jestem mama 5-5 letniej córeczki. Od prawie dwóch lat walczę z nowotworem. Nie boję się choroby, nie boję się lekarz ani tych wszystkich igieł, kroplówek, tabletek, skutków ubocznych itd. Boję się, że może być tak…i moje dziecko zostanie bez mamy…
Czasem w mojej głowie rodzi się plan zaprzestania jakichkolwiek rozstań, tak by móc spędzić z nią jak najwięcej czasu…tak w razie czego, na zapas. Po chwili jednak odchodzi. W domu żyjemy jakby nigdy nic-chociaż nie zawsze fizycznie jestem w stanie sprostać wszystkiemu. Dopiero w szpitalu co 21 dni staje sie chora i słucham tego czego wcale nie chcę.

Bywa, że odchodzą też dzieci. To chyba największa tragedia, nie wyobrażam sobie gorszej:( Cieszmy się zatem każdą chwilą z naszymi dziećmi, naszymi bliskimi. Kiedy świeci słońce i kiedy pada deszcz. Kiedy jesteśmy radośni, ale też kiedy ktoś komuś nadepnie na odcisk, a jeszcze inny wstanie lewą nogą i daje nam wszystkim w kość. Cieszmy się i doceniajmy to życie TU i TERAZ.

Dodaj komentarz: