Zostań dzieckiem, nie dziadziej za bardzo

, komentarze: 17

Zostań dzieckiem, nie dziadziej za bardzo

„T-shirt i trampki? To nie wypada! Masz 30 lat, obciach”. Czasem to słyszę i wtedy zastanawiam się kiedy nadchodzi ten wiek, że dziadziejemy? Kiedy z pełnych fantazji ludzi robimy się paskudnymi zgredami. Tu nie chodzi o strój, ale stan umysłu. Nie chcę dorastać, przeraża mnie, że mam być matką, która jedyne co mówi to: „nie wolno, uważaj”, a każdą rzecz mierzy tylko „czy warto”?

Sytuacja 1.

Lato to ten czas, kiedy sporo siedzę z dziećmi na placu zabaw. Kiedy słyszę więcej. „Nie biegaj, uważaj, nie dotykaj, nie rób tak, nie tak, spocisz się, uważaj ubrudzisz się”

Serio? Dziecko ma nie biegać? Nie dotykać, nie sprawdzać? Kiedy to się stało, że jedyne co chcesz powiedzieć to NIE? Zatem przenieś się teraz pamięcią do swojego dzieciństwa. Skakanie po sianie? Bujanie na trzepaku? Berek, klasy? Zwykłe, ba już nie wspomnę o rzucaniu kamieniami do tarczy czy nie daj co scyzorykiem. Co sądziłeś o ludziach, którzy mówili „Nie wolno”? Nuuuudy. Bez sensu. A może miałeś rodziców, którzy mówili: „baw się dobrze?” :) Tego ci życzę, bądź takim rodzicem i sam też baw się dobrze.

Sytuacja 2.

Pada. Zakładamy kalosze i idziemy skakać po błocie niczym świnka Peppa. Ja też. Obok idzie mama z płaczącą dziewczynką: „szybciej, omiń, nie bo się ubrudzisz, tak nie, szybciej, ubrudzisz się, nie wchodź w kałuże”. Moje dzieci patrzą, ja wyglądam jak wariatka, bo nie tylko pozwalam dzieciom na coś „złego”, ale robię to z nimi. „Mamo czemu ta dziewczynka nie może skakać?”. Nie wiem co powiedzieć. Na szczęście moje młodsze dziecko zna odpowiedź: „bo nie ma kalosiii”. Proste :)

Zastanawiam gdzie zgubiła się ta spontaniczność. Odrobina szaleństwa. Nie twierdzę, że każdy ma skakać po kałużach…. choć z drugiej strony czemu nie? Bo nie wypada? No chyba, że nie masz kaloszy! (przy okazji jak fajnie skacze się na bosaka!). Jak byłeś dzieckiem oglądałeś mrówki, podziwiałeś obłoki, pamiętasz, jak sunęły po niebie niczym małe samochody? A te co przypominały owce albo siusiaka? :) Obserwowałeś robaki, może siedziałeś godzinami gapiąc się na mrówkolwa, który w swoich malutkich dziurkach porywał mrówki do środka? Znasz w ogóle mrówkolwa? Gdzie to zgubiłeś? Czemu pędzisz do przodu nie patrząc na małe rzeczy? Zatrzymaj się, spójrz na te chmury, zimą rozwal zamarznięta kałużę i znowu uciesz się na widok morza. Zwolnij, uśmiechnij się. 

Sytuacja 3.

Imieniny cioci np Ziuty. Wszyscy eleganccy, kwiaty, serniczek, kawka, herbatka. Bo tak wypada. U nas siada się na podłodze, wyciągamy fondue i maczamy owoce w płynącej czekoladzie. Bez spinki, za to wszyscy nagle są wyluzowani. Nie wypada? Może. Ale spróbuj. Polecam.

Każdy ma swoje przyzwyczajenia, nie twierdzę, że masz wywalać stół. Ale jeśli zaczynasz się nudzić na takich imieninach to może warto to zmienić? Weź dzieci, weź babcie pod ramię i idźcie chociażby na spacer albo wyciągnij badmintona, bule, cokolwiek tylko nie zgredziej przy tym stole z telewizorem w tle.

Z okazji Dnia Dziecka życzę wam byście nie dziadzieli za szybko. Odpowiedzialność to jedno, ale nie ma czegoś takiego, jak nie wypada. Jeżeli jedyne na co masz siłę to włączenie telewizora, a jedyne co mówisz to: nie wolno. To weź się w garść. Śpiewaj co sił w gardle (nie tylko po %, ale z dziećmi), graj w piłkę, idź na ten spacer i daj żyć. Daj poznawać i eksperymentować. I bądź obok. Nie tłamście w sobie tego dziecka. Poczujcie się znowu fajnie :)

Obudź w nocy dziecko by wspólnie posłuchać, jak dziki chrumkają za płotem, pokaż mu świetliki. Idźcie razem pobiegać po błocie i dajcie spokój z tym wiecznym NIE wolno. Poczuj się znowu dzieckiem.

Ja nie chcę nigdy dorastać do końca, a Ty?

 

Komentarze:

Patrycja Sędrowicz

01.06.2016 11:59 Odpowiedz

W Anglii się nie da :( jest 13 stopni :(

Agata Pi

01.06.2016 12:28

I leje :-(

Dziękuję za ten post. Chyba brakowało mi przypomnienia i uświadomienia, że „dziadziec” mam jeszcze czas. Natłok obowiązków codziennych i dążenie do ułatwienia sobie życia nie może odbijać się na dzieciach.

Marta Księżniak

01.06.2016 13:18 Odpowiedz

Świetny post i zgadzam się w 100%!
Co więcej podobne wnioski na temat zachwycania się małymi rzeczami wyciągnęłam będąc jeszcze nastolatką i czytając książkę „Świat Zofii” – gorąco ją polecam! Przeplata się tam wiele wątków życiowych, połączonych z nauką filozofii, ale najbardziej zapadł mi fragment książki, w którym właśnie mówi się o zachwycaniu światem. O tym, że dorastając często pędzimy, nie zauważamy małych rzeczy i nie potrafimy się z nich cieszyć, przez co robimy się bardziej zgorzkniali.
Często ludzie pytają się mnie, co ja biorę, że ciągle taka uśmiechnięta jestem – staram się po prostu cieszyć z najmniejszych „błahostek” :D Jak każdy mam gorsze dni, ale po wszystkim staram się znowu cieszyć wszystkimi dokoła, polecam tą metodę! :)

Dobra to w kaloszach, ale lody kupcie :)

Z tym nie bieganiem po kałużach – bo się pochlapiesz, to jakbym słyszała siebie. Kiedyś pewna Pani zwróciła mi uwagę, że dla dzieci to frajda. I dała mi do myślenia. Bo taka lekka krytyka czasem jest potrzebna.
Teraz, kiedy na świecie jest moja „niespodziewana” maleńka kruszynka, a ja jestem starsza, to pozwolę jej biegać po kałużach. I pozwolę jej, a nawet zachęcę, aby robiła inne rzeczy, których starszym córkom zabraniałam. I będziemy wygłupiały się razem. Chyba zmądrzałam na starość :) Albo to dojrzałe macierzyństwo tak na mnie działa :)

Heh chyba mnie trafiłaś tym wpisem. Akurat dziś dopadła mnie refleksja, że mam już 30 lat i nic w życiu nie osiągnełam, ani niczego sie nie nauczyłam. Musze się chociaż postarać być fajną mamą.

„zimą rozwal zamarznięta kałużę i znowu uciesz się na widok morza. Zwolnij, uśmiechnij się.”

DZIĘKUJĘ!!! za przypomnienie i pobudzenie na zycia:)
ps. zima rozwalam kazda kałużę:P

Wpis daje do myślenia… Ja zgadzam się z nim . czasem za bardzo przejmujemy się tym co pomyślą o nas inni,bo kto z nas nie słyszał tekstu „zwariowalas to nie wypada”A tak naprawdę fajnie jest widzieć na ulicy takie radosne, zwariowane pozytywnie osoby. Ja chciałabym żeby moje dzieci miały wyluzowaną, pogodną mamę. A nie zabieganą i zestresowaną.Powinno się raz na parę lat obowiązkowo zrobić taki kurs jak wrzucić na luz i żyć spokojniej.Wkoncu nie pracą, domem i obowiązkami człowiek żyję… Tylko byciem z naszymi bliskimi a dla nich warto mieć uśmiech na twarzy.

Ja właśnie jestem w rodzinie uważana za niezbyt dobrą matkę – pozwalam jeść palcami prosto z blatu, malować farbami na podłodze, brudzic się na spacerze, wariować itd. I co jest wypominane na każdym rodzinnym spotkaniu- polewam dziecko wodą po głowie i wlewa mu się do oczu i uszu podczas kąpieli!!! Bo on lubi nurkować i ma z tego wielką frajdę ale… I tak jest źle :D

Anonim

02.06.2016 11:11

Tak to już jest że często uwagę zwracają nam osoby zgorzkniałe,ponure nie umiejacę cieszyć się zycie i wrzucić na luz. Więc może to zwykła zazdrość z ich strony. Dlatego raczej współczuję takim ludziom zamiast się denerwować ich opiniami.

Świetny wpis! Gratuluję :-) Z przyjemnością przeczytałam! I chociaż z mężem staramy się być fajnymi rodzicami to warto od czasu do czasu przeczytać coś takiego co motywuje i inspiruje do bycia super rodzicem ;-)

Na miejscu tej cioci chyba nie chciałabym cię zaprosić bo nie jest to tylko kwestia wypada lub nie wypada ale po prostu szacunku dla kogoś kto zaprasza i wkłada staranie aby jego przyjęcie miało odpowiednią formę. Uważam, że dzieci nawet w tak „niekomfortowej” dla ciebie sytuacji mogą się czego nauczyć. Ja po kilku wizytach kuzynki z dziećmi prawie tłukącymi talerze, przestawiającymi wszystko do góry nogami przy rodzicach cały czas zajętych swoimi telefonami zrezygnowałam z dalszych spotkań w takim gronie …

Paulina

03.06.2016 08:53

Nie myl złego zachowania z formą spotkania :) nie widzę nic złego w tym by wszyscy wyszli na spacer po obiedzie.

anna

03.06.2016 09:20

Owszem, nie ma nic złego w spacerze z rodziną ale z twojego wpisu wynika, że spotkania przy stole to „spinka” albo „sposób na zgredzenie” – jednak to także sposób na rozmowę, pośmianie się ze wspomnień lub także po prostu bycie z członkami rodziny – według mnie jest to kwestia umiejętności prowadzenia konwersacji, kultury bycia przy stole czyli tego co również jest elementem wychowania a często brakuje młodym ukrytym za ekranem smartfona …

Paulina

03.06.2016 12:27

Oczywiście zgadzam się z Tobą w tej kwestii, szczególnie odnośnie telefonów :) Czasem trzeba jednak wstać od stołu by poznać się, pobyć a nie tylko kulturalnie wymieniać uprzejmości.
Trochę może odbiegnę od tematu, ale widziałam kiedyś babcie z wnuczką (wiek szkolny), które siedziały w okolicy placu zabaw. Siedziały z ciastkiem i rozmawiały, ale nie była to rozmowa uprzejma: „o jaka jesteś duża, co u ciebie”, tylko rozmowa pełna pasji, ta babcie pytała się o balet dziewczynki, ale w taki sposób, że miałam ochotę rozmawiać z nimi. Ona była naprawdę tym zainteresowana, a ta dziewczynka opowiadała jej tak, że czuć było, że obydwie się wzajemnie słuchają. Nie było bariery wieku, była chęć szczerej rozmowy. Nie wiem czy by to tak wyglądało przy stole, bo to nie tylko o ten stół chodzi, ale o chęć bycia razem a nie tylko odpowiedniego zachowania.

Dodaj komentarz: