Znalezione w sieci to nie znaczy za darmo

Znalezione w sieci to nie znaczy za darmo

Czy zdjęcie znalezione w internecie są niczyje a może to dobro wspólne? Tym razem temat, który mnie porusza, a jednocześnie problem, z jakim mam styczność każdego dnia. Zdjęcia, prawa autorskie, znajdywanie grafik w sieci – czy ktoś w ogóle na to patrzy? Czy znalezione w internecie znaczy za darmo? Jak sądzicie?

Czy znalezione w internecie znaczy, że jest to darmowe? Otóż nie. Ale niestety wydaje mi się, że w tej kwestii jest ogromna niewiedza (zrzucam to na brak wiedzy a nie celowe działanie).

Codziennie spotykam się z przejawami wykorzystania cudzych grafik w sieci, może kilka przykładów:

Macie inne przykłady? Piszcie, bo o tym trzeba mówić!

To wszystko to złamanie prawa autorskich. Otóż zdjęcia w Google nie są niczyje czy wszystkich, one tam trafiają, bo ktoś je zamieścił u siebie na blogu, forum, stronie, profilu itp. Ale nadal jest ich autorem!

Nie można takich zdjęć sobie wziąć, zabrać, ukraść (no kurcze, mocne słowo, ale przecież to czyjaś praca!).

Zdjęcia można robić samemu, serio. Można zamówić u fotografa również, często zaprzyjaźnionego. Można skorzystać z banków zdjęć, stocków. Są też darmowe. Można też w takich miejscach znaleźć grafiki do wykorzystania komercyjnego. To ważne, bo nie każdą grafikę nawet zakupioną można wykorzystywać w takim celu. Zawsze trzeba czytać licencje, istotna to creative commons, ale też miewa ograniczenia. Obiecują o tym napisać jeszcze :)

Spotkaliście się z tym, pomóżcie mi mówić o tym problemie, może macie pomysły, jak mówić o prawach autorskich? Jak walczyć z tym problemem?

 

Komentarze:

  • Klaudia Bancarzewska
  • Odpowiedz

Zgadzam się z Tobą Paulina, problem jest i to ogromny. Sama udzielam się na portalu kulinarnym i widzę, jak ludzie wprost zżynają przepis i zdjęcie… Żal.

Kradzieże zdjęć z profli na portalach społecznościowych – często. Niby powino być miło bo ktoś chyba uważa nas za atrakcyjną/ego skoro je „pozycza” ale no.. średnio miłe jednak jest gdy ktoś pod moją twarzą publikuje jakieś głupoty, tak? Sama staram się tego nie łamać, ale jak na szybkości przeskoczyłam swoje stronki to faktycznie, na jednej brakuje źródła zdjęcia. Na szczęście tylko jednego. Takie vlogi są potrzebne bo niech nawet 1/1000 osób zmieni postępowanie to sukces! i tego Ci zycze! :)

  • kaska1954

W odpowiedzi do „MissAlabastrova”: Pewna blogerka jakiś czas temu rzucała się nawet o wykorzystanie jej zdjęć na innych blogach nawet gdy podaje się autora, także tu też podpadasz ;) To nawet rozumiem, najbardziej było dla mnie niezrozumiałe o rzucanie się o skopiowanie przepisu na swoją stronę, nawet jeśli podajesz linka do oryginału… tu wg.mnie przegięła, choć oczywiście może jej racje nie były takie złe, bo pisała że jak ktoś przeczyta gdzieś indziej przepis to do niej już nie wejdzie, nie ma w tym momencie więcej odsłon strony, co za tym idzie ma mniej do pokazania ewentualnym reklamodawcom, a więc i mniej z reklam…
No cóż, ja jestem z tych czasów gdy treści w internecie zamieszczało się nie myśląc o reklamodawcach, to ewentualnie było miłym bonusem… z jednej strony rozumiem te osoby z drugiej… przestałam odwiedzać tę stronę całkowicie bo mnie zniechęciła samym tonem wpisu…

A ciekawe jakie zdanie ma na ten temat Paulinka, czy też ma coś przeciwko temu że ktoś kopiuje jej przepis na swoją stronę, nawet jeśli robi to ze swoim zdjęciem i z linkiem do oryginalnego (no ja akurat stronki nie mam, tak teoretycznie pytam)

Paulina Stępień
  • Paulina

Kaska przepisy nie są objęte prawem autorskim, uważam, że jak ktoś kopiuje to po prostu powinien podać źródło, za to zdjęć nie można sobie brać i nie chodzi tu o reklamy czy cokolwiek, ale o czyjąś własność. Co do sytuacji, którą opisujesz, to nie wiem o co chodzi dokładnie, ale rozumiem, że na taką sytuację nie zgodziłabym się w przypadku jakiegoś portalu. Często portale chcą przepis a potem faktycznie się na niego pozycjonują i ktoś kto jest autorem, zamieścił go pierwszy, nie może nic z tym zrobić. Ale nie wiem, czy to o takie coś chodziło :D

na wiocha plna pewno sie nie pytaja o pozwolenie :D

Praw autorskich nie można kupić. Przysługują one tylko autorowi (jak sama nazwa wskazuje).

nie miałem z tym styczności.

lubię Twoje vlogi :)

Moja droga, to prawda o mówisz, ale czy ty nigdy nie ściągnęłaś sobie filmu z netu, żeby obejrzeć…..? To zjawisko powszechne i KAŻDY ma coś takiego na sumieniu. Co do tła w filmiku, to nie wykluczone że dane wnętrze koleś kupił, foty stockowe wbrew pozorom nie są kosmicznie drogie, to często kwestia klikunastu zł.

Z innej bajki – ja jestem z zawodu projektantem graficznym/fotografem, i nie raz zdarzyło się, że ktoś sobie użył foty z mojego portfolio na stronie. I wiesz co zrobiłam? Nic. Dochodzenie sądowe w Polsce takich spraw za wyjątkiem kradzieży większego kalibru jest bezcelowe. Mało tego – pracowałam w kilku agencjach reklamowych, wszędzie w większym i mniejszym stopniu wykorzystywano zdjęcia z niewiadomego źródła, może nie do konkretnych dużych projektów, ale zdarzało się.

Ściąganie dla siebie jest w miarę OK, ale tutaj chodzi o publiczne udostępnianie i nie podawanie źródła.

Zdjecia w tle mogly byc kupione na Fotolii za parę złotych.

i tu Cie muszę zaskoczyć bo na pewno nie KAŻDY ściągał coś z internetu-otóż
ja jeszcze nigdy nic nie sciagałam oglądm filmy online w TV albo w kinie.Nigdy nie miałam potrzeby ściągania filmów,muzyki itp.

Vilemo no niestety to wielki problem, ale wydaje mi się, że trzeba o tym mówić, domagać się, prosić o usunięcie i reagować, bo za nas nikt tego nie zrobi.

A co to filmów, teraz są vody czy inne wypożyczalnie filmów za kilka złotych, nie trzeba się usprawiedliwiać wystarczy zapłacić :)

Prawa autorskie mamy osobiste i majątkowe, te drugie normalnie są zbywalne i wtedy inna osoba może korzystać z utworu na ustalonych zasadach.

Właśnie, dlatego dobrze, że o tym mówisz! Sama spotkałam się z podejściem, że znalezione w internecie jest niczyje i można to wykorzystać. Tylko reagowanie może zmienić takie postawy.

Ale używając programów do ściągania filmów powodujemy udostępnianie tych filmów innym :)

No tak, ja myślałam, że powyżej chodzi o to, żeby ściągnąć filmik z YouTube, żeby go obejrzeć. A najwidoczniej chodziło o filmy pełnometrażowe. Czy jest ktoś w ogóle, kto szanuje prawa autorskie i nie ściąga filmów…?

Paulina Stępień
  • Paulina

Ale przecież są VODy czy inne kina internetowe, naprawdę warto jeszcze ściagać filmy?

Chciałabym zwrócić uwagę na inny problem. A mianowicie często zdarza się że korzystamy z jakiejś strony internetowej, rejestrujemy się na niej, podajemy swoje dane a po tygodniu przychodzi nam rachunek na 100zł jeśli go nie zapłacimy dostajemy kolejne maile z wezwaniami do zapłaty. Nie są to tylko strony na których poobieramy filmy ale też takie z ofertami pracy itd.. nie przeczytamy regulaminu i wpadniemy po uszy.

Paulinko, a orientujesz się jak to jest z instagramem? Podobno wrzucając tam zdjęcia godzimy się na ich późniejsze wykorzystywanie bez naszej wiedzy. Czy to prawda czy mit?

Omg jakie wlosy!!

  • Kocham Mojego Męża
  • Odpowiedz

” to co jest w internecie nie jest wszystkich” – TO PO CO WRZUCACIE TE ZDJĘCIA I TAK JE WSZYSCY WIDZĄ, to że ktoś zamieści je gdzie indziej to też wszyscy je widzą dla mnie jest to śmieszne co gadasz, a z tymi źródłami chodzi tylko żeby zwiększyć waszą oglądalność, a poza tym nie wierze że nigdy nic nie ściągnełaś z internetu bez zgody

ale nie myl pojęć, pokazywanie zdjęć to nie to samo co wykorzystywanie ich! To jest czyjaś praca, nie chcesz podawać źródła to kup/zrób/zamów zdjęcie. Proste.

Megan no to niestety problem z regulaminami, umowami itp. Niestety nie każdy czyta…

jeżeli ktoś wrzuca zdjęcia w samej bieliźnie, myśląc, że to się nie rosprzestrzeni, to na prawdę jest niemądry. Ludzie nie zdają sobie sprawy z potęgi internetu ;/

Tak to prawda :) tylko nie sprecyzowałaś więc wolałam sprostować (choć sama nie opisałam dokładnie o co chodzi :P ), bo wiele osób to myli i ostatnio się trochę głupot nasłuchałam na ten temat.

Jestem na tym blogu z piąty raz. Wcześniej po prostu przeskakiwałem po wpisach, gdyż poruszane tu tematy i porady chyba nie są kierowane do ludzi mojego pokroju. Pomijając całą stertę tych postów trafiłem na temat, który wart jest poruszenia i to chyba pierwszy post, który moim zdaniem jest o czymś ważnym.

Tak więc, ogólnie to co autorka napisała/powiedziała to oczywiście prawda. Jednak temat jest nieco bardziej złożony niż po prostu „te zdjęcia są kogoś i nie wolno ich wykorzystywać”.

Problem w tym że polskie społeczeństwo nie uważa wykorzystywania czyiś zdjęć itp. za kradzież. Dokładnie nazywa się to kradzież własności intelektualnej. Choć niewiedza nie zwalnia nas z przestrzegania prawa, to można uznać, że osoby nieświadome iż czynią zło, są w jakiś sposób usprawiedliwione do czasu, aż ktoś ich nie uświadomi. To jest kwestia edukacji i wpajania ludziom pewnych zasad moralnych.

Niestety w naszym kraju wpojenie ludziom zasad nie jest łatwe, skoro ojciec kradł miedziane kable na budowie i nie nazywano go złodziejem tylko zaradnym człowiekiem, to kradzież własności intelektualnej przy tym to jakaś fanaberia.

Odniosę się także do podawania źródeł. Nie jest tak, że podając link do źródła nagle wykorzystanie zdjęcia jest legalne. To autor decyduje gdzie jego zdjęcie może być publikowane, więc zdecydowanie za autora i podanie źródła także jest naruszeniem jego praw.

Nie potrzebujesz zgody autora na pobranie zdjęcia na swój dysk, tego prawo nie zabrania, ale zabrania publikacji, czy to w internecie, czy też wykorzystania w celach komercyjnych itp.

Nagminne jest wykorzystywanie przez blogerów zdjęć na swoich profilach na FB, oraz na blogach. Większość blogerów wie, że prawo im tego zabrania ale mają to gdzieś, ponieważ jak wrzucą na ścianę śmieszny obrazek, to będą laki i udostępnienia a co za tym idzie będą nowi fani. Mogą zdjęcie udostępnić, co sprawia, że nie łamią prawa autorskiego, ale jeśli udostępnia zdjęcie od autora lub od innego złodzieja to będę promować jego ścianę a nie swoją, więc wolą kopiować i publikować, ponieważ wiedzą, że nikt im nic nie za to zrobi. Ci sami blogerzy okazują oburzenie jak ktoś sobie skopiuje ich zdjęcie na swój blog i napisze do tego przepis :D

Ogólnie to temat rzeka a problem jest taki, że prawa autorskie nie są jednoznaczne i podlegają interpretacji, co utrudnia ściganie. Poza tym niestety ludzie nie dochodzą swoich praw przed sądem co sprawia, że wszyscy czują się bezkarni.

A żeby było trudniej to jeszcze jest prawo cytatu, które dopuszcza wykorzystywanie czyjegoś utworu przy pewnych założeniach, które także podlegają interpretacji.

Ktoś jeszcze odniósł się do przepisów. Otóż przepisy kulinarne nie podlegają ochronie i można je kopiować, oraz modyfikować. Przepisy nie noszą znamion utworu a są jedynie spisem składników, oraz opisem ich połączenia. Ochronie natomiast podlega opis który np. blogerka napisze własnymi słowami itp.
Kopiując od kogoś przepis nie ma się obowiązku podawania źródła i jest to co najwyżej dobry zwyczaj.

Pozdrawiam

Należy jeszcze dodać jedną kwestię – podawanie Pinterest jako źródła tak naprawdę jest niepodawaniem źródła.

Zdarzyło ci się coś takiego? Bo mi nigdy, a korzystam z internetu odkąd zawitał do Polski. To chyba nie jest kwestia problemu w internecie, tylko problem naiwności.

Mam bloga, czasami umieszczam kolaże ze zdjęć innych. Poniżej nich, zostawiam linki do stron z których je pobrałam. Teraz się zastanawiam, czy kradłam? Czy jest to może dopuszczalna forma udostępniania ich dalej? Proszę o odpowiedź

Dodaj komentarz: