Zabawa smaki z dzieciństwa

Zabawa smaki z dzieciństwa

Zapraszam Was do udziału w milej zabawie, w której można wygrać wyjazd na Podkarpacie :) Romantyczny, zwariowany lub jaki tylko chcecie! A zabawa jest prosta i związana ze wspomnieniami Waszych ulubionych smaków z dzieciństwa.

Co dla Was mamy

Weekend na Podkarpaciu :)

Nagrodą w Konkursie jest bon podarunkowy na pobyt w Zagrodzie Magija TWÓRCZE BIESZCZADY, który zawiera:

Nagroda jest ważna przez okres 6 miesięcy.

Zagroda Magija (fot. arch. Magija)
Zagroda Magija (fot. arch. Magija)

Co trzeba zrobić

To proste, po prostu napiszcie w komentarzu własne wspomnienia smaków potraw z dzieciństwa :) Czy to małe przekąski czy pyszne dania, to bez znaczenia. Powspominajmy wspólnie. A może pamiętacie jakieś potrawy z Podkarpackiego?

Zaproście bliskich i znajomych i bawcie się dobrze, możecie dodawać tyle komentarzy ile chcecie.

My wybierzmy jedną osobę, która wraz z osobą towarzyszącą pojedzie na super weekend :) Regulamin konkursu dostępny jest do pobrania tutaj: Regulamin konkursu Smaki z dzieciństwa na blogu Domowa.TV.

Macie czas do 01.10.2013 do północy. Już się nie mogę doczekać Waszych komentarzy :)

Dlaczego Podkarpacie

W międzyczasie opowiem Wam o tym, dlaczego warto się tam wybrać. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie przywiązywali największej wagi do tego, co dane miejsce oferuje w kwestii jedzenia. A tak się składa, że Podkarpacie ma najbardziej zróżnicowaną kuchnię w całej Polsce. Przez lata nakładały się tutaj wpływy różnych kultur i aby się o tym przekonać można się wybrać kulinarnym szlakiem karczm i chat „z duszą”. Dla miłośników wina jest nawet oficjalny Podkarpacki Szlak Winnic.

Skansen Pastewnik w Przeworsku (fot. Krzysztof Zieliński)
Skansen Pastewnik w Przeworsku (fot. Krzysztof Zieliński)

Prawdziwy unikat to jednak szlak Podkarpackie Smaki. Składają się na niego wybrane karczmy, muzea związane z tematyką bliską kulturze jedzenia, gospodarstwa agroturystyczne gdzie można nauczyć się przyrządzania tradycyjnych potraw, jak i różne imprezy kulinarne (np. Podkarpacki Festiwal Derenia, czyli polskiej oliwki w Bolestraszycach). Koniecznie odwiedźcie adres smaki.podkarpackie.pl, aby dowiedzieć się więcej o kulinarnych specjałach Podkarpackiego (przyda się też adres podkarpackie.travel.pl, pomocny przy planowaniu podróży).

Jazda konna (fot. Krzysztof Zajączkowski)
Jazda konna (fot. Krzysztof Zajączkowski)

Przepis na podkarpackie danie: proziaki

Narobiliśmy Wam smaka, ale jeszcze na zaostrzenie apetytu mamy przepis prosto od naszych przyjaciół z Podkarpacia. Będzie to przepis na proziaki, czyli mączne placki wypiekane na kwaśnej śmietanie, z dodatkiem sody oczyszczonej (stąd nazwa tego dania, bo soda oczyszczona bywała nazywana „prozą”). Jest to jedno z klasycznych dań tego regionu, jego udokumentowana historia sięga 150 lat wstecz.

Jednak jak to z takimi klasykami bywa, nie ma jednego słusznego przepisu na proziaki. W dodatku mogą one mieć różny kształt (okrągłe lub prostokątne), da się je także przyrządzić słodko z dodatkiem cukru.

Składniki na ok. 40 placków:

Wszystkie składniki należy wymieszać w misce i wyrabiać, aż powstanie ciasto. Następnie trzeba je rozwałkować tak, aby placki miały do 2 cm grubości i wykroić kształty. Tak przygotowane proziaki należy wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni C i piec aż nabiorą rumianego koloru (w praktyce minimum kwadrans).

Smacznego!

Przepis pochodzi z publikacji „Kulinarne opowieści, czyli wędrówki po smakach województwa podkarpackiego”, wydanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego, Rzeszów 2012 r.

*Wpis powstał we współpracy z Województwem Podkarpackim. Wykorzystane fotografie zostały udostępnione przez Województwo Podkarpackie.

Komentarze:

Moje smaki z dziecinstwa to przede wszystkim owoce i warzywa prosto z krzakow, drzew… Pomidory prosto z krzaka z niezapomnianym zapachem… Teraz ze swieca takich szukac, jezeli juz nie a sie wlasnej dzialki… A jezeli chodzi o konkretne dania, to najlepiej wspominam babcine domowe pierogi z jagodami smietana… I oczywiscie babcine wypieki, przede wszystkim najzwyczajniejszy murzynek, czy placek ze sliwkami lub truskawkami… Ktorych przygotowanie takie proste w teorii, jednak dla mnie nie do powtorzenia. Wspomninia smakow z dziecinstwa nie oddalabym nikomu, bo to najlepsze, co mozna miec. Czasami jednak mam wrazenie, ze kolejne pokolenia jedyne co beda pamietac, to smaki jedzenia z hipermarketow… Wiec nie pozostaje nic innego jak obrona naszych dzieciecych wspomnien, i proba odtwarzania ich w dzisiejszych czasach :)

Nie wiem niestety, jak moja babcia robi to danie, ale do dziś miło je wspominam… Co prawda moja mama robi swoją wersję, ale ma ona kompletnie inny smak, niż to, które stawiała mi babcia kiedy opiekowała się mną zanim poszłam do przedszkola. Pewnie się zastanawiacie co to? Otóż coś w rodzaju bigosu, ale bigosem się tego nie da nazwać, a raczej delikatną potrawą z białej kapusty. Tyle że była ona przyrządzana w taki sposób, że część jej miała delikatną, wręcz kremową konsystencję, a część przypominała poszatkowaną młodą kapustę i była przy tym lekko chrupiąca. Do tego drobniutko pokrojona kiełbaska, a całość nie miała typowego smaku zasmażanej kapusty czy bigosu: to był smak wyjątkowy, który trudno mi opisać (może lekko nawiązujący do sosu beszamelowego z nutką mięsną), ale to wciąż opis daleki od oryginału…
Ale żeby tego było mało, to jeszcze nie raz babcia robiła racuchy: takie prawdziwe, wyrośnięte dzięki drożdżom, z jabłkami albo śliwkami w środku, na zewnątrz chrupiące i na dodatek pachnące tak intensywnie, że nie sposób było nie robić słodkich oczu żeby dostać dodatkowego na deser :)
W tej chwili te smaki przyszły mi na myśl. innego dnia powracają inne: większość niestety trudna do odtworzenia, ale dzięki temu są one niepowtarzalne i wzbogacają moje wspomnienia.

Tak sobie przypominam, że moim smakiem z dzieciństwa była kaszanka smażona z jajkiem i cebulką, chociaż teraz za tym za bardzo nie przepadam, to i tak jak już ją jem to wspominam czasy jak miałam ok. 5 lat, wtedy jak rodzice byli w pracy, to zajmowała się mną babcia. Chociaż byłam dzieckiem strachliwym, to wyganiałam babcię, żeby tylko poszła do sklepu i kupiła kaszankę, a ja dla tego smaku mogłam przez jakiś czas posiedzieć sama w domu. Jak tylko babcia wracała ze sklepu z „kiełbachą kaszany” to tylko skakałam, żeby jak najszybciej ją usmażyła, żebym mogła ją szybciutko zjeść :)
I jeszcze jednym smakiem z dzieciństwa były lody, dla nich mogłam zrobić wszystko, nawet małe oszustwo ;) Gdy babcia szła do sklepu po chleb, poprosiłam ją, żeby dała mi pieniądze i obiecałam jej, że ja pójdę do sklepu i go kupię (miałam około 4 lat). No ale, że ja wolałam lody, to kupiłam sobie loda i zadowolona z lodem w ręku wróciłam do domu, a babcia w drzwiach pyta gdzie chleb, a ja na to „Ja nie chciałam chleba, ja chciałam loda” ;) I tak zostało do teraz, lody mogłabym jeść o każdej porze dnia i nocy :D

ziemniaki z cebulką przypieczoną;D i zsiadłe mleko ;] te prawdziwe od krowy :P pycha;)

vibovit wyjadany paaluchami prosto z opakowania;D

kluski na parze z koktajlem truskawkowym ;)

oranżada w proszku,

milkyway ;D

nutella;D

chleb z masłem i cukrem;)

andruty z drzemem;)

ciepłe lody;D

czipsy flipsy
:)

kinder niespodzianki;D

Placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną

kogel mogel

chleb pieczony przez moją babcię. Kwadratowy

biały ser z cukrem waniliowym i cynamonem

gumy donald i turbo :)

jajecznica na mleku;D

gołąbki babci

Wata cukrowa.

czekotubki ;D

Witam :) Mimo, że jestem dość młodym pokoleniem, bo gumy donaldówy czy wafelki koukou roukou za czasów mojego dzieciństwa dawno już zniknęły ze sklepowych półek, to także ja mam swoje smaki młodości :) A kiedy o nich myślę nasuwa mi się tyle pięknych wspomnień. Pamiętam np. jak babcia przynosiła wracając z pracy pyszne rurki z bitą śmietaną i zawsze zasiadało się do ich jedzenia przy herbatce. Miło wspominam też chwilę ze sławnym ColaCao i prześmiesznym mikserkiem do jego mieszania w zimnym mleku. Razem z bratem zawsze mieliśmy ubaw :D. Tak samo jak w przygotowywaniu kogla-mogla i wyścigach- kto pierwszy ukręci bardziej puszysty kleik :D
Często jednak w szkolnym sklepiku także można było dostać super fajne słodkości jak np.lizaki stopy, cukierkowe zegarki, flipsy,lody kredki czy gumy Shock, które zawsze się kupowało i bało się zjeść, albo limitowaną edycje rarytasów z serii „Harry Potter” czyli czekoladowe żaby i fasolki wszystkich smaków. Myślę, że wiele jest pyszności z lat młodości, które można było kupić w sklepach. Jednak są też smaki młodości, które były przyrządzane czy to przez najbliższych czy też w szkolnej stołówce. I tak np. hitem przedszkola była kaszka manna z sokiem malinowym- pyszne, proste i sycące :) Makaron z serem i truskawkami na który zawsze czekało się w szkolnej stołówce lub racuchy zawsze były palce lizać. A w domu rosołek „bo zdrowy”, pączki na parze, leniwe, kurczaki z rożna, chlebek ze śmietaną i cukrem, makowce…mmm, pycha! :)

  • Moo

A kurczaki z rożna oprócz takich domowych, pyszne też były z budki znajdującej się na pobliskim bazarku. Pani sprzedająca zawsze miała wielki piec, w którym kręciły się roznosząc woń złociutkie kurczaczki na patykach. Zawsze wybierało się tego największego i najbardziej przyrumienionego, a pani pakowała go w folię aluminiową (co dla mnie było na swój sposób magiczne :D) i biegło się z nim czym prędzej do domu, aby nie wystygł. To były czasy! Szkoda, że przynajmniej u mnie nie ma już takich pysznych kurczaków. Znów zjadłoby się coś takiego popijając CocaColą ;)

Smaki z dzieciństwa zawsze kojarzyć mi się będą z moją Prababcią, której pasją było gotowanie dla całej naszej rodziny, a że dożyła lat 100 w zdrowiu oznacza to, że gotowała same dobroci:) Ostatnio moja koleżanka przyniosła mi zasuszone kwiaty na herbatę, nie wiedziała co to, ale stwierdziła, że jej nie zasmakowały, więc dała mi do skosztowania i wówczas wspomnienia ożyły na nowo. Będąc małym dzieckiem pamiętam rosnącą koło naszego domu malwę, którą mi Prababcia zaparzała:) Podziękowałam koleżance z całego serca :) Oprócz tego wspominam różne odmiany śliwek w ogrodzie, a w szczególności żółtą renklodę, którą zazwyczaj znajdowaliśmy w Babcinych knedlach, były też pikle, kompoty, dżemy, miód z mleczy i.. wodzionka! Jako, że pochodzę ze Śląska, ta zupa w ówczesnych czasach była pychotką, ale tylko ta od Prababci:) Innym rarytasem były placki ziemniaczane smażone na blasze pieca węglowego – palce lizać! Szkoda tylko, że teraz, będąc już dorosłą osobą nie mogę zasmakować tych wszystkich wspaniałości po raz kolejny, staram się jednak wkładać całe swoje serce i duszę w moje gotowanie i mam nadzieję, że kiedyś ktoś będzie wspominać moje smaki zawarte w potrawach, tak jak ja wspominam Babcine:)

Moim smakiem młodości jest z pewnością pyszna drożdżówka, ktora zawsze gościła u nas w niedziele! Caly dom pachniał ciastem. A popoludniu rodzinka siadała przy stole z herbatka i ciastem i graliśmy z rodzicami w różne zabawy typu ,, kości” czy ,,chińczyk”. To były chwile tylko dla nas! Dzis praktykuje to u siebie w domu. Choc nie jestem w stanie powtórzyc tych prl- owskich czasów biedy a jednak w radosci bo z rodzina! Dzis mamy za duzo bo nie umiemy sie juz tak cieszyc jak kiedys :-(

Do smakow z dziecinstwa bardzo intensywnie zaczelam wracac odkad zamieszkalam 1000 kilometrow od rodzinnego domu. One w mig potrafia „przeniesc” mnie w to miejsce.
Kiedy gotuje budyn wspominam Mame, ktora przychodzac z nocnej zmiany do domu gotowala mnie i bratu budyn. Tata przynosil z piekarni cieple buleczki i wolal nas, ze musimy wstac, jezeli chcemy zjesc je jeszcze cieple.
W niedziele czesto mysle o naszym „swiatecznym obiedzie”, ktory skladal sie z kluzek, rolad i czerwonej kapusty. Do tego oczywiscie pyszny sosik.
Jako dziecko uwielbialam nalesniki. Pomimo, ze Mama nie lubila zapachu, ktory unosil sie po nich w mieszkaniu, czesto robila mi niespodzianke i zaskakiwala kiedy wracalam z przedszkola, czy szkoly do domu. Nawet w czasie studiow, kiedy dzwonilam pochwalic sie zdanym egzaminem, Mama piekla je i kiedy wracalam do domu czekaly na mnie na stole. Dzis zwlaszcza zapach nalesnikow „przenosi” mnie w tamte czasy.
Obowiazkowo musze wspomniec Wigilie, na ktorej odkad pamietam miedzy innymi zawsze goscila przepyszna zupa grzybowa. Mimo, ze od 8 lat mieszkam 1000 km od rodzinnego domu, to w kazda Wigilie wracam. Zawsze zjadam tyle tej zupy, ze nie mam juz miejsca na inne potrawy:-) Tak bylo kiedy bylam dzieckiem i tak jest dzis kiedy mam juz 30 lat :-)
Smaki z dziecinstwa smakuja i pachna dla mnie rodzinnie, radosnie i przepelnione sa miloscia i oddaniem dla swoich dzieci.

Mój smak z dzieciństwa to kartacze. Prababcia,a po jej smierci babcia przygotowywaly to, jakze dla mnie wtedy, wykwintne danie na wielkie okazje,bo wymagalo sporo pracy. Kartacze to nic innego jak mieso mielone zapieczone w ziemniaczanej pyzie, poracja jest w ksztalcie elipsy, poracja zajmuje mniej więcej ćwierć talerza.Podaje się je z zasmażaną cebulką.Raj dla podniebienia, jednak zetrzeć taką ilość ziemniaków dla licznej rodziny lekkim nie było ( w tamtych czasach nie było magicznych maszyn, które tarły za nas:), więc kartacze pojawiały się od wielkiego święta. Do dziś mam w ustach ten smak.Moja mama wielokrotnie podejmowała nieudane próby powrotu do korzeni, jednak nowoczesne kartacze albo się rozpadały,albo były źle przyprawione..jednak co babcia,to babcia:) Przepis pochodzi z Suwalszczyzny

Najczęściej wieczorem, przed snem, zamykam oczy i czuję smak i zapach napoju w torebce (takiego który przekłuwało się słomką) i Ptysia. zapach gum Turbo i Donald, a także smak i zapach pomidora, zerwanego prosto z krzaczka przed domem: najpyszniejsze kanapki na świecie: świeża buła z masłem i z tym pomidorem. „Dzieciństwo minęło stanowczo zbyt szybko…”

A mój smak dzieciństwa to pieczony chleb przez babcie która wypiekała go w piecu kaflowym, piekło się tam dużo bochenków mmm…do dziś pamiętam zapach chleba!!a do takiego cieplutkiego szklanka mleka prosto od krówki:) i pamiętam takie podpłomyki co piekło się na takim piecu kaflowym było to zazwyczaj ciasto pozostałe po robieniu pierogów którego się nie wyrzucało tylko wykrawało się kółka kładło na blachę i podpiekało ,wystarczyło tylko posypać solą i zajadać.To są smaki których nie zapomnę.

a co do prozaków .. u nas w domu robi się do dziś są smaczne najlepsze z białym serem, masłem lub z dżemem a pamiętam jak starsi ludzie nie mówili Proziaki tylko Prozioki :) a i nie piecze się ich u nas w piekarniku tylko smaży się np. na oleju na patelni może to i bardziej kalorycznie ale u nas w domu zawsze się je tak robiło. Pochodzę właśnie z Podkarpacia.polecam stronęhttp://nienadowka.jimdo.com/ można się dowiedzieć dużo na temat starych obyczajów jakie panowały w dawnych czasach w regionie Podkarpacia, owszem opisana jest tam jedna miejscowość ale za to jak polecam :)

mój smak z dzieciństwa…może banalne ale to były chrupki kukurydziane…takie malutkie w czerwonym opakowaniu, którymi zajadało się całe podwórko i robiliśmy konkurs kto więcej zmieści do buzi, bo były tak pyszny a przy okazji wyglądaliśmy jak chomiki hehe…

Smaki moje dzieciństwa. Piękna sprawa, trochę to już lat niby minęło a wydaje się, że to było wczoraj :)
Przede wszystkim smak świeżych warzyw prosto z babcinej grządki, owoców z sadu, świeżego mleka, białego sera odgrzanego przez Babcię, który ociekał przywiązany do stołu, masła ubitego w maselnicy, drożdżowej bułki z kruszonką. Smak prostego, wiejskiego jedzenia, którego nawet teraz nie zamieniłabym na żadne sushi, foie grasy czy polędwicę angus. Kartofle z tłustą śmietaną, mizeria z ogórków, racuchy z szarą renetą, niezapomniane naleśniki z serem, budyń śmietankowy z sokiem malinowym, kompot z papierówek, pierogi z białym serem polane skwarkami z cebulą, pierogi z truskawkami czy jagodami. Dania świąteczne, goszczące na stole przy wielkich okazjach- gołąbki, bigos, sałatka jarzynowa, kaczka-nadziewaczka, królik duszony w śmietanie. Potrawy wigilijne zupa-ucha, którą doceniam dopiero teraz :) Wielkanocna biała kiełbasa (nigdy nie udało mi się zjeść równie dobrej) zrobiona przez pana Edka masarza. Chorobowy rosołek, z domowym makaronem, który Babcia sama robiła, przy każdej okazji podkreślając, że jak się nie je zup to się gruźlicy dostanie.
Najmilej wspominam jednak gdy z siostrą i kuzynką marudziłyśmy, że w domu nie ma nic słodkiego, Babcia brała wtedy stolnicę z komórki, mąkę, cukier, jajka, sodę, masło, kwaśną śmietanę i robiła najwspanialsze ciastka na świecie- ciastka owe nazywały się ‚Marudy z cukrem’ i wyjadałyśmy jeszcze gorące z blaszki a Babcia na nas krzyczała, że dostaniemy skrętu kiszek :D

kisiel wiśniowy z kompotem z wsiśni :) babcia robiła mi go po powrocie ze szkoły gdy miałam zły dzień

Moje wspomnienia związane ze smakami z dzieciństwa można podzielić na 2 kategorie:
a) smaki „sklepowe”
b) smaki domowe

Właściwie to kolejność powinna być odwrotna…. ale niech już tak zostanie;)

Ze smaków sklepowych to na pewno Koukou Roukou, napój ptyś – w takich duuużych butelkach (tzn. jak byłam mała to wydawały mi się one wielkie, a to chyba miało … z 1 litr:D), wszelkie gumy z naklejkami (ehhh taka kolekcja Barbie, którą zbierałam niewiarygodnie długo, bo jednej naklejki nie mogłam zdobyć, ale w końcu się udało i… nawet wygrałam jakieś gadżety za wysłanie kompletnego albumu), pamiętam też Cola Cao – wyjadało się proszek łyżkami -mniam! Szkoda, że już tego nie można nigdzie dostać… Ostatnio nawet tłumaczyłam uczniom co to takiego było Cola Cao (bo pojawiła się ta nazwa w tekście w podręczniku), ale dla nich to już nic specjalnego… Mogłabym długo wymieniać, ale zakończę może na chipsach z pieniędzmi – to chyba były Lay’s (a były jeszcze jakieś na R….)
Ehhh sporo fajnych rzeczy.

A z domowych to jakoś tak ostatnio przypomniała mi się potrawa, którą robiło się u mnie w domu i u babci najczęściej w poniedziałek. Dlatego w poniedziałek, bo w niedzielę był rosół, a w rosole kurczak. Skubało się to mięso, dodawało makaron (nitki z rosołu – domowe!) i pokrojone w talarki ziemniaki i sos pomidorowy. Zapiekało się to w naczyniu żaroodpornym i była taka fajna zapiekanka o nazwie… Ahmed (czemu tak – nie mam pojęcia i do dziś się nad tym zastanawiam). Ten cały Ahmed ciągle za mną chodził i w końcu sama coś próbowałam zrobić i wyszło prawie jak za dawnych czasów, ale czegoś mi jeszcze zabrakło. Muszę dopytać u źródła.
Dzieciństwo kojarzy mi się bardzo z zapachem smażonych jabłek, suszonych grzybów i podjadaniem domowych przetworów. Do tego wspomnienia z ciepłej kuchni, ognia w piecu i takiego uczucia, że jest mi miło, cieplutko i dobrze…. :)

  • Ewelina

A, jeszcze ciepły (a nawet gorący) pachnący chleb prosto z pobliskiej piekarni. Kto by tam się przejmował krojeniem :D

Dzień dobry: najbardziej wspominam jajecznicę robioną na ognisku:-) Do dzisiaj -czy to na działce, czy u mojej mamy czy w tym roku na Mazurach robimy ją z moją córcią, która także bardzo ją uwielbia!(szkoda,że nie idzie dodać zdjęć!). Moja babcia robiła pychotkową drożdżówkę którą po upieczeniu polewała masłem ze śmietaną i sypała cukrem kryształem a do tego podkradana dziadkowi kawa taka lura ale mocno słodka hi hi.
Ach jak to się miło wspomina…Można by było tak bez końca.
W ogóle to tych smaków jest bardzo dużo- pamiętam gdy wracałam z moim bratem ze szkoły, zbieraliśmy butelki które można było oddać w sklepie…i kupowaliśmy rogala z oranżadą-siadaliśmy na parapecie tegoż geesowskiego sklepu i ze smakiem się zajadaliśmy… Dzieciństwo, miałam je przecudowne:-)))

  • Joasia (Kurpsianka:)
  • Odpowiedz

Hmm…chleb żytni Babci wypiekany w tradycyjnym ceglanym piecu. Takiego smaku nie da się odtworzyć, choć próby podjęłam bazując na Kotlecie :) Wypiek Babci miał zawsze wzorek. Babcia na moje pytanie skąd się on bierze, odpowiadała, że niesforna myszka musiała przebiec, gdy nie widziałyśmy. Jako kilkuletnia dziewczynka wierzyłam w podaną wersję ale teraz już wiem, że były to nakłucia robione widelcem :)

Mam parę smaków z dzieciństwa pierwszy to ciasto drożdżowe z rodzynkami i skórką pomarańczową mojej babci kochanej, która uwielbia nas rozpieszczać w taki sposób, drugi to rosół z makaronem jak bawiłam się w łączenie oczek na talerzu, a gorący pyszny rosół robi nadal tata mmm… pycha czasem jeszcze zdarzy się że się bawię. Trzeci to skórka z ciepłego chleba, zanim jeszcze doniosłam do domu chlebek to piętkę obskubałam no i jeszcze ciepła buła z masłem mmmm… pycha nie tylko smak ale i zapach :D

Smak potrawy z dzieciństwa. Hm…Mogłabym napisać, że to podpłomyki babci, ulubione, chrupiące z kubkiem mleka, mogłabym napisać, że bułeczki drożdżowe z jagodami, na które czekało się cały rok, bo babcia robiła je tylko ze świeżych owoców. Mogłabym też napisać, że biszkopt ze śliwkami mojej mamy, który uwielbiała cała rodzina. Ale będzie to zupełnie inny smak, smak, który „stworzyłam” sama. Ale zaczynając od początku…Pamiętam jak w podstawówce (3 czy 4 klasa) za dobre wyniki w nauce dostałam książkę kucharską dla dzieci. Początkowo przez dłuższy czas tylko ją przeglądałam, aż pewnego dnia postanowiłam zrobić ciasto z jabłkami. Ciasto może za dużo powiedziane. Ot, jabłka posypane kruszonką. Na pierwszy raz wydało mi się w sam raz (że niby takie proste). Mama nie była zbyt optymistycznie nastawiona do tego pomysłu ale jakoś dała się przekonać. Co z tego wyszło? Ciężko opisać. Coś w rodzaju brejki/puree jabłkowego zmieszanego z czymś co dawało posmak mąki zmieszanej z proszkiem do pieczenia. A fuj. Każdy zjadł tyle ile mógł, żeby nie robić dziecku przykrości, ale i tak na długie lata książka powędrowała na najwyższą półkę. Więc taki smak w dzieciństwie sobie „upichciłam” i taki pamiętam najbardziej. Ale przecież nikt nie powiedział, że smaki dzieciństwa to tylko te „pyszne” wspomnienia;). Zresztą podobno człowiek się uczy na własnych błędach.

P.S. Aha, teraz już umiem piec, nawet szarlotki:)

No dobra, też się dorzucę ze smakami.
A więc dla mnie smakiem z dzieciństwa są zielone truskawki z ogródka mamy, albo te od sąsiadki, psyt, kradzione, i kto wie czy nie lepsze niż te mamy ;-P
Pamiętam jeszcze dziki szczaw prosto z łąki.
A co więcej? Nie wiem, resztę ‚unikatów z dzieciństwa’ dalej zdarza mi się jeść.

Mój mąż od siebie dorzuca gotowane ziemniaki z musztardą (o zgrozo) i (jeszcze większa zgrozo) gofry z keczupem.

Hehe,
fajnie powspominać, ale mieliśmy ubaw.

Pozdrowienia :-)

Smak dzieciństwa jest dla mnie nie tyle smakiem potrawy, co smakiem błogości czasu spędzonego wspólnie w rodzinnym gronie. Pod względem dostępności produktów żywnościowych w sklepach, moje dzieciństwo nie należało do bogatych, z tym większą radością zasiadaliśmy do wspólnego wielkanocnego stołu, przy którym zawsze udawało się skompletować kilka potraw, których smak noszę do dzisiaj. Pierwszą z nich są faszerowane jajka. Tajemnica smaku tkwi nie tylko w składnikach, co w sposobie podania. Po ugotowaniu jajek na twardo należało je przeciąć wzdłuż na pół. Nie jest to prosta czynność, a uszkodzona skorupka psuje cały efekt. Moja babcia potrafiła zrobić to perfekcyjnie, zresztą to ona przyniosła przepis do rodziny. Z przekrojonego i wystudzonego jajka wydłubuje się zawartość, następnie mieli wraz ze świeżą albo mrożoną, pokrojoną drobno natką pietruszki. Przyprawy to sól i pieprz. Do zmieszanych składników dodaje się surowe jajko, jako spoiwo, trochę mąki i bułki tartej. Po wymieszaniu formuje się wkład do połówki jajka i umieszcza delikatnie, aczkolwiek stanowczo, tak żeby wypełnić całą przestrzeń. Następnie faszerowane jajka obsmaża się na patelni (olej i smalec – oba dopuszczalne). Po wystudzeniu przyjemność gotowa. Spożywać można widelczykiem bądź łyżeczką. Nabieranie na sztućca mniejszej porcji umożliwia delektowanie się zarówno przysmażonym wierzchem jak i soczystym wnętrzem. Dla kontrastu smaku proponuję świeże pieczywo z delikatną warstwą masła.
Drugim smakiem dzieciństwa jest ciasto pochodzące z północno – wschodnich Kresów – sękacz. Dziś sękacze są oferowane przez co drugą cukiernię, można nawet kupić ciasto o takiej nazwie w proszku, nie jest to jednak smak, który pamiętam. Tradycyjny sękacz powstaje z masy powstałej z żółtek, mąki, śmietany i masła. W trakcie mieszania tych składników dodaje się stopniowo pianę ubijaną z białek. Jednakże w masie większość powinny stanowić żółtka. Tajemnicą dobrego smaku jest ucieranie ręczne, np. w makutrze. Sękacz nie powstaje w foremce do ciasta ani w blasze. Powinien zostać upieczony w ogniu, a za formę robi stożkowy walec, który obracamy wzdłuż osi nad ogniem. Na rozgrzaną formę, którą należy stale obracać wylewane są małe porcje ciasta, które dosyć szybko się podpieka i wówczas nakładamy następne warstwy. Efektem będzie wydrążone w środku (walec) ciasto, w kształcie stożka. Nakładane po sobie warstwy zobaczymy w przekroju, ciemniejsze wierzchy widocznie odróżniają się od żółciutkiego środka. Sękacz wbrew pozorom nie jest ciastem suchym. Dobrze upieczony nie rozpadnie się podczas krojenia ani nabijania na widelczyk. Ciasto rozpływa się w ustach, a smak podniebienie zapamiętuje na długo. Polecam serdecznie!

Babka ziemniaczana pieczona w babcinym piecu na lisciach kapusty, pozniej popijana jeszcze cieplym mlekiem prosto od krowy, mniam :)

pierogi z borówkami;D które wcześniej zebraliśmy sami:)

ryż z jabłkami;)

Parowce z truskawkami ;)

0,5 kg maki pszennej
1 jajko
10 dag drożdży
1 szklanka ciepłego mleka
2 łyżki oleju
2 łyżki cukru
szczypta soli
opakowanie truskawek ( 300 g )
filiżanka śmietany kremówki
1 łyżeczka soku z cytryny

Ciasto wyrabiamy jak każde drożdżowe które musi podrosnąć: drożdże kruszymy do naczynia, zasypujemy cukrem i zalewamy ciepłym mlekiem-mieszamy, dodajemy olej, jajka, sól i mąkę, wszystko dokładnie wyrabiamy i odkładamy do wyrośnięcia.
.Ciasto dzielimy na małe porcje mieszczące się w dłoni, oddzielamy taką samą ilość całych ładnych truskawek, ciasto nadziewamy truskawkami i kulamy w ładny okrągły kształt, układamy na stolnicy osypanej mąką.
Nakrywamy parowce ponownie ściereczką i czekamy około godzinki aż pięknie wyrosną.
Gdy są już gotowe należy je uparować, ja to robię w parowarze, ale możecie na garnek z gotującą się wodą nałożyć sitko i przykryć ścierką np. ok15 minut.
Z reszty truskawek robimy sosik, rozgniatamy je widelcem bądź blindujemy, zalewamy śmietanką dodajemy sok z cytryny i cukier i podgrzewamy

Ciasteczka z kaszy manny

25 dag mąki
25 dag kaszy manny
25 dag cukru
12 dag masła (pół kostki)
2 całe jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
odrobina kwaśnej śmietany (dla skrupulatnych, łyżeczka ;)
plus marmolada, krem czekoladowy do nadziewania

Wykonanie:
Na stolnicy (lub w misce, dla tych, którzy nie lubią się brudzić) wymieszać, a następnie zagnieść wszystkie składniki na gładką masę. Ciasto będzie miało dość klejącą strukturę, ale nie należy się tym przejmować, takie ma być :). Następnie formować z ciasta kuleczki (ręce najlepiej przyprószyć mąką) i kształtować je jak kluski śląskie, spłaszczając i robiąc dziurę w środku palcem.
Następnie ułożyć ciasteczka na wyłożonej pergaminem blasze i w zagłębienia włożyć odrobinę nadzienia (ja użyłam powideł śliwkowych). Można dodatkowo posypać nadzienie cukrem, ale to wersja dla szczególnych łasuchów :). Między ciasteczkami pozostawić więcej miejsca, bo lubią rosnąć.
Blachę wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st.C na około 10-15 minut. Piec do momentu zrumienienia ciasteczek!

Blok czekoladowy
250 g margaryny
Opakowanie niebieskiego mleka w proszku ( 700 g)
½ szklanki wody lub mleka
1 1 1/5 szklanki cukru
4 łyżki kakao
4 paczki herbatników petit,
10 dag orzechów
Można dodać także : wiórki kokosowe i pokrojone drobno bakalie)

Sposób wykonania:
Margarynę rozpuścić, dodać cukier, kakao a następnie pół szklanki wody lub mleka.
Wymieszać, dodać mleko w proszku.
Gdy wszystkie składniki będą ze sobą dobrze połączone na koniec wrzucić do masy połamane ciastka i orzechy. Wszystko razem wymieszać
Pozostawić do wystudzenia.

Czereśnie nagrzane słońcem, zrywane prosto z gałęzi

chleb posmarowany smalcem i posypany solą

kasza manna gotowana na gęsto z sokiem malinowym

Bób. Po prostu bób ! Każdego roku wakacje spędzałam u mojej matki chrzestnej na wsi . Bardzo często odwiedzaliśmy jej rodziców . Kiedy tylko przekraczaliśmy próg domu zawsze w misce był ugotowany bób z ogrodu . Przepyszny , miękki , posolony bób. Nie ma już cioci Marysi , nie ma już ” przyszywanej ” babci Stasi, ale jest bób. Kiedy tylko pojawia się w warzywniaku zaraz przypomina mi się ten smak !

jajecznica na cebuli – najlepszą na świecie robi mój tatuś, nie mieszkam w domu 10 lat a na jajecznicę zawsze wracam :)

zawsze kiedy w niedzielę gotuję rosół, pachnie mi niedzielnym obiadem mojej mamusi – gotowane mięso z rosołu pieczone na patelni po prostu w jajku i bułce, ziemniaki z koperkiem i oczywiście mizeria :)

kiedy mamusia chodziła do kosmetyczki ja zajadałam pączki wiedeńskie (tuż obok była cukiernia- i fajne jest to, że po 20 latach nadal wszystko jest w tym samym miejscu) i popijałam sokiem multiwitaminowym z woreczka

dziś mam swój dom, też pachnący i pełen uśmiechów dzieci ale smaki dzieciństwa to jakiś czar, zawsze są z nami; zawsze nasi bliscy są dzięki nim z nami…

szkoda, że ten czas tak szybko ucieka… ale zatęskniłam…
dzięki za przywołanie wspomnień :)

Wiele smaków z dzieciństwa które wspominam istnieją dla moich kubków smakowych do dzisiaj :) Najmilej i najsłodziej wspominam bułkę z rodzynkami i nadzieniem czekoladowym, posypana kruszonką, do tego gorąca herbata ..i tak razem ze starszą siostrą umorusane i zmarznięte po zabawie w chowanego, zajadałyśmy bułę :) Jeszcze gorąca, pieczona w kaflowym piecu, który jest dla mnie również bardzo sentymentalny. Zimową porą, kiedy wiatr hulał po domu, mama paliła w piecu a ja wprost uwielbiałam przesiadywać na nim, chociaż pupa nieraz bliska była poparzeniu ;) Teraz właśnie uśmiech mi się pokazał na twarzy, bo przypomniałam sobie, ze moim absolutnie „delicious” deserem była kromka chleba posmarowana śmietaną i potrzepana cukrem… Dziś chyba nie przeszłoby mi to przez gardło, jeszcze czasami zdarza mi się przyłapać na tym mojego tatę :D Bardzo miło wspominam też knedle ze śliwkami, które jemy wszyscy do dzisiaj, choć dla mnie kiedyś kiedyś smakowały o wiele „słodziej” :) … Również proziaki, dla mnie od zawsze „prosiaki”, o których pisałaś bardzo dobrze wspominam. Najlepiej smakowały na śniadanie:) ja zawsze przekrawałam je na pół, kiedy były jeszcze gorące i smarowałam masełkiem i potrzepywałam solą. A jeszcze lepsze smakują z dżemem :) Ci którzy nie skosztowali nigdy również gorąco polecam do wypróbowania przepisu :) Dużo, dużo mam jeszcze tych ulubieńców, ale może nie będę się już rozpisywać, tylko jeszcze wspomnę o moich kochanych saszetkach vibovitu, podkradanych z górnej szafki, oczywiście zlizywaną językiem :)))
Musze powiedzieć, że co prawda jestem Twoją fanką od niedawna ale sprawiłaś mi niechcący przyjemność po raz kolejny, gdyż skłoniłaś mnie do tego żeby powspominać sobie stare, dobre czasy i te pyszności, które tak chciałoby się kiedyś dać posmakować swoim przyszłym dzieciom :) POZDRAWIAM I CAŁUJĘ

Wiele smaków z dzieciństwa które wspominam istnieją dla moich kubków smakowych do dzisiaj :) Najmilej i najsłodziej wspominam bułkę z rodzynkami i nadzieniem czekoladowym, posypana kruszonką, do tego gorąca herbata ..i tak razem ze starszą siostrą umorusane i zmarznięte po zabawie w chowanego, zajadałyśmy bułę :) Jeszcze gorąca, pieczona w kaflowym piecu, który jest dla mnie również bardzo sentymentalny. Zimową porą, kiedy wiatr hulał po domu, mama paliła w piecu a ja wprost uwielbiałam przesiadywać na nim, chociaż pupa nieraz bliska była poparzeniu ;) Teraz właśnie uśmiech mi się pokazał na twarzy, bo przypomniałam sobie, ze moim absolutnie „delicious” deserem była kromka chleba posmarowana śmietaną i potrzepana cukrem… Dziś chyba nie przeszłoby mi to przez gardło, jeszcze czasami zdarza mi się przyłapać na tym mojego tatę :D Bardzo miło wspominam też knedle ze śliwkami, które jemy wszyscy do dzisiaj, choć dla mnie kiedyś kiedyś smakowały o wiele „słodziej” :) … Również proziaki, dla mnie od zawsze „prosiaki”, o których pisałaś bardzo dobrze wspominam. Najlepiej smakowały na śniadanie:) ja zawsze przekrawałam je na pół, kiedy były jeszcze gorące i smarowałam masełkiem i potrzepywałam solą. A jeszcze lepsze smakują z dżemem :) Ci którzy nie skosztowali nigdy również gorąco polecam do wypróbowania przepisu :) Dużo, dużo mam jeszcze tych ulubieńców, ale może nie będę się już rozpisywać, tylko jeszcze wspomnę o moich kochanych saszetkach vibovitu, podkradanych z górnej szafki, oczywiście zlizywaną językiem :)))
Musze powiedzieć, że co prawda jestem Twoją fanką od niedawna ale sprawiłaś mi niechcący przyjemność po raz kolejny, gdyż skłoniłaś mnie do tego żeby powspominać sobie stare, dobre czasy i te pyszności, które tak chciałoby się kiedyś dać posmakować swoim przyszłym dzieciom :) POZDRAWIAM I CAŁUJĘ

Moje smaki dzieciństwa, to lody. Do dziś je lubię. Jednak nie mają już tego smaku jak Cassate w Pasażu Apollo w Poznaniu w latach 60. XX wieku;) Nadal produkuje się Cassate, ale to już nie to:( Tamten smak warstwy śmietankowej i waniliowej… To było to!

  • dajana63

i nie dlatego że my byliśmy młodzi ludziom w tamtych rządach chciało się żyć-wszyscy mieli ,wszystkim starczyło

Gdy po pracy kładę się zmęczona
i senne zamykam powieki,
od razu przychodzą wspomnienia
o Boże minęły już wieki!!

Jako mała dziewczynka z batonikiem w ręku,
siedziałam w piaskownicy i nuciłam piosenki!
Głodna do domu wracałam a tam na stole czekała
kanapka grubo smalcem posmarowana,
i kubek ciepłego mleka!!

A gdy już byłam szczęśliwa i pojedzona
to biegłam do babci na łąkę
a tam czekały na mnie
truskawki czerwone!!
Szybko zbierałam i robiłam koktajl
na kwaśnej śmietanie!!

A w niedzielę po kościele
pyszny rosół z makaronem!!
Pyszna noga jest z kurczaka
a na stole wielka babka!!

I na koniec morał taki
Młodość jest piękna i pełna uroku
lecz nie wraca co roku!!!

  • dajana63

oj prawda pięknie trafnie i ciepło

Moje wspomnienia smaków z dzieciństwa łączą się z poczuciem bezpieczeństwa, bezwarunkową miłością i ciepłem domowego ogniska.
Pamiętam zapach pieczonego chleba i podpłomyków wydobywający się z kaflowego pieca na który będąc małą dziewczynką wdrapywałam się na tzw. „suśnię”. Nigdzie nie mogę odnaleźć już tego smaku i zapachu. Pamiętam, że ciasto to sporządzalo się z razowej mąki z dodatkiem drożdży lub zakwasu, mleka, grubej soli, gotowanych ziemniaków, a wyrabiano w drewnianej dzieży (naczynie do rozczyniania i wyrastania ciasta chlebowego).
W babcinej kuchni ze zwykłych składników powstawały niezwykłe potrawy: żur owsiany (lub żytni), ziemniaki z kwaśnym mlekiem, racuchy, studzielina i pierogi ruskie o takim smaku, że zapamięta się je na całe życie! Pamiętam też jak przed Świętami Bożego Narodzenia z siostrą i przyrodnim bratem wracaliśmy do domu po całodziennym „hasaniu” na śniegu, a w domu unosił się zapach zawijanych drożdżowych makowców tzw. „zajwijoków”, bab i mazurków. Zmarznięci, jeszcze w kurtkach zdejmowaliśmy tylko rękawice by zanurzyć palec w makutrze z masą do ciasta :) Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj. Zrobię wszystko by moje dzieci też w taki sposób wspominały swoje smaki z dzieciństwa ♥

Dzieciństwa mojego smaki
to jeżyn w lesie pełne krzaki,
Jagód zbieranych z rodzicami
i zjadanych, z upaćkanymi buźkami.

Po szkole zapach bułek parowanych
U progu domu zawsze odgadywanych,
Ciasto drożdżowe z aromatem cynamonu
Przynoszone po ostudzeniu prosto z balkonu.

Mój smak dzieciństwa to smaków cała gama,
W których nasz dom ubogacała Mama.
Zapachy, których odtworzyć nie sposób
A które zdumiewały zawsze tyle osób…

Smaki dzieciństwa, te aromaty,
To także z łąki przynoszone kwiaty…
Cudowne wonie wraz z pysznościami,
Z którymi tak chciałabym podzielić się z Wami…

Smaki z dzieciństwa są z nami przez całe życie,wracają razem ze wspomnieniami.Dla mnie to zupa szczawiowa ze szczawiu zbieranego własnoręcznie z babci ogrodu,kluski parowane z kompotem z jeżyn nazbieranych obok w lesie oraz pajda chleba pieczonego przez babcię z masełkiem zajadana na polu podczas żniw. Na deser placek drożdżowy ze śliwkami a to wszystko oplecione rodzinną,ciepłą atmosferą,która zapadła w pamięć równie dobrze jak wszelkie smakołyki :-)

Zapomniałam wpisać imię w pospiechu przepraszam :-)

albo na olej na patelnię i będą to poprostu zwykłe racuchy -i bardziej swojsko znajomo nie jakieś tam proziaki

och rosołek z torebki dziwnie pyszny smak cudowny aromat i makaronik gwiazdeczki -a miałam przecież tylko 3 latka gdy poraz pierwszy go jadłam ,sałatka buraczana ugotowane buraki w kostkę ugotowane jajka w kostkę ugotowane kartofle ugotowna fasola jaś do tego ogórek kwaśny cebula do smaku sół pieprz odrobina cukru zkropić octem lub kwaskiem .albo śledzie solone z beczki wymoczyć obtoczyć w mące usmarzyć i dać do usmarzonej cebuli z przecierem pomidorowym i jakie to dobre na ciepło na zimno a oranżadkę w proszku musującą zlizywaną z ręki cudnie musującą? a lody bambino stożkowate żółte a smakujące tak żę do dziś się pamięta a cukierki kolorowe kamyczki z syropkiem cudnie pachnącym w środku ,cukierki jarzębinki w cukrze,baton bananowy jaki słodki pachnący bananem choć był rok 67, kapusta,ogórki z beczki,grzyby z soljanki czy plasterki ogórków,co sobotnie wypieki domowe ach wspomnienie ,marzenie a spotkania w placówkach gdzie można było ogloądać filmy zorro robin hood też smak choć młodości a muzyka cudny nie zapomniany smak radości można było posłuchać zapamiętać zaśpiewać zatańczyći czy nie byłoby dziś spokojniej i cieplej gdyby muzykę zmienić by jak to się mówiło kiedyś złagodzić obyczaje a nie hamska agresja ni pos€chć ni zatańczyć a dancingi prywatki to wszystko smaki dzieciństwa młodości poprostu wszyscy mieli wszystkim starczyło -hmm choć właściwie w czasie wojennym gdy było na kartki było mało ale!czy było żle? nięęę kupiłam coś co miało wspaniały smak tego co kupiłam mało ale pojadło ze smakiem to i się najadło a jak kupiłam jabola bo akurat był a karki na alkohol też to wymieniłam na coś potrzebnego a że stałam od 5rano i co dzień był dłuższy radocha że coś upolowałam do pracy dodawała skrzydeł a i życie towarzyskie kwitło a co nie ja tam w tej chwili mając dziś tyle lat co mam mogę wrócić do tych czasów CZ.Niemen dancingi żarcie tamto -pycha i praca ful wszędzie dla wszystkich jedna partja bo coś robiła można było się poskarżyć i jakaś spójnia w narodzie komuś się nie spodoba ? dużo nie na temat ? a ja uważam że to też można podpisać pod tamte nasze smaki dzieciństwa fantastyczny temat ale kto z tego weżmie sobie to do serca że było onegdaj dobrze ludziom że tęsknią wracają wspomnieniami i niech nikt z tego pokrętnie nie wychodz-aaa bo byliście młodzi nie nie i już

się

Moim smakiem z dzieciństwa jest powidło śliwkowe.Bulgoczące węgierki w ogromnym rondlu(dzisiaj już nie jest taki ogromny :) )na kuchni opalanej drewnem,smażenie trwało kilka dni a zapach pozostaje w mojej pamięci do dziś.

Dziadek brak sklepowych słodyczy rekompensował nam chlebem (domowej roboty) maczanym w wodzie lub śmietanie, a potem w cukrze. Nie wiem dlaczego, ale z dzieciństwa pamiętam tylko to. Nie brzmi zbyt ciekawie ale pamiętam na smakowało zarówno mi jak i moim braciom.

Moja babcia jest z podkarpacia. Do dziś nie zapomnę smaku gołąbków z kaszy gryczanej… Nigdzie indziej i nikt inny nie potrafi takich zrobić.

Smak mojego dzieciństwa to nic innego jak maca. Taka swojska, pieczona na rozgrzanym piecu opalanym drzewem u mojej kochanej babuni na wsi. Pamiętam popalone palce, gdy razem z siostrami łapaliśmy jeszcze za gorącą, taką prosto z pieca…. Ten smak, smak którego nigdy nie zapomnę… to własnie smak mojego dzieciństwa.

Dodaj komentarz: