Motywacja wewnętrzna i motywacja zewnętrzna – o karach i nagrodach

, komentarze: 13

Motywacja wewnętrzna i motywacja zewnętrzna – o karach i nagrodach

Im bardziej nagradza się dziecko tym mniej interesuje się tym za co jest nagradzane. Kojarzycie to? Dzisiaj będzie o motywacji wewnętrznej i zewnętrznej, czyli o tym, że czasem chce nam się czegoś bardziej, a czasem robimy to by coś osiągnąć. Tak samo jest z dziećmi.

Dość popularne są metody nagradzania i karania dzieciaków. Trudno uniknąć ocen w szkole, ale systemy motywacyjne są dostępne w domu, w przedszkolu i… niekoniecznie jest to dobra droga. Czemu? A dlatego, że dzieci zamiast chcieć coś robić to robią to bo coś dostaną/nie dostaną.

Chodzi o motywację: wewnętrzną (taką z serca) i zewnętrzną (rzeczową).

„Kłopot w tym, że w rzeczywistości istnieją różne rodzaje motywacji. Większość psychologów dzieli je na wewnętrzne i zewnętrzne. Motywacja wewnętrzna zasadniczo oznacza, że robi się coś, bo lubi się to robić, podczas gdy przy motywacji zewnętrznej działanie jest środkiem do osiągnięcia jakiegoś celu: otrzymania nagrody lub uniknięcia kary”. Wychowanie bez nagród i kar, Alfie Kohn

W skrócie. Wewnętrzna to taka, gdy robimy coś bo chcemy/lubimy np. dzieci początkowo uwielbiają sprzątać, dzielą się jedzeniem itd. A zewnętrzna to np. nagrody, czyli coś co sprawia, że dzieciom się chce to robić np. sprzątać, być miłym.

Im bardziej ktoś jest nagradzany za zrobienie czegoś, tym mniej będzie skłonny interesować się rzeczą, którą musiał zrobić żeby dostać nagrodę. Wychowanie bez nagród i kar, Alfie Kohn

Stąd też wynika, że dzieci, które są nagradzane nie będą tego robić, gdy nagród zabraknie. Takim fajnym przykładem jest zmywanie, coś, co pewnie część z was kojarzy z dzieciństwa: „jak pozmywasz to dostaniesz cukierki/20 zł/lizaka/możesz pograć”. I teraz z ręką na sercu komu z was chciało się zmywać, bo będzie czyste, a komu bo dostanie dwie dychy? :)

Tak samo nagrody za stopnie, w pewnym momencie zamiast uczyć się, być ciekawym świata, dziecko uczy się by zdobyć uznanie i nagrodę rodzica. A nauka przestaje być fajna, wręcz robi się torturą… bleh :)

„Na podstawie licznych dowodów można stwierdzić, że kiedy ocenia się dzieci za to, jak dobrze wykonują jakieś zadanie, wtedy czerpią niewiele przyjemności z tego, co robią”. Wychowanie bez nagród i kar, Alfie Kohn

Stąd jak widzicie kary i nagrody są dość blisko siebie. Bo można czegoś nie dostać za złe zachowanie lub dostać za dobre, efekt jest ten sam. Robi to się nie dlatego, że się chce, ale dlatego, że będzie jakiś zysk.

W tej chwili odchodząc od kar, rodzice często zamieniają je na nagrody i pochwały, które wydają się być sposobem na pozytywne wychowanie. Ta strategia działa jednak dobrze tylko do momentu, gdy dziecko nie zaczyna się domagać nagrody za każdą rzecz, którą wykona dla innych, a także dla siebie. Dziecko z bliska, Agnieszka Stein

To ciekawa rzecz, o której nie zawsze się myśli, czyli konsekwencja nagradzania i karania w dłuższym okresie czasu. Czy nie będzie tak, że za chwilę dziecko przyjdzie i powie: „Mamo, zjem obiad, ale dasz mi potem ciasteczko!” „Mamo, ja odrobię te lekcje, ale daj mi 20 zeta na kino” :)

Kiedy nagroda staje się jedyną motywacją
Kiedy nagroda staje się jedyną motywacją

Ogólnie, choć teraz wychowanie bez kar i nagród nazywa się wyraźnie to nie jest to nic nowego w sumie. Nie wiem, jak było u was, ale moi rodzice (a zapadło mi to w pamięć) często powtarzali, że oni nie będą nas nagradzać za stopnie, bo robimy to dla siebie, ani dawać (w domyśle, jak zaprzyjaźniona przyszywana ciocia) 50 zł za zmywanie, bo przecież musi być czysto.

Nie wiem jaki to miało wpływ, bo zmywania nie znoszę, ale za to wiedzę chłonę do teraz z wielką radością i żądam więcej i więcej :)

Dajcie znać, jak wy to widzicie i jestem ciekawa czy stosujecie kary i nagrody i czemu?

Komentarze:

U nas nie ma jeszcze mowy o tego typu nagradzaniu, bo moja córka ma dopiero 17 miesięcy. Ja jako dziecko też nie byłam nagradzana za oceny, czy sprzątanie. Według mnie nie jest to dobre podejście, bo w ten sposób przyzwyczajamy dziecko do tego, że wszystko robi się po to, aby otrzymać nagrodę zewnętrzną. Potem bardzo często postępuje tak samo, gdy jest nastolatkiem, czy dorosłym. W ten sposób nie robi nic dla siebie, dla własnej satysfakcji, tylko dla osiągnięcie korzyści, często materialnych.

No właśnie bardzo dobry temat.Jestem mamą 3.5 latka poczatkowo nagrody były za jedzenie bo jest u Nas z tym ogromny problem :( pozniej byly nagrody za nie plakanie w przedszkolu, dostawał kostke mamby.Obecnie nagrody by chciał za wszystko, ostatnio hitem było kiedy spytał czy dostanie nagrode bo się pożeganał ładnie.Od tego momentu nagrody zostały w dużym stopniu skasowane.A co do naszego pokolenia to też pamiętam „uczysz się dla siebie” albo moja mama „mi nikt za sprzątanie nie płaci lub to jest też twój dom”
Ps. Kupiliśmy Ratuj króliczki i jest suuuuper mały zachwycony i ja też

Agnieszka Łechtańska

11.02.2016 18:11 Odpowiedz

Tekst ,,mamo, odrobię lekcje jak mi dasz 20 zł” trąci raczej szantażem. Jeśli nagradzać dziecko to rozsądnie nie za wszystko, ale raz na jakiś czas dlaczego by nie i to nie muszą być pieniądze rzecz jasna. Co do kar…. myślę, ze błędy jakie dziecko popełni są wystarczającą karą My matki (rodzice) powinniśmy im to uświadomić a nie dokładać złych emocji, które zapewne wypłyną z zadanej kary.

Kasiula Staniszewska

11.02.2016 19:22 Odpowiedz

Chyba nagrody :)

Nigdy nie byłam nagradzana za stopnie czy domowe obowiązki, bo rodzice przyzwyczajali mnie do tego, że każdy jakieś obowiązki ma, nawet dziecko. Zgadzam się z tym. Co jednak Paulina, gdy chcemy pozytywnie wzmocnić jakieś działania dziecka, pokazać mu że nam się one podobają i chcielibyśmy widzieć je częściej? Skoro nie nagrodą to jaka jest dla nich alternatywa?

Paulina

11.02.2016 21:21

Alternatywą wydaje mi się okazanie uznania, dla tego co robi, ale ie nagrodą. W książce Karpa jest fajny przykład na wzmocnienie pozytywne tego co nam się podobało:
„dziękuję za pomoc przy szorowaniu garnków, to było bardzo pomocne” zamiast: „jesteś najlepszym pomocnikiem” bo skupia się na działaniu, które nam się podoba (pomoc) i konkretnym czasie (teraz).
Ja kupuję to tłumaczenie :D i mi się ta metoda podoba bardzo :) jak myślisz?

Mama Pana Adama

12.02.2016 13:36

Zgadzam się co do tego, że lepiej skupić się na czynności niż na wykonawcy:D Pytanie jak sprawdza się to w praktyce w dłuższym okresie czasu, czy nie przyniesie takich samych efektów jak nagradzanie – czy nie przejdzie w rutynowo udzielane odpowiedzi, które po pewnym czasie dziecko będzie już znać na pamięć i ignorować. Ciężki temat:) Niemniej jednak bardzo ważny:)

Paulina

12.02.2016 13:47

Jasne, że ciężki, sama się zastanawiam. Ale na pewno to lepsze niż nagrody :) tak myślę :) a czas pokaże. Im człowiek więcej wie, tym wie mniej.

U nas tez nigdy nie bylo nagrod za sprzatanie, oceny czy cokolwiek innego. Kazdy wiedzial, ze ma w domu obowiazki i po prostu je wykonywal, jakos tak automatycznie ;) Kar tez jakos sobie nie jestem w stanie przypomniec, chyba bylismy grzecznymi dziecmi hahahah
Teraz mam 2 latka w domu i tez jakos nie przyszlo mi do glowy zeby go tam za cos karac czy nagradzac, fakt jest jeszcze maly. Ucze go sprzatac zabawki zanim pojdzie spac, czy odkladac ksiazeczki na polke ale on to akurat bardzo lubi, z checia pomaga, zegnamy wtedy wszystkie zabawki i idziemy spac ;) Jak cos rozleje to sam biegnie do kuchni po papier czy sciereczke i probuje scierac, jak widzi ze zamiatam to zaraz mi szczotke wyrywa i po swojemu zamiata, tak ze to super zabawa dla niego na tym etapie, ale nigdy nic mu za pomoc nie daje, chwale go ze swietnie razem nam poszlo i mamy czysta podloge/szafki/stol czy cokolwiek innego.
A jesli dostaje nowa zabawke/ksiazke/auto/gre to nigdy nie mowie, ze dostaje to bo cos zrobil czy byl grzeczny. Dostaje to z jakiejs okazji lub tak po prostu zebysmy sie mogli razem swietnie bawic ;)

Mam rodziców z wykształceniem pedagogicznym. I z perspektywy lat ( jestem też mama i to mocno po 30) uważam ze byli genialni. Nie wiem jak to zrobili ze tak dobrze nas z siostra wychowali ( wiem brzmi malo skromnie :-))bo czasami staram się tak samo wychować moje dzieci i nie jest łatwo. Podejmę temat ocen i nagród. Otóż my z siostra zostałysmy tak nauczone aby starać się ze wszystkich swoich sił, by się mobilizować i walczyć o to aby konkretna rzecz wykonać jak najlepiej. Oczywiście miło było jak ocena odzwierciedlała nasza prace ale jak była gorsza było żal ale nie martwilysmy się nią nie balsamy się o niej powiedzieć rodzicom gdyż każda z nas wiedziała że zrobiła wszystko co mogła. Gorsza ocena powodowała ze myslalysmy o tym co następnym razem można zrobić lepiej. Mobilizować nas to. Nie umiem tego wytłumaczyć ale była równowaga w nas. Staralysmy się mocno, pracowalysmy ale nie było to ani na oceny, ani dla rodziców byłyśmy zadowolone same ze siebie. Wiedziałam że jak mam 4 to jest to wynik mojej ciężkiej pracy i byłam z niej dumna mimo że raczej miałam oceny 5/6. I rzecz która w dzisiejszym świecie jest trudna do uzyskania……otóż jak przynosilysmy świadectwo to rodzice mieli dla nas niespodziankę jako nagrodę za ciężko prace przez rok. I naprawdę tak to z siostra odbieralysmy jako docenienie nas. Były to różne rzeczy od wyjścia do kina po ciuch …..zależy jaka była sytuacja. Nigdy nie było liczenia ze za średnia czy inna strategia. Zawsze dawałam rodzicom moje świadectwo i czułam się z niego dumna i wiedziałam że oni też są a ta niespodzianka to taka dodatkową przyjemność. Uczę moje dzieci podobnie ale nie wiem czy uzyskam podobne efekty jak moi rodzice. Ja jestem z nich dumna i ciągle zastanawiam się jak oni to wszystko zrobili :-)

Kiedy uczyłam moją starszą córkę korzystania z nocnika zamiast proponować jej z zamian słodycze itp. po każdym sukcesie tańczyłyśmy i śpiewałyśmy dwie pioseneczki stworzone na potrzebę tej sytuacji. I to podejście to mój mały sukces w rodzicielstwie.

A ja myślę, że nagroda nie zawsze musi być rzeczowa. Oczywiście, fajnie jak takowa pojawi się od czasu do czasu, ale lepiej sprawdzi się pochwała i to jeszcze taka w szerszym gronie ludzi :) Natomiast, jak chodzi o nagrody, to przy starszym dziecku większy skutek odniesie smutna mina rodzica za jakieś przewinienie.

Dodaj komentarz: