Metoda wyboru, czyli sposób na dziecięce NIE

, komentarze: 15

Metoda wyboru, czyli sposób na dziecięce NIE

Pewnie każdy z was ma jakąś metodę na NIE, które mówi wam wasze dziecko. Chciałam wam przybliżyć jedną ze skuteczniejszych metod, która dla obydwu stron jest dobra, bez krzyku, bez przemocy, a taka, że obydwie strony (rodzic i dziecko) wychodzą na tym dobrze :)

Jednym słowem wilk syty i owca cała. Pewnie część rodziców zna tę metodę, ale zapewne wielu czasem o niej zapomina. Metoda to nic innego jak wzajemne zrozumienie i danie wyboru.

Metoda wyboru

„Kiedy chcemy skłonić dzieci do czegoś, pozwólmy im zdecydować, jak chcą to zrobić, gdzie, kiedy i z kim” – Wychowanie bez kar i nagród, Alfie Kohn

Sytuacja: dziecko krzyczy, że nie umyje rąk. Im bardziej mówisz by umyło tym bardziej stanowcze słyszysz NIE.

Rozwiązanie: Spokojnie spytaj „Wolisz umyć ręce w łazience czy w ubikacji?” albo „Sam je umyjesz czy mam ci pomóc wejść na stołek i odkręcić wodę?”

W zasadzie ogranicza nas wyobraźnia :) Działa i wtedy, gdy dziecko nie chce założyć przyszykowanego przez nas ubrania, nie chce zakładać butów, sprzątać itd.

Metoda wyboru i rozwiązania

Tutaj sporo zostawia się dziecku, a część z was na pewno dopatrzy się tutaj metody Montessori.

Sytuacja: Dziecko ociąga się z wyjściem do przedszkola, nie chce się ubierać, siedzi i ogląda swoje buty zamiast je zakładać lub mówi, że NIE chce butów zakładać.

Rozwiązanie: Zamiast naciskać możesz spytać co należy zrobić: „jest już późno, co możemy zrobić by się nie spóźnić?”.

Takie podejście do „problemu” jest o tyle ciekawe, że dziecko samo proponuje jakieś „rozwiązanie”, a wtedy chętniej je wciela w życie :) W końcu to jego rozwiązanie. Proste :)

albo

Metoda wyboru i czasu

Trzecia metoda wyboru, którą lubię to metoda „na czas”. Absolutnie nie mylić z time out czy czymkolwiek takim!! :)

Sytuacja: dziecko mówi, że jeszcze nie chce się ubierać, a powyższa, pierwsza metoda jakimś cudem zawodzi.

Rozwiązanie: zamiast przymuszać wrzuć na luz i powiedz: „daj znać, jak będziesz chciał się ubrać, wtedy chętnie ci pomogę”.

Jeśli pierwsza i druga zawodzi to ta jakimś cudem działa :) Co prawda czasem zaczynają się jakieś negocjacje typu: „mamo jeszcze zbuduję tą wieżę i wtedy się wykąpię”, ale mi się to nawet podoba, bo faktycznie dzieciaki robią to co zapowiadają i robią to same. Poza tym okazuje się, że naprawdę mają coś „arcyważnego” do zrobienia i myślę, że podejście do tego w ten sposób ułatwia też negocjacje jeśli bardzo zależy nam na czasie :)

Nie wiem, czy zadziała u was, ale na pewno warto próbować. Każda oparta jest na zrozumieniu i dają wybór dziecku. Czasem faktycznie pozorny to wybór i wcale nie uważam, że tylko takie powinno się dawać, ale są takie sytuacje jak powyższe, w których fajnie się to sprawdza.

A przede wszystkim rodzicom zmniejsza poziom niepotrzebnych stresów i można dodatkowo zobaczyć, jak dzieci fajnie kombinują i rozwiązują problemy, gdy tylko podsuniemy im małą wskazówkę, jak to zrobić :)

Oczywiście jeśli sytuacja jest nagminna to warto poszukać przyczyny głębiej niż tylko zwykłej niechęci/braku czasu/itd. Ale to już inna historia…

A wy macie swoje metody na dziecięce NIE? :)

Komentarze:

dzialają u mnie te metody:) polecam.

Faje rady, na pewno bedziemy stosowac ale narazie zaczynamy sie komunikowac bo maluch jeszcze nie mowi, a i tak widze, ze zachecanie przynosi lepsze efekty niz przymus. Wracajac do mowy czy kojarzysz moze Paulino taka akcje/kampanie odnosnie tego, ze dwuletnie dziecko powinno wypowiadac okolo 200 slow, a jesli tego nie robi to warto skorzystac z pomocy specjalisty? Moze znasz jakas publikacje na ten temat?

Anonim

22.02.2016 20:59

Publikacji nie pamietam, należy sie udać do specjalisty po 27 miesiącu, ale pamietajmy ze słowa to dla dziecka także ba, bu, czy np dzii, jesli na czekoladkę mówi nionio to właśnie to jest jedno słowo

Mar

22.02.2016 21:50

Według podręczników tak jest- 2 lata 200 słów. Ale to tylko teoria. U dwulatka, zwłaszcza chłopca, nie trzeba się tak szybko denerwowac:) Mój syn ma 24 miesiące. Mówi od niedawna, na swoje urodziny potrafił powiedzieć poniżej 50 słów, teraz mówi niezliczoną ilość:) codziennie nowe:)

Kat

22.02.2016 21:58

Akcja sie nazywała „2 słowa na 2 lata to o 200 słów za mało”

Paulina

22.02.2016 22:01

Dziewczyny już odpowiedziały, dzięki :) słuszna uwaga, że czasem my dorośli za słowo nie bierzemy czegoś co nim jest w „slangu” dziecięcym np. koko jako kura :) itd.
Niemniej jeśli masz wątpliwości to warto się skonsultować. Dzieci są bardzo różne, widzę po swoich chociażby :)

Anonim

05.03.2016 15:11

Nie przejmuj się mówieniem. Nasz synek świetnie komunikował się na Bobomigi i mówił tylko kilka słów mając 2,5 roku. Wtedy to też zaczął chodzić do przedszkola, a w domu z dnia na dzień zaczął sam z siebie powtarzać po mnie słowa lub samemu wypowiadać nowe. Teraz mówi już całymi zdaniami (w maju kończy 3 lata). Mamy z mężem taką teorię, że jak zobaczył w przedszkolu, że go nie rozumieją, to pchnęło go to do mówienia :)

U nas niestety nie pomaga metoda wyboru, najczęstszą odpowiedzią jest „nic” stosowane do wszelkiego rodzaju pytań z wyborem. Ake próbuje uparcie, może jak mały troszkę podrośnie to pójdzie nam lepiej.

Paulina

22.02.2016 22:39

To może wybór metoda numer 2? :) z szukaniem rozwiązania? :) a cierpliwość na pewno przynosi efekty :) powodzenia

Joanna Ślęczka

22.02.2016 21:32 Odpowiedz

Ja tak zapytam z innej beczki: kiedy można się spodziewać postu o odpieluchowaniu malca:)?

Domowa.tv

22.02.2016 21:41

:) będę się starać :) tym bardziej, że przy młodszym to zupełnie inaczej wygląda :)

„część z was na pewno dopatrzy się tutaj metody Montessori.”
haha! pewnie, ze sie dopatrzylam:)
Jest jeszcze jedna metoda, ktorej nauczylam sie mieszkajac w De i pracujac wu w przedszkolu… kolezanka podsunela mi ksiazki swietnego duńskiego terapeuty: Jesper Juul- polecam! wiem, ze niektore jego ksiazki sa takze przetlumaczone juz na j. polski!
Niemniej kiedy dziecko nie chce, kiedy dajemy wybor warto powiedziec co (my=dorosli chcemy). Np. scenna rodzajowa:) rodzic odbiera dziecko z przedszkola i mowi do dziecka „idziemy do domu?” (a dziecko wlasnie buduje wieze z klockow…) Jedna kwestia jest uszanowanie jego pracy (sami nie lubi jak sie przerywa nam w pracy….) czyli mozna powiedziec „widze, ze budujesz wieze (jeszcze pracujesz), jak skonczysz chce pojsc z toba do domu” – tu oczywiscie moga pojawic sie „negocjacie dziecka”, ociaganie sie w budownie, zaczynanie nowej zabawy… itp….
Dlatego wazne jest aby rodzic zamiast powiedziec „idziemy do domu?” powiedzial „chce pojsc teraz z Toba do domu” i analogocznie nie mowic: „ubierz buty, bo idziemy do babci” tylko „chce abys teraz ubral buty”….
xxx
A co do NIE dzieci wiekszych i nastolatkow:)
pamietam ze szkolenia z taka jedna pania psycholog: jak wieksze (5 lat i wiecej) dziecko mowi „nie”, np. ze nie ma ochoty posprzatac np. rozsypanych zabawek.
To czesto sie pytam: czy bawiles sie Ty czy ja? Ale jak dziecko nadal sie upiera i tupie noga,ze NIE MA OCHOTY:)
To ta psycholozka mowila trzeba powiedziec: „mozesz to zrobi z OCHOTE lub bez”:)
tak na koniec z przymrużeniem oka: ale dziala:)

Paulina

22.02.2016 23:21

świetne z tą ochotą czy bez :D

Metody niezawodne mało tego kształtują u dziecka poczucie wlasnej wartosci…

Oprocz metody wyboru u naszego dwulatka dziala rowniez pozwalanie na samodzielnosc. Gdy np. nie chce zalozyc skarpetek czy spodni i z placzem ucieka mowie: jesli nie chcesz zebym ja ci je zalozyla to sprobuj zalozyc je sam. „Zosia Samosia” rozsiada sie na podlodze i usilnie stara sie zalozyc spodnie a ja cierpliwe czekam bez slowa, po chwili zmagan male oczka spogladaja na mnie, wtedy pytam: Moge ci teraz pomoc? Zawsze pozwala i wspolnie zakladamy spodnie bez placzu i uciekania;)

Dodaj komentarz: