Karmienie piersią – każdy ma swoją historię

Karmienie piersią – każdy ma swoją historię

Mało kto zna moją historię karmienia piersią, ale publikuję ją dla tych z Was, które karmią, karmić będą lub karmiły. Czyli w sumie dla każdego. Chyba każda z nas ma jakąś historię karmienia piersią, u jednych to było mega proste a u drugich to była walka o każdą kroplę mleka. Jak było u Was?

Zastanawiałam się czy opisywać czy nie historię karmienia piersią, bo z jednej strony to intymne, a z drugiej strony takie ludzkie. W końcu trafiłam na świetną serię na blogu Agaty – Hafiji. To seria Alma Mater, czyli historie karmienia piersią nadesłane przez różne dziewczyny. Poczytajcie, bo wiele jest wzruszających, motywujących i po prostu naszych. A dzisiaj moja historia karmienia piersią.

Każda mama wie co jest najlepsze, ale przede wszystkim każda mama chce wykarmić swoje dziecko. Za każdym karmieniem jest jakaś historia i nauczyło mnie to by nigdy nikogo nie oceniać za szybko.

Moja historia karmienia piersią

W zasadzie było dla mnie od początku całkiem naturalne, że będę karmić piersią. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie.

Po porodzie, jak tylko mogłam, to położna pomogła mi przystawić dziecko do piersi i w sumie załapaliśmy od razu, jak to działa :) I tutaj nie było z tym jakiegokolwiek problemu. Początki były mlekiem płynące. Co prawda ze względu na ból co któreś karmienie było w osłonkach, ale też nam świetnie szło. Potem odkryłam maść purelan, której nie trzeba zmywać, więc było cudnie po całość, normalnie mleko, cud, miód.

Po drodze co prawda miałam trzy zapalenia piersi, z drgawkami i innymi atrakcjami, ale karmiłam.

Problem był tylko taki, że maleństwo mega dużo płakało. Wiecie, każdy radzi: „a może za mało pokarmu”, „a może trzeba dokarmić” itd. Nie wiem czemu każdy płacz się zrzuca na głód, bo to bzdura! Teraz jestem już znacznie mądrzejsza i patrzę na to z perspektywy czasu, ale wtedy byłam mega skołowana. Bo skoro dziecko płacze, wszyscy mówią dokarm to przecież złą matką być głupio. Jakoś lepiej nie było, ale jedno karmienie początkowo co kilka dni (w kryzysie) a potem raz dziennie, było z butli.

Co do płaczu to teraz myślę, że to po prostu kwestia niedojrzałości, ale też zapamiętam na zawsze swoją przygodę z kawałkiem pizzy, na który się skusiłam. Teraz to mi się wydaje nawet zabawne, ale wtedy to był najgorszy wieczór z płaczem, a na pizze nie mogłam patrzeć jeszcze długo po skończeniu karmienia :)

Jednak nadszedł taki dzień, że dziecko odrzuciło pierś. Za skarby nie wiem czemu, ale nie chciało jeść. Zaczęłam odciągać. I w pewnym momencie wszystkie karmienia były odciągane. Pochłaniało to okropną ilość czasu, siły, nerwów. Byłam specem od maminego mleka i dobrze wiedziałam ile i jak odciągać itd. Ale wierzcie mi miewałam dość. Mroziłam trochę, ale reszta była zjadane na bieżąco.

Wszędzie trafiałam na informacje, że podtrzymywanie laktacji za pomocą laktatora nie wyjdzie, że mleko zaniknie itd. Ale determinacja robi swoje. Tak „bawiliśmy” się dwa miesiące. I zapewniam Was, że bliskość była ogromna. Niby z butelki a moje i co więcej bez dokarmiania sztucznym. Niestety z mega zmęczeniem z mojej strony.

I któregoś dnia z tego zmęczenia podgrzałam za mało mleko a maluch uznał, że tak być nie może, zbuntował się i… zaczął ssać mleko przez koszulkę. Jakkolwiek zabawnie to nie brzmi w jednej chwili wróciliśmy do „normalnego” karmienia piersią :) Profilaktycznie robiąc zapasy.

Niestety podając z butli miałam dokładną kontrolę ile dziecko zjada a z piersi nie do końca. Dodatkowo dziecko uznało, że trzeba nadrobić zaległy czas i szczególnie w nocy może jeść częściej. I wierzcie mi, że po 20 pobudce w nocy ma się dość. Teraz, jak to piszę wydaje mi się, że bym inaczej to rozegrała, ale wtedy padałam na twarz. Nie pomagała wieczorna kasza (bo tę zaczęliśmy wprowadzać), ani woda, ani absolutnie nic. Pokarmu zaczęło ubywać, a ja byłam zmęczona. Na noc zaczęłam wprowadzać sztuczne. Poczułam w tym momencie ulgę. Pobudki były już tylko trzy razy w nocy i było świetnie. A za dnia mleko mamy. Moje mityczne pół roku, które ustaliłam sobie w tej walce właśnie się spełniło i w sumie zaczęliśmy odstawianie.

I w sumie to mógłby być koniec tej historii, ale nie jest. Dziecko złapało rotawirusa, wyglądało to strasznie. Wymiotowało po każdym sztucznym mleku (naprawdę mieliśmy kilkanaście różnych). I nie wiem jaką siłą, najpewniej miłości, po prostu wskrzesiłam laktację. Z jednego karmienia, które zostało, nagle wróciliśmy do pełnego zestawu. Dziecko nie wymiotowało i wróciło do zdrowia w tak szybkim tempie, że nikt nie mógł w to uwierzyć. I wtedy poczułam tę magię mleka mamy. I wiem, że jest po prostu najlepsze dla dziecka. Kropka.

Jak już dziecko wyzdrowiało, wszystko wróciło do normy to mnie totalnie powaliło. W ruch poszły mocniejsze leki i  skończyła się nasza mleczna droga. Niecałe 7mc, długo i krótko. Czułam też, że organizm musi odpocząć przed kolejną ciążą, którą planowaliśmy. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się bez takich przebojów, że może będzie łatwiej, dłużej, lżej.

Co powinniście wynieść z tej historii? Po prostu nie dajcie sobie nic wmówić. Wiem, że wiele rad jest szczerych, ale niekiedy można od nich zwariować. Bez względu na to jaką drogę wybierzecie nie dajcie sobie wmówić, że robicie źle. Mleko mamy jest najlepsze i kierujcie się sercem. Jakkolwiek patetycznie to nie brzmi ♥ Buziak.

A jaka jest Wasz historia karmienia piersią?

Komentarze:

  • Justyna Kowalska
  • Odpowiedz

Pierwszego synka (obecnie 5cio letni) karmiłam do 8 miesiąca (na szczęście sam przestał) w ogóle nie tolerował mleka modyfikowanego, a drugiego jeszcze karmię, a ma prawie 5 miesięcy i zobaczę jak długo będzie chciał jeść mleczko z piersi :)
I chociaż przechodzę teraz ospę to i tak nie przestałam karmić synka, zawsze to lepiej dla dziecka bo w pokarmie ma naturalne przeciw ciała :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Justyna super, trzymam kciuki!

  • Monika

A ja wychodząc ze szpitala „tryskałam” z jednej piersi kilkoma kropelkami mleka… W drugiej susza… Dziś po 3 miesiącach ciężkiej walki( z sobą, z dobrymi radami, z mężem i na samym końcu z dzieckiem) mogę powiedzieć, że cyc zwyciężył… Pierwsze 2 miesiące były najgorsze… Ale powtarzałam sobie cały czas dziś dokarmię 2 razy sztucznym, za tydzień raz, a za 3 tygodnie dokarmię swoim… Tylko po dziś dzień robię zapasy w lodówce „na gorszy dzień”, które wylewam…

Paulinko, przeczytalam Twoja historie jednym tchem! Podziwiam Ciebie i Twoje zdeterminowanie! Naprawde jestes super mama:-*

Paulina Stępień
  • Paulina

Mariolka dziękuję za ciepłe słowa :)

Ja nadal karmię,a synek ma 16 miesięcy i na razie nie myślę o odstawieniu bo widzę jak on tego bardzo potrzebuje.Skoro mogę go karmić,nie będę dla własnej wygody rezygnować z karmienia piersią.Owszem,jest to jakieś „uwiazanie”ale przecież będąc matką juz na zawsze jesteśmy związane z dzieckiem,w jakim kolwiek tego slowa znaczeniu.Ja wychodze z zalozenia,ze to ja jestem dla dziecka i oddaję mu sie całkowicie.Skoro chce byc jeszcze karmiony piersią,to nie zabronię mu tego,co sam przecież spowodowal:)

  • Agnieszka Rokosz
  • Odpowiedz

Fajna pouczająca historia pozdrawiam

  • Ewelina Szymońska
  • Odpowiedz

Ja karmię już 6 miesięcy, jestem zadowolona, że wytrwałam a nie było lekko! Najpierw nie umieliśmy sobie poradzić i karmiłam przez kapturki.Potem jak udało się z nich zrezygnować, pękł mi sutek, ból nieziemski! Doszedł jeszcze zatkany kanalik, znowu ból, pierś twarda jakby był w niej kamień… Na szczęście przeżyliśmy i to a ja nadal karmię :) Jest to super wygodne, najzdrowsze i bardzo miłe uczucie :) Chciałam dodać, żeby nie dołować tych mam, które nie karmiły bo pewnie i tak czuły presję a karmienie na prawdę nie jest łatwe.

  • Aneta

Normalnie jakbym o sobie czytała :-) Karmię już 6 miesięcy, ale też nie było łatwo… najpierw mała nie umiała chwycić piersi, później chwytała ją źle, jakiś czas używałam kapturków, przechodziłam zapalenia piersi i nawały mleczne… brałam z tego powodu leki bo było już na prawde źle ale nie poddałam się i od 3 mż córci jest bosko!!! i nie zamierzam przestać jej karmic jeszcze conajmniej kolejnych 6 miesięcy, bo to super uczucie, super bliskość i świadomość ze daję mojemu dziecku to co najlepsze jest cudowna :-) i przyznaję ze karmienie wcale nie jest łatwe… przynajmniej jego początki :-)

  • Joanna Wiśniewska
  • Odpowiedz

Twierdzę i zawsze twierdzic będę, że jesli chodzi o karmienie piersią to jestem szczęściarą, a właściwie jesteśmy, dzieci i ja. 5-letniego dzis synka karmiłam 18 miesięcy, a córcię 15. Oboje przy pierwszym podaniu „cyca” załapali o co chodzi. zresztą natura obdarzyała mnie „sutkami-smoczkami” (cytuję jedną z położnych). Nie mam pojęcia co to jest zapalenie piersi. Z wygody spałam z dziećmi, żeby miały łatwiejszy dostęp, dzięki czemu w miarę się wysypiałam. Kolek nie mieliśmy, dzieci bezproblemowo odstawione. Ot i cała historia. Każdej mamie takiej zyczę.

Paulina Stępień
  • Paulina

Joanna to i ja każdej mamie tak życzę, fantastycznie, że są historie z sukcesem, super! :)

  • Aneta

oooo no ja tak kolorowo nie miałam jak napisałam wyżej, ale kolek u córci też nie mieliśmy na szczęście… z pierwszym synem jednak nie było tak kolorowo i były kolki i szybkie odstawienie od piersi (czego żałuję do dziś ze uległam presji otoczenia…)

Ja karmię już prawie 3 latka i też gdyby nie moja kochana teściowa pewnie podawałabym jej mleko zwykłe bo moja mama jak tylko słyszała płacz dziecka gdy było jeszcze małe mówiła daj jej z butli sztuczne bo ona się nie najada :( nawet dowiedziałam się że głodziłam dziecko a przecież córeczka idealnie przybierała na wadze i mniej chorowała dzięki cudownej odporności po mamusinym mleczku :) Teraz powoli już odstawiam w dzień ale trafił mi się prawdziwy „cycocholik” ;p Nie dajcie sobie wmówić że płacz dziecka oznacza głód bo dziecko wypija tyle mleka ile potrzebuje i może je jeść częściej bo ono szybciej przelatuje ale na pewno nie jest głodne. Dzieci płaczą z różnych przyczyn: kolki, zmęczenie, ząbkowanie czy nawet mokra pielucha a najgorsze co może być to na każdy płacz dziecka wpychanie do ust butli z mlekiem. Ja miło wspominam nasze karmienie – mleko zawsze ciepłe i pod ręką. Jedynym minusem może być to że przez 3 lata nie przespałyśmy jeszcze całej nocki bo córeczka budzi się średnio co 2-3 godziny – teraz już przesypia ok 4-5 godzin ale i tak warto.

  • dzastina

No ja na szczęście tez nie dalam sobie wmówić,ze dziecko sie nie najadą i trzeba go dokarmiać sztucznym.Moj synek poczatkowo „wisiał”,jak to sie często mówi,na cycu prawie non stop,a to dlatego ze trafil sie mi niezły przytulaczek.

  • asia

U mnie tylko teściowa mówiła że mam karmić tylko piersią że ona się nadaja i tylko ona wspierała mnie w tym karmieniu a wiecie co jest najśmieszniejsze że kiedy miałam ponad 20 lat to mówiłam ” w życiu nie będę karmiła piersią” i nie mogłam nawet patrzeć na fotki karmiących mam a teraz nie wyobrażam sobie maleńkiej bez cycusia. Już po urodzeniu od razu dałam jej pierś i nie mogłam się napatrzeć jak mój aniołek pije a potem zasypia wtulone w cycusia :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Asia to podziwiam, bo nie ukrywam, że dla mnie te nieprzespane noce są dość męczące ;)
Ale fajnie dziewczyny, że trafiłyście na wsparcie, bo jak widać to szalenie ważne!

  • Ala Sobasik-Binkowska
  • Odpowiedz

Moja Olka skończyła 2 latka i nawet nie myśli przestać ssac moja pierś. Od początku nie zabrała żadnej butelki do ust ani smoczka. Nawet teraz potrafi jeszcze w nocy ssac. Z jednej strony chciałabym aby skończyła ale nie mam sumienia jej odmówić:-(

Eh…. u mnie było troszkę gorzej. Przed narodzeniem synka też stwierdziłam,ze będę karmić piersią, zawsze pod ręką z odpowiednią temperaturą cóż więcej chcieć. Tak więc synio się urodził i jak mnie już do niego dowieziono ( rodziłam przez CC) od razu został przystawiony do cucusia. Załapał w moment, ssał pięknie, pobudek w domku też wiele nie było bo trzy w nocy. Wydawać by się mogło,że wszystko jest cudnie,ale po jakimś czasie po mimo dość ścisłej diety synek zaczął mieć wysypkę, na twarzy,pod kolankami i w zgięciach łokci. Strasznie płakał, widać było,że go swędzi i mu przeszkadza. Do tego prawie nie przybierał na wadze….Więc lekarz,jeden,drugi,trzeci… nic nie działa, maści, kropelki i bardzo bardzo ścisła dieta, mój organizm był do tego stopnia wycieńczony,że włosy wypadały mi garściami a zęby się kruszyły. Walczyłam dalej. W końcu znaleźliśmy odpowiedniego lekarza który zrobił potrzebne badania, okazała się,że synek uczulony jest na wszystkie rodzaje białek mleka i laktozę. Kazał odstawić pierś, i zastąpić ją preparatem mlekozastępczym. Na nic były tłumaczenia mojego męża,że tak będzie lepiej dla dziecka no i dla mojego zdrowia, przepłakałam kilka dni ciągle szlochając,że nie dość,że nie potrafiłam dziecka urodzić to teraz nawet nie potrafię go nakarmić… O jej,było bardzo ciężko… Teraz z perspektywy czasu i badań synka w późniejszym czasie wiem,że nie można było inaczej, chociaż czasem dalej mi smutno,że Nasza przygoda z cycusiem tak szybko się skończyła… Bartuś na początku stycznia skończył 2 latka. Do roku i czterech miesięcy karmiony był NUTRAMIGENEM, później BEBILONEM PEPTI ( Oba mleka na receptę). Na całe szczęście już jest dobrze,oczywiście dalej musimy uważać ale wiadomo,że dieta dwulatka jest już znacznie bogatsza…. Dodam jeszcze,że oczywiście ta alergia nie wzięła się synkowi „z nieba” ma to po mamusi… Tylko,że ja uczulona jestem na gluten,ryż,cytrusy,cebulę i czosnek. Za każdym razem kiedy zjem coś „niedozwolonego” jestem spuchnięta jak balon i cała w wysypce..

  • asia

Moja córeczka też w ok 2 miesiącu dostała wysypkę i zaczęłam sama eliminować produkty – głównie białko sery mleka jogurty i po ok 2 miesiącach zaczęłam od nowa wprowadzać produkty mleczne i mała już się na nie udporniła a wysypka już nigdy nie wróciła.

  • Anita

U Nas niestety nie skutkowało… też eliminowałam, później na nowo wprowadzałam, później karmiłam mieszankami a laktacje podtrzymywałam ściągając mleko które potem mroziłam. Wszystko na próżno…

  • asia

Przykro mi ale proszę się nie martwić bo przecież wiele Mam nie może karmić piersiąc i nie są przecież gorsze a ich dzieci też są odporne – ważne jest że się próbuje.

  • Anita

dziękuję :) no u synka z odpornością różnie, ale pięknie się rozwija i to najważniejsze ! A wspólne chwile przy karmieniu zamieniliśmy na wspólne czytanie i oglądanie bajek, malowanie, kolorowanie, przytulanie,przygotowywanie posiłków :) Może przy drugim będzie lepiej.

  • asia

Ważne jest żebyś próbowała i jeśli pojawi się wysypka to wyeliminuj produkty – ja wówczas jadłam niewiele mleko sojowe i może drzemy dokładnie nie pamiętam ale nie było tego wiele i małej wysypka zaczęła schodzić i wtedy pojedynczo wprowadzałam np. ser potem po tygodniu mleko itd. ale czasami i to może nie pomóc i trzeba będzie przejść na sztuczne. Ważne jest tak jak piszesz by utrzymywać bliskość z dzieckiem :) POzdrawiam Asia

  • Anita

Asia dziekuje za cieplo slowa ! Bede probowac ! Na pewno ! Pozdrawiam !

  • Magda

Anito,
To że urodziłaś przez cesarskie cięcie nie znaczy, że „nie potrafiłaś urodzić dziecka”, nie można tak myśleć.

Pięknie. W karmieniu piersią jest moc. W każdej z nas jest moc. :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Bardzo ładnie napisane :)

  • Joanna Puszkarek
  • Odpowiedz

Ja karmię prawie 3 latka :)

dziękuje za ten wpis:) ja synka karmiłam 15m-cy:) udało się,ale też nie było łatwo…teściowa i wszystkie siostry męża próbowały mi wmówić właśnie na każdy płacz dziecka,że na pewno mam mało pokarmu…w nocy jak miał 4, 5 m-cy i mówiłam,że budzi się co 3-4godz.to też twierdziły,że na pewno jest głodny i mam mało pokarmu bo ich dzieci od trzech m-cy przesypiały całą noc…pamiętam jak miał pół roku i coś tam teściowa z siostrą męża właśnie pow o tym dokarmianiu żeby mu butelkę dać, oj nie pamiętam dokładnie jak to było,ale tak się zdenerwowałam i nie wytrzymałam już i w sumie pow, że to jest moje dziecko, jestem z nim 24h na dobę i to ja wiem najlepiej czego ono potrzebuje- o jeju, jak wtedy na mnie naskoczyli…teściowa to chyba z 2tyg.ze mną nie rozmawiała, ale przecież nie myślałam ich przepraszać… bo niby za co?! potem jak był już starszy, koło roku to też nie mogły znieść,że jeszcze go karmię (chociaż jadł już inne posiłki) bo on przecież taki duży…pamiętam,że już pod koniec to nic nie mówiłam,że karmię bo zaraz by mi mówiły,że jak mogę takiego „chłopa do cyca przystawiać”, i teraz jak o tym myślę to…wydaje mi się,że gdyby nie one to być może dalej bym karmiła synka (dzisiaj ma 2 i pól roku)
na szczęście ogromne wsparcie miałam w mojej mamie i uwaga- w moim tacie i rzecz jasna w mężu:) gdyby nie oni to nie wiem jak bym to wszystko przetrwała…

  • Agusia

Jolu gratuluję!!! Bardzo dobrze, że się nie dałaś. Tak to już jest z naszymi teściowymi (nie wiem czy to zazdrość). Trzeba słuchać tylko własnej intuicji, my mamy wiemy co jest najlepsze dla naszego Maluszka!

  • Ewelina Magdalena Paciepnik
  • Odpowiedz

Cos pieknego karmienie piersia po pierwsze bliskosc dziecka czucie jego oddechu na poczatku sie wzruszalam nawet pomimo popekanych sutkow teraz juz 6 miesiecy ponad i nadal uwazam ze to niezla wygoda bo corka narazie nic procz cycka nie chce zasypia tez przy nim i budzi sie tez przy niektorzy pomysla ze to zle tak przyzwyczjac ale ja jestem tak szczesliwa ciesze sie ze zamiast smoczka i butelki ma mnie

  • Agata Bogusiewicz
  • Odpowiedz

Ja karmilam miesiąc. Moja córcia wogole sie nie najadala, byla wiecznie głodna wiec i tak dokarmialam ja przez ten miesiąc butelką. Po miesiącu razem z ojcem doszliśmy do wniosku ze tak będzie najlepiej. Absolutnie nie żałuję. Zosia ma półtora roku i życzę każdemu żeby jego dziecko rozwijało sie tak jak moje. Żadnych problemów zdrowotnych, żadnych kolek i pięknie przespane noce. Musze przyznać ze z perspektywy czasu widzę jaka jest nagonka na matki karmiące mlekiem modyfikowanym. Nikt sie nawet nie zastanawia jakie sa tego przyczyny. A juz nie daj bóg jak któraś powie ze po prostu nie chce… cos strasznego

  • Anonim

Agatko! W tej dyskusji jestes jedynym glosem rozsadku. Terror laktacyjny jest nie do zniesienia a ponadto nie kazdy traktuje karmienia jak ceremoni i boskiego przezycia! A kobiety mowisce ze ich 3 letnie dzieciaczki kochaja cycusia i nie ma serca przestac ich karmic… Nie mam na to komentarza…

Witam serdecznie :) jeżeli chodzi o moją historie karmienia .. to nie miała dobrego zakończenia. chciałam karmić córeczkę ale nie było to możliwe gdyż zrobiło mi się ogromne zapalenie ból nie do opisania wolałabym rodzić niż karmić cóż każda kobieta znosi to inaczej nic mi nie pomagało.. żadne metody.. płakałam z bólu i ze smutku że nie mogę karmić że jestem złą matką czułam się podle trwało to jakiś czas nie dawałam sobie rady z tym dopiero po jakiś czasie podjęliśmy decyzję razem z mężem że będziemy kupować mleko . Laktacja u mnie sama zanikła ale nie ukrywam że było mi lżej, przespane noce itd. choć do tej pory zazdroszczę innym mamom że karmiły dzieci a ja nie. Choć teraz z perspektywy czasu wiem że nie każda mama ma możliwość karmienia , bo wiadomo każda ma inne możliwości.Ale karmienie dziecka gotowym mlekiem nie wpłynęło jakoś znacząco na jego rozwój .Wiem też że mleko mamy jest 100 razy lepsze od tych proszków ale jeżeli nie ma innej możliwości trzeba sięgnąć i po taką jaką mamy.Myślę że każda z nas jest sama decyduje co jest najlepsze dla dziecka niestety zdarzają się takie sytuacje że nie wszystko da się pogodzić. Szczerze podziwiam te mamy co mimo przeciwności losu karmiły i karmią serdecznie pozdrawiam:)

Mój termin porodu przypada za 24dni. Niestety już teraz wiem, że nawet nie będziemy próbować karmić piersią. Przyjmuję leki przeciwpadaczkowe, które przenikają do mleka matki, a skutki uboczne leku mogą być obserwowane u maleństwa. Po dwóch konsultacjach stwierdziliśmy, że nie chcemy dłużej narażać naszego maleństwa na działanie leków (zwłaszcza, że przez całą ciążę był narażony na ich działanie), w tym wypadku korzyść z karmienia nie jest zbyt duża. Zobaczymy jak nam to wyjdzie. Jak na razie wie o naszym planie tylko moja mama. Rodzina męża nawet nie wie, że choruję…

  • agunia bunia

Jestem z Tobą! Wiem, że łatwo tak pisać, ale nie obwiniaj się. Ja karmiłam moją córkę tylko przez 2 tyg. i bardzo wiele nerwów, łez mnie to kosztowało. Teraz patrząc z perspektywy czasu, że nie byo to potrzebne. Wmówiłam sobie, że to moja wina (choć wcale tak nie było) i jestem gorszą matką niż inne. Wiem, że się martwisz, ale uwierz mi teraz są takie cudowne mleka, nawet dla alergików… Wiem, że chciałabyś piersią, ale zobaczysz będzie dobrze. Będziesz dobrą mamą :-)

  • A......

Agunia Bunia ja się nie obwiniam. Po prostu wybraliśmy to co w tym wypadku będzie lepsze dla maleństwa. Czasami jest inaczej niż by się chciało czy planowało. Najważniejsze żeby synuś nie był głodny a czy nakarmię go piersią czy sztucznym mlekiem to już sprawa drugorzędna. Wolę dać mu sztuczne zdrowe mleko niż moje z piersi nafaszerowane lekami. I wcale nie uważam, że będę przez to gorszą matką. Wiadomo że jak bym nie brała leków to karmiłabym piersią ale w tym wypadku, cóż…

Pierwsze spotkanie z Jankiem zaczęło się naturalnie, piękny poród wspomagany jedynie dolarganem;-). W otępieniu, gdy położyli mi go na brzuchu, powiedziałam „mój, nie oddam”, ale szybko musiałam się z nim pożegnać, bo zmasakrował trochę łożysko i dostałam drzemkę w gratisie. Po około 2h, pozwolono, aby mój mąż i jeszcze bardziej mój Janek do mnie weszli i od razu przystawiłam go do piersi. Już on wiedział co robić. W szpitalu tylko nie bardzo wiedzieli, że dziecko może spaść o 10%masy urodzeniowej, i bardzo szybko wepchnęli butlę w naszą pięknie rozpoczętą relację, aby nie musieć nas trzymać choćby dnia dłużej w szpitalu. I wtedy moje dziecko ostatni raz widziało mm wprost. Kolejna próba podania kaszki na mm skończyła się całą czerwoną buzią i czasową alergią także na gluten;-). W ten oto sposób wbrew komentarzom życzliwych karmimy się już ponad 1.5roku i nam z tym dobrze;-). Przy następnym porodzie na pewno wybiorę szpital bardziej przyjazny karmieniu piersią. Pozdrawiam

Twoja historia jest mocno dramatyczna, ale wydaje mi się, że za każdą kobietą idzie dramat o różnej skali w tej dziedzinie. Z moim karmieniem piersią również nie było lekko, a nawet bardzo trudno. Miałam poród powikłany, wielogodzinny zakończony cesarką praktycznie w ostatniej chwili, po czym na dobę trafiłam na OIOM, a dziecko do inkubatora. Nie było położenia dziecka na moim brzuchu, nie było „skóra do skóry”, wyciągnęli synka z brzucha, pokazali stópkę w betach i zabrali maleństwo. Pierwsze mleko jakie dostał to była mieszanka. Dostałam dziecko dopiero na drugi dzień. Po tak długiej przerwie od porodu pokarmu praktycznie nie miałam, ale walczyłam. Przystawiałam dziecko bardzo często wiedząc, że noworodkowi wystarczy parę kropel, i więcej nie było, bo po cesarce najpierw ścisła głodówka, potem następne dwa dni kleik ryżowy na wodzie 3x dziennie, nie było z czego tego mleka produkować. Ale nie poddawałam się. W szpitalu dokarmiałam mieszanką z kieliszka, ale po powrocie do domu tylko pierś. O takie karmienie trwała walka równe 13 miesięcy. Próbowałam wszystkiego. I laktator szedł w ruch, ale z mizernym skutkiem. I migdały (podobno pobudzają laktację) jadłam garściami i herbatki laktacyjne, cuda wianki, ale dzięki tym zabiegom kilka miesięcy udało się karmić dziecko wyłącznie piersią. Ale byłam zbyt wyczerpana, by ciągnąć tę gehennę dalej, więc około 3-4 miesiąca zaczęłam dokarmiać mieszanką i dopiero mogliśmy doświadczyć jakiegokolwiek rytmu, bo na samej piersi to było karmienie co 10 minut. Zatem od tego momentu karmiłam na przemian, trochę piersią, trochę butelką i tak dotrwaliśmy do 13 miesiąca, kiedy to dziecko odrzuciło pierś z dnia na dzień i skończyła się przygoda z laktacją. Nie bez szoku z mojej strony, bo na takie raptowne odrzucenie nie byłam przygotowana.
Z perspektywy czasu dostrzegam, że choć karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka, to bywają sytuacje, że kosztuje to za wiele zdrowia wszystkich wokół. Być może po tak niefortunnym porodzie został przeoczony ten moment, kiedy najlepiej „włączyć laktację” i potem było tak strasznie ciężko, byłam tak obolała, tak zestresowana i dziecko tak rozkrzyczane, że z obecną świadomością zrezygnowałabym z karmienia piersią, żeby oszczędzić właśnie nam wszystkim cierpienia, którym okupiona była walka o karmienie piersią.

Uważam, że nie ma nic piękniejszego niż karmienie piersią. To cudowny dar natury :-) Moje początki z karmieniem też nie były łatwe – najpierw przez 2 dni nie mogłyśmy się z córeczką nauczyć, a po jakimś miesiącu karmienia, miałam tyle pokarmu, że malutka się nim „zalewała”. To było straszne widzieć jak takie maleństwo krzyczy podczas jedzenia bo nie radzi sobie z połykaniem takiej dużej ilości mleka. Miałam wyrzuty sumienia, że ją krzywdzę. Przeczytałam później że w takich sytuacjach trzeba najpierw odciągnąć ok 20ml mleka i dopiero potem przystawić maluszka do cycusia i to najlepiej w pozycji „spod pachy” aby utrudnić trochę mimowolny wypływ. Tak też zaczęłam robić. I po jakichś 3 tygodniach wszystko zaczęło się samo stabilizować. Zarówno mój ukochany mąż jak i moja siostra bardzo mnie w tym okresie wspierali i to głównie dzięki nim karmię piersią do tej pory. Moja córcia ma już 3,5 miesiąca i widok patrzących na mnie kochających oczek w chwili karmienia wynagradza cały stres tamtych chwil jak również utwierdza w przekonaniu, że macierzyństwo to cudowna i nierozerwalna więź. Jestem super szczęśliwa, że się wtedy nie poddałam, a byłam już o krok od podjęcia decyzji o karmieniu sztucznym.

Drogie Mamy, walczcie o karmienie piersią i nie poddawajcie się.

Czytałam te historie i nasuwa mi się jedna myśl.W kobietach jest duuuzo siły. Moja młoda ssała dosłownie minute a poźniej zasypiała.Nie pomagało nic,spała i tyle, przesypiała głód.Nie przybierała na wadze, nic nie było w stanie jej dobudzić. Ja miałam baaardzo mało mleka,więc rozpoczełam walke z laktatorem. Musiałam poczatkowo robic do tak czesto i w specjalnych konfiguracjach, że w przerwach pomiedzy miałam moze 20 minut i znow dostawianie Julitki na minute, laktator i to samo. Ale udało się, karmiłam prawie 7 miesięcy i pomimo,iz w pierwszym miesiącu kazdy mi mowił, że mam tak mało mleka,ze szkoda na to czasu,moich nieprzespanych nocy,ja walczyłam,a młoda na tym skorzystała. Są nawet z takiej formy plusy – kontrola ilości mleka i to, że gdy laktacja już hula, w nocy moze wstac tatus:) Nie wolno sie poddawac,nawet mimo tego,że obecnie,gdy słysze dzwięk medeli dostaje gesiej skórki- było warto:)

Super, ze poruszyłaś ten temat. Póki co karmie młodego 4 miesiące i mam nadzieję, że uda mi się jak najdłużej – problemów większych póki co nie było, mały ładnie ssie, przybiera na wadze, ale podobnie jak u Ciebie Paulinko, kiedy pojawiała się dłuższa histeria dziecka od innych z rodzinki (szczególnie starszej daty;) słyszałam, ze dziecko jest głodne i trzeba dać butle. Na szczęście uparłam się z mężem, że to nasze dziecko i my znamy je najlepiej i butli nie podaliśmy. Każdy ma lepsze i gorsze dni, niemowlę też ma do tego prawo. Grunt to się nie poddawać i nie dać sobie czegoś wmawiać. Pozdrawiam.

Mojego synka (aktualnie ma prawie 4 lata) karmiłam 18 miesięcy. Oczywiście początki nie były łatwe, pierwsze dni w szpitalu ok ale 5 doba to już była masakra. Nawał niesamowity, sutki popękane. Mimo, że smarowałam Bepanthenem. W dodatku synek wisiał na tym cycu non stop ale się nie dałam. Leżałam z nim i tylko kiedy chciał dawałam mu cycusia. Żaliłam się mamie, że ile to jeszcze może trwać te wiszenie, ale ona mówiła, żebym pokarmiła chociaż z pół roku. Nie było to ciągłe ssanie tylko przysypianie przy piersi.. Po prostu trafił mi się taki ssak, że głowa boli hehe. Ale minęło te pół roku i jak ręką odjął, karmienie co ok 3 godziny i tak już zostało. Spałam z Nim więc noc była w miarę przespana. Co prawda TŻ trochę furczał ale czego się nie robi dla dzieci ;) Minęło 18 miesięcy i nie miałam już siły, najgorsze są te karmienia nocne. Oskar chciał ssać całą noc i powiedziałam dość. 3 noce nieprzespane ale później już było z górki ;)
Teraz córeczkę karmię już 8 miesięcy i też chcę mniej więcej tyle karmić co synka. Początki były łatwiejsze. Żadnego nawału nie miałam, maści nie musiałam stosować. Myślę, że to za sprawą próby wywołania porodu. Byłam już po terminie i chciałam wywołać skurcze. Masowałam sutki przez prawie 2 tyg ale to nic nie dało. Poród musiałam mieć wywołany oksytocyną. Ale jeden plus był taki że sutki już przyzwyczaiły się do tarmoszenia ;p Córka przez 2 miesiące wisiała non stop na cycu ale później już co 3 godzinki ;) Oczywiście pierwsze 2 miechy docinki teściów, że mam za mało pokarmu, że za słaby, że może kupić Bebiko chociaż z małej jest niezły Pulpecik. Ale się nie dałam :)
Paulinko życzę Ci powodzenia! Szybkiego rozwiązania i udanego karmienia piersią! Całuski dla Waszej rodzinki! Podziwiam Twoje zaangażowanie w karmienie córeczki. Nie wiem czy bym podołała. Laktator to moja zmora! GRATULUJĘ JESTEŚ WSPANIAŁĄ MAMĄ!

Karmiłam synka 11 miesięcy. Od razu poszlo gladko ale nigdy nie zapomne 4 doby po porodzie i mojega mega nawału mlecznego. lato 30 stopni w cieniu, moje piersi jak arbuzy, ja obolala po cesarce i odciaganie pokarmu – bol nie do zniesienia.Plakalam cala noc ale stwierdzilam, ze dla tego malenstwa zrobie wszystko.Musiałam na nowo poznać swoje ciało, nauczyc sie troche cierpliwosci i pozniej bylo nam cudownie tak prawie rok patrzec sobie gleboko w oczy z miloscia przy kazdym karmieniu.Pod koniec karmilam coraz rzadziej, az pewnego dnia po prostu nie dostal cyca i nawet tego nie zauwazyl specjalnie. A jako ze nie chcial nigdy butelki (probowalismy dokarmiac na noc sztucznym mlekiem ale bez powodzenia) to od razu przeszlismy na lyzeczke i niekapek. Za pare miesiecy przyjdzie na swiat drugi synek i mam nadzieje, ze tez bede go karmic conajmniej do 8 miesiaca. Jeżeli jest taka możliwość (bo historie sa rozne i staram sie nie oceniac), to mleko mamy to najlepsze co mozna takiemu bobasowi dac na poczatku jego zycia :)
Zycze powodzenia przy drugim dzidziusiu!

A jesli chodzi o odciaganie, to podziwiam Cie za determinacje. My sie z laktatorem jakos nie moglismy dogadac i nasz znajomosc zakonczyla sie bardzo szybko. Draznilo mnie to i nie mialam do tego cierpliwosci. Czasem chcialam odciagnac troche pokarmu na dluzszy wypad z domu ale szybko sie poddalam i po prostu nauczylam sie karmic w miejscach publicznych, starajac sie by to nikogo nie urazilo (w restauracji, na lawce w parku, w galeriach handlowych sa czasem specjalne pomieszczenia do tego itp.).Moze bylby to ciekawy temat do obgadania na blogu?

Paulina Stępień
  • Paulina

Kacha tak, świetny temat! karmienie publiczne bardzo fajnie, że to poruszyłaś, postaram się o taki wpis

  • enyya13

…… odciąganie mleka mam już opanowane do perfekcji!! Świetny temat do rozmowy!!
Ponieważ mam bardzo małe piersi i wklęsłe brodawki, bardzo szybko doszłam do wniosku, że odciąganie mleka i podawanie go z butelki jest dla mnie jedynym rozwiązaniem aby karmić dzieci swoim mlekiem! Przystawianie ich do piersi mijało się z celem, co nawet laktacyjne potwierdziły :/
Pierwszego syna (obecnie 4,5 lat) karmiłam odciąganym mlekiem równe 9 miesięcy (powrót do pracy zrobił swoje-chociaż przez 3 miesiące siedziałam w łazience w pracy i „jechałam z koksem” z coraz mniejszym rezultatem :/ ). Teraz drugi syn właśnie kończy 11 miesięcy i ja chyba już też pomału kończę ze ściąganiem („ileż można”).
Ściąganie mleka uważam za świetne rozwiązanie; wiem ile daje dziecku mleka, karmić może ktokolwiek z rodziny, a ja nie muszę się martwić jak tu „mogę wyjść” z domu! Po pierwszym synu, którego przez pierwszy miesiąc zdarzało mi się dokarmiać Bebilonem, miałam już opanowany system ściągania dla drugiego syna.
—Na początku ściągałam często tj co 3 godziny (również w nocy – ja ściągałam, mąż równocześnie karmił mlekiem ściągniętym wcześniej) najpierw systemem 7/5/3 a potem już ciągiem 15 minut na jednego cyca(n.c.) – 30 minut na jedno ściąganie.
—Po 4-5 miesiącach przedłużyłam przerwę ściągania w nocy do jednej pobudki, automatycznie wydłużając czas ściągania do 20 minut n.c. (4xdziennie)- 40 minut.
—Od ok 7 miesiąca ściągałam 3xdziennie po 30 minut n.c- godzina.
—od ok grudnia ściągam wieczorem i rano po 30 minut n.c.
Trochę to zajmuje czasu, ale chyba wolę to niż uwieszenie dziecka całymi dniami na sobie (na początku oczywiście) zwłaszcza, ze tak planuje ściąganie, kiedy syn śpi, a ja ściągam i czytam książkę lub oglądam np. film-zwłaszcza wieczorem :) . Przy drugim synu już nie dokarmiałam go w ogóle mlekiem modyfikowanym :) na szczęście swojego miałam i w sumie mam pod dostatkiem ;)
Oboje synowie są dużymi dziećmi ( 4,2kg i 4,5kg waga urodzeniowa) więc mleka też dużo potrafili wypić. Pamiętam jak młodszy miał 2 tygodnie i pił 120ml mleka. A koło 6 miesiąca potrafiłam ściągnąć całą butelkę 350ml mleka na raz!! Teraz jak jest już większy to oczywiście wszelkie kaszki i kleiki robię mu na moim mleku.
Jeśli chodzi o wszelkie zapalenia i nawały to też przeszłam je kilkakrotnie, ale to chyba nieuniknione :/

Dodam, że korzystałam tylko z LAKTATORÓW RĘCZNYCH (Avent)!! Według mnie są najlepsze, bo sama sobie reguluję siłę ssania i jego prace (np.ściągam gumę masującą). Miałam pożyczony elektryczny-Medeli, ale ewidentnie przy nim był spadek ilości mleka, a po odciąganiu dalej czułam że mam pełne piersi. Korzystając z ręcznego to mi się nie zdarzało!! Odciągałam do ostatniej kropli – dosłownie!
Życzę każdemu znalezienie swojego sposobu na naturalne karmienie, które jest na pewno najlepsze!!

Paulina Stępień
  • Paulina

Też uważam aventowy za najlepszy, ja potem dokupiłam silniczek, działa jak ręczny bo uczy się ruchów Twoich, moim zdaniem cudo :)

  • Monika

Właśnie, niektórzy patrzą z ironią jak karmisz dziecko publicznie, nie mówiąc już o facetach. Nie chodzi tu o rozbieranie się, zawsze przykrywałam pieluszką od góry swoją pierś i karmiłam. Ale tak jest to jakiś temat tabu.

U mnie karmienie piersią było bardzo trudne…………..
Te nieprzespane noce, ciągłe zmęczenie powodowały, że byłam po prostu nieprzytomna:) Ja karmiłam dziecko piersią przez 11 miesięcy.
Jeśli chodzi o laktator to bardzo pomógł !
Podziwiam w Tobie Paulino tą wytrwałość, gdyż walczyłaś i nie poddawałaś się!! No przecież matki robią to z miłości !!! ;D
Niemniej jednak myślę tak po prostu, że pokazałaś klasę i to inne mamy mogłyby brać z Ciebie przykład !. Taka kobieta to skarb!
Buziaki dla całej rodzinki!

Moje początki z karmieniem,nie były usłane różami.Po ciężkiej porodzie,która skończyła się cesarskim cięcięm.Nie miałam,od razu pokarmu.Moja córcia na 2 doby była zabierana,i przynoszona do mnie.Ale serce mi się krajało,jak słyszałam że jest głodna a ja nie mogę,mojemu kochanemu dziecku dać mleka.Oczywiście położne,ograniczały i wydzielały mleko:(.Wtedy mocno,się wzięłam w garść i zaczęłam przystawiać,moją kruszynkę.Plus jeszcze,pobudzałam pierś laktatorem.I udało się:)).Moją perełkę karmiłam nawet po operacji jaką przeszła.Przez tydzień ściągnełam tyle mleka jak była na oddziale.A ja przywoziłam zamrożony pokarm.Karmiłam córcie przez 15 miesięcy,i widzę same plusy.Nie chorowała,jest bardziej odporna.Został tylko jej,tik że czasami przez bluzkę chwyta rączką pierś;).Dlatego dziewczyny,nie poddawajcie się i próbujcie,przystawiać i karmić.Plusy dla dziecka,plus i dla kobiety bo macica się obkurcza,i szybciej dochodzisz do siebie:)

Karmię córcię od ponad roku, z tego powodu pękam z dumy i nie zamierzam przestać dopóki ona nie zrezygnuje :-) Pierwsze dziecko, synka -obecnie 6-latka -karmiłam tylko 4 miesiące. Miałam z nim „przeboje” tzn. kolki, refluks, słabe przybieranie na wadze i stąd też nasłuchałam się tysiąc „dobrych rad”. Niektórzy wręcz myśleli, że mu wydzielam porcje (odbieram pierś) lub celowo pomijam karmienia. Ja tego nie dźwignęłam psychicznie i się poddałam dla świętego spokoju otoczenia. Teraz tak to widzę po latach. Wówczas byłam sfrustrowana i zestresowana. Przestawiłam małego na mleko modyfikowane kupowane na receptę dopasowane przez lekarza na moja prośbę i w zasadzie taki był początek końca tamtej laktacji. Nikt mi nie odtąd nie mówił że, mały ma problemy bo może ja mam mało treściwe mleko, albo że może za słabo jem i dziecko nie ma z czego czerpać… Jak się zostaje pierwszy raz mamą to się jest przeważnie przewrażliwionym i też osaczanym przez inne matki tysiącami różnych komentarzy. Miały dobre intencje ale ja się czułam jak jakaś zła matka, z czasem poddałam się. A syn z problemów jak się okazało, musiał wyrosnąć bo z mlekami modyfikowanymi też były różne problemy. Taki był i już. Teraz jest zdrowym, żywiołowym chłopczykiem i z niczym nie ma problemu. A ja rok temu urodziłam córkę i od pierwszego przystawienia poszło nam rewelacyjnie i tak jest do dziś. Nie zamartwiam się tym czy mam dużo czy mało mleka czy treściwe czy nie i takie tam… ja po prostu ją przystawiam a ona je. Po prostu bez zastanowienia podaje jej pierś, jak w piosence ” prawy do lewego , lewy do prawego” ;-) Rok nam zleciał nie wiadomo kiedy, zdrowo i córcia super się rozwija. A o odrzuceniu piersi to nie ma mowy, tak mnie pilnuje. Jeszcze nie przespałam całej nocy od jej narodzin, wybudza się kilkakrotnie a chociażby po to by potrzymać w buzi pierś, przytulić się. Męczące?! Tak czasem na maksa. Ale dla mnie to rewelacja, spełnienie, uwielbiam to i tyle – sama jej na po pozwalam. Ta bliskość mnie raduje i odcinam się od „dobrych rad” że już starczy, czas ją odstawić bo są już takie podpowiedzi… Odpowiadam może i brzydko ale stanowczo: moje dziecko, moja sprawa, ja zadecyduję albo ona. Nie daję się tak stłamsić i osaczyć jak za pierwszym razem tylko w pełni upajam się tym momentem w życiu jakim jest macierzyństwo. Karmienie piersią to przywilej matki, piękny i drogocenny przywilej. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.

Moje bliźnięta niedawno skończyły 9 miesięcy i nadal je karmię mlekiem z piersi. Od urodzenia jest to jednak mleko z piersi odciągane i podawane butelką. Wiele godzin spędziłam z laktatorem, przez pierwszy miesiąc spałam po 1,5 godziny na dobę, bywało że zasypiałam przy odciąganiu. Ale nie żałuję ani chwili widząc jak rosną i się rozwijają. Na razie nie mam zamiaru kończyć karmienia :)

Paulinko mam ogromna prosbe..cY bylaby szansa na to abys zrobila post dotyczacy wybierania wozkow? czym nalezy sie kierowac? na co zwracac uwage? przyznam ze najbardziej na chwile obecna interesowalyby mnie wozki niemowlece (jestem w blizniaczej ciazy;)) z gory dziekuje i pozdrawiam goraco

  • dominika

agata. Mogę Ci powiedzieć z mojego doświadczenia, że wśród bliźniaczych wózków nie ma ideałów i niestety trzeba się z tym pogodzić. Ja osobiście mam wózek „obok siebie” – jest oczywiście szeroki i trzeba każdą trasę przemyśleć bo nie wszędzie sie zmieści. Wózki „jeden za drugim” się mieszczą w drzwi ale wada jest taka że gondolki są tak ułożone ze mama przeciętnego wzrostu (170cm) nie widzi dziecka bardziej z przodu (budka zasłania) – dla mnie to odpadało. No i takim wózkiem trudniej wjechać na krawężnik (trzeba dużo siły – próbowałam w sklepie). Gdybym teraz miała wybierać to wybierałbym po prostu wózek najlżejszy, ponieważ pchanie wózka, który (bez dzieci) waży 23 kg (+ dzieci 2x10kg) to już duży wysiłek – pod górę to męczarnia a z górki trzeba zbiegać, bo tak ciągnie w dół :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Agata tutaj pisałam ogólnie o wózkach głębokich, na pewno odradzam 3w1. Na bliźniaczych się nie znam, sama teraz jednak brałam pod rozwagę wózek bliźniaczy lub rok po roku, może zwróć uwagę na wózki jeden za drugim, bywają bardziej kompaktowe, zwrotne, bo nietety takim szerokim nie wszędzie wjedziesz :)

agata. Mogę Ci powiedzieć z mojego doświadczenia, że wśród bliźniaczych wózków nie ma ideałów i niestety trzeba się z tym pogodzić. Ja osobiście mam wózek „obok siebie” – jest oczywiście szeroki i trzeba każdą trasę przemyśleć bo nie wszędzie sie zmieści. Wózki „jeden za drugim” się mieszczą w drzwi ale wada jest taka że gondolki są tak ułożone ze mama przeciętnego wzrostu (170cm) nie widzi dziecka bardziej z przodu (budka zasłania) – dla mnie to odpadało. No i takim wózkiem trudniej wjechać na krawężnik (trzeba dużo siły – próbowałam w sklepie). Gdybym teraz miała wybierać to wybierałbym po prostu wózek najlżejszy, ponieważ pchanie wózka, który (bez dzieci) waży 23 kg (+ dzieci 2x10kg) to już duży wysiłek – pod górę to męczarnia a z górki trzeba zbiegać, bo tak ciągnie w dół :)

  • agata

dziekuje za odpowiedz;) mi siedzi w glowie wlasnie taki wozek ” obok siebie” ehh ciezka sprawa;) mam jeszcze troche czasu na szukanie;)) milego popoludnia

Ja karmilam tylko dwa miesiace, bo mialam depresje poporodowa i musze brac leki. Planuje za 5 miesiecy jak skoncze brac leki, wznowic laktacje. Bardzo o tym mysle, wiec moze dlatego po 2 miesiacach niekarmienia nadal mam troche pokarmu. Mam nadzieje, ze przystawiajac corcie w lipcu uda mi sie. Bez tego niestety czuje sie mama jedna noga, choc na szczescie depresja minela dzieki lekom.

Dziewczyny, zazdroszczę Wam, że tak długo karmiłyście piersią. Ja, obie córki karmiłam tylko 2 – 3 tygodnie. Starsza ciągle płakała, dzień i noc. Teraz wiem, ze to była kolka, ale wtedy ….Pierwsze dziecko, strach, zdenerwowanie. Po drugim porodzie, zimą, zachorowałam na grypę. Wylądowałam też w szpitalu z podejrzeniem choroby serca. Na szczęście dla mnie były to zaburzenia pracy serca spowodowane bardzo wysoką gorączką i prawie zerową ilością potasu w organizmie. Po powrocie za szybko się poddałam. Córka dostawała wysypkę i zaczęliśmy karmić ją Nutramigenem, a potem z zalecenia alergologa mlekiem sojowym. Teraz ma 9 lat i może jeść produkty mleczne.
Nie uważam się za złą matkę. Córki rozwijają się wspaniale. W dzieciństwie nie chorowały więcej, niż dzieci karmione piersią. Mimo, że nie karmiłam piersią, zawsze były blisko mnie, bo od urodzenia czytałam im bajki albo śpiewałam trzymając w ramionach.

Ja też jak widzę siebie z perspektywy czasu to inaczej bym rozegrała moje karmienie piersią ;-(Niestety ciężki poród, dziecko na intensywnej uniemożliwiło mi jego regularne karmienie, było zapalenie piersi (o matko!!!!!!gorsze niż dam poród!!!!!!!). Karmiłam mieszanie przez 6 miesięcy. Ale cóż, historia jest inna. Córeczka poprostu przestała chcieć jeść w nocy jak skończyła 3 miesiąc. Niektórzy mogą powiedzieć ale fajnie…no cóż, ale nie….ona budziła się co chwilę, nie chciała jeść tylko „bawić” W dzień za to po każdym karmieniu przesypiała góra 30 minut ;-) Do nie wyspania się przyzwyczaiłam i po dzień dzisiejszy. Ma już 4 latka a budzi się kilka razy w nocy. Też miałam uwagi źle karmisz, zacznij podawać inne jedzenie, idź z nią do lekarza. I jak głupia spanikowana słuchałam tych rad………….do czasu kiedy jedna osoba przecholowała, jakby to było jej dziecko. Dzisiaj wiem, że szkoda że nie słuchałam swojego serca na pewno dłużej karmiłabym piersią ;-(((((((. Niestety obawiam się, że już nie sprawdzę tego ponownie. Cudem mam jedno dziecko. Ale dzisiaj słucham już swojego instynktu ;-)))))przecież dziecko wychowuje się do końca życia, jak mówiła moja babcia ;-)

A mój synek skończył 19 miesięcy i cały czas karmię go piersią. Chwilami jest ciężko – szczególnie kiedy trzeba budzić się w nocy, niemniej jednak te chwile „bliskości” są bezcenne i wynagradzają wszystkie nieprzespane noce :)) Trzymam kciuki za wszystkie karmiące mamy życząc cierpliwości i wytrwałości! :)

Ja starszą córkę (5,5l.) karmiłam 2 lata i 1 mies. początki były ciężkie bo jedna brodawka bardzo mnie bolała i płakałam przy karmieniu kilk atyg. ale potem juz było ok. Póżniej miałam dwa zapalenia piersi, zatkany kanalik ale i z tym sobie poradziłyśmy aż przyszedl czas na zakończenie karmienia piersią, były rozmowy, tłumaczenie i w miare gładko to poszłlo. Teraz też karmię synka ma prawie 23 mies. i zaczynam po woli mu tłumaczyć, że jeszcze troche i skonczymy „cyckanie” tylko z nim chyba tak gładko nie pójdzie jak z córką. Córcia miala cyca tylko do spania, drzemki i przesypiała cała noc a synek ma na rządanie i w nocy budzi się kilka razy no i śpi ze mną co często kończy się tak, ze on na tym cycu całą noc wisi :)

Pozdrawiam :)

Ja jestem mamą karmiącą inaczej bo ściągam i podaję z butli. Zaczęło się od tego, że młody ssak pogryzł mi sutki. W pewnym momencie po oderwaniu go od piersi zobaczyłam twarz umazaną krwią. Więc zaczęłam ściągać, bo i jedna i druga pierś musiała się zagoić. Podawałam mleko z butli, mały się wycwanił i cyca ni jak niestety nie chciał łapać, więc ściągałam podawałam i tak w kółko. Niestety zrobił mi się zastój w prawej piersi, który przerodził się w zapalenie. Antybiotyki nie podziałały i zapalenie zmieniło się w ropień piersi. Zaczęłam dokarmiać mm, bo z jednego cyca pokarmu nie wystarczało. Na początku podawałam mm i płakałam, że nie potrafię wykarmić własnego dziecka. Czułam się zazdrosna o tą mieszankę. Pierś z ropniem została nacięta. Przez miesiąc dzień w dzień chodziłam na czyszczenie rany. Lekarze chcieli zatrzymać laktację, ale nie pozwoliłam na to. Najpierw odciągałam z tej piersi ręcznie, później kiedy się trochę zagoiła laktatorem.W tej chwili dokarmiam młodego tylko w nocy mm i przyznam się, że trochę z własnego egoizmu, bo zwyczajnie w nocy spędzanie 30 minut co 3 godziny z laktatorem mnie wykańczało. Zdałam sobie sprawę, że mleko modyfikowane to nic złego i teraz na chłodno wiem, że moja „zazdrość” spowodowana była głównie naciskiem społeczeństwa na karmienie naturalne, a przecież to nie o to chodzi, bo matka też pozostaje człowiekiem i jej emocje się liczą;}

Ja po porodzie nie miałam pokarmu, dodatkowo Synek miał straszną żółtaczkę i musiał bez przerwy leżeć w szpitalu pod lampami więc nie mogłam go przystawiać do piersi. Położne bez przerwy radziły, aby go dokarmiać mlekiem sztucznym co jeszcze bardziej komplikowało sprawę… Płakałam, przystawiałam a Mały nie chciał ssać i rzucał się wygłodniały na mleko sztuczne. Po powrocie do domu myślałam, że teraz się uda, że damy radę. Nie potrafiłam przystawiać do piersi więc popękały mi brodawki i na jednej z piersi powstała rana. Karmienie z tej piersi było ogromnie bolesne. Zaczęliśmy szukać pomocy w poradniach laktacyjnych. W międzyczasie położna nakazała dokarmiać sztucznie, bo Synek spadał na wadze. Na szczęście trafiłam na wspaniałego Doradcę Laktacyjnego i wyprowadził moją pierś na prostą ;), nauczył mnie jak przystawiać Synka do piersi. Przez pierwsze dwa tygodnie Mały praktycznie do odchodził od mojej piersi co miało stymulować laktację. Dodatkowo wspomagałam się lekami homeopatycznymi i herbatkami Bocianek. Podczas karmienia wyobrażałam sobie rzekę pełną mleka ( tak mi doradzono), próbowałam maksymalnie odstresować się i co najważniejsze, piłam dużo wody. Pomogło. Po miesiącu wszystko zaczęło się układać. Do 6 miesiąca karmiłam tylko piersią, po 6 zaczęłam wprowadzać inne posiłki. Teraz Synek ma 14 miesięcy a ja dalej karmię go piersią- oczywiście je też stałe posiłki, a ” sisia” dostaje na żądanie. Uwielbiam te chwile z moim Synkiem. Oprócz tej cudownej bliskości, ” sisio” jest niezastąpiony właśnie teraz, gdy Malutki cierpi z powodu infekcji i nic nie chce jeść. Nie przejmuję się, bo jest „sisio” który zaspokoi głód. Moje karmienie to ciągła walka o mleczko którą wygrywam. Staram się karmić regularnie i nie poddaję się nawet wtedy, gdy mam popękane czy krwawiące brodawki- wiem, że można z tego wyjść.

bardzo wzruszajaca historia… :) problemy przy karmieniu nie ominely również mnie-miewałam bolesne zapalenia, trudno mi okreslic,ile razy…raz popekaly mi sutki-przeszlo na szczęście,mialam tez zatkany kanalik dwa,czy 3 razy… radziłam się w stanach krytycznych doradcy laktacyjnego-takiego proszonego do domu,co b.dobrze wspominam-Pani doradzyni miała..8 dzieci :) była b.mila,duzo sluchala i w radach była delikatna,nie krytykowala,nie oceniala. Karmie nadal-już 14 miesięcy i odpukać chyba od pol roku bez problemu. planuje jeszcze do czerwca :) a co do rad, dokarmiania itp. ja po 5 miesiącu zaczelam dawac kaszke manne i potem stopniowo reszte. Sama teraz jem wszystko oprócz kolosalnych ilości czosnku,miodu i orzechow. Niektóre rady czy bardziej uwagi sa bolesne dla młodych mam itp. moja Kalina majac 12 miesięcy wszystko zdazyla nadrobić,nie ma żadnych niedoborow i jest w srodku tych,przepraszam-kretynskich siatek centylowych ;) dziecko samo wie, co chce i samo nadrobi. Teraz to wiem ale lzy,strach tez był. Przeciez nie wszystkie dzieci musza być takie same,wazne,zeby były zdrowe :)

Paulinko, pięknie piszesz ;) Zwłaszcza o relaktacji, jako o sile miłości :)
Muszę Ci powiedzieć, że relaktacja jest możliwa na kilka miesięcy po zaprzestaniu karmienia, ba, nawet mamy adopcyjne mogą w sobie obudzić laktację! Bo mleko tworzy się nie w piersiach, a w głowie (albo raczej sercu :)
Pozdrawiam!

Ja zazdrościłam trochę matkom, które karmiły pół roku i dłużej. Mnie pokarm zanikł po 3 miesiącach, z czego ostatni miesiąc to było odciąganie. Inna sprawa, że mój syn za nic nie chciał piersi. Kiedy skończył miesiąc przystawianie do piersi było po prostu bardzo trudne. Czasem z mężem trzymaliśmy go we dwójkę w różnych układach bo mój syn był tak akuratny że musiał mieć idealnie dostawiony do piersi. Jeśli mu nie odpowiadało nie jadł tylko darł się na całą ulicę. Tak bujaliśmy się we trójkę dwa miesiące. Potem niestety stres w ciąży (choroba męża), nerwica z którą walczę od wielu lat spowodowały, że pokarmu zaczęło ubywać. Mojego syna musiałam dokarmiać mlekiem modyfikowanym, aż nie chciał pić mojego co mnie bardzo stresowało i wyrzucałam sobie że jestem wyrodną matką. W sumie to dalej mam taki żal do siebie, że mogłam jeszcze bardziej zawalczyć.

Tylko po co to całe poświęcenie? Bez sensu.

  • Świeżo upieczona mama :)
  • Odpowiedz

Jestem mamą od ponad dwóch tygodni i chciałam powiedzieć, że nie można przede wszystkim się poddawać. Mam wklęsłe brodawki, dlatego już do szpitala wzięłam silikonowe nakładki do karmienia. Miałam strasznie ciężki poród, ale mimo to po porodzie na pół żywa walczyłam o karmienie i udało się przystawić Maluszka za pierwszym razem. Oczywiście zanim to nastąpiło mądra położna po obejrzeniu moich piersi stwierdziła, że na pewno nie dam rady karmić i najlepiej od razu dała by dziecku mleko modyfikowane. Nie zważając na to karmiłam dziecko przez nakładki, a laktacja pięknie się rozkręciła. Teraz jesteśmy już w domu, synek przybiera ponad normę i rośnie jak na drożdżach, pokarmu mam bardzo dużo. Nadal karmię przez nakładki, ale stopniowo przyzwyczajam synka do ssania bez nich *brodawki się ładnie wyciągnęły*. Wg mnie lepiej karmić w ten sposób i nie pozbawiać dziecka mleka mamy aniżeli stwierdzić, że przecież przez nakładki to niezdrowo, źle i lepiej przejść na mm. Nic nie zastąpi mleka mamy i nie ma znaczenia w jaki sposób trafi ono do brzucha Malca :)

To cudowne jak zdeterminowaną byłaś (i jesteś) mamą! U nas też z karmieniem piersią było pod górkę, ale to bardziej z przyczyn fizjologicznych. Mały urodził się 6tyg przed terminem, nie miał odruchu ssania, a ja ‚nie miałam’ sutków ;/ położne załamywały nad nami ręce…długi czas ściągałam laktatorem, byle by pił tylko moje. Straszna męka. Miałam taki z pompką, pamiętam jeszcze jak w środku nocy potrafiłam ‚piszczeć’ tym laktatorem i kilka razy po kilkanaście minut tak ślęczeć, nie dosypiać, podgrzewać i dawać w butelce…’prawdziwe’ karmienie piersią w ogóle nam nie szło, próbowałam wszystkiego, masaże, sztuczne nakładki, szczypanie,zasysanie ‚strzykawką’ brodawki itd Koszmar. On nie umiał ssać i nie miał za bardzo za co złapać. 4 miesiące ściągałam ile mogłam ale laktator nie jest w stanie rozkręcić laktacji tak jak ssące niemowlę. Dziś wspominam karmienie piersią jako największy koszmar początków macierzyństwa, zazdroszczę mamom które mogą karmić, a nie rozumiem tych które mogą a nie chcą. Mam nadzieję że kiedyś przy drugim dziecku będzie mi chociaż odrobinę łatwiej ;) Niestety czasem chcieć a móc nie idzie w parze.

  • Testująca Rodzina
  • Odpowiedz

Ja miałam problem od początku z jedną piersią zbyt wklęsłe sutki nie pomogły nakładki i inne czary zdecydowałam na karmienie jedną piersią i do dnia dzisiejszego starcza dziecku mleka ma 8 miesięcy. Niestety konsekwencje są widoczne bo jedną pierś mam mniejszą o 2 rozmiary od drugiej,ale warto

Oj nie było łatwo na początku, bo miałam za mało pokarmu. Był płacz, frustracja i wieczne obwinianie się, że coś robię nie tak. W końcu za radą mamy zaczęłam pić ziołową herbatkę na laktację i zadziałało! Mleko zaczęło płynąć szerokim strumieniem ;0

ja miałam cała masę przeżyć związaną z karmieniem piersią. Początkowy ból przy karmieniu, aż łzy z oczu same leciały. Później pęknięta brodawka i ściąganie pokarmu z 1 piersi laktatorem bo nakładka totalnie się nie sprawdziła. Kryzys laktacyjny i lactosan do picia, aż do zastoju pokarmu i liści kapusty i utworzenia się tzw kamieni. To chyba było najgorsze. A teraz patrze na to moje szczęście i wydaje mi się że to było wieki temu, takie nasze chwile…

A ja tak dla odmiany przez 2 lata (!!!) sciagalam pokarm dla mojego synka (nie był dokarmiany żadnym innym mlekiem). Z piersi jadł tylko 2 tygodnie (wychodziło to nam wspaniale), potem spadł z wagi pol kilo przez tydzień bo przestał jeść!!! Okazało się ze jest bardzo chory, ma ogromne problemy gastrologicze (ogólnie mówiąc),które powodują bol i niechęć do jedzenia wiecec odciagalam (na 2 laktatory leketryczne jednocześnie) i karmilam potem przez godzinę po kropelce (strzykawka, łyżeczka itp.bo butelki nie chciał ssać i płakał). Czasem jak brakowało pokarmu to „rozkrecalam” co godzinę, a normalnie co 2-3 godz.(również w nocy). Dodatkowo ekstremalna alergia syna spowodowała ze musialam eliminować z diety mnóstwo pokarmów -przetwory mleka, jaja, pszenicę, część owoców i warzyw). Syn był (jest nadal)uczulony nawet na preparaty mlekozastepcze m.in.nutramigen. Jak miał niecałe 2 lata straciłam pokarm z silnego stresu z dnia na dzień z powodu otrzymania diagnozy potwierdzenia autyzmu u syna. Mimo wszystko wiem, ze „stawalam na głowie” żeby zrobić wszystko dla Jego dobra i wiem ze z laktacją można zdziałać naprawdę cuda jeśli tylko ma się motywację, chęć i determinację.

jednego i drugiego synka karmiłam piersią rok.
Teraz za jakieś 1,5 miesiąca do dwóch oczekuję na córeczkę ;)

Początki pierwszego karmienia były tragiczne. Pierwsze dwa tygodnie ból nie do zniesienia, popękane piersi – dramat. Ale zacisnęłam zęby, płakałam i karmiłam i po od 3 tygodniach karmienie stało się wspaniałe.

Z drugim byłam nastawiona na to samo, ale było trochę lepiej. I też najgorzej właśnie przez te 3 tygodnie.

Wiem, że nie należy oceniać innych ale jakoś irytują mnie kobiety, które po kilku dniach od porodu twierdzą że nie mają pokarmu i zaczynają dawać butlę. Myślę że to zwykłe wygodnictwo.

Miałam chyba słowo w słowo identyczną historię,Damianek ma 7mc i nadal karmie piersią pomimo wszystkich komentarzy „jeszcze karmisz?” „odstaw bo się nie odzwyczai” „On Cię zje,już Cię nie widać” :) etc. pozdrawiam

Szkoda,że tak późno odkryłam Twojego bloga….Twoja historia z karmieniem jest niemal identyczna jaj moja.Zawsze sądziłam,że co to za różnica jak się karmi….do momentu aż urodziłam swojego synka.Mimo że Adaś był przez piersze doby w inkubatorze i karmienie bylo z butli,to w trzeciej dobie przy pierszym dostawieniu nie mieliśmy żadnego problemu(pomijając obolałe brodawki,ale purelan cudo!).Karmienie szło nam na cacy.Nadszedł drugi miesiąc życia mojego dziecka i kolka niemowlęca ktora początkowo została zdiagnozowana jako:dziecko płacze bo jest głodne proszę dokarmaić…Więc dokarmiałam raz dziennie,zaraz dwa razy aż Adasiowi przestało podobać się ssanie mleka z piersiByłam załamana…Nie mówiącjuż o tych wszystkich doradcach typu mama,ciocia,teściowa(o zgrozo!)Skończyło się na sześciu miesiącach ściągania laktatorem i karmienia naturalnego z butli.Byłam mega zdeterminowana,ale po pół roku i mega wykończona.Strasznie ciężko podejmowało mi się decyzję o wprowadzaniu mm…Ale jednak.Teraz wiem jedno:nigdy więcej nie posłucham nikogo jesli doradzi mi butelkę!!!!Nie ma nic gorszego niż stanie nad młodą matką i tiutanie nad nią kiedy karmi(a może głodne?,może mu nie leci?czujesz że ileci?itp)Kochane mamy!Jeśli tylko chcecie karmić waszego maluszka,nie poddawajcie się!Naprawde się da,trzeba w to tylko mocno wierzyc!Ale się rozpisałam….;)

Twoja historia dala mi wiare w to, że moje 2 miesieczne dziecko zacznie znowu ssac pierś. Pediatra nakazala dokarmic córeczke z powodu nieprzybierania na wadze i tak pokochala butlę, że odrzuciła pierś. Odciagam trochę swojego pokarmu i czekam na cud , jak w tej historii…

Dodaj komentarz: