Jak powstawały przepisy do książki

, komentarze: 24

Jak powstawały przepisy do książki

130 przepisów do naszej książki „Mała wielka uczta”. Zrobione od zera. Niemożliwe? A jednak! Już Wam to wspominałam, nie wiedziałam do końca na co się porywam. Było chwilami trudno, ale może dlatego, że lubię to co robię, bawiłam się przy tym świetnie. Dzisiaj trochę tak od drugiej strony, od tej, której nie widać w książce.

Moje dwuletnie dziecko woła mnie do kuchni. Idę. Na stole stoją rozstawione foremki na małe śniadaniowe bułeczki. Na krześle, na wysokości rączek dziecięcych stoi miska. Pokazuje mi na foremki, na miskę i krzyczy „mamo”! Już wiem, mamy robić razem bułki! Wyciągam mąkę z szafki, podaję odmierzoną wodę w kubku, bakalie, łyżkę do zamieszania. Jest wielka radość i duma. Że sam, że jak mama :)

Czemu o tym piszę? Bo to nie wzięło się znikąd, te 130 przepisów do książki robiłam w dużej mierze w obecności moich dzieci. Pracę, którą kocham starałam się wiele razy przemienić w zabawę. Dawałam miskę i malutki wałek, dzieliłam ciasto drożdżowe na pół i wspólnie zagniataliśmy ciasto na chałkę.

To spore wyzwanie wpuścić dzieci do kuchni, ale też wielka satysfakcja i fajna zabawa. No i nauka. Wytłumaczyć, czego nie wolno a co można, czuwać czy przesypywane fasolki nie zmieniają lokalizacji a potem sprzątać dodatkowe łyżki mąki z podłogi. Ale było warto. Przede wszystkim dlatego, że razem :)

130 przepisów to naprawdę wiele. Gdy otrzymaliśmy propozycję od wydawnictwa Muza odnośnie naszej książki to mogliśmy wykorzystać przepisy z bloga. W końcu jest ich około 2 tysięcy. Jednak bardzo chciałam wszystkie przepisy, wszystkie zdjęcia zrobić specjalnie do książki. Dać coś więcej. Oczywiście w naszej książce „Mała wielka uczta” znajdziecie przepisy, bez których nie wyobrażam sobie tej książki, jak cytryniak taty, moja chałka czy murzynek, który rozkocha każdego. Ale za każdym razem, każdy przepis, każde zdjęcie robiłam na nowo. Nawet te znane przepisy chciałam pokazać w nowej odsłonie, pokazać, że zawsze można coś zmienić. A poza tymi klasykami pozostałe to całkiem nowe dania.

Wymyślałam takie, które jestem pewna, że Wam się spodobają. Bazowałam na naszym doświadczeniu związanym z ponad pięcioma latami w blogosferze. Czasem powtarzałam jedno danie kilkukrotnie, ważyłam, sprawdzałam, robiłam plebiscyty na najlepsze danie dnia. Chciałam by do książki trafiły najlepsze. Przygotowałam sycące obiady, smaczne desery, świetne przekąski i chleby dla każdego. Chciałam by każdy znalazł tu danie dla siebie.

Chciałam by tych przepisów było dużo. I za każdym przepisem stoi mała historia.

Już kiedyś porwałam się na coś podobnego.

Jest rok 2011. Planujemy naszą podróż dookoła Europy. Wiem, że nie zawsze będę mogła gotować czy mieć dostęp do internetu, dlatego od zimy przygotowuję przepisy na „zaś”. Mam swój wielki notes i w nim spisuję klasyki z krajów, które odwiedzimy. Krok po kroku, danie po daniu przygotowuję wybrane potrawy. W podróż wyruszamy z przenośnym dyskiem a na nim 70 gotowych przepisów, przepisów, które publikuję niemal każdego dnia podczas naszej podróży poza relacjami z danych miejsc.

I myślałam, że tego nie powtórzę, że to szaleństwo, że nierealne.

A jednak powtórzyłam. Z mężem, na którego mogę liczyć, z dziećmi, które wciągam do tej naszej małej, szalonej kuchni :)

I tak to niemożliwe stało się realne. Książka jest w drukarni, ja czekam na gotową :) Książkę w przedsprzedaży kupicie tutaj: http://www.empik.com/ksiazki-mala-wielka-uczta. Nna hasło uczta2014 jest 20% rabatu dla Was ♥

Tym wpisem chcę Was też trochę zmotywować, pokazać, że niemożliwe staje się możliwe jeśli tylko bardzo się czegoś pragnie. Zgodzicie się ze mną?

Jakie u Was są rzecze, które zrobiliście a wydawały się sporym wyzwaniem?

Dzisiaj moje dziecko przyszło i samo zaprowadziło mnie do kuchni byśmy razem zrobili bułki. Niby nic a dla mnie to tak wiele, wiem, że moja praca stała się dla niego formą zabawy, cieszy mnie to :)
Dzisiaj moje dziecko przyszło i samo zaprowadziło mnie do kuchni byśmy razem zrobili bułki. Niby nic a dla mnie to tak wiele, wiem, że moja praca stała się dla niego formą zabawy, cieszy mnie to :)
Przepisy do książki. Wszystkie ugotowałam, sfotografowałam i zjedliśmy wspólnie z rodziną i znajomymi. Czasem musiałam fotografować z małym asystentem, ale niczego nie żałuję i jestem najszczęśliwsza, że będąc w pracy nie musiałam rezygnować z kontaktu z dziećmi
Przepisy do książki. Wszystkie ugotowałam, sfotografowałam i zjedliśmy wspólnie z rodziną i znajomymi. Czasem musiałam fotografować z małym asystentem, ale niczego nie żałuję i jestem najszczęśliwsza, że będąc w pracy nie musiałam rezygnować z kontaktu z dziećmi
Rodzinie robimy sushi :) To dość częsty u nas obrazek i wiecie co? Lubię to!
Rodzinie robimy sushi :) To dość częsty u nas obrazek i wiecie co? Lubię to!

Komentarze:

Z dwiema pociechami dokonałaś tego, nie umiem wyobrazić sobie ogromu pracy, który włożyłaś.
Gratuluję raz jeszcze!

Ogromny podziw Paulino dla Ciebie! Wielki Szacun! To dowód na to, że można połączyć samorealizację z życiem rodzinnym. Dla chcącego nic trudnego!

nie mogę się doczekać tej książki, podziwiam od zawsze, moja ty pierwsza blogerko kulinarna :). PS. dlaczego ja myślałam, że w stylizacjach zawsze, są prawdziwe deseczki, a tu niespodzianka :).

Paulina

14.10.2014 13:37

A bo przez wiele lat były, ale od roku są takie :)

Agnieszka Skupieńska

14.10.2014 10:19 Odpowiedz

Czytając takie posty przestaję wierzyć matkom, które mówią, że przy dziecku nie da się nic zrobić. Zawsze mi się wydawało, że jak się chce, to wszystko się da, nawet napisać książkę z dzieckiem na plecach :) Pozdrawiam!

Paulina

14.10.2014 12:22

Bo tak jest, da się, jest trudniej, niekiedy dużo trudniej, czasem wręcz niemożliwe, ale da się :)

Przypuszczam, że tak właśnie wygląda gotowanie u większości kobiet mających dzieci, że są one obecne a starsze chętne do pomocy mamie. A że nie pracujesz zawodowo i możesz cały dzień spędzić z dziećmi, również w kuchni, to dodatkowy plus

Paulina

14.10.2014 12:22

Nie wszędzie, ale chciałabym zachęcić aby tak wyglądało. A co rozumiesz przez pracę zawodową? Każdy ma inną, ja mam taką właśnie pracę.

Kaja

15.10.2014 20:27

Jesteś z dziećmi prawie 24 na dobę i pracujesz z domu, większość kobiet nie widzi się ze swoimi pociechami większość dnia i obie strony trochę na tym cierpią..byłam kiedyś w takiej sytuacji, teraz też pracuję z domu..wszystko ma swoje plusy i minusy takie życie, choć niebywale potwierdzam, iż łatwiej realizować się jako matka i zawodowo pracując w domu..i nie ma co się oburzać gdy ktoś mówi „siedzisz w domu” to masz lepiej..potwierdzam byłam po obu stronach medalu i nie unoszę się obrazą gdy ktoś mi tak mówi, bo to prawda ;-)

Paulina

15.10.2014 20:41

Ja myślę, że to zależy co dla kogo :) Ja wolę w domu, ale patrząc po komentarzach do wpisu http://domowa.tv/etat-czy-wlasna-firma/ to bywa różnie :) niemniej umniejszanie jakiejkolwiek formy pracy jest dość dziwne :)

Kaja

15.10.2014 23:44

Nie umniejszam żadnemu rodzajowi pracy absolutnie, ale nie dziwię się też osobą, które twierdzą iż w „domu” łatwiej, bo to prawda. Każdy ma pracę jaką ma i w dzisiejszych czasach to naprawdę wielka zaleta. Więc każdy musi ułożyć sobie tak życie i obowiązki, aby jakoś nie oszaleć w tym dzisiejszym biegu życia. A jak wiadomo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..prawda to stara jak świat, no nie ;-)

Super :)
Gratuluję :)
Mnie się udało urodzić bliźniaki i w międzyczasie skończyć książkę. Właśnie wysłałam ją do redakcji :)
I chyba wiem co się czuje w takich chwilach… :)
Pozdrowienia dla Was :)

Paulina

14.10.2014 12:21

No i super! i zdecydowanie się rozumiemy :)

Agnieszka Skupieńska

14.10.2014 13:02 Odpowiedz

Ktoś pisał wyżej o deseczkach do stylizacji – co to jest tak właściwie na tym zdjęciu, jakaś tapeta/okleina z wzorem deseczek? Może dasz się namówić na jakiś wpis opisujący „backstage” sesji zdjęciowych do książki/na blog – tak trochę o akcesoriach, o oświetleniu, tle itp?

Paulina

14.10.2014 13:20

Agnieszka z chęcią zrobię serię o fotografii o takim „od kuchni”. Wiele lat robiłam na deskach, takich zbitych przez mojego męża blatach, teraz mam zaprojektowane tła fotograficzne na materiale wododpornym :D

Agnieszka Skupieńska

14.10.2014 13:28

Paulino, to koniecznie napisz coś o jeszcze o fotografii „od kuchni”, bardzo fajnie się czyta takie kulisy powstawania – czy to zdjęć, czy przepisów, czy filmów, zawsze można się czegoś nauczyć :)

Podziwiam i pozdrawiam !

Szczerze podziwiam i dodam, że zainspirowałaś mnie do rozpoczęcia własnej działalności w domu. Znalazłam coś co lubię i mogę sobie na tym dorobić – zobaczymy jak się ta moja praca rozwinie. Też mam malutką dwójkę w domu ale staram się wygospodarować czas na moją pracę. Jak piszesz – nie jest łatwo a nawet trudno ale da się…:)

Paulina

18.10.2014 00:01

I to mnie cieszy, że jesteście chętne by coś robić :) to mnie motywuje podwójnie ♥

A jak potem jest ogromna satysfakcja…..

Justyna Pomirko-Czajkowska

18.10.2014 13:35 Odpowiedz

Bosz uwielbiam to zdjęcie i cholernie zazdroszczę zorganizowania :)

Kucharzenie całą rodziną! Wyglądacie świetnie :D

Paulino, do kiedy był ważny kod rabatowy? Na stronie empiku pokazuje się komunikat, że kod jest nieważny :(

„Swiety Mikolaj” juz wie, ze chcialabym Wasza ksiazke pod choinke…..whoop whoop ! Nie moge sie doczekac xx

Dodaj komentarz: