Dziecko w restauracji – jak nie zwariować i dać żyć innym

, komentarze: 8

Dziecko w restauracji – jak nie zwariować i dać żyć innym

Czy dziecko w restauracji to dobry pomysł czy nie? Co jakiś czas trafiam na wpisy typu „precz z bachorami z restauracji” czy podobne. Ze względu na nasz system pracy i częste podróże dzieci nam towarzyszą wszędzie, jest to dla mnie naturalne i normalne. I już chciałam wam pisać, że tak musi być, aż trafiliśmy w niedziele do pizzerii. Niestety, już wiem skąd się biorą komentarze wyżej wspomniane. Zatem dzisiaj poradnik o tym, jak zabrać dziecko ze sobą, nie zwariować i dać żyć innym.

Najpewniej pojawi się wiele argumentów pod tym wpisem ZA i PRZECIW. Przypominam jednak, że dziecko to taki sam człowiek, jak dorosły, jednak to od nas dorosłych zależy jak dzieci się zachowują. Dzieci, jeśli nie wiedzą, jak się zachować w miejscu publicznym to dlatego, że nie zostały do tego odpowiednio przygotowane.

A przygotowania warto zacząć wcześniej :) Zatem, jak przygotować dzieci do wspólnego biesiadowania poza domem i dać żyć innym i samemu nie zwariować? Oto 9 punktów!

1.Wspólne posiłki

Wciąż spotykam się z postawą: „zjedzcie najpierw, a potem dzieci” albo „nakarm dzieci, a potem sobie spokojnie zjesz”. Dobrze, jeśli od początku wyrabiacie nawyk wspólnych posiłków. Oczywiście, że początki są trudne, ale dzieci bardzo szybko załapują „o co chodzi”, uczą się czekać, uczą się posługiwać sztućcami i ogólnie podpatrują od dorosłych, jak przy stole wypada się zachowywać. Poza tym wspólny posiłek to czas spędzony razem, w dzisiejszym biegu warto poświęcić na to chwilę więcej.

2. BLW

U małych dzieci warto spróbować rozszerzać dietę metodą BLW, czyli zamiast karmić samemu pozwolić dziecku przejąć łyżkę, spróbować ugotowanej marchewki czy samodzielnie pić wodę. Początki nie są łatwe, ale musicie mi wierzyć, że roczne dziecko, które samodzielnie je widelcem, czy dwulatek, który próbuje kroić nożem nie tylko napawa dumą, ale wiele ułatwia. Poza tym od małego dziecko uczy się samodzielności.

3. Zachęć do pomocy

Od małego zachęcaj dzieci do pomocy w kuchni. Dzieci wtedy szybko załapią, że zanim będzie jedzenie to trzeba je zrobić. Jeśli boicie się zwykłych sztućców to zacznijcie od zwykłego smarowania kanapek plastikowym nożem, od mieszania trzepaczką ciasta na naleśniki, od zagniata ciasta na pierogi/ciasteczka itd. Niech to będzie nawet wybór makaronu, wrzucenie marchewki do zimnego garnka. Wszystko co będzie w formie zabawy zaprocentuje potem. W restauracji łatwiej potem odnieść się do takich wspomnień: „pan kucharz jeszcze musi ugotować makaron, tak, jak my ostatnio”. itd.

4. Daj wybór

Gdy jesteś w restauracji to daj wybór dziecku. Dwulatek spokojnie potrafi podjąć decyzję co by chciał zjeść, oczywiście na początku warto zawęzić wybór, bo nikt wam nie mówi, że dziecko będzie samodzielnie czytać kartę :) Spytajcie czy chce makaron z sosem pomidorowym czy może kurczaka z ryżem itd. 2-3 dania do wyboru na początek to fajna opcja. Najpewniej, gdy dziecko samo podejmie decyzję to chętniej zje obiad niż jeśli wybierzecie za niego (sprawdzone!).

5. Odłóżcie telefon

Badania pokazują (zresztą nawet badań do tego nie trzeba), że rodzice, którzy sięgają w trakcie posiłku po telefon (ahhh to #foodporn na instagramie) przyczyniają się do gorszego zachowania dzieci w restauracji (z tego co pamiętam, aż o 50%). Skoro idziecie faktycznie zjeść i razem spędzić czas to schowajcie ten telefon.

6. Zacznijcie stopniowo

Odpuśćcie na początek wyjścia typu: przystawka, dwa dania i deser na koniec. Dorosły jest ledwo w stanie tyle zjeść, a co dopiero dziecko. Już nie mówiąc o czasie, który trzeba spędzić przy stole.

7. Plan B

Możecie ze sobą wziąć kolorowankę, naklejki, małe samochody, jeśli czujecie, że to zainteresuje wasze dzieci i umili im czas oczekiwania. To taki plan B. Unikajcie za to głośnych zabawek, filmów itd. Przy okazji, z mniejszym dzieckiem polecam mieć własne krzesełko (zerknijcie np. na benbat).

8. Nie zabraniajcie, tłumaczcie

Siedź cicho!, Nie wolno!, Nie ruszaj!, Zachowuj się! itd. Rety, mówi to tyle co nic, a tylko frustruje. Tłumaczcie: „jesteśmy w restauracji i tutaj mówimy cicho, bo inni ludzie też chcą zjeść w spokoju”. „Nie chcę byś brał ten widelec, zobacz, jak tak jest ułożony to kelner będzie wiedzieć, że skończyłeś jeść”. itd.

9. Doceńcie

Nie mówię o pustych pochwałach, ale o zwykłym „miło spędziłam z Tobą czas”, „Cieszę się, że poszliśmy razem” itd. Tak naprawdę dzieci chętnie współpracują, to my nie zawsze to ogarniamy. W książce „Twoje kompetentne dziecko” Jespera Julla jest fajny przykład (w skrócie): w pewnym momencie, po posiłku rodzice zaczęli ze sobą rozmawiać, a dzieci chwilę później zaczęły chodzić wokół stołu. Spotkało się to z dużym niezadowoleniem ze strony rodziców, zresztą sami wiecie, jak takie coś wygląda :) Jednak jeśli przyjrzeć się bliżej to był to sposób dzieci na współdziałanie, chciały zająć się sobą by dać czas rodzicom. Naprawdę warto spojrzeć na dzieci ciepło i ze zrozumieniem. Pozwoli wam to uniknąć wielu stresujących sytuacji :)

Czego nigdy nie robić?

  • Nigdy nie przewijamy dziecka na sali! (jak ktoś ma problem to zerka na wpis, jak przewinąć dziecko)
  • Nie krzyczymy!
  • Nie ignorujemy jeśli coś robi lub zachowuje się głośno.
  • Nigdy nie zachowujemy się „płacę to mogę wszystko” lub, jak inne święte krowy. Tutaj wszyscy jesteśmy równi i ci z dziećmi i ci bez.

Gdy wszystko idzie nie tak, jak zaplanowaliście, to prosicie jedzenie na wynos i śmigacie z pudełkiem do parku. Macie miły dzień, a potem zaczynacie od punktu 1. Dziękuję za uwagę.

Komentarze:

Ze wszechmiar popieram każdy punkt i stosuje sama. Telefonu nie ma na stole, są awaryjne zabawki, jest spokojne tłumaczenie tego gdzie jesteśmy i jakie prawa tu panują. Aha i jeszcze nie warto iść ze zmęczonym czy śpiącym dzieckiem.

Moim zdaniem problem polega na tym, ze każdy jest inny i o ile przy ostatnio jedzonym przez nas obiedzie w restauracji mój dwulatek zachowywał się idealnie sam z siebie, to i tak wszyscy patrzyli na nasz stolik ze złością, bo synek siostry jest hnb i co chwila wybuchal głośnym płaczem z „błahych” powodów, aż w końcu i tak nie dojedlismy i wyszlismy bo mały nie mógł się uspokoić. Jasne, że dzieci biegajace pomiędzy stolikami to nie jest dobry pomysł i zaniedbanie rodziców ale nie rozumiem jeśli komuś przeszkadza to, ze dziecko zaplacze czy Po prostu krzyknie. No i co mają zrobić rodzice dzieci niepełnosprawnych czy upośledzonych, które wykrzykuja różne rzeczy w niekontrolowany sposob albo slinia sie przy jedzeniu? Jesli przeszkadzaja nam dzieci bo sa dziecmi i tak sie zachowuja to chyba mamy problem sami ze soba bo przed chwila wszyscy bylismy tacy jak one.

manowce

29.05.2016 10:27

ale jeżeli dziecko co chwilę, jak pani napisała, wybucha płaczem, to może wychodzenie z nim do restauracji nie jest najlepszym rozwiązaniem? inni goście się denerwują, dziecko się stresuje, a rodzin martwi i w rezultacie dla wszystkich to katorga.

Ja nigdy nie zapomnę jak mój wtedy jeszcze 3,5 roczny synek jak byliśmy w restauracji wparował do kuchni i powiedział : ALE TU FRYTKAMI PACHNIE :D:D:D:D

Ja do tej pory robiłam błąd bo karmiłam syna zanim wyszliśmy. Wtedy on złapał cokolwiek w restauracji a potem się nudził. Teraz już skończył rok i je w restauracji razem z nami. Wybieramy mu coś co lubi – siedzi w krzesełku i zjada, spędza z nami czas. Nie powiem – po ok 40-tu minutach już się zaczyna nudzić ale wtedy wyjmujemy zabawki lub zwiedzamy salę (akwarium, bar, dekoracje na sali). Nie siedzimy dłużej niż godzinę ale to wystarczy, żeby zjeść w fajnej atmosferze i pobyć poza domem całą rodziną.

Ja chodzę w miejsca przyjazne dzieciom z dobrym jedzeniem. W Poznaniu jest np taka restauracja nazywa się jadalnią jest to duża sala z otwartą przestrzeń ja są huśtawki doczepione do ściany ale takie eleganckie tworzą wystrój. Jest też dosyć spory i fajny kącik dla dzieci.stoliki samochodzik kuchenka i różne inne .restauracja ma fajny wystrój bo składa się z stolików i krzeseł każdy z innej rodziny jest przez to mniej formalnie .dziecko ma gdzie pochodzić pobiegać.przychodza ludzie z psami. W niedziele kolo południa jest t, jakaś Pani która rysuje ,maluje z dziećmi w tym kąciku zabaw owym przy stolikach. Ja mogę w tym miejscu swobonje zjeść wszystko ,nie przejmując się ze komuś przeszkadzam a z racji dużej przestrzeni jest milo i spokoinie w weekend nie ma tam takich tlumow. Jedzenie wymyslne ,sa tez dania dla wegan i wegetarian. W tygodniu restauracja ta jest stołówka pracownicza dla pracowników allegro.

Ja już na pierwszych dwóch punktach leżę, więc chętnie przeczytałabym jakieś rozwinięcie tematu wspólnych posiłków. BLW u nas kompletnie nie wypaliło. Mała ma rok i do tej pory nie pali się do samodzielnego łapania jedzenia. Wyrzuca to co przed nią leży a otwiera buzię, żeby ją karmić. I wtedy tak szybko wszystko pochłania, że w efekcie ona zjada pierwsza i dopiero ja zabieram się za swoje.

Paulina

19.05.2016 16:58

Algo tutaj pisałam wrażenia po 3 mc, początki były trudne, ale chętnie rozwinę temat o wrażeniach po 1,5 roku :)
Chyba najgorzej jest zacząć.

Dodaj komentarz: