Dlaczego przybywa dzieci z zaburzeniami Integracji sensorycznej?

, komentarze: 9

Dlaczego przybywa dzieci z zaburzeniami Integracji sensorycznej?

Integracja sensoryczna to termin, który dość często się pojawia w dzisiejszych czasach i dobrze, że o tym się mówi. A po co są nam te różne doznania sensoryczne i czemu dzieciaki obecnie mają ich za mało? Czemu dzieci z problemami SI jest więcej? Moda? Pamiętacie swoje chodzenie boso po rzece czy skakanie po sianie? Dzisiaj często dzieci poznają najpierw błoto na ekranie tabletu oglądając Peppę. Łapiecie już o co chodzi? Oczywiście to wielkie uogólnienie, ale chciałam w tym wpisie pokazać wam, jak często my sami przyczyniamy się do braku konkretnych bodźców.

Dlaczego przybywa dzieci z zaburzeniami Integracji sensorycznej? Oczywiście byłoby zbyt prosto gdyby odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bo wpływ może mieć już sam poród (zobacz o tym jak poród kształtuje dalsze życie), ale i inne przyczyny, nie zawsze oczywiste. Jednak my sami (a raczej postęp cywilizacji) też możemy mieć wpływ na to, że dzieci mają częściej zaburzenia SI. I podkreślę raz jeszcze, że absolutnie nie twierdzę, że to jedyna przyczyna, ale warto się nad tym zastanowić :)

Kiedy byliśmy mali spowijano nas ciasne beciki. Z jednej strony niepotrzebnie nadawano dzieciom pozycję wyprostną (wtedy często bywały to sztywne beciki), ale z drugiej takie spowijanie pozwalało dzieciakom lepiej „ogarnąć” własne ciało, swój koniec i początek (obrazowo mówiąc), bo dzieci uczą się tego od maleńkości. Ma na to wpływ czucie głębokie i o tym wspominałam we wpisie – co to jest integracja sensoryczna. Dzisiaj zamiast kołysać, nosić i być blisko, często chcemy by dzieci były od początku samodzielne (spanie, leżenie) i… wpadamy w błędne koło.

Boimy się dzieci kłaść na podłodze, bo złamią sobie nos, bo się uderzą, bo będzie im zimno itd. Często sadzamy je w leżaczkach, również tych z wibracjami, w krzesełkach, a nawet w domu trzymamy w foteliku samochodowym zamiast dać im leżeć. Tak po prostu na podłodze, na kocu. Absolutnie nie miej wyrzutów sumienia, sama używałam przy starszym dziecku bujaczka (tak, dzisiaj tego żałuję). Dla dziecka najlepiej jest leżeć na podłodze i móc dotknąć, ale też próbować swoich sił. To dzięki temu uczy się trzymać główkę, czy przemieścić się do przodu. Wszelkie bujaczki ograniczają ruchy i nie dają szansy na właściwe poznanie własnego ciała i odpowiedniego napięcia. Dzieci napięcie rozkładają nie na te partie ciała co powinny.

A z drugiej strony często bodźcujemy je aż za mocno, grające, tańczące, edukacyjne zabawki. Naciśnij i gra. A przecież najlepszą zabawką byłby zwykły bębenek czy grzechotka, gdzie dziecko może samo wyczuć, jak mocno musi potrząsnąć, czy co dzieje się gdy uderzy mocniej lub lżej.

Dzisiaj dzieci poznają świat na tablecie. Zamiast obejrzeć koło, dowiedzieć się co to trawa, oglądają programy edukacyjne. W których widzą, ale dotykowo wszystkie rzeczy są akie same. A to dlatego, że nie łączą tego z innymi zmysłami np. dotykiem. Czy śnieg jest zimny? A trawa szorstka? Zamiast malować farbami dostają kolejną aplikację do kolorowania. Faktura jest ta sama.

Pamiętacie zrywane liście, skakanie po sianie, turlanie się na trawie i chodzenie po drzewach? Ja mam takie obrazek przed oczami, gdy w deszczu skaczę na bosaka po trawie robiąc straszną błotną kałużę. A ile razy słyszę: nie chodź bo się ubrudzisz, nie biegaj bo się spocisz. Tak bardzo dbamy o nasze maluchy, że często odbieramy im wolność poznawania, a jednocześnie ograniczamy im wszelkie doznania sensoryczne.

Miksujemy jedzenie, podsuwamy kolejne cudowne, zdrowe kaszki. Dajemy napoje w kubkach niekapkach, bo inaczej się obleje. A potem ze zgorszeniem oceniamy inne dzieci, że nie potrafią pić tylko ciągną butle. A przecież bez nauki, bez kilku (ba! kilkudziesięciu mokrych bluzek) to wszystko jest trudniejsze.

W telewizji są reklamowane specyfiki na sen, na niejadka, na odporność, na koncentrację, na witalność, wszystkie dla dzieci, wszystkie skupione na leczeniu skutków zamiast poszukiwaniu przyczyny.

I choć może jest to przerysowane (bo jest na pewno) to chciałabym abyście zerknęli na to uważnie. Tekst do przemyślenia. Często chcemy dla dzieci tak dobrze, że obieramy im wolność poznawania, ćwiczenia, smakowania.

Rada? Zatem moi mili jutro poturlajcie się razem na trawie, albo poskaczcie po kałużach (w zależności od pogody), zagrajcie na bębenku, wyciągnijcie prawdziwe farby, dajcie spróbować dzieciom zimne lody i tulcie się do granic możliwości. Na pewno i wasze zmysły na tym skorzystają :)

A zrównoważony rozwój zmysłów wpływa na mózg i cały układ nerwowy :)

Komentarze:

Świetnie napisane. Czy przerysowane? Wątpię. Sama jestem mamą typu „nie ruszaj, nie dotykaj, zostaw” i jestem tego świadoma i staram się to zminimalizować jak tylko mogę. Bo stwierdzam, że sama mam zaburzenia SI. I Twój wpis dał mi dużo do myślenia. Więc jutro idziemy poskakać po kałużach i kupimy bębenek :) A i lody też się znajdą.

Paulina

17.04.2016 08:37

;-)

Oj tak, takie mamy czasy. Niestety… Odkąd zaczęłam kłaść synka na podłodze (a nie, jak wcześniej, na macie edukacyjnej, która po prostu nie pozwalała mu na naukę pełzania, bo była za śliska, więc kiedy synek chciał przedmiot, który leżał na drugim końcu maty, ciągnął za matę… Nie miał przez to żadnej motywacji) stał się bardzo ruchliwym dzieckiem, szybko zaczął pełzać, polubił leżenie na brzuszku, zaczął nawet wstawać! Dużo znajomych z dziećmi z tym samym wieku narzeka, że maluszek nie kwapi się do rozwoju ruchowego. No ale jak ma się rozwijać, jak ciągle siedzi w tym wibrującym, głośno grającym bujaczku…?
Mój synek będzie mógł się brudzić na całego! Byle był szczęśliwy

Paulina

17.04.2016 08:37

I super. Po prostu czasem nie łączymy tych przyczyn ze skutkami, a warto :)

A moi chłopcy robią to wszystko a ja jestem uważana za matke wariatke

Do tego problem alergii! Czy też uważacie że zbyt radykalne izolowanie dziecka od brudu,błota zwierząt a zwłaszcza od kotów, które zdaniem niektórych są nosicielami samych chorób powoduje że właśnie wtedy mogą być gorsze dla dziecka skutki?

a mnie czeka jutro cesarka.. i mam nadzieje, ze od poczatku bede dawala szanse mojemu dziecku na kaluże, błoto i brudzenie sie woda:) dobrze, ze dla meza takie zabawy tez sa wazne:)

A mnie się wydaje, że tych dzieci przybywa… bo wymyślono taką jednostkę chorobową. Podobnie jak to miało miejsce z polio – kiedyś pod nazwą „polio” kryło się milion zaburzeń, niekoniecznie nawet wywołanych przez wirusa. Teraz wąsko określono czym jest polio i choroba zniknęła (jeśli oczywiście pominąć przypadki polio poszczepionkowego).

Paulina

19.04.2016 21:46

Nie wydaje mi się, że wymyślono, bo to nic nowego. Po prostu teraz dzieci mają mniej doznań prawdziwych.hmmm

Dodaj komentarz: