Codzienny dzień

Codzienny dzień

Ze snu wybudza mnie tupot małych stópek. Ktoś właśnie wkrada się do naszego łóżka. Zerkam ukradkiem na zegarek, ufff jest 6:00. Nie wcześniej, nie później, jak w zegarku. Już ktoś łaskocze mnie po piętach śmiejąc się przy tym rozkosznie, za chwile będzie krzyk o poranne mleko. Póki co wybudza się drugi szkrab, który po nocnym karmieniu leży tuż obok mojego polika, bardzo zadowolony z tego, że nie śpi we własnym łóżeczku. Michał sunie w półśnie do kuchni przygotować mleko. Chwilę leżymy. Czas na szybką toaletę i wspólne mycie ząbków.

Michał idzie biegać, a ja zabieram się za robienie śniadania. Ale póki co mam chwilę tylko dla siebie, zaparzam kawę, nastawiam do spienienia mleko. To nic, że kawa jest bezkofeinowa a mleko roślinne, ale ten aromat, który rozchodzi się po kuchni wprawia mnie w dobry humor. No i smak. Nie wiem, jak to się stało, ale polubiłam kawę. Zerkam na zmywarkę, jak co rano zastanawiam się czemu nikt nie wymyślił opcji samorozładunku? Sama przyznałabym mu nagrodę. A nawet dwie.

Jedną ręką smażę jajecznicę, drugą miksuję kaszę jaglaną na ciasto. Jutro mamy gości a jaglane najlepsze jest, gdy dojdzie w temperaturze pokojowej przez noc. Doglądam jajecznicy, mieszam w misce składniki, co chwila zerkam do pokoju by zobaczyć co robią dzieci. Dopóki jest hałas to jest dobrze. Wyjmuję pieczywo, które upiekłam wczorajszego wieczoru, to bułeczki z ziarnami, przepyszne. Cieszę się, że nie zapomniałam ich nastawić, jak ostatnio kiedy rano improwizowałam z placuszkami. Przy kanapkach pomaga mi starsze dziecko, swoim plastikowym nożykiem smaruje pieczywo. Zezuję czy na pewno tylko pieczywo, w końcu zaczyna wyjadać śniadaniowy twaróg.

Michał wraca z biegania, szybki prysznic, szybkie wspólne śniadanie. Choć szybkie to uwielbiam wspólne posiłki, tak, nawet te chaotyczne z latającymi kawałkami bułek i przerwą na karmienie najmłodszego. Zabawiamy na zmianę dzieciaki.

Biegnę na fitness, to mój czas, moja godzina. Oczywiście wpadam w ostatniej chwili, jadąc po drodze trochę wyrzucam sobie, że znowu nie napompowałam kół roweru i znowu jadę autem. Przecież jeszcze tylko miesiąc ciepła! Daje z siebie wszystko, potem szybki prysznic, za każdym razem dziwi mnie, że po treningu tak niewiele osób go bierze. Ja lubię ten relaks, w dodatku nikt nie krzyczy zza zasłonki „akuaku” :) choć z drugiej strony nikt też nie podaje ręcznika.

Wracam do domu w ostatniej chwili, zdecydowanie trzeba nakarmić malucha. Jest 9:30. Z jednej strony dopiero, z drugiej AŻ. Teraz mam chwilę na pracę, taką z doskoku. Dzieci są jeszcze pełne sił i chętnie bawią się względnie same. Michał próbuje pracować na górze, choć i tak co chwila dołącza się do zabawy. Wymieniamy się gdy trzeba. W domu panuje uroczy gwar, choć czasem są to wysokie tony :) Ja odpisuję jedną ręką na mejle i komentarze, staram się wybrać zdjęcia do przepisu, który chcę opublikować wieczorem. Spisuję kroki i już mam pisać wstęp, ale… jednak zamek z klocków wymaga mojej fachowej pomocy. Buduję więc wieżę z dzieckiem opowiadając drugiemu co robimy :) Michał nadgania z pracą, bo pewnie, gdy ja zasiądę do mejli on będzie musiał ratować tę monstrualną budowlę.

Przed południem dzieci kładę na drzemkę. Dzisiaj udało mi się zsynchronizować ich czas spania za dnia. Mamy około dwóch godzin spokojnej pracy. Zbieram informacje do wpisu, piszę, piszę, piszę i odpisuję… lubię to. Michał też.

Z dziecięcego pokoiku dochodzi ciche pomrukiwanie, za chwilę jeden tuptuś wybiega w naszą stronę, po czym wraca i radośnie krzyczy do drugiego łóżeczka na cały głos „dziiiiidzia!”. Jakkolwiek nie jest to urocze to oznacza koniec snu i koniec ciszy :)

Szybki posiłek, czas na spacer. W głowie układam listę zakupów, do sklepu wstąpimy w drodze powrotnej. Jest lato, ubranie dwójki dzieci jest takie proste, żadnych kombinezonów, botków, czapek. Idzie szybko. Jest dzisiaj upalnie, zamiast iść na kilkukilometrowy spacer dzisiaj wybieram leniwą wersję. Rozkładam koc na placu zabaw, o tej godzinie tylko my tu jesteśmy. Leżę z malcem na kocu, starszak biega: piaskownica, zjeżdżalnia, karuzela, piaskownica, zjeżdżalnia, karuzela… nie wiem skąd ma tyle siły, ale trochę zazdroszczę.

W domu robię szybki obiad, jestem już zdecydowanie głodna. Znowu obiecuję sobie, że zakupy zrobimy dzień wcześniej a jutro na spacer wyjdę po obiedzie, z drugiej strony w cieniu drzew jest przyjemniej niż w nagrzanym mieszkaniu. Grilluje na szybko łososia, przygotowuję sałatkę, ustawiam kadr do fotografowania. Młodsze dziecko jest już zmęczone, szybko motam chustę, wiadomo, że najlepiej jest przy mamie. Choć jest ciepło lubię czuć bicie małego serduszka. Nakładam danie na talerz, ustawiam scenografię i cykam fotografie. Na szybko, bo najlepszy obiad to ciepły obiad. Wspólny posiłek. Trzy talerze lądują na stole, jeszcze kilka miesięcy i takie „dorosłe” obiady będziemy jeść we czwórkę.

Trochę się spieszę, mam spotkanie na mieście w sprawie naszej książki. Młodsze dziecko jedzie ze mną, w końcu musi mieć pod ręką mleko mamy. Michał przejmuje dom i starszaka. Zawsze możemy na siebie liczyć. Spotkanie jest dość męskie, ale dziecko głodne znaczy… głodne :) Wracam do domu zatrzymując się przynajmniej raz na „no proszę nie płacz już jesteśmy prawie w domu” ;-)

Razem trochę „sprzątamy”, każdy ma swoje obowiązki i teraz jest czas dla dzieci, choć dzisiaj trochę okrojony. Czytamy bajki, wyciągam z szafy rzutnik, taki, który pamiętam z dzieciństwa. Największy entuzjazm póki co wykazuje kot skaczący do jasnej plamy na ścianie. W każdym razie dzieciom się podoba :)

Michał wrócił z zakupami. U nas to on robi te większe, ja zawsze zapominam połowy.

Wspólna kąpiel to chyba najfajniejsza zabawa. Zabawki zajmują całą wannę :) Lulamy wspólnie dzieci. Lubię ten moment, gdy zasypiają. Nie buntuję się na to, że któreś z nas musi być obok. Z czasem dzieci z tego wyrosną, ale cieszę się, że teraz czują się bezpieczne, że nie zasypiają w płaczu czy same w pokoju.

Jest 20:30 mamy teraz czas dla nas i na pracę. Do północy jest kilka godzin, które w zależności od dnia zajmujemy po swojemu. Włączam oświetlenie studyjne, mam w planach nagrać filmik… jednak pasuje. Jestem zbyt zmęczona. Jemy romantyczną kolację, dzisiaj to kilka wybranych dojrzewających wędlin i porwana bagietka. Od czasu podróży dookoła Europy uwielbiamy takie przekąski. Oglądamy wspólnie połowę filmu i siadamy do pracy. Zaglądam do dzieci i jak matka wariatka patrzę czy na pewno oddychają. Słodko wyglądają, jak śpią. Robię jeszcze wpis i znowu się dziwię, że minęła północ.

Zasypiam w ułamek sekundy mając cichą nadzieję, że jutro/dzisiaj nie zacznie się o piątej… :) Dobranoc.

Spacer :)
Spacer :)
Codzienny dzień :) Matka Polka fotografująca :D
Codzienny dzień :) Matka Polka fotografująca :D
Karmienie na spacerze :)
Karmienie na spacerze :)

Komentarze:

świetny wpis!
Niech jutro zacznie się przynajmniej o 7:) i z dobrą kawą:)
uśmiecham się serdecznie do Waszej 4:)
i sle pozdrowienia z Drezna!

Paulina Stępień
  • Paulina

Weronika chyba masz moc ;) dziś było trochę dłużej! Uściski

Też kocham wieczorne usypianie, nie szkoda mi na nie czasu, wiem, że jeszcze kiedyś do niego zatęsknię.

Paulina Stępień
  • Paulina

Wieczorne usypianie jest fajne, choć był czas, że nie byłam zachwycona gdy nam to nie wychodziło. Ale teraz lepiej rozumiemy dzieci i wiem, że nic na siłę ;) i od tamtej pory lubię te chwile wyjątkowo.

  • Ania

Nasza Mała zasypia na 5 min po 15minutowym lulaniu, i tak w kolko min godzinę codziennie wieczorem – oddam złoto za radę jak usypiać dziecko z sukcesem!!

Fajny wpis… tylko nie widzę w tym wszystkim Michała. Czy nie macie czasem podziału ról Ty 90% on 10? Jeśli tak, to ma wspaniałą żonę, bo robisz naprawdę sporo, tylko nie dawaj się tak wykorzystywać i zagoń go do roboty.

Paulina Stępień
  • Paulina

Kasia absolutnie nie. Pisane moim okiem, ale Michał sporo pracuje (lub próbuje, bo to zależy od dnia), zostaje z dziećmi gdy ja wychodzę, razem ich kąpiemy, usypiamy. Mamy różny podział obowiązków, nikt nie robi nic mniej ważnego :) ale dzięki za troskę

  • Daria P.

Powinien też zrobić wpis i napisać nam jak to wygląda z jego perspektywy!

Paulina Stępień
  • Paulina

Daria myślę, że bardzo podobnie :) może Michał kiedyś zrobi.

u mnie standardowo ;) 5,15 pobudka, do pracy do 14.30. potem albo do domu [to rzadko], albo na zakupy [to częściej ;) ], do domu, obiad, zabawa z młodym, po 18 kąpanie synka, gotowanie mleka, a jak zaśnie, to do 21 wolny czas [przy kompie] i o 21 do łózia ;p

Paulina Stępień
  • Paulina

21 to start mojej pracy :D hihi, ale tych pobudek nie zazdroszczę absolutnie :)

i tak dzień w dzień

Bardzo fajny wpis, a ten dzień – wycinek codzienności – niezły maraton i to jeszcze na kawie bezkofeinowej, podziwiam. Ale zazdroszczę, że dzieci zasypiają gdzieś w okolicach 20:30. U mnie to marzenie niedościgłe. Mój zasypia po 22:00, a ja zawsze jestem przy dziecku. I tak już 4 lata. Wstajemy przed szóstą, więc dziecko musi być wcześnie kładzione do łóżeczka, więc kładę po 20:00, a dziecko ma i tak swój rytm i przed 22:00 nie zaśnie. A ja zawsze przy nim, niezmiennie. Jednakże brakuje mi tego wieczornego oddechu, tej chwilki by odsapnąć przed telewizorem. No nie mogę po prostu. Pozdrawiam serdecznie.

  • Agusia

Witaj w klubie mam ze swoją córeczką to samo ;-) a ma już 4 latka ;-)

Paulina Stępień
  • Paulina

Jola a śpi w dzień? Nam ze dwa tygodnie zajęła zmiana przyzwyczajeń a wpasowanie potem drugiego dziecka krócej. Pamiętam czas chaosu i zasypiania przez godzinę i to ok 22 i to była katastrofa, bo nie miałam kiedy pracować, dzieci zmęczone my wykończeni. Ale zmieniliśmy aż zasypiaja w max 20 minut w 90% dni ;)
Mogę zrobić wpis co u nas pomogło może pomoże. Trzymaj się.

  • Jola

Tak, poproszę wpis o spaniu. U nas jest z tym dramat od urodzenia, ale to inny temat.
W każdym razie od poniedziałku do piątku dziecko jest w przedszkolu, wstaje przed szóstą, a w przedszkolu owszem drzemka jest i podobno śpi. Też myślałam, że być może przez te drzemki jest problem z wieczornym zaśnięciem, ale nie. Gdy nie idzie do przedszkola to czasem śpi dłużej np. do 9:00 ale czasem i przed siódmą wstanie i przez cały dzień oka nie zmruży, bo to taki „nie-śpiący-typ” :-) i wydaje mi się, że może moje dziecię jest z tych co im niewiele snu potrzeba, ale ja z tej drugiej co spać lubią, także za mną i wciąż przede mną ogromne wyzwanie, jak wytrwać w tym czuwaniu. Zatem proszę o wpis o spaniu, może nam to pomoże. Dziękuję i pozdrawiam.

  • Ania

O taaak, będę niezmiernie wdzięczna za wpis o usypianiu dzieci! U nas codziennie na zmianę z mężem min godzinę lulamy, mała co chwilę sie wybudza i tak w kółko, zasypia dop ok 22….

  • Agusia

Jolu u nas ze spaniem to samo, niektóre dzieci tak mają ;-) tak stwierdził lekarz ;-( robiliśmy już wszelkiego rodzaju badania nawet neurologiczne i wszystko ok. Mała nasza jest tak wybiegana przez cały dzień a mimo to nie zaśnie wcześniej ;-) Kiedyś pobiła rekord obudziła się o 3 nad ranem a zasnęła o 6 rano i spała do 8 ;-)))jako niemowlę też się budziła w nocy, ale jeść nie chciała ;-) neurolog u którego ją badaliśmy stwierdził że my mamusie chciałybyśmy mieć święty spokój ;-) poszliśmy do drugiego i wszystko zdrowotnie ok ;-) Ale ponoć to „genetyczne” w rodzinie mojego męża to ponoć standard wśród dzieci ;-(

  • anucha

Polecam ksiazke „usnij wreszcie” na problemy z usypianiem maluchow, u nas sie sprawdzilo

  • Jola

Agusia, jak też tak myślę, że niektóre dzieci tak mają. Też próbowaliśmy dziecko zmęczyć na różne sposoby, zabawy, spacery, książeczki, ale to my padaliśmy, a dziecko wulkan energii i zero spania. Ma taki swój zegar, że zasypia w okolicach tej 22:00 i nic tego nie zmienia. Ale niestety, potem jest dramat rano, jak trzeba wstać do przedszkola.

Anucha, dzięki za info o książce, na pewno przeczytam.

  • Agnieszka Skupieńska
  • Odpowiedz

Świetny wpis! I niech mi ktoś powie, że się nie da połączyć pracy, macierzyństwa i czasu dla siebie. Wszystko się da! :)

  • Justyna Medyńska
  • Odpowiedz

Zazdroszczę Ci, że Twój mąż codziennie jest w domu. Mój niestety pracuje przez cały dzień. Wychodzi o 6:30 i wraca około 21:00. Chciałabym tak jak ty pójść na fitness, na zakupy, cokolwiek… I zrobić to bez dziecka.
Ja wstaję zazwyczaj razem z mężem o 6:00. Robię kanapki dla męża i posyłam go do pracy. Rozwieszam pranie, lub prasuję. Moja córka o tej porze jeszcze śpi, więc do 8:00 mam czas dla siebie. Odpalam fejsa i jem śniadanie. Potem karmienie, pakuję młodą do wózka i idziemy na zakupy pierwszej potrzeby. Wracamy do domu – ja gotuję obiad przy akompaniamencie wrzasków na leżaczku/bujaczku. Po ugotowaniu obiadu mamy zwykle pierwszą drzemkę. W tym czasie robię porządki. Po drzemce wychodzimy na dłuższy spacer, albo siedzimy w domu i mamy czas na zabawę. Potem wracamy do domu, podgrzewam wcześniej przygotowany obiad i jem go sama – również przy facebooku. Młoda zwykle w tedy jest marudna, ale nie umiem jej uspać, więc mam ją przytuloną w chuście, albo wisi mi przy cycu. Wreszcie usypia. A ja widzę, że zbliża się 21:00, więc podgrzewam obiad i przygotowuję kąpiel dla męża. Mąż wraca z pracy i kąpie się, a ja myję podłogi i nastawiam pranie. Zmywam naczynia (nie mam zmywarki) i zaczynam oglądać serial, ale nigdy nie umiem dotrwać do końca, więc na szybko kąpię się i kładę się spać, bo czeka mnie nocne wstawanie do dziecka.

Chciałabym, aby coś się zmieniło. Nie siedzieć tylko sama, spędzać więcej czasu z mężem. Marzę też o powrocie do pracy. Chociaż jeszcze jestem na urlopie macierzyńskim… Ale już wiem, że nie będę miała do czego wracać. Niestety osoba, która mnie teraz zastępuje wskoczy na moje miejsce po urlopie, a ja zostanę zwolniona. W czasie mojej nieobecności nastąpiło przekazanie firmy, więc będę musiała poszukać czegoś innego. :/

  • Anonim

3maj sie. Napewno znajdziesz cos innego!

  • Agusia

Wiesz gdy czytam Twój wpis, mam wrażenie, że czytam o sobie ;-( Moja córka ma 4 latka i ja skończyła 2 latka skończyły się również dzienne drzemki ;-( W nocy budzi się do dzisiaj i nie zaśnie przed 22. W dodatku jest pełna energii i zabawy co mnie cieszy, ale często nie nadąrzam, jeszcze jako osoba niepełnosprawna ;-) ale i tak kocham tę codzienność bez niej byłoby nudno, choć nie ukrywam, że chciałabym mieć chwilę dla siebie i więcej czasu spędzać z mężem, A tak padamy oboje ze zmęczenia ;-)

  • N

Najbardziej współczuje Ci w tym wszystkim samotności, rozmawiałaś z mężem o tym co się dzieje? Jesteś ciągle zdana na siebie, napisałaś co Ty robisz dla niego, a co on robi dla Ciebie? trzymaj się i mam nadzieję, że wszystko się ułoży!

Paulina Stępień
  • Paulina

Justyna myślę, że możesz coś zmienić :) a powiedz na czym polega szykowanie kąpieli dla męża? :) może są takie rzeczy jak ta, którą spokojnie może robić sam a Ty wtedy mieć chwilę dla siebie. Szkoda też drzemki na porządki, lepiej sprzątać z dzieckiem, może dłużej, ale czas drzemki warto wykorzystać inaczej :) codziennie myjesz podłogi? podziwiam! no i trzymam kciuki za pracę!

  • Kamila

Współczuję samotności, choć tak naprawdę rozumiem, bo mój mąż jeśli jest na miejscu to wraca co prawda już po 16 do domu, ale bardzo często wyjeżdża i nie ma go przez kilka tyg czy nawet miesięcy.
Myślę jednak, że zbyt dużo bierzesz na siebie. Rozumiem, że mąż dużo pracuje, ale przecież ty też nie siedzisz i nie pachniesz, zwłaszcza, że jeszcze w nocy wstajesz do dziecka – czy naprawdę on nie może sobie zrobić sam kanapek do pracy i wyjść bez budzenia ciebie? Czy nie może tej kąpieli sobie sam przygotować, cokolwiek to znaczy?
Czy naprawdę konieczne jest codzienne sprzątanie (zwłaszcza, że jeszcze nie ma kto brudzić, bo mąż całe dnie poza domem, a maleństwo z tego co zrozumiałam jeszcze niemobilne), mycie podłóg, pranie, prasowanie czy choćby nawet gotowanie obiadu?

Szkoda życia, naprawdę. Gdybym ja chciała być taką idealną panią domu, to w czasie długich wyjazdów męża chyba bym zwariowała i padła ze zmęczenia. A paradoksalnie mimo, że mi go czasem brakowało, kiedy trzeba było zrobić duże, ciężkie zakupy np. to czułam się czasem bardziej wypoczęta niż wtedy, kiedy jest, bo przynajmniej nie musiałam tak często sprzątać (nikt nie robi takiego bałaganu w domu jak mój mąż) :)

Ja tam drzemki wykorzystuję na odpoczynek, ewentualnie gotowanie obiadu. A np. prasowanie odpuściłam zupełnie (no chyba, że jest już absolutna konieczność), okazuje się, że kluczem jest odpowiednie rozwieszenie mokrych ubrań na suszarce :D

  • Pati

Justyna wyznacz sobie dni na poszczególne zadania – np w poniedziałek jest dzień prania – cały dzień pierz pranie, ale rób to tylko raz w tygodniu ew. dwa razy w tygodniu, innego dnia prasowanie, jeden dzień na większe porządki jak np mycie podłóg. Podłoga nie musi lśnić czystością, co innego jak maluch zacznie raczkować. Co do gotowania postaw na prostotę: co można ugotować w czasie nie dłuższym niż 20 minut? Możesz też gotować na kilka dni: polecam zupy, starczy na kilka dni, albo prosty kurczak z patelni plus jakiś ryż i sałata )sałata jest super, nie trzeba obierać i kroić :P). Jak nie przeszkadza Ci odgrzewane to wyznać sobie dzień gotowania i pozamrażaj jedzenie na tydzień: np sos do spaghetti, wyciągasz, przegotowujesz i gotowe :P

Zadaj sobie jedno pytanie: pracujesz tyle w domu (obowiązki domowe to też praca!!!) bo lubisz czystość, czy robisz to tylko dlatego żeby udowodnić mężowi że jak on pracuje to Ty się, za przeproszeniem, nie opierdalasz? Jak to drugie to wyluzuj, szkoda zdrowia ;) Jest lato, lepiej iść na długi spacer z dzieckiem niż myć podłogę! :) Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

  • Ewelina Czaplińska-Filarowska
  • Odpowiedz

Dobra organizacja dnia :-) U nas bez fitnesu ale za to więcej dworu, bo wychodzimy kolo 10 na godzinkę dwie a potem od 16-17 to juz do 20 stej nie moge ściągnąć dzieci do domu ;-)

kurcze ae jestes zorganizowana przy 2 dzieci. Ja przy jednym nie moge nic zrobic :( Julia ciagle potrzebuje mojej uwagi :(

Super wpis. Dzien zawirowany zupelnie jak moj z moja trojeczka. Pozdrawiam was bardzo milo sie czytalo widze ze nastepny wozeczek do testowania swietny:)

ta mała łapeczka sięgająca do ciasta mnie po prostu powaliła :D udało Ci się to zdjęcie :D

Gratuluję organizacji dnia, mnie czasami ciężko jest przy jednym dziecku i nie mogę zwlec się z łóżka o 8, a Ty z tego co piszesz masz 5-6 godzin snu i dajesz radę – respekt, bo ja po drugiej nocy już bym nie wyrobiła, miękka fajka ze mnie i tyle;). Skąd bierzesz tyle siły?

Paulina Stępień
  • Paulina

To chyba kwestia przyzwyczajenia. Zdarza mi się przysnąć, gdy ich lulam, ale tak to trzeba i juz ;)

Hehe, Jakbym czytala o sobie:) Z tym że ilość czasu poświęconego dziecku trochę mniejsza bo trzeba iść do pracy:(:(:(

Pani Paulino, może mogłaby Pani zrobić wpis o diecie matki karmiącej? Chyba że już gdzieś był taki wpis i go przegapiłam:) Pozdrawiam

Zrób koniecznie wpis o usypianiu.
Moja córcia ma 4 latka. Nie śpi w dzień od mniej więcej drugiego roku, ale nie mam co narzekać – w nocy przesypia 10-12 godzin. Czasem oczywiście się budzi, jak są jakieś złe sny.
A tak na marginesie, zazdroszczę energii. Ja z wiekiem potrzebuję niestety coraz więcej, a nie coraz mniej snu;-)

Paulina Stępień
  • Paulina

Ada coś jest z tym wiekiem, kiedyś byłam w stanie zarywać noce na pracę, teraz nie dałabym rady :D a wpis o spaniu zrobię

ja najbardziej nie lubie sprzątać a tego tu u cb nie widzę…he ja to mam się za swoim małym, mężem i po sobie sprzątać. maly za mną wszystko rozrzuca.

Paulina Stępień
  • Paulina

Jest ;) rano kuchnia, w międzyczasie Michał nastawia pranie jak trzeba a po obiedzie tez ogarniamy, ale razem. Dziecko uczę porządku, może rozrzucac a potem razem zbieramy i jest element zabawy. Ogólnie ładowanie pralki, zmywarki czy rozkładanie prania przeinaczamy w zabawę. Niekiedy dłużej to trwa, ale to sposób by nie tracić cennego czasu.

Fajny wpis. Zazdroszczę Wam tak dużych pokładów pozytywnej energii. Czy Wy nigdy nie jesteście zmęczeni? :P Nas póki co jest troje i padam na pyszczek każdego dnia a za 2 miesiące nasza rodzina powiększy się o kolejną osóbkę. Nasz synek przez 2 lata zasypiał ze mną i to była dla mnie męczarnia. Zasypianie często trwało po 2 godziny. Poźniej wstawanie w nocy, picie mleka, zmienianie pieluchy, szukanie smoka. Koszmar,koszmar,koszmar. Po dwóch latach walki przy zasypianiu przeczyłam książkę „Każde dziecko może nauczyć się spać.” Zastosowaliśmy się do wskazówek i w zasadzie po jednym dniu nasz synek zasypiał sam ! Pierwsze zasypianie było straszne bo ja siedziałam w kuchni i płakałam, mały płakał, wyskakiwał z łóżeczka i to tata ogarniał całą sytuację. A już następnego dnia obyło się bez awantury. W tym samym czasie odstawiliśmy smoka, o którym zapomniał po 3 dniach. Od tej pory bajka na dobranoc, buziak i przesypia całą noc. Zdarzają się oczywiście noce kiedy się budzi bo zły sen, bo się zmoczy… Ale w końcu mam wieczorem czas dla siebie na odpoczynek po całym dniu i nie denerwuję się że nie potrafię dziecka położyć spać i że tak to długo trwa. Więc mamy, które lubią być przy usypianiu dziecka-ok. Ale dla mam które to męczy i mają dość polecam przeczytać książkę i spróbować nauczyć dziecko zasypiać samo. Myślę ,że przy drugim dziecku też zastosuję tę metodę chociaż oczywiście nie od razu. Wiadomo że na początku maluszek potrzebuje często zjeść mleczko i się przytulić i najwygodniej jest spać z nim w łóżku. Ale w którymś momencie ten czas dobiega końca i czas na własne łóżeczko. Ja szczerze mówiąc nie wysypiałam się śpiąc z dzieckiem w jednym łóżku ale wiem że są mamy które nie wyobrażają sobie inaczej. I ok. Każda z nas jest inna i trzeba robić tak żeby było nam – dzieciom i rodzicom- komfortowo i dobrze razem :) Pozdrawiam wszystkie mamy :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Li jesteśmy zmęczeni, czasem bardziej lub mniej :) Dużo chyba robi samo nastawienie. U nas kiedyś były podobne akcje z zasypianiem i nocami, też czytałam tę książkę, ale nie stosowałam jakiś metod na przetrzymanie, którym jestem przeciwna, tylko różne zmiany nawyków. Trwało to dłużej, ale też dobre nawyki chociażby brak smoka łatwiej wprowadzić mi przy drugim dziecku :)

:) Dziecko śpi w pokoju obok, a jak popijam nie zimną, ale gorącą kawę. Czytam Twój post z wielką radością. Mój dzień wygląda podobnie. Tak jak ty lubię układać do snu córeczkę bez spięć i płaczu. Druga rośnie już pod moim sercem :) Właśnie wysłałam sms do męża z listą zakupów. Wieczorem piekę murzynka jaglanego z Twojego przepisu. Pozdrawiam ciepło.

Paulina Stępień
  • Paulina

Hahaha super :D to smacznego!

….. a jeszcze coś dodam :)
We wcześniejszych komentarzach pojawiły się głosy o nierównym podziale obowiązków między Tobą a Michałem. Wydaje mi się, że przeplatacie między sobą obowiązki. Jednego dnia ty robisz więcej, innego Michał. Każdy jest zadowolony :)

U mnie własnie tak działa. Ja jestem w domu z dzieckiem, mój mąż idzie na cały dzień do pracy. Nie oznacza jednak to, że robi mniej ode mnie. Gdy wraca z pracy pierwsze co robi to siada na dywanie i bawi się z małą, a gdy ma więcej siły, pakuje ją na rower i rusza do lasu :)

Uważam, że ważne też jest to w jaki sposób MY MAMY odpoczywamy w chwili gdy tata bawi się z dzieckiem. Ja do pewnego momentu mając chwilę wolnego zabierałam się za porządki, pranie itd. Teraz nauczyłam się określać, co mogę zrobić z dzieckiem, a co mi się nie uda przy jego obecności i własnie to robię w czasie wolnym. Sprzątać, prać, rozwieszać pranie, zmywac naczynia – to wszystko jest możliwe w obecności dziecka, potraktowane jako zabawa. W chwili obecnej, gdy córeczka śpi lub jest pod opieką taty, ja albo prasuję, albo popijam kawę i przeglądam blogi :) super!!!!

  • Justyna

A córeczka ma rok i 4 miesiące, a ja jestem w 7 miesiącu ciąży :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Justyna bardzo fajnie podsumowałaś. Też uważam, że wiele rzeczy można robić razem z dzieckiem w formie wspólnej zabawy. I też jestem zdania, że niczyja praca nie jest mniej ważna, grunt to się uzupełniać i móc na sobie polegać :)

Kurczę, no, jak Wam się udaje to wszystko zmieścić w 24h???? szacun… :D

Paulino Twoje słowa są pełne radości i ciepła. Cudownie jest czytać o młodym i szczęśliwym małżeństwie, a właściwie już rodzinie, która ma czas na wspólne zjedzenie posiłku i czuje radość z bycia ze sobą. Znajdujecie też czas na sport, pracę i dbanie o siebie-to niebywałe. Życzę Wam i wszystkim młodym małżeństwom mnóstwa sił, wytrwałości w dążeniu do celu i nie zapominania o tym, co jest naprawdę ważne w życiu – Miłości ;)

Paulina Stępień
  • Paulina

Aurelia dziękuję :)

Super czytać, że są małżeństwa wspierające się ;-) NIestety większość małżeństw zupełnie sobie z tym nie radzi. Prowadzę zajęcia w poradniach małżeńskich i niestety to szczera prawda ;-(

„Na zmywarkę, jak co rano zastanawiam się czemu nikt nie wymyślił opcji samorozładunku? Sama przyznałabym mu nagrodę. A nawet dwie.”

Mam te same przemyślenia co rano :D

  • mama

ja do niedawna nie miałam zmywarki, wiec odkad mam to załadowywanie i rozładunek to dla mne relaks!!! :)) serio

Świetny wpis :) podobnie postrzegamy macierzyństwo i ja także mogę liczyć na ogromne wsparcie mojego cudownego męża :) planujemy rodzeństwo dla naszego syna (dziś kończy 4 miesiące), czy możesz napisać z jakiego wózka aktualnie korzystasz (chodzi mi o model ze zdjęcia pod tym wpisem). Szukałam o nim odrębnego wpisu, ale jakoś się nie dokopałam :)

  • J&K

A jednak znalazłam :D
Wózek podwójny Mountain buggy duet (w opcji dwie spacerówki lub gondola+spacerówka)

To inne pytanie: kupowałaś go w PL czy na zagranicznych portalach? bo cena 2 000, o której wspomniałaś jest bardzo zachęcająca :) i przede wszystkim rozmiar i ustawienie foteli :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Będę robić jego recenzję to na pewno tutaj wstawię link :) pewnie za jakieś 2-3 tygodnie :) po drodze inny podwójny, który u nas był.
Ja kupowałam w Polsce, trafiłam super nowy wózek na dwuletniej gwarancji po prostu powystawowy. Czaderski. Potem widziałam używany drożej o tysiąc złotych :O Chyba po prostu trzeba obserwować. Jak dla mnie wózek bliski ideału :) obecnie mój naj naj naj :) ale oczywiście wady też ma hihi, obiecuję wpis na pewno.

O widzę że mój pomysł na wpis zrealizowany:) super się czytało. Fajnie się dowiedzieć, że nie tylko u nas w domach kręcimy się jak w kołowrotku cały dzień i że trudno nam wszystkim to jakoś ogarniac, szczególnie jeśli ma się więcej jak jedno dziecko (u mnie troje 7 lat, 3. lata, najmłodsże 4 m-ce ) czasem jest ciężko ale nie zamieniłabym się na nic innego – w rodzinie siła! I nam tu wszystkim duuużo siły życzę pozdrawiam:)

Paulina Stępień
  • Paulina

Megi super podsumowałaś, w rodzinie siła! Może to właśnie stąd czerpię energię, choć niekiedy wysysają te małe potwory :D

U nas dzień wygląda dokładnie tak samo, z tym, że udaje nam się zmieścić jeszcze więcej czasu dla dzieci, spotkanie ze znajomymi lub rodziną i dodatkowy spacer a mamy piątkę dzieci. Ja niestety nie mogę namówić męża na bieganie, bo siedzi w pracy 6-18 i po powrocie woli sobie pograć w gry komputerowe, więc na porannym fitnesie ćwiczę „za dwóch” :)

Bardzo fajny wpis. Mój mąż niestety pracuje na 3 zmiany i często jestem sama i chociaż mamy jedno dziecko i psa to ja nie daję rady ze wszystkim. Zawsze coś jest nie zrobione nawet jak wieczorem maleństwo już śpi to ja jestem zbyt padnięta żeby coś zrobić. Trudno mi się przyzwyczaić do tego bo z natury jestem pedantyczna ale zdecydowanie wolę pobawić się z dzieckiem niż np.prasować. Ciekawe jak to będzie jak wrócę do pracy … Teraz przynajmniej wiem dlaczego nie odpisałaś mi Paulinko na e’maila z 5 maja. Przy tylu obowiązkach i dwójce małych dzieci dobrze że znajdujecie chociaż chwilę dla siebie. Podziwiam i będę brać przykład że w rodzinie siła!!! Pozdrawiam!

Paulina Stępień
  • Paulina

Magdalena no to teraz mi głupio. Teraz cofnęłam i widzę, że przeoczyłam, bardzo się staram, ale ogólnie chyba najłatwiej odpowiadać mi na komentarze, bo na poczcie to nieraz tyle spamu, że coś potrafię przeoczyć, za to przepraszam.
A wieczorami odpocznij trochę :) jak raz nie sprzątniesz to nic się nie stanie :D uściski
PS: a jak sobie poradziłaś z dietą? i jak maluch?

  • Magdalena

Od 3 tygodni zaczęłam jeść prawie wszystko oprócz rzeczy smażony, wzdymających, cebuli i czosnku. Problemy z kupką mamy do tej pory bez względu na to czy byłam na diecie czy nie. Być może to od tego mleka modyfikowanego no ale muszę synka dokarmiać bo jest małym łakomczuszkiem. Pozdrawiam serdecznie!

Hej Paulina!

Bardzo fajny wpis..Ja też najbardziej lubię wieczorną kąpiel i spanko :)
Adaś ma 2 lata i 3 miesiące. Zasypia sam, leżę z nim w łóżku jak pije mleczko a potem buziaczek i idzie spać sam około 20. Dość długo chodził spać o 19, ale teraz jest dość jasno o tej porze, pora spania nam się przesunęła. Od zawsze śpi sam, więc nie mamy problemu z lulaniem, leżeniem z nim itd. Zawsze byłam przeciwna lulaniu dzieci i tego się trzymałam i jestem zadowolona, że na się udało. Niektórzy właśnie muszą lulać dzieci do 4 roku życia, ja chcę mieć też czas dla siebie wieczorem i dla męża. Dzieci owszem są ważne, ale nie zapominajmy o sobie!
Pozdrawiam

Dodaj komentarz: