Jak uniknąć histerii na placu zabaw – 7 zasad

, komentarze: 13

Jak uniknąć histerii na placu zabaw – 7 zasad

Podrzucam wam kilka sposobów na to, jak zapobiegać histeriom na placu zabaw, w klubikach, na dworze, na spacerze itd. To bardzo fajne triki, które sprawią, że nie będzie takich sytuacji.

Zazwyczaj każdy pisze o tym, jak radzić sobie z histerią, ba, o tym będzie, ale dzisiaj o tym, jak zapobiegać, bo wbrew pozorom to o wiele skuteczniejsze działanie i przynoszące więcej korzyści. Moje dzieciaki nie robią „scen”, wracamy do domu kiedy ustalimy, że jest na to czas. Nie twierdzę, że poniższe metody zadziałają zawsze, ale możesz spróbować :)

1. Zrozumienie

Po pierwsze i najważniejsze to zrozumienie. Dziecko wpada w płacz, gdy przerywasz mu zabawę? To zrozumiałe, ty też nie lubisz/lubiłaś wychodzić z imprezy w najważniejszym momencie. U dzieci jest tak samo. Przyjrzyj się co robią. Jeśli akurat twoje dziecko buduje zamek i została mu jedna wieża to najpewniej gdy ją skończycie nie będzie wielkich ALE by wracać. Nie ma jednak nic gorszego niż nagłe przerywanie zabawy, bo tak.

2. Uprzedzanie

Podobno są badania, że wcześniejsze uprzedzanie dziecka o zdarzeniu podnosi poziom kortyzolu we krwi, czyt: zwiększa stres. Ale z drugiej strony widzę, że uprzedzanie działa cuda. Dla dzieci niewiele znaczy: „jeszcze 5 minut i idziemy”, bo najpewniej wcale nie ogarniają zegarka. Za to jeśli ocenicie czas „zadaniowo” to jest łatwiej: „zjedź jeszcze dwa razy i będziemy iść”.

Ja zazwyczaj uprzedzam dzieci najpierw ogólnie: „dzieciaki, niedługo będziemy się zbierać”, a potem „jeszcze dwa okrążenia/zjazdy i będziemy iść”. Często moje dzieci negocjują i uważam, że to jest fajne. Nie widzę podstaw by upierać się przy swoim. Jeśli proponują: „mamo trzy zjazdy i już” to nie mam nic przeciwko, tak samo jeśli wychodzą z inicjatywą, że jeszcze „chcemy pójść na karuzelę, a potem do domu”. Początkowo dzieciakom musiałam przypomnieć, że tak się umawialiśmy. Teraz nigdy nie mamy z tym problemu, sami wiedzą, że pora do domu i jestem z nich dumna, tym bardziej, że obecnie to zazwyczaj dzieci określają ile jeszcze chcą się pobawić i zawsze to ogarniają.

3. Cel

Wracamy, „bo tak” lub „bo tak mówię” jest abstrakcyjne i bez sensu. Staram się tłumaczyć: „jest późno, wrócimy, a potem będzie kąpiel i książki, co dzisiaj chcecie czytać?”. Bardzo fajnie sprawdza się też planowanie wyjścia przed wyjściem, jeśli wychodzicie gdzieś na kilka godzin i po drodze macie w planach jakieś miejsce, które może wasze dzieci wciągnąć na dłużej, to polecam rozrysować sobie dzień klatka po klatce, najlepiej tak by kolejne wydarzenia również w jakiś sposób były ciekawe dla dziecka.

4. Do zobaczenia

Bardzo fajnym rozwiązaniem, szczególnie gdy dzieci były małe było „żegnanie się” z atrakcjami. Nie umiem tego do końca wyjaśnić, ale gdy dzieciaki krzyczały „papa plac zabaw/kulki/piaskownica itd”, to działało to cuda. Było też zawsze wesołe i jakoś może to to nastawienie dużo dawało?

5. Rozmowa

Czasem jest tak, że dziecko nie chce i już. Nie jestem zwolennikiem siłowych rozwiązań w jakiejkolwiek formie (chodzi mi o wynoszenie siłą, krzyki, straszenie itd.). Stawiam na rozmowę: „widzę, że fajnie się bawisz, podoba ci się tutaj?”. „To może za kilka dni znowu przyjdziemy i kupimy bilet na dłuższe wejście/przyjdziemy wcześniej?”. W tym drugim przypadku ważne by faktycznie dotrzymywać obietnic, bo dzieci, nawet najmłodsze pamiętają, serio.

Ogólnie rozmowa nawet z najmniejszym dzieckiem ma sens, a jak nie rozmowa to przytulenie. Też działa cuda.

6. Konsekwencje

Na koniec słów kilka o konsekwencjach, takie bardzo modne słowo ostatnio. Powiedzmy sobie raz, jeśli mówisz do dziecka, które nie chce iść do domu „przestań, bo będą tego konsekwencje” to tak naprawdę je straszysz i najpewniej potem dajesz karę (brak bajek, szlaban na cukierki itd.). Konsekwencją w tym przypadku może być to, że dziecko będzie zmęczone/spóźnicie się gdzieś/będą go szczypać oczy od płaczu. Tyle. Powiedz o co chodzi: „chcę byśmy już poszli, bo zrobiło się późno/spieszę się na spotkanie”, to naprawdę działa lepiej niż krzyki i popędzanie, a tym bardziej mieszanie w głowie tymi konsekwencjami :)

7. Podziękuj

Lubię dziękować, uważam, że to bardzo miły zwyczaj. Na koniec dnia, w łóżkach dziękujemy sobie za miły dzień. Często ma to charakter opowieści co dzisiaj robiliśmy. Pytam się dzieci co im się najbardziej podobało lub co dzisiaj robiły. Gdy nie mają chęci opowiadać to ja opowiadam jaki fajny był dzień, ale skupiam się na dziecięcych smaczkach: „a potem poszliśmy na plac zabaw, bardzo podobało mi się jak dzisiaj razem się bawiliście, widziałam, że pomagałeś bratu, a potem tak jak obiecałeś po ostatnich dwóch zjazdach wzięliście zabawki i zaczęliśmy wracać do domu. Dzięki, to był fajny dzień”. Nie twierdzę, że trzeba dziękować za wszystko, ale myślę, że każdy lubi wiedzieć że docenia się czyjeś starania. Czasem podkreślenie, że się coś zauważyło jest o wiele więcej warte niż jakiekolwiek nagrody, pozytywnie też wpływa na poczucie własnej wartości u dziecka :)

I choć brzmi to może wszystko zbyt prosto to serio to potrafi działać cuda. Najważniejszy jest spokój i zrozumienie, a reszta przychodzi sama. A dzieciaki bardzo szybko stają się odpowiedzialne za swoje małe czyny. Powiem wam, że mi bardzo podoba się takie podejście, mam nadzieję, że też zaprocentuje w przyszłości.

A jeśli szukacie mądrych książek o wychowaniu to zerknijcie na ten wpis: poradniki, które warto przeczytać.

A wy macie swoje sposoby? Chętnie je poznam.

Komentarze:

Akurat niestety przechodzimy etap histerii…..;)

U nas najlepiej działa metoda na ilość typu : jeszcze 3 zjady/ wejścia itp. i idziemy i nigdy nie ma problemu.

Martyna Ulatowska-Pieróg

20.07.2016 07:41 Odpowiedz

Mam nadzieje ze metody zadziałają

mi syn ostatnio taka szopke odstawil ze myslalam ze wyjde z siebie, ale zobaczymy jak maja sie dane rady w praktyce :)

Super rady! U nas wszystkie w użyciu bo od naprawdę malutkiego wszystko synkowi tłumaczę. Nawet wtedy gdy babcie, ciocie itd. mówiły, ze on jeszcze przecież nie rozumie i lepiej Po prostu wziąć na ręce i dzies zanieść niż zapraszać żeby sam podszedł. Teraz synek ze zdziwienim patrzy jak inne dzieci z krzykiem opuszczaja plac podczas gdy on zaproszony wsiada do wozka i jedziemy do domu.

U nas nic nie działa… Prośby groźby przekupstwa… Codziennie wchodzimy z placu zabaw z wielką histerią…

Agnieszka Dąbrowska

20.07.2016 16:38 Odpowiedz

Konsekwencją zrobienia histerii przez dziecko, które opuszcza np. plac zabaw jest niezabieranie go następnego dnia na plac zabaw (informujemy dziecko czemu). Jeden dzień pobawi się w domu, a za dwa dni idzie na plac i wraca stamtąd z uśmiechem. (y) :)

Na urlopie takie coś się nam coś przytrafiło, mówiliśmy wtedy, że jeśli będzie płakać za każdym razem przy wychodzeniu z placu zabaw to nie będziemy mieć chęci z nią przyjść następnym razem. I przed wejściem na plac zabaw mamy umowę, że możemy pójść pod warunkiem, że kiedy trzeba będzie iść dalej to pójdziemy bez płaczu,bo to nie jest fajne i nam tez wtedy jest przykro i nie mamy ochoty juz więcej na plac przychodzić. Działa :) rozmowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa :)

Punkt numer 7- cudowny!

Co w wypadku półtorarocznego dziecka, które nie rozumie, że już trzeba wracać do domu, bo późno, kąpiel, spanie itd. ? Zawsze spokojnie tłumaczę, ale mam wrażenie, że ono i tak nie rozumie, o co mi chodzi i kończy się płaczem.

Paulina

20.07.2016 22:19

Nie martw się, uwierz mi to procentuje potem, zanim się obejrzysz. Ja obracałam wiele w zabawę. Żegnanie się z zabawkami, tance, wygłupy to bardzo pomaga i nie robi „tragedii” z wyjścia.

Algo

21.07.2016 12:34

U nas 13 mies i też już histerie i to właśnie o plac zabaw. Niby tylko się huśta, a huśtawkę mamy też na placu, ale wyciągnąć się nie da. Muszę zacząć testować te porady.

Ooo, my też z chłopcami pod koniec dnia dzielimy się przeżyciami. Jest to nasza rodzinna modlitwa. Dziękujemy Bogu za udany dzień i tu nasz 4 latek wymienia za co dziękuje, później jeśli coś nam się nie udało to przepraszamy i myślimy jakby coś naprawić. Następnie prośby i wybrana przez dzieci znane im np. Ojcze Nasz. Taka rodzinna, spontaniczna modlitwa bardzo nas zbliża i jest czymś naturalnym. Myślę, że dziecko nie kojarzy wtedy modlitwy z niezrozumiałą formułką, której trzeba nauczyć się do I Komunii Św. Jest to po prostu zwykła rodzinna rozmowa, do której zapraszamy Boga. Pozwala ona wsłuchać się czym żyją serduszka naszych pociech :-)

Dodaj komentarz: