BLW – wrażenia po 3 miesiącach

BLW – wrażenia po 3 miesiącach

Paulina Stępień
  • Paulina Stępień
  • 29 komentarzy
  • Aktualizacja:

Planując rozszerzanie diety młodszego dziecka kierowała mną wielka ciekawość co do metody BLW. Trochę bardziej na luzie, wiedząc jakie błędy popełniłam przy starszym, z większą wiedzą odnośnie żywienia uznałam, że to może być TO. Może nie tyle kierowałam się samą ideologią (stopniowe odstawianie od piersi sterowane przez dziecko, niezmuszanie do jedzenia) ile wspomnianą ciekawością. Mając w domu jednego niejadka czułam, że hasło „twoje dziecko pokocha dobre jedzenie” jest mi bliskie. Jak u nas sprawdza się BLW? Czy warto? To moje, bardzo subiektywne wrażenia.

Zanim zaczniesz czytać dalej o moich wrażeniach przeczytaj wpis: Rozszerzanie diety dziecka metodą BLW – wszystko co musisz wiedzieć a także 18 błędów żywieniowych dzieci.

W wielkim skrócie, dla tych, którzy nie wiedzą, BLW to metoda wprowadzania posiłków stałych oparta na pominięciu papek i karmieniu dziecka przez rodzica, za to skupiająca na tym, że to dziecko podejmuje decyzję ile ma zjeść. Pozwala się dziecku na smakowanie, jedzenie rączkami i wybór spośród tego co sami przygotujemy. Co ważne, dziecko musi siedzieć, bo dbamy o jego bezpieczeństwo (co moim zdaniem jest też ważne przy karmieniu papkami i po kursie pierwszej pomocy, który ostatnio skończyłam, dziecka bym już w leżaczku nie nakarmiła jak kiedyś, ale to tak na marginesie :)).

Wiedzę o BLW zaczęłam zgłębiać na długo przed samym rozszerzaniem, a książkę przeczytałam jak maluch miał miesiąc czy dwa. Książka to podstawa i to nie jest tylko moje zdanie. Wyjaśnia wiele wątpliwości, szczególnie takie ogólne mity, jak zakrztuszenia czy rozszerzanie diety za wcześnie/późno. Warto przeczytać, nawet jeśli nie planujecie wprowadzać BLW.

To tyle słowem wstępu.

BLW czyli bobals lubi wybór i duży bałagan
BLW czyli bobals lubi wybór i duży bałagan

BLW u nas

Pokarmy stałe do rączki zaczęliśmy podawać, gdy maluch samodzielnie usiadł (samodzielnie, bez kiwania itd), to było zaraz po skończeniu 7 mc życia. Wcześniej był karmiony wyłącznie piersią.

Na początku zaskoczyła mnie wielka ciekawość i wcale nie aż tak dużo bałaganu, o którym wszyscy piszą. Brokuł al dente, gotowana marchewka w kawałkach i surowe jabłko. Wszystko zostało spróbowane, może nie zjedzone, ale posmakowane, obejrzane, obślinione – na pewno :)

I w zasadzie to nam weszło w nawyk. W zasadzie od tamtej pory jadamy wszyscy razem.

Co mi się podoba w BLW?

Wspólne posiłki. Każdy siada przy stole, maluch w swoim foteliku. Każdy z domowników dostaje jedzenie i je próbuje jeść :) Podoba mi się to, bo każdy je ciepłe danie. Dzieciom czasem pomagamy, dzieci czasem karmią nas (haha), ale ogólnie jemy RAZEM. To dla mnie wielki plus.

Mniej gotowania. W zasadzie nie gotuję specjalnie dla dzieci, chyba, że sami jemy coś ostrego to wtedy przygotowuję coś specjalnie dla nich lub łagodniejszą wersję tego dania. Najmłodszy tak samo. Jemy łososia z ziemniakami i brokułem to dostaje po kawałku wszystkiego. Na śniadanie jest sałatka z awokado i domowe bułki – to też dostaje do zjedzenia/spróbowania awokado, pomidora, jako i bułki. Jabłko na przekąskę – również. Po pierwsze to wygodne, po drugie sami staramy się jeść zdrowiej, po trzecie dzieci chętniej jedzą widząc, że my jemy to samo. Też wielki plus.

Maluch potrafi jeść widelcem. To coś co mnie wczoraj zaskoczyło, ale wziął plastikowy widelec i z niewielką pomocą, by nadziać pokarm, bez problemu celował do buzi i jadł, jak dorosły swoją porcję kopytek. Domyślam się, że to też dlatego, że od początku samodzielnie wkłada rzeczy do buzi, a nie jest karmiony, ale może to moja opinia na wyrost. Niemniej samodzielne jedzenie sztućcami to ogromny sukces. Pamiętam, że starszy miał bardziej 14 mc,a nie 10, gdy tak zaczął jeść, ale też trudno mi ocenić czy to kwestia dziecka czy BLW. Niemniej dziadkowie byli zachwyceni, jak to zobaczyli :)

Większa samodzielność. Pomijając epizod z widelce na pewno BLW uczy większej samodzielności. Dziecko bez problemu chrupie, gryzie. Obgryzienie jabłka do ogryzka bez żadnych siatek itp., nie stanowi problemu. Branie kęsów jedzenia, dobre wymierzanie porcji (nie za dużo, nie za mało) również idzie z każdym dniem lepiej. Tutaj widzę wiele plusów, bo choć dziecko małe to radzi sobie świetnie. Sporo operuje rączkami i w sumie podoba się to, że nie muszę dziobać, kroić, rozdrabniać czy też podawać, karmić, czy o zgrozo robić „uwaga leci samolocik” :)

Nauka gryzienia. Od samego początku, skoro pomijamy lub minimalizujemy papki, to dziecko jada stałe pokarmy. Liczę, że w przyszłości będzie miało mniejsze problemy z nauką mówienia, ale to się okaże. Teraz plus jest taki, że gryzienie, przeżuwanie, rozdrabnianie jest jest problemem co na pewno też zwiększa chęć do próbowania kolejnych rzeczy.

Duża samodzielność dziecka to wielki plus

Duża samodzielność dziecka to wielki plus
Duża samodzielność dziecka to wielki plus

Co mi się nie podoba lub mnie rozczarowało?

Bobas lubi wybór… za bardzo. Może to kwestia wieku, ale dziecko dość często (dla mnie za często) wyrzuca warzywa poza talerz. Mięso, rybę, kluski – zje z przyjemnością. Ale awokado, brokuł czy pomidor często lądują poza zasięgiem wzroku. Teoretycznie w książce jest napisane, że dziecko samo wie co powinno jeść i by mu zaufać, jednak w moim odczuciu gardzi warzywami bardzo, co mi się nie podoba. Staram się przez to częściej układać mu same warzywa, ale gdy widzę frustracje to często kończy się na podaniu tego co lubi. Tutaj założenia jakoś rozmijają się z rzeczywistością, ale może to kwestia wieku, zobaczymy.

Bałagan i marnowanie jedzenia. Teoretycznie nie jest źle, sam bałagan mnie nie rusza. Pierwsze 2-3 tygodnie było bardziej nabałaganione, ale wytrzeć podłogę w kuchni nie jest trudno, więc nie stosowaliśmy ani folii ani fartuszków ani nic w tym stylu. Gorzej z jedzeniem nie do zjedzenia, bo psa nie mamy :) Gdy widzę jak dziecko rozgniata w rączce przygotowaną jajecznicę z jaglanką to troszkę mną telepię. Sama bym ją chętnie zjadła. Część sam zliże z rączek, ale bywa tak, że niewiele da się uratować. Oczywiście fantastyczne są te zabawy sensoryczne z jego punktu widzenia, ale mi to średnio się widzi. W efekcie staram się podawać, jak najmniej tego typu pokarmów, więc ograniczam trochę ten wybór (niestety) albo w przypadku jakiś musów/zup krem na obiad sięgam jednak po łyżkę i trochę pomagam (oczekiwania vs rzeczywistość haha), gdy kolejna próba jedzenia łyżeczką oraz rączką kończy się wielkim plask :)

Brak regularności. Przy tradycyjnym rozszerzaniu diety, jakie praktykowałam przy starszym dziecku było tak, że ten stały posiłek dość szybko i na stale zastępował posiłek mleczny. Był taki bardziej schematyczny. Tutaj bywa, że maluch potrafi wsunąć całego pulpeta, zagryźć kiszonym ogórkiem, popić wodą i dopchać ugotowaną kaszą jaglaną i jest tak najedzony, że i dwa karmienia pominie. A czasem jest tak, że wszystko jest źle, że wszystko co naszykuje jest absolutnie nie do zjedzenia. Zgodnie z założeniami BLW i nie zmuszaniu dziecka do jedzenia oraz ogólnymi zaleceniami, że to posiłki mleczne są podstawą diety do 1 r.ż. powinnam podać dziecku pierś.

I tu pojawia się problem, bo jeśli maluch w ostatnim czasie częściej cały posiłek jadł sam bez dopijania z piersi to mój organizm też się dostosował i mleka nie ma tyle samo. Oczywiście mogę leżeć teraz z dzieckiem przy piersi aż sobie wyciumka, ale z dwójką brzdąców to raczej niemożliwe, bo nie chcę zaniedbać nigdy starszego. W efekcie kończymy na jakiejś szybkiej papce podanej łyżeczką, bo wydaje mi się to mniejszym złem niż zostawienie głodnego, płaczącego niemowlaka. To jednak najmniejszy problem, bo widzę, że o ile na początku zawsze i tak była pierś, o tyle teraz co raz częściej są prawdziwe dania zamiast mleka.

Co sądzę o BLW?

Gdy czasem siedzę i czytam dyskusję na grupach BLW to mam wrażenie, że część osób aż za bardzo się wkręciła, a BLW zrobiło się wręcz szaloną ideologią, której wyznawcy mogą niemal spalić na stosie za zjedzenie papek :) Staram się więc podchodzić na większym luzie i powiem Wam, że ogólnie jestem bardzo na tak. Plusy w mojej prywatnej ocenie są znacznie większe niż minusy. Najbardziej cieszy mnie możliwość wspólnego jedzenia posiłków oraz ta dziecięca samodzielność w jedzeniu.

Jestem ciekawa czy macie doświadczenie z BLW, może macie obawy albo pytania? Starałam się wypisać minusy, bo mało się o tym mówi, ale też plusy, które liczę, że zaprocentują w przyszłości :)

Jeden z ulubionych obiadów :) łosoś grillowany na patelni bez tłuszczu, frytki z marchewki z piekarnika oraz hummus
Jeden z ulubionych obiadów :) łosoś grillowany na patelni bez tłuszczu, frytki z marchewki z piekarnika oraz hummus

Komentarze:

  • Maria Gabriela Dobrzańska
  • Odpowiedz

Zgadzam sie z twoim wpisem w stu procentach. Ja po prostu staram sie to rozsądnie wyśrodkować. Troche zupki i tez troche kurczaczka czy chlebka. Najgorsze to dla mnie marnowanie jedzenia. Mysle ze wszystko po prostu trzeba stosowac z głową.
Pozdrawiam

Dla mnie jedynym minusem jest marnowanie jedzenia. Na szczęście coraz go mniej. Czasem dojadam po córce. Ale i tak sporo ląduje w koszu. A poza tym jestem zachwycona: posiłek córki to dla mnie czas wolny: na moje jedzenie, na ciepłą (ha!) herbatę. I w ogóle „wszystko samo za mnie się dzieje” ;)

  • W podróży przez życie
  • Odpowiedz

Ja nie czuję się fanatyczką żadnej metody.
U nas jest tak, że Mała większość je sama, ale z częścią rzeczy (np. płynnych) pomagamy i też jest w porządku.
Mam chwilami wrażenie, że karmienie łyżeczką bardziej męczy mnie niż Małą i… więcej po nim sprzątania ;)

Mój 4-letni syn była karmiony tradycyjną metodą „papkami” oczywiście przeze mnie. Córka ma teraz 1,5 roku i od początku stosowałam metodę BLW. Jak dla mnie różnica w samodzielności jest OGROMNA!!!! Także polecam wytrwać :)

A ja znalazłam sposób na marnowanie jedzenia. Przed posiłkiem rozkładam na podłogę prześcieradło i stawiam na nim krzesełko do karmienia. Po zakończonym przez dziecku posiłku, zbieram to co dziecku upadło, bądź wyrzuciło, blenduje, ewentualnie dokładam jeszcze warzywo lub wywar mięsny i mam zupkę krem na następny dzień :)

Jestem również za tym, aby zbyt nie przesadzać z fanatyzmem. Zupkę daję w postaci kremu, albo z drobno pokrojonymi warzywami, a z drugim daniem Jaś radzi sobie sam!

Paulina Stępień
  • Paulina

Mi raczej chodziło o coś co nie jest do uratowania, jak rozgnieciona w rączkach jajecznica czy pulpety, to są po prostu drobinki i niestety idą na zmarnowanie.

U nas synek śniadanie zjada samodzielnie, zupa – normalna, nie papka, – podawana lyzeczka, drugie danie, kolacja samodzielnie raczkami. Owoce rowniez samodzielnie raczkami. Juz nie wyrzuca jedzenia, chyba, ze zobaczy psa to chce go dokarmic:) Teraz ma 13 mcy. i zawsze najada sie samodzielnie ale wczesniej mial takie dni, ze prawie nic nie zjadl i tylko piers byla. Widocznie dziecko ma zmienne potrzeby. My tez mamy czasem dni gdy nie chce sie nam jesc. Tez zal bylo mi jedzenia ktore chetnie ja bym zjadla a zjadal pies z podlogi…:)
Moze napiszesz jakie potrawy podajesz dzieciom, cos prostego a smacznego i pozywnego jak jajecznica z jaglanka – niby takie prosze a ja nie wpadlam na rakie polaczenie. Jutro bedzie u nas na sniadanie.

Wydaje mi się, że taki „złoty środek” to jest najlepsza rzecz tak tutaj, jak we wszystkim. ;-) Papki nikomu krzywdy nie zrobią, o ile z nimi nie przesadzimy. Dla rozwoju mowy oczywiście dobre będzie wczesne wprowadzanie pokarmów stałych, ale nie warto kompletnie rezygnować z podawania zupek łyżeczką, skoro to też ma swoje plusy. Z perspektywy (początkującego co prawda) logopedy powiem jeszcze, że samo karmienie łyżeczką nie jest złe, tylko należy robić to prawidłowo: nie wciskać tej łyżeczki dziecku do buzi (a tym bardziej, jak niektóre mamy jeszcze robią, nie wycierać tej łyżeczki o usta bobasa!), tylko podsunąć mu porcję zupki przed buzię tak, by samo mogło „sięgnąć” i zgarnąć wargami jedzenie. ;-)

Bardzo masz, Paulino, zdrowe podejście do sprawy, gratuluję! :-)

Mój starszy syn był karmiony na początku piersią, od 6 miesiąca zaczynałam od papek ale dosyć szybko wprowadzałam kolejne pokarmy. Mimo to był bardzo samodzielny, operował sztućcami w wieku 9 miesięcy, sam jadł wszystkie posiłki, pomagałam tylko przy zupach. Ale on wszystko robił szybko. W wieku 9,5 miesiąca zaczął chodzić i to samodzielnie nigdy nie prowadzałam go za rączki. Więc uważam, że to nie metoda tylko zależy od dziecka. Młodszy syn ma aktualnie 9 miesięcy i sam w ogóle nie chce jeść, ogólnie nie chce jeść tylko cyca inne pokarmy zachęcam, daję się bawić ale niestety nie jest zainteresowany. Mam dwóch synów, których wychowuje tak samo, a każdy jest inny.

Ja BLW jestem trochę rozczarowana. Ono niesie ze soba takie założenia, że człowiek zupełnie nie potrzebnie traktuje tę metode jak jakąś Biblię. Nastawiłam się na nie wiadomo co, a książka mimo iż jest fajna to zapomniała dodać, że czasem rodzą się dzieci ze sporą awersją do jedzenia i na niejadka nie ma żadnej metody. Moje dziecko pewnie kiedyś zacznie normalnie jeść, ale to pewnie nie będzie już moim małym dzidziusiem, a dużą dziewczynką. BLW przerabiam już ponad 20 miesięcy, teraz na szczęście z większym luzem, ale wszystkie minusy jakie wypisałaś mnie również drażnią i wkradły się do nas na stałe. Czasem zastanawiam się jakby to było gdybym próbowała papki podawać, ale zrezygnowałam z nich, bo moja córka nie chciała nigdy buzi otwierać i jeść czegokolwiek z łyżeczki, BLW stało się naszą koniecznością, a nie wyborem. Do tej pory jest kapryśna, faktycznie za duży wybór jest sporym minusem. Z czasem i tak zaczęłam biegać za nią z łyżeczka, co bardzo jej się podoba, bo jak dziecko ma BLW próbować skoro nie chce w krzesełku do karmieni siedzieć ani nigdzie indziej? Biega i rozrzuca mi jedzenie po całym mieszkaniu, co wpadnie jej do buzi to i tak wypluwa od razu na ziemię. Ja z czasem już świrowałam i odpuściłam na tyle (co i tak nie przyniosło lepszych efektów), że córka mało je, słabo przybiera na wadze, ale wyniki krwi ma dobre, po prostu jeść nie lubi i nie ma na to nigdy czasu. Mam nadzieję, że można dziecku zaufać i wie co jest mu potrzebne, bo mała nie weźmie żadnego nabiału do budzi, nie ma mowy o serkach, jogurtach, twarogu, ser żółty i wędliny też nie wchodzą w grę. Owoców nie zje wcale, nie wypije soczków żadnych, tylko woda i ziołowe herbatki. Nigdy nie chciała butelki, ani mleka modyfikowanego. U nas nieustannie gotowana jest kasza jaglana, którą zjada, brokuł i czasem rybka oraz chleb z masłem i to w zasadzie tyle. Jak jest sezon to bób cieszy się u nas powodzeniem, a książka pisze o całym targowisku, wszystkich smakach i innych cudach tego wszechświata – ja się nagotowałam już tyle, że szkoda gadać, a ona i tak je ciągle to samo, więc nie wiem o co chodzi z tym BLW! Mimo wszystko polecam, ciekawe doświadczenie i na ogół się sprawdza więc próbować warto :) wtedy minusem jest głównie bałagan.

moja kolezanka dawno temu karmila swoje dziecko w wyzej opisany sposob, niestety w buzi niewiele jedzenia lądowało i dziewczyna wyrosla na baaaaaardzo szczuplą, nadal niewiele je. Pozdrawiam

A ja mam takie pytanie poniekąd związane z tematem jedzenia. Jak się Pani zapatruje na temat pasożytów u dzieci? Odrobacza Pani profilaktycznie? Doszukuje się takich powodów braku apetytu u dzieci czy nie bierze tego pod uwagę? Nie pytam żeby coś sugerować, absolutnie. Znam taką mamę u której brak zjedzonego obiadu przez dziecko wiąże się z badaniami na pasożyty i chciałam znać Pani zdanie na ten temat :-)

Kurcze, dla mnie ta metoda BLW to trochę takie unaukowianie i uteoretyzowywanie (jejku, co za koszmary słowne:D) prostych rzeczy. Nie czytałam książki, więc absolutnie nie twierdzę, że jest bez sensu, ale po przeczytaniu kilku artykułów i wysłachaniu relacji mam, które tę metodę stosowały, wygląda mi to po prostu na zamienienie papek na całe kawałki. Nie wspominam o tym, że dziecko powinno jeść zdrowo, bo to oczywiste. Moja córcia ma 2 latka. Do 6-ego miesiąca była karmiona piersią, plus podawałam jej jakieś kawałki bułki. Później przez chwilę dawałam papki, ale zaraz zamieniłam je na całe kawałki. Nigdy jej do niczego nie zmuszałam, nie uczyłam jeść sztućcami. Już jak miała rok jadła łyżką, teraz sprawnie posługuje się łyżką i widelcem i zabiera się za nóż:) Je rybki, warzywka, owocki (oczywiście nie wszystkie) i nie ma z nią żadnych problemów, nawet w żłobku. Nie twierdzę, że jest wyjątkowa- myślę, że większość dzieci po prostu sama do tego dochodzi. Chyba nie zrozumiem popularności metody BLW, skoro to coś tak prostego i oczywistego, że nawet nie powinno mieć nazwy:)

  • BaBka

Bo jesteś mądrą ufającą swojemu instynktowi matką. Takich jest niestety bardzo mało :( i większość ufa informacji wklejonej w książeczce zdrowia (przez Bebiko) i półce w Tesco gdzie na wysokości oczu pojawiają się słoiczki Gerbera z napisem „po 4 mcu”. Do tego dochodzą pediatrzy nie zwracający uwagi na wytyczne WHO, „nakazujący” matkom rozszerzanie diety w 4 mcu i podanie glutenu w 5, i efekt jest taki, że matczyny instynkt schodzi na drugi plan :) W dzisiejszych czasach lubimy odkrywać świat na nowo: BLW, NHN, to wszystko już kiedyś było, ale warto wydać książkę, wyprodukować trochę akcesoriów i rynek się kręci :) Z pozdrowieniami

Witam, mam córeczkę ktora skończyła 5 miesiecy, pediatra, lekarz chorób metabolicznych i neonatolog poleciły rozszerzać juz diete- nie ma zadnych wskazań zdrowotnych do tego zeby corka jadla juz cos wiecej niz moje mleko, sama nie wiem co mam zrobic:( czy posłuchać lekarzy?

  • jennis

Jeżeli córa przybiera prawidłowo na wadze i jest „ogólnie zdrowa” to spokojnie może pani karmić wylącznie piersią do skończenia 6 miesiąca. Takie są nawet najnowsze zalecenia. Pozdrawiam!

  • Alicja

Nie słuchać lekarza, jeśli dziecko nie wyciąga rączek do jedzenia to poczekać aż skończy 6-7 miesięcy. Mleko matki najlepsze i wystarczające!

hmm..nic nie wiedziałam o BLW a wyszło na to, że mój młody właśnie tak je. Ponad 6 mscy na cycu, a póxniej to już z nami – gotowany kartofelek – niech próbuje, jabłuszka – prosże bardzo – spnak zblanszowany – obslinić, pomamlać. Ma dziecko teraz 17 miesiąc i umie łyżeczkę obsługiwać ( z drobna pomoca bo za wcześnie obraca) i widelczykim leniwe nabija. Ni ema problemu, żeby do buzi wcelować – nie w czoło, w brode czy policzek – wie gdzie jest otwór gębowy :) a więc to sie nazywa BLW – a ja myślałam, że zdrowy rozsądek i obserwacja dziecka.

witam serdecznie w metodzie tradycyjnej jak ja to nazywam tez można jeść wspólne posiłki .moja córka przy papkach tez je całe owoce czy warzywa chrupki chleb .Świetnie sobie sama radzi .Syna też tak karmiłam był bardzo samodzielny i nigdy nie miałam problemów z jedzeniem.Chętnie próbowali nowości .Co do wkręcenia się rodziców do tej metody to się zgadzam słyszałam jak to żle robię …. zwolenników nie potępiam ale też nie chcę by ktoś mi mówił co ja mam robić

  • mama od 5 miesięcy
  • Odpowiedz

Mój synek ma 5 miesięcy, jeszcze nie siedzi samodzielnie więc na razie tylko zbieram informacj e na temat Blw. Był karmiony sztucznie od 3 miesiąca ponieważ straciłam pokarm i niestety po wielu próbach nie udało się go reaktywować. Mały ma ogromne problemy z wydalaniem od urodzenia. Zaczęłam mu rozszerzać dietę po 4 miesiącu i o ile całkowicie zmiksowana zupka nie jest problemem, kiedy próbowałam dać mu rozgniecione małe kawałki, dostał zatwardzenia i było po próbowaniu. Na jabłko zareagował bardzo nieprzychylnie- wzdęcia i bóle brzuszka, które oznajmiał spinaniem brzuszka i krzykiem. Niestety boję się, że za wcześnie zaczęłam rozszerzać dietę, choć pediatra mówił że nie ma przeciwwskazań.

Mam pytanie w kwestii praktycznej: jak to zrobić aby talerzyk nie lądował wiecznie na podlodze, bo przy jedzeniu jest bardzo ciekawym elementem, który musi wziąć dziecko do rączek, a co za tym idzie zrzucić co sie na nim znajduje. Póki co zostało mi trzymanie ciągłe talerzyka, ale może ktoś zna sposób na zaradzenie temu??

  • Nieznajoma

Jeśli dziecko siedzi w krzesełku do karmienia to można jedzenie podać bezpośrednio na tacce od krzesełka (oczywiście po wcześniejszym dokładnym umyciu).

Skoro największy minus to marnowanie jedzenia, to coś czuję, że to będzie coś dla nas! (Jak się synuś już urodzi i podrośnie, oczywiście). :)
Mamy dwa psy, baaaaardzoooo łakome psy! Zjedzą wszystko.
Gorzej, że martwię się, czy mały nie nauczy się karmienia psów ZAMIAST jedzenia.. Choć w sumie można psy zamykać na czas naszych posiłków i dopiero potem puszczać, żeby sprzątnęły bałagan. :P

Zgadzam się ze WSZYSTKIM a głównie z uwagą o „wyznawcach” BLW. W życiu zawodowym spotykam się z różnymi grupami społecznymi i prym w rankingu „najmniej lubiane” wiedli zawsze nauczyciele. Odkąd zaczęłam rozszerzać dietę młodemu (metodą BLW od samego początku) i pełna entuzjazmy zapisałam się do wszystkich możliwych BLW grup na fb, w rankingu na „najmniej lubianą grupę społeczną” nauczycieli wyprzedziły matki…. fanatyczne, niemyślące logicznie, nieustępliwe, wulgarne, agresywne i niekiedy niestety krzywdzące swoje dzieci w myśl jedynej słusznej często źle zrozumianej idei BLW :(

  • Testująca Rodzina
  • Odpowiedz

Synek ma 8 miesięcy ale nie chce połykać za bardzo tego co ma w buzi. Jedzenie traktuje jako zabawę. Nie mam pomysłu jak mu pomóc załapać o co chodzi w przełykaniu? Jest tylko na mojej piersi na razie mu to wystarcza ale próbujemy od 6 miesiąca z blw i jakoś słabo wychodzi

A a mam inny problem: Zaczełam właśnie BLW, jednak dziecko bawi się jedzeniem, a nie wkłada go praktycznie w ogóle do buzi. Nie wiem jak to możliwe, bo normalnie wszystkie przedmioty „ciucia”. Paulino, Czy też tak miałaś? Po jakim czasie od zaczęcia przygody z BLW dziecko zaczeło u Ciebie brać do buzi i przeżuwać (nie połykać)?

Paulina Stępień
  • Paulina

Spokojnie, to etap poznawania, nic na siłę :) na początku mało co lądowało w brzuszku, ale już po kilku dniach więcej, po miesiącu super, a teraz po wielu miesiącach je samodzielnie :)

Czy można dziecku po 4 miesiącu podawac papki, a gdy usiadzie zaczać blw? Dziecko na mm i rozszerzanie diety zaleca sie po 4 miesiacu. Czy czekać aż usiadzie i dopiero zaczac blw a do tego czasu samo mm?

Dodaj komentarz: