2 tygodnie diety warzywno-owocowej – wrażenia i efekty

2 tygodnie diety warzywno-owocowej – wrażenia i efekty

Paulina Stępień
  • Paulina Stępień
  • 14 komentarzy
  • Aktualizacja:

Na prawdziwe podsumowanie przyjdzie czas, ale dostaję tyle pytań, że stąd ten wpis, o wrażeniach, efektach pierwszych dwóch tygodni diety warzywno-owocowej (polecam poczytać). I choć wciąż mam wiele obaw w związku  tym postem to przyznam, że jedzenie smakuje super. Co jeszcze się zmieniło?

Po co mi ta dieta? Michał się śmieje, że jestem na tej diecie by go odchudzić :) Ale przede wszystkim chcę, zdrowotnie nas nastawić na lepsze żywienie, bardziej świadome, z większą liczbą warzyw czy też oparte głównie o warzywa. Wcale nie chcę rezygnować z mięsa czy ryb, choć na pewno ograniczę je (bez żalu). Mimo to nie pogardzę od czasu do czasu dobrym sushi czy czymś słodkim. Tak czy tak liczę, że dieta ułatwi mi te zmiany na dłuższą metę.

Jestem bardzo ciekawa zdrowotnego aspektu tego postu i faktycznego oczyszczenia. Ciekawi mnie czy wyniki morfologii się zmienią, układ hormonalny itd. Wiele osób też wspomina o przypływie energii, co byłoby fantastyczne.

Obawy

1. Mało kalorii. Nie jestem fanką diet eliminacyjnych, bo uważam, że najzdrowsza jest dobrze zbilansowana dieta. Tutaj mamy mało kalorii i same (i to nie wszystkie warzywa – polecam wpis o założeniach tego postu). Przekonuje mnie w tym tylko to, że jest to nie tyle dieta, a post. I gdy tak się do tego podejdzie to trochę inaczej się patrzy i na jedzenie i na założenia. Dla tych, którzy obawiają się słowa post polecam wpis z menu warzywno-owocowym na 1 tydzień – nie jest się głodnym!

2.  Dzieci. Ja do tego postu przymierzałam się już dawno, ale bardzo chciałam namówić Michała. Jednak jednym z jego argumentów/obaw było: „czy znasz kogoś na tej diecie, kto ma dwójkę małych dzieci”. Nie znałam. Ale uznałam, że damy radę. I dajemy, okazuje się, że da się nie podjadać po dzieciach, a co więcej, że one same jedzą więcej warzyw.

3. Podwójne gotowanie. Niemniej na pewno gotowania jest więcej. To również była jedna z obaw i tutaj faktycznie muszę to potwierdzić. W kuchni spędzam więcej czasu, bo często przygotowuję oddzielne posiłki dla nas i dla dzieci. Z drugiej strony jemy różnorodnie (wbrew pozorom) co mi się podoba.

4. Badania medyczne. Jedną z obaw było, że jest to dieta znachorska :) Myślę, że na pewno łatwiej jest wytrwać ludziom, którzy prócz oczyszczenia ciała dążą do oczyszczenia swojego umysłu, ducha. Trudno mi to kwestionować, niemniej sama dieta jako taka, czy lepiej mówić post, ma uzasadnienie medyczne i wiele opracowań o jej korzystnym działaniu. W tym wszystkim jednak nie udało mi się wciąż znaleźć informacji (innej niż z książek/wykładów p. Ewy Dąbrowskiej) dlaczego akurat przy 800 (czy innym razem przy 600 kcal) następuje wyłączenie ośrodka głodu i brak jego odczuwania. Niby rozumiem te wszelkie medyczne opracowania o niskiej kaloryczności, ale nie wiem czemu 400, 600 czy 800, a nie np. 560 kcal i dlaczego dla wszystkich jest takie samo (mężczyźni, kobiety, chudzi, grubi itd.). Może wnikam tu w jakieś poważniejsze zagadnienia, ale to jest jedna z rzeczy, która w jakiś sposób mi nie daje spokoju.

5. Głód. Kolejną obawą był głód i brak energii. Głód okazał się nieistotny, bo go się w sumie nie odczuwa, za to z energią bywa różnie. Jest równa cały dzień, nie ma „zjazdów” jak podczas zwykłego żywienia (już nie wspomnę o spadkach energetycznych po zjedzeniu bułki itd.). Jest stały poziom energii, ale nie nazwałabym go szczytowym. Czuje się wiecznie, jak bez kawy, choć ja znoszę dietę lepiej niż Michał, który dość mocno narzeka na brak sił.

Zmiany

No dobrze to było o moich i Michała obawach. Część się sprawdziła, część nie. A jakie zaszły zmiany?

Podoba mi się, że jemy więcej warzyw. Warzyw przez duże „W”. Nie tylko pomidor na śniadanie, surówka, ogórek itd., ale fantastyczne dania warzywne, które sycą świetnie, a są często proste do przygotowania. Już teraz mogę polecić wam curry z dynią czy bakłażana z warzywami, dania proste, a jednocześnie aromatyczne i smaczne.

Podoba mi się też, że dzieci jedzą więcej warzyw. Patrzą na nasze talerze pełne kolorowego jedzenia i pada pytanie: „mamo, a mogę spróbować?”. I to jest super. Zjadają chętnie makaron z cukinii (i to nie tylko ten z malinami, ale z sosem pomidorowym), chętnie jedzą kotlety z kalafiora, zupę dyniową czy wspomniane już wyżej curry z warzywami (w wersji ciut łagodniejszej).

Podoba mi się też to, że częściej wychodzę po świadome zakupy. Już dawno nie robię zakupów, głównie kupuję online, ale wiadomo, że warzywa nie są powalające. Teraz częściej wychodzimy na bazary, stragany, szukać kolejnych dojrzałych warzyw. Obok uginających się skrzynek z pomidorami malinowymi jeszcze nigdy nie przeszłam obojętnie. Chętniej zamawiam na lokalnymrolniku czy ranozebrano, jeśli muszę jednak zamówić online. Ogólnie to późne lato/wczesna jesień wydają mi się fantastyczne na tę dietę. Te piękne dynie, dojrzałe pomidory, bakłażany, cukinia, wszystko nasycone słońcem! Mniam!

Bardzo zmienił się też smak, jeszcze dwa tygodnie temu grapefruit wydawał mi się cierpki, taki, że język miałam niczym po znieczuleniu, a dzisiaj wydaje mi się tak słodki, że mam ochotę na kolejny kawałek. Używam też jeszcze więcej przypraw, co szalenie mnie cieszy, bo można nimi zdziałać cuda.

To są zmiany, które bardzo mi się podobają.

Jedzenie na wynos :)
Jedzenie na wynos :)

Wrażenia

Jakie są moje dotychczasowe wrażenia? Bardzo pozytywne, choć przyznam, że wielu produktów mi brakuje. I nie mięsa czy nabiału (ten lubię i się obawiałam jego braku, szczególnie dobrych serów zagrodowych, jogurtów), ale nasion, orzechów, strączków. Wiele dań miałoby pełniejszy smak, gdyby dodać do nich trochę sezamu, wrzucić posiekane orzechy czy doprawić całość sosem sojowym. Stąd bardzo się cieszę na wyjście z diety, kiedy stopniowo te produkty będą wprowadzane.

Czasem trochę przeraża mnie to gotowanie, oczywiście mam łatwiej, jestem z tych, którzy lubią spędzać czas w kuchni, ale nie ukrywam, że spędzam go dużo, dużo. O wiele łatwiej jest skoczyć do kuchni, otworzyć lodówkę, wziąć kefir, wsypać trochę musli niż kroić warzywa na sałatkę :) Wcale nie mam zamiaru was oszukiwać, że jest inaczej. Ale najpewniej dużo zdrowiej.

O wiele trudniej jadać na mieście. W zasadzie nie ruszamy się bez naszego bento :) Wszędzie są buły, pizze, jak sałatka to z serem, a jak coś innego to są to słodycze. Jedzenie samej sałaty mało mnie kręci więc wolę brać pakiet jedzenia ze sobą.

Nasz wyprawka na piknik na działce :)
Nasz wyprawka na piknik na działce :)

Efekty

Trudno mówić o efektach po 2 tygodniach. Nie wiem czy będziemy na poście pełne 6 tygodni czy 4, zobaczymy, ale dopiero wtedy, a raczej dopiero po wyjściu z postu, będzie można mówić o efektach.

Póki co jest zmęczenie u Michała. Ja znoszę post zdecydowanie lepiej i poza bólem głowy, sennością w dwóch pierwszych dniach nie odczuwam nic szczególnego. Czuję się dobrze, nie mam zjazdów energetycznych, choć też nie tryskam jakąś ogromną energią.

Waga Michała to – 4 kg, moja – 2 kg, przy czym ja nie mam zbyt wiele do osiągnięcia w tym temacie :)

I to chyba tyle wrażeń, a ja kończę dla was robić menu na drugi tydzień diety. Dajcie znać, jakie są wasze odczucia, jak wyglądało to u was.

Komentarze:

a biegacie podczas postu?

Paulina Stępień
  • Paulina

Michał biega, ja ogólnie mam jakiś problem z bieganiem :(

ja będąc na diecie miałam dni, gdy już nie mogłam patrzeć na warzywa to wtedy zajadam się grejfrutami ;) był to najlepszy słodycz :D

Mój mąż za żadne skarby by sie nie dał namówić. Już słyszę to: „Samą trawę mam jeść?!” :) Inna rzecz, że sama bym się nie skusiła. Słaba w dietach jestem.

Paulina Stępień
  • Paulina

Jakby co to zerknij :) Okazuje się, że nie tylko trawa jest do jedzenia na tej diecie :)))
A poważnie to jest wiele dań, które można wprowadzić do codziennego menu, kilka polecam opornym :) np. curry z dyni – omnmnom!
Zerknij sobie na menu http://domowa.tv/menu-tygodniowe-dieta-warzywno-owocowa-tydzien-2/

  • Algo

Mnie do warzyw przekonywac nie trzeba U mnie dziś placki a’la ziemniaczane tylko z cukini, marchwi i selera :)

Paulina, bardzo się cieszę że dzielisz się z nami takimi przepisami – brakowało mi tego jak byłam na diecie – czasem już pomysły się kończyły ;) a co do jedzenia na mieście to porazka, przyznaje że jak człowiek zapomni z domu swojego jadła to bardzo się musi natrudzić żeby znaleźć coś prostego dietetycznego na miescie. Ale to jeszcze nie najgorsze, w mieście jeszcze się znajdzie predzej czy poziej jakieś vege bar ale w miejscowościach górskich? Przeżyłam stres jak w czasie postu trafiłam do Krynicy, znajomi szybko znaleźli karczmę a ja nie mogłam się doprosić jakiś zwykłych ogórków kwaszonych lub surówki bez śmietany lub oleju….i tak w kilku napotkanych miejscach…no łatwo w tej kwestii nie było;)

Zastanawiam się nad tą dietą i mam takie o to pytanie… Jak gotujesz dla dzieci, np makaron, to próbujesz i wypluwasz? Albo inne rzeczy, czy nie za słone czy tam jakieś? Bo nie mam pomysłu jak rozwiązać tą kwestię ;) Bardzo Ci dziękuję za warzywno owocowe inspiracje a nawet całe tygodniowe menu, może łatwiej mi będzie podjąć to wyzwanie :)

Paulina Stępień
  • Paulina

Makaron raczej na czucie, dotyk. Jak robię coś nowego to faktycznie próbuję i wypluwam, ale zdarza mi się to mało kiedy. Wiele dań np zupy mamy wspólne.
Na śniadania dzieci prócz warzyw mają kanapki na pumperniklu, albo jajecznicę z kaszą, czy „zupę mleczną” – wszystko znane, więc nie mam co sprawdzać :)
na obiad zupa – jak my, drugie danie jak mają mięso, rybę to raczej patrzę czy zrobione, doprawiam ziołami, nie dodaję nic ostrego, więc nie martwię się, że będzie pikantne. Co innego jak zdarzy nam się zamówić coś na mieście, wtedy faktycznie biorę kawałek do ust.
Zatem to o dziwo nie jest problem, bardziej obawiałam się „podjadania” po dzieciach, bo a to zostawiali kanapkę, a to kaszę z obiadu. Ale okazało się, że kanapki robię w mniejszej ilości i najwyżej dorabiam, a resztę jakoś nie wiem czy podrośli czy jak, ale w zasadzie nic nie zostawiają :)

Swietne przepisy,jutro skorzystam.Po 2-tyg.odczuwam głód i monotonię sałaty itd.

Zdecydowałam się na dietę owocowo-warzywną, bo inne zwyczajnie na mnie nie działały. Dodatkowym argumentem był mniejszy nakład w przygotowywaniu posiłków i koszt. Mam swój ogród i sad, wiec warzywa czy owoce nie były dla mnie problemem, tych co nie miałam kupowałam. W domu mam również wytłaczarkę do soków z „ronica”, więc swobodnie mogłam je przygotowywać. Ogólnie dania w diecie, którą stosowałam były smaczne i kolorowe co na pewno jeszcze bardziej zachęca do jedzenia. Po kuracji czułam się lżejsza i zdrowsza.

Na tej diecie nie powinno się ćwiczyć,biegać itp. Poza spacerem .Dla organizmu jest zbyt wyczerpujące. Zacznie się spalanie mięśni.Proszę uważnie przeczytać, co na ten temat mówi autorka książki,,Przywracać zdrowie żywieniem”. Jestem na tej diecie po raz 4. Dopiero gdy rozpoczęłam wychodzenie z postu-zdrowe odżywianie-wówczas był aerobik, długie jazdy na rowerze. to dało efekt.

Dodaj komentarz: